Reklama

To będzie prestiżowa porażka, jeżeli Saryusz-Wolski nie otrzyma poparcia żadnego kraju oprócz Polski – mówi nam europeista dr Kamil Zajączkowski z Centrum Europejskiego UW. Pytamy też, jak Europa patrzy na Polskę, jakie są kompetencje przewodniczącego Rady Europejskiej i jak wygląda procedura wyboru. Próbujemy się także dowiedzieć, jak Donald Tusk może działać dla dobra Polski na tym stanowisku, bo tego dotyczą główne zarzuty polskiego rządu.

Justyna Koć: Jakie szanse ma kandydat polskiego rządu Jacek Saryusz-Wolski na stanowisko szefa Rady Europejskiej?
Kamil Zajączkowski:
Wydaje się, że nie ma absolutnie żadnej szansy, tym bardziej to widać po poniedziałkowym spotkaniu ministra Waszczykowskiego ze swoimi kolegami z V4, już 2 ministrów – Czech i Słowacji – dość stanowczo powiedziało, że zbyt ryzykowna to gra, aby nie popierać Tuska. Widać, że nawet państwa V4 prawdopodobnie opowiedzą się za Tuskiem. Gdyby sytuacja była choć trochę lepsza dla Jacka Saryusz-Wolskiego, to nie sądzę, żeby tweetował w niedzielę aż tyle razy i nie byłoby tylu komentarzy, powiedzmy, antyniemieckich ze strony czołowych polityków PiS. To była desperacka próba zatrzymania Tuska.

Rzecznik rządu mówi, że premier Szydło prowadziła rozmowy na ten temat już kilka miesięcy temu. Po to ta desperacja?
Nie wierzę w to, że tę kandydaturę sondowano od kilku miesięcy. Gdyby sondowano i byłyby to poważne głosy, to dużo wcześniej by się do tego zabrano, a nie na kilka dni przed wyborem.

To jest próba pokazania, że Polska ma swoje stanowisko, ma swój silny głos. Natomiast jeżeli ten głos okaże się bez poparcia, to będzie pewnego rodzaju, może nie kompromitacja, ale prestiżowa porażka.

To pana zdanie jako europeisty. A jako politolog jak pan wytłumaczy ruch PiS? To na potrzeby polskiego podwórka?
Sądzę, że ten ruch ma dwojaki wymiar. Na użytek wewnętrzny pokazanie mocnemu elektoratowi, że PiS nigdy nie będzie popierał Tuska, trzymanie tych 34 proc. poparcia, a z drugiej strony wymiar europejski. To jest testowanie stolic europejskich, na ile mogą dogadywać się z rządem PiS na temat różnego rodzaju koncepcji, które nie są po linii rządów zachodnich. To jest próba pokazania, że Polska ma swoje stanowisko, ma swój silny głos. Natomiast jeżeli ten głos okaże się bez poparcia, to będzie pewnego rodzaju, może nie kompromitacja, ale prestiżowa porażka. Jeżeli nawet państwa grupy V4 oficjalnie będą przeciwko koncepcji rządu polskiego, to pojawia się pytanie o spójność tej koncepcji. Ta spójność już kilka razy była wystawiana na próbę.

Reklama

Ja wygląda sama metodologia wyboru?
Sam wybór przewodniczącego Rady Europejskiej jest opisany w sposób bardzo ogólnikowy w traktatach Lizbońskich. To jest art. 15, tam nie ma szczegółów i nie jest dokładnie opisane, jak ma się wybory przeprowadzać. To nie jest przypadek. Ci, którzy pisali traktat, być może przewidzieli, że w przyszłości takie sytuacje mogą mieć miejsce. Pewnie nie przyszło im do głowy, że akurat dwóch Polaków będzie na jedno stanowisko konkurować między sobą, ale na pewno specjalnie dali pewne pole manewru politykom. Po drugie, nie ma formalnych zapisów odnoszących się do procedury zgłaszania kandydatów.

Jeżeli zwycięży koncepcja, że chcemy dogadywać się ze wszystkimi, czyli święta zasada konsensusu Unii, to prawdopodobnie będzie 3 kandydat.

