Reklama

Kaczyński poległ na każdej linii. Nie tylko nie zdyscyplinował Ziobry, Gowina i ich ludzi, ale również nie zdyscyplinował swoich 14 posłów. Została obnażona jego straszna słabość i teraz zrobi wszystko, żeby to przykryć – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. Rozmawiamy o przyczynach rządowego kryzysu i o możliwych scenariuszach. Pytamy też wprost, czy Kaczyński powtórzy ruch z 2007 roku i pójdzie na wcześniejsze wybory. – PiS mógł wejść na ścieżkę oddania władzy, bo za wcześniejszymi wyborami kryłby się pewien ciekawy polityczny plan. Kaczyński wie, że te wybory pozbawiłyby go większości parlamentarnej i możliwości stworzenia rządu. Być może jego plan zakłada więc przeczekanie najbliższych 4 lat, czyli czasu kryzysu, braku pieniędzy, dziurawego budżetu, epidemii, w spokoju w ławach opozycji, będąc zabezpieczonym przez Dudę w Pałacu Prezydenckim oraz Przyłębską w Trybunale Konstytucyjnym. Rząd stworzony przez KO, Hołownię, PSL, może SLD, miałby większość, mógłby administrować krajem, ale nic więcej nie mógłby zrobić – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Dynamiczne 24 godziny za nami i chyba najpoważniejszy kryzys w Zjednoczonej Prawicy. Jak to się skończy?

MAREK MIGALSKI: Moim zdaniem to wszystko rozejdzie się po kościach, bo to są tylko typowe przepychanki przy rekonstrukcji rządu spowodowane ambicjami liderów wszystkich trzech ugrupowań. Te wszystkie konferencje, zapowiedzi Marka Suskiego czy marszałka Terleckiego, uzasadnianie swojego postępowania przez “ziobrystów”, jakoby bronili praworządności w Polsce – to wszystko strachy na Lachy.

Wszyscy w Zjednoczonej Prawicy rozumieją, że przyśpieszone wybory są dla wszystkich trzech ugrupowań problematyczne czy wręcz niekorzystne. Gdyby wybory wcześniejsze się odbyły, to Kaczyński utraciłby samodzielną większość. PiS samodzielnie dostałoby niższe poparcie społeczne, niż ostatnio, i w moim przekonaniu straciłoby szanse na rząd mniejszościowy. Dlatego Kaczyński straszy koalicjantów i swoich posłów, ale raczej realnej groźby przyśpieszenia wyborów nie będzie. Z jednym zastrzeżeniem:

Reklama

gdyby wybory miały odbyć się za kilka tygodni, to PiS pozbawione Gowina i Ziobry otrzyma około 30 proc. poparcia.

Aż tak słabo? Kaczyński mówił podczas spotkania klubu, za co dostał oklaski, że ogon nie może machać psem, więc chyba liczy na więcej?
To prosta matematyka. Zjednoczona Prawica otrzymuje notowania 35-38 proc., maksymalnie 40 proc., co rzadko się zdarza. Zatem pozbawiona wsparcia partii, które mają 3-4 proc. poparcia, przy atmosferze kłótni, niezrozumiałej zresztą dla tego elektoratu, oznacza, że PiS dostanie raczej bliżej 30, niż 40 proc. poparcia. Jeżeli po drugiej stronie Koalicja Obywatelska weźmie swoje 23-25 proc., Hołownia 10-15 proc., Lewica 10, PSL z Gowinem ok. 10 proc., być może nawet około 10 weźmie Konfederacja, to oznacza to, że Kaczyński oddaje władzę. Tylko że być może o to właśnie chodzi…

Ale już gdyby PiS poszło samo, tak samo Porozumienie i Solidarna Polska, plus opozycja, która jest w nie najlepszej formie, to być może Kaczyński zdobyłby samodzielną większość, bo osobno Porozumienie i SP dostają mniej niż 5 proc. i nie przekraczają progu.
Zgoda, gdyby Ziobro i Gowin poszli osobno, to oczywiste jest, że żadna z tych partii nie weźmie więcej niż 5 proc. Gdyby połączyli siły, co jest możliwe, to już szanse mają, tylko w moim przekonaniu Gowin będzie próbował pójść z PSL, a Ziobro będzie szukał porozumienia z Konfederacją. Pewnie PSL byłby zainteresowany współpracą z Gowinem, ale nie sądzę, żeby Konfederacja chciała działać z Ziobrą, który jest jej bezpośrednią konkurencją. Można nawet powiedzieć, że

