Reklama

Ruch Putina obniża znacząco bezpieczeństwo Polski, ponieważ zbliża armię rosyjską do granic Polski i to już teraz bezpośrednio. Sądzę, że prezydent Putin ma na celu zneutralizować Ukrainę jako aktywnego uczestnika europejskiego systemu bezpieczeństwa. W dalszej perspektywie czyni to z Polski potencjalne pole ewentualnego starcia militarnego – mówi nam prof. Artur Nowak-Far, prawnik, europeista, były wiceminister spraw zagranicznych

Czy wjechanie czołgów rosyjskich na teren Ukrainy na tzw. republiki ludowe to koniec tego stanu napięcia, czy dopiero początek, a Putin przekroczył Rubikon?

Artur Nowak-Far

PROF. ARTUR NOWAK-FAR: Nie nazwałbym tego przekroczeniem Rubikonu, bo to wymagałoby jakiegoś uściślenia. Wysłuchawszy tego, co miał do powiedzenia opinii publicznej Władimir Putin, wnoszę, że

to raczej dopiero wstęp do jakichś dalszych działań.

Mój wniosek opieram na tym, że po pierwsze, w swoim wystąpieniu prezydent Rosji nie określił granic tych tzw. republik ludowych, które uznał, a po drugie dlatego, że dał do zrozumienia, że ma wątpliwości, czy Ukraina ma w ogóle prawo funkcjonować jako niezależne państwo. Wskazywał nawet na argumenty historyczne, które miałyby wskazywać, że Ukraina nie powinna być niezależnym państwem. Z pewnością mamy prawo pytać o dokładniejsze znaczenie tych słów i o to, co z nich chciałby wnioskować prezydent Putin.

Reklama

Jak powinien zareagować Zachód, co może zatrzymać Putina?
Wydaje mi się, że już podjęto działania, które mają go powstrzymać. Prezydent Putin z pewnością włączył koszt owych sankcji, przynajmniej w krótkim okresie czasu, w swoje kalkulacje. Z tego powodu powinny one być pomyślane na dłużej, a być może również poszerzone – ale to jest kwestia szczegółów.

Co do zasady, odpowiedź natury strategicznej świata zachodniego powinna być stanowcza, a poza tym powinna obejmować bardzo poważne wzmocnienie finansowe, gospodarcze i militarne Ukrainy. To jest program minimum. Wystarczy spojrzeć na mapę i widać wyraźnie, że

jakkolwiek Rosja stwarza zagrożenie wobec Ukrainy i nas, to wzmocnienie właśnie tego państwa będzie oznaczać stworzenie poważnej przeciwwagi sił zgrupowanych przez Rosję na Białorusi. Ten wniosek nasuwa się sam z prostej analizy mapy.

UE i Wielka Brytania nałożyły sankcje na Rosję, to 350 osób na liście restrykcji, Boris Johnson uderza w oligarchów i w banki. Czy to działanie wystarczające?
Na pewno ten koszt wkalkulował Putin w swoją decyzję. Z pewnością jednak liczy on, że za chwilę sprawa „rozejdzie się po kościach”. Uważam więc, że kluczową kwestią jest utrzymanie tych sankcji przez dłuższy czas, aby koszty dla Rosji rosły i przekroczyły to, co mogło być przez nią objęte kalkulacją. Strona rosyjska nie będzie wówczas w stanie utrzymać tych kosztów w ramach, które sobie wykalkulowała.

Putin przekonuje, że jest przygotowany na sankcje, ma rezerwy i nic złego mu się nie stanie.
Z pewnością tak jest i zakładam tu jednak racjonalność z pewnego punktu widzenia strony rosyjskiej. Pytanie jednak jest o to, jak długą perspektywę ta kalkulacja obejmuje.

Jak zmienia to sytuację w Europie, a także sytuację Polski?
Obniża znacząco bezpieczeństwo Polski, ponieważ zbliża armię rosyjską do granic Polski i to już teraz bezpośrednio. Sądzę, że prezydent Putin ma na celu zneutralizować Ukrainę jako aktywnego uczestnika europejskiego systemu bezpieczeństwa. W dalszej perspektywie czyni to z Polski potencjalne pole ewentualnego starcia militarnego.

Putin destabilizując sytuację Ukrainy zamyka jej drogę do ewentualnego członkostwa w NATO i UE?
Myślę, że mamy tu do czynienia z szerszą grą na zastraszanie wszystkich w regionie, by nie mieli ochoty integrować się z UE, a już na pewno nie z NATO.

Rosjanie chcą zastraszyć np. Gruzję. Chcą, by państwa, które uznaje za znajdujące się w jej strefie wpływów, nie próbowały wymykać się, chociażby jako rynek zbytu dla gospodarki rosyjskiej.

