Reklama

Środowym meczem w barwach Bayernu Monachium przeciwko Crvenie Zvezda Robert Lewandowski zainauguruje swój dziewiąty sezon w rozgrywkach Champions League. Po najważniejsze klubowe trofeum kapitanowi reprezentacji Polski nie udało się sięgnąć z Jurgenem Kloppem, Pepem Guardiolą, Juppem Heynckesem i Carlo Ancelottim. Tym razem ma się udać – z mniej doświadczonym Niko Kovacem na ławce trenerskiej, ale przebudowanym i odmłodzonym Bayernem.

Kapitan reprezentacji Polski jest już dziś, w wieku 31 lat najbardziej utytułowanym polskim zawodnikiem w historii klubowych rozgrywek – ma w swoim dorobku 17 trofeów. Jego stosunek ilości rozegranych spotkań w Lidze Mistrzów do ilości bramek jest imponujący, wręcz kosmiczny. W 80 meczach elitarnych rozgrywek strzelił 53 gole i jest siódmym strzelcem w historii Champions League, tracąc do trzeciego na liście Raula (skończył karierę w 2015 roku) 18 bramek. Przy wciąż topowej formie Lewandowskiego – do zrobienia w dwa sezony. 31-latek pomimo świetnych indywidualnych osiągnięć, nie może o sobie powiedzieć, że jest piłkarzem spełnionym w Europie. Bo wciąż nie wzniósł Pucharu Mistrzów.

Im dłużej, tym… dalej

Co ciekawe, Lewandowski najbliżej triumfu w tych rozgrywkach nie był w czasach gry w hegemonie z Monachium – z bawarczykami trzykrotnie odpadał w półfinałach. To w sezonie 2012/13, występując jeszcze w barwach Borussii, miał jak dotąd jedyną szansę w karierze na zwycięstwo w Champions League. Jego BVB z Jurgenem Kloppem na ławce i „polskim triem z Dortmundu” przegrało 2:1 na Wembley z… Bayernem, do którego Lewandowski przeniósł się po kilku miesiącach. Do finału już więcej nie dotarł, choć mistrzów Niemiec prowadzili prawdziwi fachowcy i managerowie przez duże M – Pep Guardiola, Jupp Heynckes i Carlo Ancelotti, a wokół Polaka biegali tacy zawodnicy jak Arjen Robben, Franck Ribery, James Rodriguez, Thomas Muller czy Xabi Alonso.

Poprzedni sezon był ciągłą walką o przetrwanie na stanowisku Niko Kovaca, który przejął Bayern po krótkim powrocie z emerytury Heynckesa. Monachijczycy nie grali tak, jak oczekiwaliby zarówno kibice, jak i władze klubu z Uli Hoenessem i Karlem-Heinze Rummenige na czele. Kovac uratował swoją posadę dzięki zdobyciu (dopiero w ostatniej kolejce) mistrzostwa Niemiec, a także pucharu kraju. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów z Liverpoolem w 1/8 finału uznano za klęskę i początek większych zmian w klubie. Te dotyczyły jednak kadry zespołu, bo Kovac posadę zachował.

Nowe porządki

Bayern został wzmocniony i odmłodzony. Do klubu przyszli mistrzowie świata: Benjamin Pavard i Lucas Hernandez, ofensywę wzmocnili Ivan Perisić i Philippe Coutinho, pierwszy od lat tak głośny transfer mistrzów Niemiec. Wszystko po to, by wreszcie spełnić marzenie kibiców, władz i samego Lewandowskiego, którego pozycja w Monachium jest dziś tak mocna, że kapitan polskiej kadry potrafił przed sezonem domagać się transferów i krytykować opieszałość klubu na rynku.

Reklama

Nic dziwnego – Lewandowski (znów bez wartościowego zmiennika) ma w Monachium pozycję mocną, jak chyba nigdy wcześniej. Po odejściu z klubu Robbena, Riberi’ego, Rafihni czy Matsa Hummelsa jest jednym z najważniejszych głosów w szatni. I co najważniejsze – jest niezawodny i niezastąpiony. I znów przechodzi samego siebie.

Czas, czas, czas…

W pierwszych pięciu oficjalnych spotkaniach tego sezonu zdobył już 9 bramek ze wszystkich 15 goli Bayernu. A przecież to dopiero początek jego znajomości i współpracy z Coutinho, z którym powinni stworzyć duet na miarę finału Ligi Mistrzów. Bo kiedy, jeśli nie teraz?

Lewandowski ma już 31 lat i choć dziś w futbolu na najwyższym poziomie taki wiek nie robi z piłkarza emeryta, a raczej sportowca w sile wieku, świadomego swojego ciała i możliwości, to każda kolejna próba wejścia na europejski szczyt będzie coraz trudniejsza. Mówi się też przecież, że planem Lewandowskiego jest amerykańska MLS za dwa, może trzy lata. Jeszcze więc daleko, ale powoli pojawia się gdzieś horyzont, na którym z sezonu na sezon Puchar Mistrzów będzie się stawał coraz bardziej rozmyty.

Pierwszy krok Roberta Lewandowskiego i jego Bayernu musi zostać wykonany w środowy wieczór. W pierwszym meczu Grupy B mistrzowie Niemiec zmierzą się z Crveną Zvezdą Belgrad. Początek meczu o 21:00.


Zdjęcie główne: Fot. Andor Kish, licencja Creative Commons

Reklama