Tusk jest drugim przewodniczącym. Wcześniej kandydatura Van Rompuya została wystawiona przez państwo, które pełniło prezydencję. W przypadku jego reelekcji także państwo, które wówczas pełniło prezydencję, poparło reelekcję Van Rampuya, oczywiście po konsultacji z innych stolicami. W przypadku Tuska on nie musi się ubiegać o jakiś mandat państwa członkowskiego. Tutaj – to akurat jest jako jeden z nielicznych zapisów dokładnie sprecyzowane w Traktacie Lizbońskim – jest napisane, że mandat przewodniczącego będzie odnowiony na kolejne 2,5 roku. Nie jest potrzebne żadne poparcie, żadna kandydatura. Po prostu obecna prezydencja maltańska pyta się, czy odnawiamy, i tyle. Tak to powinno wyglądać.

Rozumiem, że Malta się zapytała, a polski rząd powiedział “nie”?
Jeszcze do soboty wszyscy myśleli, że nie będzie sprzeciwu Polski. Rząd może nie poprze Tuska, ale nie będzie sprzeciwiał się oficjalnie. Jeżeli już, to będzie milczący sprzeciw. Tutaj po prostu zgłoszono kontrkandydata. Ale też nie wypełniono pełnych kryteriów. Traktat Lizboński mówi, jak ma wyglądać zgłaszanie kandydata i jakie ma mieć kompetencje i doświadczenie. Musi to być przynajmniej osoba, która jest równorzędna z tymi zasiadającymi w Radzie Europejskiej. Powinna być premierem lub prezydentem.

Głos decydujący mają 4 państwa: Włochy, Francja, Hiszpania i Niemcy.

Mamy 2 kandydatów, i co dalej?
Tu również mamy 2 scenariusze. W pierwszym Tusk zostaje wybrany przez Radę Europejską większością kwalifikowaną. Drugi scenariusz zależy w dużej mierze od tego, co postanowią 4 największe państwa Unii: Francja, Hiszpania, Niemcy i Włochy. Jeżeli podejmą decyzję, że tak, to już nic nie zablokuje Tuska. W drugim wariancie szczyt zostanie nierozstrzygnięty i najpóźniej za miesiąc zostanie zwołany specjalny szczyt poświęcony już tylko wyborom przewodniczącego RE. Tylko że już wtedy szanse Donalda Tuska są niewielkie, bo ktoś trzeci będzie się musiał pojawić. Ten scenariusz oznacza, że UE będzie szukała konsensusu z Warszawą. Nie wiem, który scenariusz zwycięży, ale z drugiej strony trudno sobie wyobrazić sytuację, że po każdych wyborach w Niemczech, Francji, Holandii, jeżeli zmienia się ekipa rządząca, i ta ekipa nie dogaduje się z przedstawicielem, który został wcześniej wybrany na stanowiska europejskie, aby Unia zmieniała swoich wysokich urzędników. W takim kontekście zwycięży Tusk. Jeżeli zwycięży koncepcja, że chcemy dogadywać się ze wszystkimi, czyli święta zasada konsensusu Unii, to prawdopodobnie będzie 3 kandydat.

Będzie to socjalista?
Nie wiem, bo to trudno przewidzieć. Padają różne nazwiska, np. byłej premier Danii. Powiem szczerze, że ja nie zazdroszczę tej trzeciej osobie, bo osoby bardzo poważane będą miały problem w Europie. To będzie trochę wchodzenie w grę, którą przedstawił Kaczyński. Sądzę też, że może nie będzie aż tak dużo kandydatów, bo to nie będzie zdrowa sytuacja. Co innego, jak jest się mianowanym w kontekście pewnej wizji europejskiej, ale nie oszukujmy się, gdyby nie to posunięcie rządu PiS, to Tusk dostałby reelekcję bez problemów.

Możliwe, że te państwa Unii nie chcą też być “zakładnikami” Kaczyńskiego i jego polityki.

Jak wygląda podział sił w Europie?
Głos decydujący mają 4 państwa: Włochy, Francja, Hiszpania i Niemcy.