Czy Władimir Putin nie powinien bardziej zająć się gigantyczną korupcją, kulawą gospodarką czy sytuacją pandemiczną w Rosji, zamiast atakować Ukrainę? A może właśnie dlatego to robi, bo na innych polach jest dramat?
Każde państwo ma jakieś problemy wewnętrzne. Musi zatem je rozwiązywać. Władza rosyjska najpewniej uznała, że oczywiście problemy wewnętrzne są, ale że uzyska jakieś istotne korzyści poprzez przeniesienie uwagi opinii publicznej wewnętrznej i zewnętrznej na inne sprawy. Nie sądzę jednak, aby to był główny cel prezydenta Putina. Generalnie nie ma jednego wyjaśnienia polityki rosyjskiej w tym kontekście, bo ona jest wielowątkowa i ma wiele celów.

Zastraszanie republik postradzieckich to jedno, a pozostałe to m.in. aby usiąść do stołu z Joe Bidenem?
Sądzę, że ten zakres jest szerszy. Rosja stwierdziła, że nikt nie dostrzegał jej muskułów, że traci jako partner globalny, więc zaistniała właśnie w taki sposób. Jej rola została dostrzeżona, oczywiście w kontekście negatywnym, ale jednak. Rosji nie chodzi tylko o to, aby usiąść do stołu, ale by to zrobić w konkretnym charakterze – silnego, wymagającego i budzącego respekt partnera. Usiąść do stołu można jako ktoś zaproszony albo jako miła ciocia, a

Rosja nie chce być „ciocią”, tylko głównym partnerem dla Amerykanów, Chińczyków i wszystkich innych – ten cel na pewno został osiągnięty.

Drugim celem jest zdestabilizowanie Ukrainy, aby „zwiędła” finansowo i gospodarczo, a co za tym idzie, politycznie. Dodatkowo Rosja chce stworzyć sytuację, w której następował będzie potencjalny wyciek środków UE, bo ta musi wesprzeć Ukrainę. Prezydent Putin liczy na to, że środki te zostaną zmarnotrawione. My z kolei powinniśmy robić wszystko, aby tak nie było, bo im bardziej efektywnie będziemy wspierać Ukrainę, tym bardziej będzie to wbrew rachubom prezydenta Putina.

Kiedy Europa przespała moment, że jesteśmy w takiej sytuacji?
Takie pytanie nie ma większego sensu. Działania władz rosyjskich są obliczone na to, żeby zaskoczyć, zatem ja bym nikogo nie obarczał odpowiedzialnością, że cokolwiek „przespał”. W moim przekonaniu prowadzono w miarę rozsądną politykę regionalną z punktu widzenia świata zachodniego. Pokazywano, że Zachód, z jego poszanowaniem demokracji i praworządności, to interesująca alternatywa cywilizacyjna. Interesującą alternatywą jest zatem upowszechnienie naszego zachodniego sposobu myślenia i funkcjonowania, w którym korupcja nie jest akceptowana i nie ma oligarchii.

Nie widzę zatem powodów do rozmów, że coś przespaliśmy. Oczywiście, że można było wiedzieć i robić więcej, ale taki wniosek może sformułować każdy i w każdej sytuacji. Jeżeli jakiś przywódca jest zdeterminowany, aby podważyć dotychczasowy model bezpieczeństwa w Europie, to trudno zakładać, że coś można było „lepiej zrobić”.

Wstrzymano certyfikację NS2. Na ile ten ruch zaboli Putina, skąd ta nagła twarda postawa Niemiec?
Z oceny sytuacji. Niemcy wiedzą, że strategicznie mogą więcej stracić na NS, niż na zablokowaniu tego projektu. Nord Stream może jest i dobrą inwestycją, ale kiedy sytuacja nie jest tak napięta i wszyscy partnerzy przestrzegają zasad, które były podwalinami NS. Niemcy zakomunikowały właśnie, że dopóki nie zostaną spełnione wymogi, powiedzmy polityczne, to oni nie są zainteresowani kupowaniem gazu z Rosji przez NS. Długofalowa skuteczność tej decyzji zależy od tego, jak duża będzie odporność Europy na wstrzymanie dostaw przez NS. Strategia energetyczna Niemiec na pewno zakładała, że dostaną ten gaz. Teraz Berlin musi pomyśleć, skąd Niemcy będą pozyskają potrzebne im zasoby energii.

Zatkanie NS na pewno mocno zaboli Putina,

bo oznacza utopione koszty w inwestycji, która nie będzie przynosiła żadnych zysków Rosji, a przecież musi być utrzymywana. Nie można nagle zgasić światła i wyjść, bo ta infrastruktura musi być stale konserwowana.

(INK)


Zdjęcie główne: Władimir Putin, Fot. Flickr/Palácio do Planalto, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Artur Nowak-Far, Fot. Flickr/Senat Rzeczypospolitej Polskiej/Katarzyna Czerwińska/Wikipedia Commons

Reklama