Reklama

Czasem zastanawiam się, czy ten rząd nie działa w myśl zasady, że po nas choćby potop – mówi nam dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiamy o działaniach rządu, kryzysie w koalicji i kryzysie w służbie zdrowia. Czy COVID złamie teflonowy PiS? – Pytano mnie już, kto przegra na tym, że władza skupia wzrok na niej samej, i ja od maja konsekwentnie powtarzam, że przegrają Polacy, przeciętny Kowalski, który będzie miał podstawowe kłopoty z opieką medyczną, a przecież nie tylko na COVID chorujemy – mówi nasza rozmówczyni

JUSTYNA KOĆ: Kolejny rekord zakażeń, 4280 przypadków, 76 zgonów. To wzrost o 1/4 względem dnia poprzedniego. Tak źle jeszcze nie było. Jak ocenia pani działania rządu, tym bardziej, że jeszcze niedawno premier mówił, że wirus jest w odwrocie?

EWA PIETRZYK-ZIENIEWICZ: Bo była kampania wyborcza i premierowi zależało, żeby ludzie zajęli się wyborami, a nie pandemią. Mogę to zrozumieć, ale teraz

rząd musi pochylić głowę i wstydzić się za to.

Sama pandemia nie jest oczywiście winą rządu, ale to, że rząd przespał wakacje i nic nie zrobił, już jest ewidentne. Nawet we wrześniu odpuszczono działania związane z pandemią, a rząd zajmował się sobą i ważniejsze było, kto będzie, a kto nie ministrem. Podobnie dla opozycji ważniejsze było, kto przekręcił pieniądze w sprawie respiratorów, niż to, że sytuacja jest dynamiczna. Trzeba oczywiście ścigać patologie, ale to nie powinno być na pierwszym planie.

Reklama

Pytano mnie już, kto przegra na tym, że sytuacja właśnie tak wygląda, że władza skupia wzrok na niej samej, i ja od maja konsekwentnie powtarzam, że przegrają Polacy, przeciętny Kowalski, który będzie miał podstawowe kłopoty z opieką medyczną, a przecież nie tylko na COVID chorujemy. Wykonuje się mniej zabiegów, jest gorszy dostęp do terapii onkologicznych. Źle to wygląda i nic nie wskazuje na to, że sytuacja się zmieni.

Teraz wszystkie ręce na pokład i każde pieniądze na służbę zdrowia, służby porządkowe do działania, bo przy okazji pandemii wyszły na wierzch zaniedbania wielu lat. Nie mamy lekarzy, ludzi do obsługi sprzętu medycznego itd. Za to także płacą zwykli ludzie. Jedna z partii opozycyjnych zaproponowała, żeby pieniądze zamiast na obronność przesunąć na służbę zdrowia. Na razie na wojnę nikt chodzić nie będzie, bo wszędzie jest pandemia. Skoro tyle nie mieliśmy sprzętu wojskowego, to trudno, jeszcze wytrzymamy, dotąd nikomu nie spędzało to snu z powiek, może z wyjątkiem pana Macierewicza.

Teraz trzeba dać lekarzom podwyżki, premie, sprzęt, zabezpieczyć ich, jak i całą służbę zdrowia,

ale okazuje się, że o to też awantura i nie ma zgody. Tymczasem, moim zdaniem, władza dziś przede wszystkim powinna bronić nas przed koronawirusem, a nie domniemanymi atakami.

Normalnie pracują szkoły, podobnie uniwersytety, nowy minister od szeroko pojętej nauki i edukacji na kwarantannie. Pani czuje się bezpiecznie?
Mam wrażenie, że uczelni można było nie otwierać i pozostawić wszystko online, co, powiedzmy szczerze, nie jest żadnym studiowaniem, bo potrzebny jest lepszy sprzęt i więcej kadry. Natomiast w szkołach te najmłodsze dzieciaki powinny móc zostać w domach, tylko na to trzeba mieć pieniądze. Teraz mamy około 500 szkół zamkniętych i sytuacja postępuje w niedobrym kierunku. Nowy pan minister, zresztą na kwarantannie, jeszcze niezaprzysiężony, skupia się bardziej na sobie i własnych wypowiedziach. Zresztą to, co mówił, jest ogromną nieprzyzwoitością.

Jeżeli pan minister zacznie od zmiany podstawy programowej i podręczników, czyli zmiany ideologicznej, a nie od tego, jak szkołę zreformować, także pod względem pandemii, to będzie jeszcze gorzej.

Wszystko można zorganizować i tu powinna skupić się uwaga władzy, a nie na tym, że, jak twierdzi pan minister, brzydko jest być gejem, a rodzina składa się z kobiety i mężczyzny.

Czy zatem PiS dalej będzie teflonowy? Na razie rządzącej partii nic nie szkodzi.
Mam wrażenie, że Polacy do tej pory nie do końca zrozumieli, jak groźna jest ta pandemia. Natomiast PiS dostaje teraz z drugiej strony, od rolników i górników. Rolnicy mówią, że napluto im w twarz, a przecież PiS wygrał w dużej mierze ich głosami i prawie zmiótł PSL, dopiero teraz Kosiniak-Kamysz próbuje coś tu zmienić.

Nie tylko hodowcy zwierząt futerkowych i ci, którzy hodują mięso na ubój rytualny, protestują. Rozumiem, że to kwestia kredytów, kontraktów i dotyka wielu dziedzin. Ktoś tu nie pomyślał. Oczywiście jestem całym sercem za zwierzakami, ale może warto było wprowadzić dłuższe vacatio legis, odszkodowania. Tymczasem mamy pandemię, kroczący kryzys gospodarczy, a rząd nie ma pieniędzy i koło się zamyka, dlatego podejrzewam, że ten teflon na PiS-owskiej patelni może się ostro zarysować, jeżeli chodzi o prowincję. Podobnie o górnictwo, gdzie związek czuje się obrażony, ale prawdą jest, że trzeba coś zrobić z nierentownymi kopalniami. Czasem zastanawiam się, czy ten rząd nie działa w myśl zasady, że po nas choćby potop.

Jeżeli dodamy do tego już nie wewnętrzne utarczki, tylko silne niechęci i sprzeczności interesów w samej koalicji rządzącej, to może być kiepsko.

Pan Ziobro wybił się na niepodległość tak bardzo, że niemalże skoczył prezesowi do oczu. Prezes na pewno tego nie zapomni, plus pan Gowin, który chyba nie wie sam, w którą stronę się obrócić. Do tego delfin, czyli pan premier, który stara się mało mówić o tych problemach i razem z prezydentem jakoś dziwnie zamilkli, co też pokazuje, że w łonie obozu rządzącego nie dzieje się dobrze.

Pojawiają się głosy, że PiS będzie chciał wprowadzić stan nadzwyczajny, może nawet na 3 lata do wyborów, i będzie spokojnie rządził. To realny scenariusz?
Zacytuję senatora Marka Borowskiego, który jest bardzo mądrym człowiekiem: jeszcze dwa lata temu powiedziałbym, że to niemożliwe, teraz wszelkie tego rodzaju próby są możliwe, ale czy to da się zrobić, to już inna sprawa. Podejrzewam, że

to może wywołać ogromne protesty uliczne i to w czasie pandemii.

Tu trzeba bardzo wiele wyważenia i zdrowego rozsądku. Wiele niemożliwego okazało się być możliwe, łącznie w wieloma nadłamaniami i złamaniami konstytucji.


Zdjęcie główne: Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, Fot. British Alumni Society

Reklama