Reklama

Opozycji udało się zbudować paradoks, że tak jak przed 89 rokiem władza spotykała się w zamkniętych halach i ochraniała ich milicja, teraz obraz rządu PiS-u wygląda podobnie. W zamkniętej hali stoczni mieliśmy agresywny występ Piotra Dudy, premiera, który idzie bokiem w kordonie ochroniarzy i nie podaje ręki kobiecie, pomijam już, że gospodarzowi – analizuje dla nas bilans obchodów 4 czerwca dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. Pytamy też o wystąpienie Donalda Tuska. –  Dużo było retoryki walki i podkreślenia, że nic samo nie przychodzi. Pewnie poza otarciem łez i podniesieniem z kolan to miał też być zimny prysznic. Dla mnie bardzo czytelny był przekaz – jeśli się nie połączycie albo za bardzo rozdzielicie teraz, to w zasadzie zostaniecie zmieceni – mówi

JUSTYNA KOĆ: Przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku na Długim Targu było ku pokrzepieniu serc?

Dr Mirosław Oczkoś

MIROSŁAW OCZKOŚ: Na pewno to przemówienie było trochę na otarcie łez, a może nawet było “podniesieniem z kolan”, stosując obecną retorykę. Wiadomo, że szklankę można widzieć do połowy pustą lub pełną, ale pewnie to przemówienie byłoby zupełnie inne, gdyby wybory zakończyły się innym wynikiem. Donald Tusk nie bardzo miał wybór i nawet jeśli chodziło mu po głowie zakładanie jakiegoś ruchu, to musiał to odłożyć na później. Tu akcenty zostały położone na historyczność, pamięć zbiorową 10 mln ludzi, członków pierwszej “Solidarności”, i przypomnienie, że wówczas można było działać w sytuacji beznadziejnej. Zresztą Donald Tusk miał zamykać taką klamrą ten przekaz. Świetnie wypadł jako wiecowy mówca, ale widać było, że jest spięty. Powaga sytuacji była na tyle duża, że każdy błąd mógłby dużo kosztować.

Ten pomysł analogii do herosów sprzed 30 lat był dobry?
Myślę, że tak. Na pewno pozwoliło to uniknięcia utonięcia w bieżączce. Padło tylko jedno nazwisko z drugiej strony barykady – Jacka Kurskiego, plus stwierdzenie, że opozycja to nie jest tylko anty-PiS. Jak na wystąpienie opozycji, to rzadko spotykane, żeby nie odnosić się w nim do przeciwników. Tu dużo było w stylu: pokazujemy pozytywny przekaz, uśmiechamy się, jesteśmy Europejczykami, jesteśmy bardziej za wolnością. Ważne jest też tło wystąpienia, czyli samorządowcy, którzy uwierzytelniają przekaz, tym bardziej, że byli to najwięksi zwycięzcy samorządowi, wygrani w pierwszych turach, mimo że region głosował na PiS.

Reklama

Dużo było retoryki walki i podkreślenia, że nic samo nie przychodzi. Pewnie poza otarciem łez i podniesieniem z kolan to miał też być zimny prysznic. Dla mnie bardzo czytelny był też przekaz – jeśli się nie połączycie albo za bardzo rozdzielicie teraz, to w zasadzie zostaniecie zmieceni.

Pamiętajmy, że wynik wyborów do PE był trochę ciosem w splot społeczny dla opozycji, ale Tusk też to dobrze ograł, mówiąc, że to jednak 40 proc., co w normalnej sytuacji byłoby szczytem marzeń każdej partii. Tusk to dobrze widzi z perspektywy Brukseli.

Stąd te słowa, że “można przegrać jeden mecz” i że tydzień wystarczy, przestańcie być smutasami?
Oczywiście, że tak. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że po raz pierwszy ktoś przyznał, z obozu innego niż partia rządząca, że wybory były przez opozycję przegrane. Tusk wyraźnie powiedział, że przegraliśmy jeden mecz, zresztą ta retoryka meczowa zawsze działa, dodał też, że aby wygrać, trzeba być sprytnym, czyli kierunek, jaki wskazał, jest jasny: zobaczcie, jak to robią przeciwnicy i użyjcie tej samej broni. To było wiecowe, ale nie rewolucyjne – nie będzie drugiej Bastylii. Trzeba iść do wyborów, ale

opozycja musi ciężko pracować, a nie siedzieć z podkulonym ogonem.