Ziobro w ostatnim czasie udawał Konfederację, wszystko, co mówił, mogło się wyborcom tej partii podobać, ale jednak on jest dla części wyborców prawicowych pisowską podróbką.

O co tak naprawdę chodzi, bo przecież nie o “ustawę futerkową”?
Oczywiście o poszerzania wpływów przy rekonstrukcji, o czym już trochę powiedzieliśmy, ale też jest coś innego i chyba ciekawszego. W krótkiej perspektywie będziemy to obserwować przez najbliższe godziny, ponieważ Kaczyńskiemu chodzi o to, aby zakryć oczywisty fakt, że on poległ na każdej linii. Ne tylko nie zdyscyplinował Ziobry, Gowina i ich ludzi, ale również nie zdyscyplinował swoich 14 posłów. Została obnażona jego straszna słabość i teraz zrobi wszystko, żeby to przykryć.

Przyciśnięty do ściany Ziobro nie pękł, przyciśnięty Gowin także nie, oprócz jednej posłanki Emilewicz, która i tak jest już właściwie w PiS-ie, a to oznacza, że przystawki pokazały, że są, przynajmniej na razie, nie do strawienia.

Po drugie, ta sytuacja wymusiła na PiS-ie wycofanie ustawy, która była istotą wydarzeń w Sejmie, czyli ustawę zapewniającą bezkarność ludziom PiS-u. To Kaczyński musi w najbliższych godzinach ukryć. Dlatego będzie awantura, konferencje, zjazdy samochodów na Nowogrodzką i będzie stroszenie strasznych min i robienie ogromnego hałasu. Po to, aby wszyscy zapomnieli o tym jednym fakcie, że Kaczyńskiego zlekceważyli nie tylko Gowin i Ziobro, ale również 14 własnych posłów. Proszę zwrócić uwagę, że wobec nich Kaczyński zastosował bardzo lekką karę, jaką jest zawieszenie w prawach członka. Była zapowiedź najsurowszych kar, a wyszło na miękko. To pokazuje, że Kaczyński w swojej wszechmocy został zdekodowany.

Czy PiS wszedł na ścieżkę upadku?
Na pewno nie, zresztą upadek PiS-u ogłaszano już kilkukrotnie, zupełnie jak śmierć Marka Twaina, i wielokrotnie plotki okazywały się przedwczesne.

PiS mógł wejść na ścieżkę oddania władzy, bo za wcześniejszymi wyborami kryłby się pewien ciekawy polityczny plan.

Kaczyński wie, że te wybory pozbawiłyby go większości parlamentarnej i możliwości stworzenia rządu. Być może jego plan zakłada więc przeczekanie najbliższych 4 lat, czyli czasu kryzysu, braku pieniędzy, dziurawego budżetu, epidemii w spokoju w ławach opozycji, będąc zabezpieczonym przez Dudę w Pałacu Prezydenckim oraz Przyłębską w Trybunale Konstytucyjnym. Rząd stworzony przez KO, Hołownię, PSL, może SLD, miałby większość, mógłby administrować krajem, ale nic więcej nie mógłby zrobić, bo byłby uzależniony od weta Dudy, który w dalszym ciągu jest niesamodzielny, a jeszcze w takiej sytuacji byłby dopieszczany przez Kaczyńskiego. Żadnej ustawy nie dałoby się uchwalić bez przyzwolenia Dudy.

