Reklama

Dobrze, że prezydent Donald Trump składa wizytę w Polsce, nie tylko z punktu widzenia stosunków polsko-amerykańskich, chociaż Polska w jego kampanii wyborczej praktycznie nie istniała. Wprawdzie spotkał się z Polonią, gdy kandydował na prezydenta, ale generalnie nie wypowiadał się na temat Polski i Polaków czy Polonii w Stanach. Jego wiedza, jak i jego polityka wobec Polski będą nieprzewidywalne. Zobaczymy, co powie, to będzie z pewnością bardzo ciekawe przemówienie – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Longin Pastusiak, historyk, politolog, amerykanista, były marszałek Senatu

Justyna Koć: Co oznacza dla Polski wizyta Donalda Trumpa?
Longin Pastusiak: Po pierwsze, Donald Trump dowie się, gdzie Polska leży, bo muszę powiedzieć, że jest to unikalny prezydent Stanów Zjednoczonych, który nie ma obycia międzynarodowego, nie ma doświadczenia politycznego, nigdy wcześniej nie zajmował żadnego stanowiska obieralnego w Stanach Zjednoczonych, ale ma pieniądze. Sam przyznaje się do 10 mld dolarów, banki oceniają go skromniej, na 3-4 mld, ale to nie ma większego znaczenia przy takich kwotach, miliard w tę czy tę stronę.

Jest to na pewno wyjątkowy prezydent USA. Bez doświadczenia, nie służył też w wojsku, nie zna żadnego języka obcego, i jest prezydentem największego kraju na świecie.

W związku z tym odgrywa ważna rolę w polityce międzynarodowej, wobec tego to, jaka ta polityka będzie, nie jest obojętne dla świata. A jaka ona będzie, jest ciągle w jakiś sposób niewiadomą. Pracuję właśnie nad jego biografią i mogę powiedzieć, że jest to nieprzewidywalny polityk.

To dlaczego wybrał Polskę?
Trump jest politykiem, który ma niesłychanie rozdęte ego, jest wyjątkowo wrażliwy na krytykę. Wiadomo, że codziennie na Twitterze prowadzi swoją polemikę z byle jakim krytycznym artykułem, który się gdzieś w Stanach Zjednoczonych pojawił. Zresztą od osób z jego otoczenia wiem, że każdy swój dzień zaczyna od lektury prasy, ale nie po to, aby być na bieżąco, dowiedzieć się, co wydarzyło się w Stanach, na świecie, tylko aby sprawdzić, co o nim piszą i natychmiast reaguje na publikacje na swoim TT. Jest to wyjątkowo egocentryczny prezydent, więc spodziewam się, że z zadowoleniem przyjmie wizytę w Polsce, bo tu władze zgotują mu wielką klakę i gorące przyjęcie. Zresztą Donald Trump zapowiedział już, że nie pojedzie do Wielkiej Brytanii, mimo iż otrzymał takie zaproszenie od rządu brytyjskiego, ponieważ wiadomo, że tam spotkałby się z falą protestów; krąży nawet petycja podpisana przez kilka tysięcy osób, które domagają się zakazu wjazdu do Wielkiej Brytanii dla Trumpa.

Reklama

On lubi splendor, klakę, komplementy, dlatego władze polskie szykują mu takie właśnie entuzjastyczne przyjęcie.

Trump zrywa tym samym z niepisaną tradycją, że prezydent USA odwiedza w pierwszej kolejności wieloletnich sojuszników, jak Niemcy, Francja czy właśnie Wielka Brytania?
Tradycyjnie prezydenci amerykańscy zaczynali swoje wizyty zagraniczne od wizyty w swoich krajach sąsiedzkich, czyli albo w Kanadzie, albo w Meksyku. Trump postąpił tutaj precedensowo. Pierwszą wizytę złożył w Europie i na Bliskim Wschodzie, jego wizyta w Polsce jest jego drugą wizytą zagraniczną.

Jak już mówiłem, to dobrze, że przyjedzie do Polski, bo przynajmniej dowie się, gdzie Polska leży. Mówię to bez złośliwości, ale

stopień jego wiedzy o świecie jest bardzo ograniczony.

Wszyscy to podkreślają, także jego rozmówcy, prezydenci, premierzy, którzy dotąd spotykali się z Trumpem.

Czy wobec tego możemy spodziewać się innej polityki zagranicznej także wobec Polski?
Ja uważam, że dobrze, że składa wizytę w Polsce, nie tylko z punktu widzenia stosunków polsko-amerykańskich, chociaż Polska w jego kampanii wyborczej praktycznie nie istniała. Wprawdzie spotkał się z Polonią, gdy kandydował na prezydenta, ale generalnie nie wypowiadał się na temat Polski i Polaków czy Polonii w Stanach. Jego wiedza, jak i jego polityka wobec Polski będą nieprzewidywalne. Zobaczymy, co powie, to będzie z pewnością bardzo ciekawe przemówienie, jak i samo wydarzenie. Warto dodać, że jego poprzednik, czyli Barack Obama, nie był pewien, czy Trump dotrzyma słowa, jeżeli chodzi o obecność wojsk amerykańskich w Polsce. Ponieważ Trump wypowiadał się bardzo krytycznie także o samym sojuszu Północnoatlantyckim, nazywając go przestarzałym. Nie było więc pewności, czy on podtrzyma to stanowisko ustalone między rządem Polskim a Stanami, że oddziały amerykańskie będą stacjonowały w Polsce. Amerykanie mieli przybyć w lutym.