Tusk wyraźnie też odniósł się do tłumaczenia przegranej propagandą w TVP. “Wasza telewizja, nasz Internet. Nie musimy czekać na łaskę pana Jacka Kurskiego” – mówił i przypomniał, że przed 89 rokiem władza miała wszystko, a jednak “Solidarności” się udało. Trudno odmówić mu racji.
To hasło, że “wasza telewizja, nasz Internet”, jest bardzo dobre. Pokazuje to dobrze przykład pani Łukacijewskiej, która wygrała w oblężonej twierdzy PiS-u, a supermenem nie jest. Zatem to jest do zrobienia. Pamiętajmy jednak, że opozycji zostało mało czasu, a kampania przybierze niestety formę “wyrzynania”. Spodziewam się bardzo brutalnej kampanii. To zresztą powiedział Tusk na UW, że te wybory to walka o fundament, jak będzie wyglądał nasz kraj przez następne 20 lat.

Oczywiście wyobrażam sobie, że to przemówienie mogło wyglądać inaczej. Tusk mógł wyjść i skrytykować rząd i PiS, wszyscy biliby mu brawo i byliby zachwyceni, jak im “dowalił”, tylko z tego nic by nie wynikło. To jak z wyjęcia gilotyny i marszu na rządzących. To nie ten czas i tak to nie wygląda w całej Europie. Zresztą doskonałe porównanie do Chin pokazuje, że tu trzeba uważać.

Wracając do telewizji, to rzeczywiście ten argument jest przeceniany, gdy zastanowimy się, ile procent ludzi ogląda telewizję. Szacowałbym, że połowa, a z badań wynika, że zaledwie 30 proc. młodych, którzy byli najsłabszą grupą, która poszła do wyborów.

Czy to było przemówienie przyszłego kandydata na prezydenta?
To tylko spekulacje, ale na dziś, jeżeli miałbym gdybać, to Tusk nie wystartuje. Oczywiście jeżeli Koalicja przejmie władzę, to jest szansa, że zmieni zdanie. To jest chłodna kalkulacja, a Tusk ma za dużo do stracenia, a za mało do zyskania.

Ta retoryka, że “nie jesteście anty-PiS” może zadziałać?
To dobry ruch. PiS opanował zresztą tę sztukę do perfekcji. Tu nie chodzi o to, żeby stawiać się na kontrze, tylko pokazywać, że jesteśmy lepsi, ale nie na zasadzie wykluczenia. To też paralela do tego, co powiedział na UW, że dalej będziemy mieszkać w tym samym kraju po wyborach. We wtorek w Gdańsku zabrzmiało to dużo mocniej. Przekaz był prosty; aby przegrani nie pielęgnowali w sobie poczucia beznadziei, że Schetyna nie ma charyzmy, Kosiniak-Kamysz jest podgryzany przez Pawlaka, który z kolei chce pójść do PiS-u, a Wiosna to coś tam… Jeżeli opozycja zostanie w takim przekazie, to w zasadzie PiS może już wtedy mrozić szampany.

To też pokazuje stronie, która była aktywna 4 czerwca, że przespali sprawę, bo nie zrobili z tego dnia święta narodowego, hasła wyborczego, sztandaru, jak PiS zrobił ze Smoleńskiem, zachowując oczywiście wszelkie proporcje.

Krótko mówiąc,

musi być coś, co łączy ludzi, a idea, że jesteśmy anty-PiS-em, jest za słaba.

Czy to może być właśnie ruch 4 czerwca?
Tak, tylko to ciągle nie jest przekaz do młodych ludzi. To podziała na pokolenie dzisiejszych 43-45-latków. Dla młodych ludzi to jest science fiction. Niestety, w przemówieniu Donalda Tuska nie złapałem nic, co mogłoby być dla młodych 20-, 30-latków. Być może to nie ta formuła i nie to miejsce, ale na pewno opozycja musi się nad tym zastanowić.

Dlaczego opozycja przegrała wybory? Czy diagnoza Tuska jest słuszna?
Tu zaistniało kilka czynników. Po pierwsze, opozycja założyła, że pewne rzeczy będą dane z automatu, czyli dostaną duże miasta i że one przeważą. Gdy na tydzień przed wyborami już było wiadomo, że PiS prowadzi, to posługując się tą terminologią piłkarską, opozycja powinna grać na “aferę”. Gdy zostało kilkadziesiąt sekund do końca meczu, to często drużyna kopie piłkę na pole karne przeciwnika, licząc, że być może ktoś dostawi nogę i coś się wydarzy, często nawet bramkarz zostawia swoją bramkę i biegnie na pole karne przeciwnika. Tu tego nie było i wyborcy zobaczyli, że determinacja jest raczej kanapowa. Po drugie, czego nikt się nie spodziewał, nastąpiła kumulacja antyklerykalizmu.