Z drugiej strony dzisiejsza opozycja przejęłaby prokuraturę, służby, mogłyby ruszyć śledztwa, np. w sprawie dwóch wież, utracone zostałyby też stanowiskach w spółkach, które zasilili członkowie rodzin obecnej ekipy rządzącej.
Oczywiście, że koszty oddania władzy byłyby ogromne, biorąc pod uwagę te tysiące kolesiów w spółkach Skarbu Państwa czy telewizji publicznej. Tylko że to są koszty, które być może Kaczyński jest gotów ponieść, żeby za cztery lata wrócić po pełnię władzy, po tym jak “nieudolny”, skłócony i obciążony przejściem przez kryzys rząd KO-PSL-Hołowni-SLD zostałby przez PiS pokonany. To nie jest na pewno marzenie Kaczyńskiego, ale jest to jakiś plan, który tłumaczyłby racjonalnie ewentualne pójście na przedterminowe wybory. Oczywiście taki wariant też nie jest oczywisty, bo pytanie, jak zareaguje KO.

Sejmu nie można tak sobie rozwiązać większością sejmową, tym bardziej, że ta większość właśnie została utracona.

Plan wcześniejszych wyborów musiałaby poprzeć KO, a nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy tak by się stało i czy Borys Budka uznałby, że to dobry pomysł, aby zostać premierem rządu – spętanego wewnętrznymi uwarunkowaniami z koalicjantami, czy odrzuciłby tę propozycje i pozwoliłby gnić układowi mniejszościowego rządu.

Podobno w przyszłym tygodniu ma być dymisja Ziobry. Minister Wójcik zapowiedział, że odwołanie Ziobry równa się wcześniejszym wyborom. Rozumiem, że nie wierzy pan, aby do tego doszło, mimo tak bezczelnych szantaży “przystawek”?
To tylko gierki koalicyjne, wysyłanie jasnych komunikatów, jaka jest cena za działania z drugiej strony. Trudno oczekiwać, aby posłowie Solidarnej Polski mówili inaczej.

Kiedy Kaczyński przegapił moment, że Ziobro za bardzo urósł? Bo to przecież prezes zbudował Ziobrę, pozwalając mu na zmiany w sądownictwie, połączenie prokuratury z ministerstwem.
Jeśli był taki moment przegapienia, to gdy nie dopatrzył układania list przed 2019 rokiem, gdzie po wyborach okazało się, że Ziobro z 6 szabli w Sejmie ma 19. To tłumaczyłoby jego minorowy nastrój podczas wieczoru wyborczego. Zresztą dzisiaj podobno rozmowy utknęły właśnie w kontekście układania list na 2023, więc w jakimś sensie to uzasadnia tę moją tezę.

Kaczyński zawsze był mistrzem list i wiedział, w którym okręgu jaki poseł z którego miejsca może wziąć mandat, a gdzie nie. Tutaj chyba został ograny lub nie docenił polityków SP, którzy umieszczeni nawet na dalszych miejscach zdobywali mandaty.

Co dalej z TVP? Kurski to członek Solidarnej Polski.
Gdyby PiS odszedł, to dużą część zmian w TVP można zrobić pozaustawowo, np. zmienić prezesa. Wówczas ci wszyscy, którzy dziś udają dziennikarzy w mediach publicznych, będą musieli poszukać pracy zgodnej z ich kwalifikacjami, czyli w szambie w Zakładach Oczyszczania Miasta czy jako śmieciarze, bo do tego się nadają.

Jeżeli powstanie rząd mniejszościowy, to po czyjej stronie stanie Kurski?
Moim zdaniem już dziś Jacek Kurski jest jednym z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, co pokazuje dodatkowo patologię dzisiejszego układu; szef mediów publicznych jest niemalże doradczą prezesa partii rządzącej.

Jestem pewny, że Kurski wypowie wszelkie lojalności wobec Ziobry, zresztą dawno to zrobił.

Na koniec wątek humorystyczny: wiceminister Wójcik mówił na konferencji, że prokurator generalny Zbigniew Ziobro jest strażnikiem praworządności w Polsce. Proszę o komentarz.
Oczywiście, że to element parodystyczny i nigdy o takie umiejętności bym ministra Wójcika nie podejrzewał. Okazuje się, że w ludziach drzemią jednak ukryte talenty, bo tylko w tych kategoriach można traktować to sformułowanie.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Uniwersytet Śląski

Reklama