Reklama

Szerzenie antynaukowych teorii szczególnie groźne jest wtedy, gdy zaczyna być wykorzystywane przez rządzących do ogłupiania społeczeństwa. Istnieje poważne podejrzenie, że sporą część takich wierzeń pracowicie krzewią boty rosyjskich służb – pisze Krzysztof Łoziński

Zalewa nas fala nieuctwa i głupoty. Czasami, słuchając niektórych polityków prawicy i wyznawców różnych dziwnych teorii, wydaje się, że już czegoś głupszego być nie może. Do tej serii należy wypowiedź łżecznika praw dziecka z PiS o pigułkach powodujących zmianę płci podawanych dzieciom przez edukatorów. W pierwszej reakcji zdumienie: jak ktoś tak głupi może sprawować państwową funkcję? Jednak może. I jeszcze głupsi od niego też mogą.

Przypomnijmy sobie inne publicznie wypowiadane brednie (cytuję z pamięci, więc może nieprecyzyjnie, ale sens zachowany):

– ceny węglowodanów spadają, a to rzutuje na ceny węgla – Jarosław Kaczyński;
– Tupolew to przerobiony bombowiec, a samolot z żelaza powinien wytrzymać upadek z 80 metrów – tenże sam;
– przez World Trade Center samoloty przelatywały w całości, co widać na zdjęciach – tenże sam;
– Polacy często latają do Egiptu, więc lotnisko w Radomiu jest potrzebne, bo z niego bliżej na południe – Marek Suski;
– teorie „zespołu Macierewicza”: sztuczna mgła, rozciągnięty grafen, ściągnięcie samolotu magnesem, żarówki na pasie zamienione z żarówek na światło na żarówki „na ciemno”, „głęboka próżnia” (czyli próżnia o ciśnieniu bezwzględnym mniejszym niż zero), gotowanie parówek, zgniatanie puszek itd.;
– Egipt sprzedał Rosji okręty Mistral za jednego dolara – Antoni Macierewicz;
– dowody na zamach zostawiają mi znajomi na wycieraczce – Antoni Macierewicz.

Podaję tylko przykłady skrajne, ale ilość głupot wygadywanych przez polityków tego obozu idzie już w setki. Poczynając od najstarszych, czyli np. twierdzenia, że wymienialność złotówki spowoduje wywiezienie z Polski wszystkich zagranicznych walut.

Reklama

Ale niestety nie mają oni na głupotę monopolu.

Mnożą się istne sekty wyznawców idiotyzmu:

antyszczepionkowcy, płaskoziemcy, wyznawcy nieistnienia wirusa COVID-19, zwolennicy leczenia piciem wody utlenionej lub leczenia wszystkiego witaminą C, głosiciele, że zjedzenie rośliny GMO spowoduje u człowieka „wszczepienie genu pająka”, że rośliny GMO otrzymuje się za pomocą randapu itp.

Co ciekawe, niektórzy są wręcz agresywni w obronie swoich teorii. Np. wyznawcy „bomby próżniowej” (inaczej bomby energetycznej – patrz Wikipedia), która ma podobno niszczącą siłę implozji. W rzeczywistości bomba ta nie powoduje implozji, tylko falę uderzeniową o ciśnieniu dodatnim (i to sporym). Niedawno pewien pan napisał mi, że „pigułka próżni wielkości tabletki od bólu głowy” spowodowałaby gigantyczne zniszczenie w organizmie człowieka. Zadałem sobie trud policzenia takiej siły. Jest ona mniejsza niż 1/2 grama siły. To jest mniej więcej tyle, co nacisk jednego owocu leśnej maliny na stół. Tak mała siła nie spowoduje w organizmie człowieka niczego. Jednak wyznawca gigantycznych sił implozji chciał mnie niemal zlinczować.

Spotkałem się też innym razem z zarzutem, że „powołuję się na Newtona, a Newton to Żyd”.

Mnożą się różni „uzdrawiacze” nawiązujący często do egzotycznych medycyn, których metody nie raz sami wymyślili przed chwilą. „Leczy się” raka przykładaniem kamieni, brzęczeniem na misach itp. Przez kilka lat działał w Warszawie, z dużym powodzeniem, „gabinet medycyny tybetańskiej”. Dwie rzekome „Tybetanki”, po wylegitymowaniu przez policję, okazały się Cygankami z Rumunii.

Mnożą się też „superskuteczne” nowe sztuki walki o technice rodem raczej z łódzkich Bałut lub warszawskiej Pragi Północ, niż z Dalekiego Wschodu. Nic to nie warte, ale sprzedaje się w telewizji.

Problem z tymi ludźmi polega na tym, że są wyznawcami swojej wiary i nie docierają do nich żadne argumenty.

Niemniej szerzenie się różnych takich antynaukowych teorii jest w sumie groźne, a szczególnie groźne jest wtedy, gdy zaczyna być wykorzystywane przez rządzących do ogłupiania społeczeństwa.

I tu wracamy do wypowiedzi pana łżecznika i różnych teorii pezesa (np. o konieczności „defeudalizacji wsi” lub o „aksjologicznej sprzeczności”). Istnieje poważne podejrzenie, że sporą część takich antynaukowych wierzeń pracowicie krzewią pracowite boty rosyjskich służb.

Wygląda na to, że głupota nie ma granic. Zawsze może być jeszcze głupiej.

Krzysztof Łoziński


Zdjęcie główne: Fragment obrazu Hieronima Boscha Leczenie głupoty, muzeum Prado w Madrycie

Reklama