Wiemy, że prezydent Francji już oficjalnie poparł Tuska, powiedział to w jednym z wywiadów dla prasy.
Tak, i nie doszukiwałbym się jakichś podziałów na rządy socjalistów, prawicowców, konserwatystów. Raczej tu będzie gra między 4 największymi państwami. Wiemy też, że w poniedziałek odbyło się spotkanie przywódców tych największych państw. Być może decyzja już zapadła. Tylko o niej nie wiemy. Możemy się domyślać po wypowiedzi prezydenta Francji, że Donald Tusk zostanie. Możliwe, że te państwa Unii nie chcą też być “zakładnikami” Kaczyńskiego i jego polityki. Tu też pojawia się jeszcze jedna kwestia. Proszę pamiętać, że jeżeli zmieniliby szefa Rady Europejskiej, to mogą zacząć pojawiać się inne głosy, że musimy zmienić wysoką przedstawiciel czy kogoś innego. Tusk znajduje się w pewnej układance, wyjęcie jednej osoby z tej układanki powoduje zachwianie. Dziś Europa skupiona jest na tym, jak ma się zmieniać, a nie kwestiami personalnymi.

Można popaść w lekką schizofrenię, bo z jednej strony polski rząd mówi, że Tusk nic Polsce nie załatwił, a z drugiej strony mówi, że się wtrąca w wewnętrzne sprawy Polski.

Kim jest przewodniczący Rady Europejskiej? Słyszymy w Polsce, że rząd nie poprze Tuska, bo ten nic nie robi dla Polski. Co może i co powinien szef RE?
Tu można popaść w lekką schizofrenię, bo z jednej strony polski rząd mówi, że Tusk nic Polsce nie załatwił, a z drugiej strony mówi, że się wtrąca w wewnętrzne sprawy Polski. Prawda jest taka, że to jest funkcjonariusz międzynarodowy, reprezentuje Unię jako całość. Nie może się opowiedzieć za którymś z państw. Ma stać ponad państwami, ma koordynować działania 28, a później 27 państw. Po drugie, jego kompetencje są jasno określone, jeżeli chodzi o sprawy wewnętrzne. Jego główną rolą jest mediacja, konsultowanie i wypracowywanie agendy na spotkania. To on ustala z 27 państwami, co ma być na poszczególnych szczytach UE. Oczywiście to nie jest tak, że Donald Tusk siedzi i wymyśla 5 punktów i wysyła je do 27 stolic Europejskich. On po postu dzwoni do wszystkich 27 stolic i pyta: co was boli, co chcecie omówić i na podstawie 27 rozmów układa agendę. Ponadto poszukuje konsensusu, np. w sprawie Grecji i Komisji Europejskiej, czyli poszukuje możliwości porozumienia między państwami, albo państwami i instytucjami unijnymi. Prowadzi też szczyty Unii Europejskiej. Jak widać, jego zadania są szczegółowo określone w Traktacie Lizbońskim. Trudno spodziewać się, że będzie on reprezentować tylko Polskę. Oczywiście – i to przedstawiciele Czech i Słowacji powiedzieli – nieformalnie jest osobą, która rozumie dany region, rozumie dane państwa. W przypadku Donalda Tuska jest to osoba, która lepiej rozumiem Europę Środkową i Wschodnią niż np. przedstawiciel Włoch czy Portugalii.

Jakie konsekwencje mogą grozić Polsce i całej Europie środkowo-wschodniej, jeżeli przez intrygi PiS Tusk nie dostanie reelekcji i szefem RE zostanie trzeci kandydat?
Unia się nie zawali, Polska też nie, ale będzie to na pewno dosyć smutne. Część osób wmawia, że Donald Tusk ma jakąś ogromną władzę, tymczasem ta władza jest mocno ograniczona, nie oszukujmy się. Na pewno natomiast jest to wyróżnienie, nie tylko dla Polski, ale i dla całego regionu, że w 2014 roku właśnie Polak został przewodniczącym Rady Europejskiej. Tu nie chodziło o realną władzę, tylko bardziej o docenienie tej części Europy i symboliczne połączenie z Europą Zachodnią. Obawiam się, że gdyby Tusk nie został wybrany, to mielibyśmy do czynienia już wcześniej z odradzaniem się podziału na wschodnią i zachodnią część Unii. Wiele innych czynników wskazuje na to, że gdy Tuska zabraknie, to ten podział będzie się pogłębiać, a to będzie dla Polski bardzo złe.


Zdjęcie główne: Beata Szydło, Fot. P. Tracz/KPRM, Flickr

Zapisz

Zapisz

Reklama