Barack Obama przyśpieszył tę decyzję i wojska przybyły już w styczniu, jeszcze przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa na prezydenta, które odbyło się 20 stycznia.

Wiemy już, że Trump nie cofnął tej decyzji.
Tak, bo on w ogóle jest humorzasty i zmienny, nieprzewidywalny w swoich poglądach i decyzjach. Akurat to stanowisko, jak i wobec całego Sojuszu Północnoatlantyckiego skorygował. Już nie mówi, że NATO jest przestarzałe, ale żąda teraz od sojuszników z większym naciskiem, aby łożyli więcej środków na obronę, przypomnę 2 lub więcej proc. PKB. Tylko 5 krajów pośród 28 członków Sojuszu spełnia ten warunek. W tym Polska.

Czy to sukces polskiej dyplomacji, czy po prostu ta wizyta wpisywała się w politykę Trumpa?
I jedno, i drugie. Oczywiście rząd polski bardzo zabiegał o tę wizytę, bardzo intensywnie zabiegał. Po drugie, Trump chciałby złożyć wizytę w kraju, który go przyjmie entuzjastycznie, gdzie nie będzie protestów, ponieważ on tego po prostu bardzo nie lubi i źle znosi.

Uważam, że to jest jednak też sukces polskiej dyplomacji, bo to jest jego druga wizyta zagraniczna. Na pewno to, co go też zachęciło, to fakt, że za jedną wizytą

spotka się też z liderami 11 państw Europy Środkowo-Wschodniej i załatwi od razu, mówiąc kuriozalnie, kawałek Europy jedną wizytą.

Czy ta wizyta Trumpa może pogłębić kryzys między Warszawą i Brukselą? Unia Europejska i jej przywódcy często krytykują prezydenta USA za jego politykę.
Nie powinno tu być sprzeczności. W naszym interesie jest utrzymanie dobrych stosunków i ze Stanami Zjednoczonymi, jak i oczywiście umacnianie naszego miejsca w Unii Europejskiej. Trump zmienił również swoje zdanie o UE. Proszę pamiętać, że kiedy był jeszcze kandydatem na prezydenta, był przeciwny UE, opowiadał się za izolacją Unii, a nawet za jej rozwiązaniem, o czym wspominał w niektórych swoich przemówieniach. Postulował też, aby USA z każdym krajem europejskim indywidualnie nawiązywały stosunki gospodarcze i handlowe. Oczywiście gdy objął urząd prezydenta, zmienił zdanie, ponieważ Unia jest silnym organizmem nie tylko politycznym, ale i gospodarczym, a Stany Zjednoczone mają mocno rozwinięte stosunki gospodarcze z UE, wiec nie są zainteresowane rozpadem czy kryzysem w Europie.

Jak ocenia pan Donalda Trumpa na tle innych prezydentów USA?
To unikalny prezydent, pierwszy na fotelu w Białym Domu, który nie ma żadnego doświadczenia politycznego. Nigdy nie zajmował żadnego obieralnego stanowiska.

Jego związek z Partią Republikańską jest bardzo luźny. Zanim do niej przystąpił był dwukrotnie członkiem Partii Demokratycznej,

a także założonej przez siebie Partii Reform. Kiedy ogłosił swoją kandydaturę, nie konsultował tego z establishmentem Partii Republikańskiej, a kierownictwo republikanów odniosło się do jego kandydatury bardzo chłodno. Trump w prawyborach szedł jak burza, bo nie był uzależniony od funduszy partyjnych. Finansował swoją kampanię z własnych środków i wydał na nią kilkadziesiąt milionów dolarów. Wygrał między innymi też dlatego, że w Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia ze zjawiskiem ogromnego braku zaufania społeczeństwa amerykańskiego do władzy federalnej. Prestiż Kongresu, prezydenta jako urzędu jest bardzo niski. Miliony Amerykanów nie wydobyło się jeszcze z tego kryzysu gospodarczego, który zaczął się w 2008 roku. Dlatego społeczeństwo jest takie krytyczne dla władz.

Trump wykorzystał to, że nie jest związany z elitami Partii Republikańskiej , mówił “ja przepędzę tych darmozjadów z Waszyngtonu, ja wam poprawię warunki życia”. Tego typu obietnice znalazły posłuch i Trump w efekcie pokonał Hillary Clinton, mimo że ta dostała 2 mln 900 tys. głosów więcej w głosowaniu powszechnym. Taki jest system amerykański, że można dostać więcej głosów, ale przegrać wybory, zresztą pięciokrotnie już się tak zdarzyło.


Zdjęcie główne: Donald Trump, Fot. Flickr/Gage Skidmore, licencja Creative Commons

Reklama