Reklama

Nagród i premii ciąg dalszy. Tym razem wyszło na jaw, że rząd PiS-u nagradzał także członków gabinetów politycznych, wypłaty sięgały 20-30 tys. Szef gabinetu ministra spraw zagranicznych, Jan Parys, otrzymał w zeszłym roku ponad 36 tys. zł premii. Łącznie pracownikom gabinetu politycznego wypłacono ponad 115 tys. zł nagród. To i tak o ponad połowę mniej niż rekordzista. Najwięcej, 255 tys. zł, otrzymali współpracownicy Mateusza Morawieckiego z Ministerstwa Rozwoju.

Rząd daje swoim

O nagrody w MSZ zapytał poseł PO Krzysztof Brejza, który ujawnił także wcześniejsze premie i nagrody, jakie rząd PiS-u przyznawał sam sobie.

Zapytanie w tej sprawie do MSZ wysłał 6 marca. Z odpowiedzi, którą uzyskał, wynika, że osiem osób z gabinetu politycznego ministra spraw zagranicznych – szef gabinetu, doradcy ministra oraz asystent polityczny – dostało w ubiegłym roku premie i nagrody w wysokości ponad 115 tys. zł.

28946682_883861298483802_759316196_o

Reklama

Najwięcej, bo ponad 36 tys. dostał Jan Parys, szef gabinetu politycznego, ale doradcy ministra wzięli niewiele mniej. Przemysław Żurawski vel Grajewski otrzymał ponad 20 tys. Sylwia Ługowska-Bulak ponad 16 tys. zł, niecały tysiąc mniej dostał inny doradca Piotr Łysakowski.

Skok na kasę Polaków

– To przerażające, mamy kolejne dziesiątki tysięcy nagród. Wygląda na to, że jak tylko PiS dorwał się do władzy, to zaczął  sobie sami wypłacać nagrody – mówi nam Krzysztof Brejza.

Z pisma, które opublikował poseł PO, widać wyraźnie, ze w 2016 roku członkom gabinetu politycznego również wypłacono nagrody, ale kwoty były dużo mniejsze. W roku 2017 to ponad 115 tys. zł, a 2016 na ten sam cel wydano “tylko” ponad 43 tys. zł. – To pokazuje, że z czasem, jak zobaczyli, że te informacje nie wypływają, to zaczęli przyznawać sobie jeszcze większe nagrody. Ten wzrost jest ponad dwukrotny. Widać, że ta wielka PiS-owska pijawka zasysa jeszcze bardziej. To niebywały skok na kasę Polaków – komentuje Krzysztof Brejza.

Samonagradzanie

Nie tylko gabinet polityczny ministra dostał dodatkowe wynagrodzenie. Obecny szef MSZ, Jacek Czaputowicz, również zdążył wziąć 27 tys. zł nagrody w ubiegłym roku. Zaznaczmy, że do ministerstwa przyszedł we wrześniu. Jako wiceminister przez zaledwie 3,5 miesiąca zdążył wziąć łącznie 27 tys. zł nagród, oznacza to, że w tym czasie miesięcznie dostawał 8 tys. nagrody oprócz normalnego wynagrodzenia.

– To absolutny skandal, ze świecą szukać kogokolwiek, kto za trzy miesiące pracy dostałby prawie 30 tys. zł nagród – mówi Krzysztof Brejza. Przypomnijmy, ówczesny szef wiceministra Czaputowicza, minister Witold Waszczykowski, wziął ponad 70 tys.

Premier Ewa Kopacz nie dawała nagród

Po ujawnieniu gigantycznych nagród rządu Beaty Szydło posłowie PO wystosowali kolejne zapytanie do marszałka Kuchcińskiego z prośbą o informacje nt. premii i nagród, które przyznała poprzednia premier Ewa Kopacz. Z oficjalnej odpowiedzi wynika, że premier Kopacz nie wypłaciła żadnej nagrody, nie dała też nikomu premii.

Czubek góry lodowej

Ponad 1,3 mln kosztowały w 2017 roku podatników premie tylko dla pracowników gabinetów politycznych, czyli osobistych doradców ministrów.

– To tylko czubek góry lodowej. Symbolem tej pazernej władzy stała się sama premier Szydło i premier Morawiecki. 75 tys. dla Morawieckiego i 65 dla Beaty Szydło, która sama sobie wypłaciła nagrodę. To rzecz niebywała i bezprawna – mówi nam Krzysztof Brejza. I dodaje: – Czy to znaczy, że premier Szydło uznała, że sama musi się zmotywować bardziej do pracy?

Miliony dla swoich

Z informacji ujawnionych do tej pory wynika, że nagrody dla 20 ministrów, kluczowych polityków PiS, to 1,5 miliona z budżetu. Wiceministrowie otrzymali nagrody w wysokości 3,5 mln zł. Teraz okazuje się, że również gabinety polityczne, gdzie zazwyczaj pracownikami są aparatczycy partyjni, również dostawały gigantyczne nagrody. Do tego spółki Skarbu Państwa, agencje. – PiS to jedna wielka pijawa, która się przyssała i jest nienażarta w swojej pazerności. Będziemy to wszystko odkrywać, dopytywać, pisać interpelacje, tak aby Polacy poznali skalę wyciągania pieniędzy z państwa – mówi Krzysztof Brejza.

Dodajmy, że wcześniej o koszty nagród i premii pytał dziennikarz “Super Expressu” Sylwester Ruszkiewicz, jednak jego zapytania zostały zbagatelizowane. Dopiero oficjalne pisma posłów zmusiły polityków PiS do ujawnienia wysokości nagród.

82 tys. dla ministra Błaszczaka

Przypomnijmy, na początku lutego poseł Krzysztof Brejza ujawnił, że ministrowie odchodzącego rządu Beaty Szydło wypłacili sobie 1,5 miliona złotych premii. Rekordzista, minister Mariusz Błaszczak, dostał 82 tys., ministrowie Morawiecki i Zalewska wzięli po 75 tys., Gliński i Ziobro niewiele mniej, bo po 72 tys. Sama premier oprócz przyznania sobie nagrody dofinansowała też szkołę, w której pracuje jej mąż, dotacją w wysokości 2,4 mln zł.

Bum❗️Odpowiedź na moją interpelację ws. nagród dla ministrów. Te horrendalne kwoty➡️to nie są nagrody❗️
Oni stworzyli sobie system dodatkowych pensji. Skok na kasę Polaków.#MiałoNieWyjść #PiSokryzja pic.twitter.com/KXQHA9PJDM

Za co premie?

O powód przyznania tak wysokich premii pytała Agnieszka Pomaska, również posłanka PO. Premie były uznaniowe – odpowiedział Michał Szrot, zastępca szefa gabinetu KPRM.

Z gabinetu do korpusu dyplomatycznego

W konsekwencji ujawnienia wysokich nagród i premii premier Morawiecki zapowiedział redukcje gabinetów politycznych.

Ten populistyczny ruch premiera, nazwany “odchudzeniem administracji”, szybko został zdemaskowany. Okazało się, że większość dotychczasowych członków gabinetów przejdzie do korpusu służby dyplomatycznej – co notabene jest niezgodne z konstytucją. Rząd zapowiedział również prace nad zwiększeniem uposażenia dla posłów i senatorów pracujących w ministerstwach. Oprócz pensji z ministerstwa będą mogli pobierać 60 proc. uposażenia posła.


Zdjęcie główne: Fot. Pixabay

Reklama