Każdy, kto widział film braci Sekielskich, wie, że nie jest to film antykościelny, a tak został rozegrany. Ludzie na wsiach, na ścianie wschodniej dostali komunikat, że to atak na wiarę i Kościół, a wiadomo, że za wiarę Polak da się pokroić, zresztą nie tylko on.

Myślę, że nie doceniono też partii proboszczów i biskupów. Ta partia nie jest notowana w sondażach, a istnieje i obecnie jest bardzo sprzymierzona z PiS-em i prawicą. Przypomnę, że w większości kościołów nie przeczytano nawet listu episkopatu, a nawet jeżeli, to opatrzono go stosowną interpretacją negatywną.

Ostatnim czynnikiem, ale równie ważnym, jest fakt, że opozycja robiła kampanię do PE, a prawica do parlamentu krajowego. Oczywiście, że Polacy są prounijni, ale bardziej ich interesuje, czy będą wolne niedziele i 500 Plus. PiS dobrze to zdiagnozował, zastosował psychologię strachu, co okazało się skuteczne.

Czy zachowanie premiera Morawieckiego w stosunku do prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz było dużym marketingowym błędem?
Premier mógł zareagować na wiele różnych sposobów, aby wypaść lepiej i myślę, że trochę puszczają mu już nerwy. To zostało bardzo dobrze wykorzystane. Opozycji udało się zbudować paradoks, że tak jak przed 89 rokiem władza spotykała się w zamkniętych halach i ochraniała ich milicja, teraz obraz rządu PiS-u wygląda podobnie. W zamkniętej hali stoczni mieliśmy agresywny występ Piotra Dudy, premier, który idzie bokiem w kordonie ochroniarzy, nie podaje ręki kobiecie, pomijam już że gospodarzowi. W Polsce wedle różnych norm widzenia świata, np. przez Jarosława Kaczyńskiego, to jest niedopuszczalne. Kobietę przepuszcza się przodem i podaje rękę. To może zasiać. Zresztą prawica w Polsce ma taką “skazę”. Pamiętam jak na Westerplatte, gdy premier Kopacz była ostatnie tygodnie szefem rządu, to została pominięta przez prezydenta Dudę, który udał, że jej nie widzi.

Kto ugrał więcej na rocznicy wyborów 4 czerwca?
Moim zdaniem PiS jednak to położył, bo przyjął taką rolę, że “nam się należy”, jesteśmy mądrzejsi, wiemy lepiej. Agresywne wypowiedzi Piotra Dudy, że prezydent Gdańska w ogóle go nie obchodzi, nie były mądre. Tak zachowywała się władza pod koniec lat 80. To było wyraźnie widać, gdy patrzyło się właśnie na tę oddzieloną, zamkniętą w Sali BHP elitę. Powód tych obchodów właśnie tam był również nieudany. Nawet TVP pokazywało ujęcia zadowolonych dygnitarzy rodem z PRL, razem z biskupem Głódziem, który niczym zadowolony prorok siedzi z władzą za pan brat.

Na pewno na obchodach 4 czerwca zyskała więcej opozycja niż rządzący.

Rekonstrukcja rządu nie pomogła?
Nie sądzę, bo nie było żadnej istotnej zmiany. Wczoraj już mieliśmy przecieki odnośnie do nazwisk, więc elementu zaskoczenia też nie było. Nie powołano nikogo spektakularnego, nie było wielkiej zmiany z efektem wow! PiS-owi nie udało się przykryć tego świętowania opozycji.

Jasna deklaracja samorządowców, że poprą opozycję w wyborach, to dobry ruch?
Tak, natomiast samorządowcy dużo więcej nie mogą zrobić, bo muszą deklarować bezpartyjność. To może być szersza oś sporu na wybory parlamentarne, ponieważ PiS chce wszystko centralizować; nakazywać, kiedy mamy robić zakupy, a kiedy chodzić do Kościoła. Polacy lubią się jednak “samorządzić”. Jeżeli uda się wykreować taką potrzebę w Polakach, niczym zajazdy, sejmiki, liberum veto, które w naszym DNA gdzieś ciągle jest, to może się okazać, że to dobra broń. Pamiętajmy, że “szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” i może warto w te struny uderzyć.


Zdjęcie główne: Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk, Fot. Flickr/MSZ, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.