Reklama

Poprawka do ustawy wprowadzającej zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa, o której mówił na Kongresie Prawników Polskich wiceminister Marcin Warchoł, to chwyt pod publiczkę – mówi w rozmowie z nami Borys Budka z PO, były minister sprawiedliwości. – To był przekaz adresowany do osób, które obejrzą “Wiadomości” i TVP info, gdzie minister Warchoł będzie bohaterem – mówi Budka i dodaje: – Świetnie mówił profesor Adam Strzembosz, że nawet w PRL nie było tak, że minister sprawiedliwości miał wpływ i mógł wybierać wszystkich funkcyjnych sędziów. I to mówił prof. Strzembosz, któremu Ziobro, Warchoł i całe Ministerstwo Sprawiedliwości do pięt nie dorasta.

Justyna Koć: Jak pan skomentuje dzisiejszy kongres prawników?
Borys Budka: Sam kongres oceniam bardzo dobrze, bo pokazaliśmy jako prawnicy, że to środowisko jest otwarte na dyskusję i zmiany usprawniające wymiar sprawiedliwości. Dobitnie pokazano i udowodniono, że przez 18 miesięcy mamy do czynienia tylko z propagandą Ministerstwa Sprawiedliwości, natomiast nie ma żadnych reform. To, co przez ministra Ziobrę jest nazywane reformą, to po prostu skok na stołki, to leninowska zasada wprowadzana w życie, że kadry są najważniejsze.

Dobitnie wybrzmiał też głos z Europy. Jednak prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyraźnie wskazał, że wszystkie europejskie kraje łączą wspólne wartości, a jedną z nich jest niezależność sądów od polityków i niezawisłość sędziowska.

To dało nam też poczucie, że nie jesteśmy osamotnieni. Europa mówi jednym głosem. PiS nie słuchając tych argumentów, niestety pokazuje, że jest osamotniony, może poza Węgrami. Przypomnę tylko, że Węgry musiały się wycofać z tych niedemokratycznych zmian po wyrokach Trybunału Sprawiedliwości UE.

Reklama

PiS już zapowiedział poprawkę do ustawy o KRS. To dobry znak?
Jeżeli chodzi o to, co mówił minister Warchoł, to to jest wyłącznie zagrywka PR. To nic nie zmieni. Nadal politycy będą mogli zgłaszać kandydatów do KRS, a oprócz polityków inne środowiska. Przecież i tak PiS wybierze swoich.

To nic nie zmienia w niekonstytucyjności tej ustawy, dlatego że głównym zarzutem jest to, że konstytucja wyraźnie przewiduje, że 6 przedstawicieli jest z parlamentu: 4 z Sejmu i 2 z Senatu plus minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta. Polityków w KRS jest wystarczająco dużo.

Jeżeli PiS rzeczywiście by zaproponował wskazanie kandydatów wyłącznie przez środowiska prawnicze, to żeby to miało realne zabezpieczenie przed wpływem jednej opcji politycznej, wybór tych sędziów musiałby się odbywać większością kwalifikowaną, czyli 2/3 głosów. To by gwarantowało, że nie są to kandydaci partyjni.

Minister Warchoł wyraźnie powiedział, że nie cofaną się przed niekonstytucyjną, zdaniem wielu ekspertów, zmianą co do kadencji, czyli wygaszenia kadencji sędziom w KRS.

Czyli to ruch pod publiczkę?
Wyłącznie po to, żeby reżimowe media mogły pokazać, że przyjechał przedstawiciel ministra sprawiedliwości z propozycjami, a ci bezduszni sędziowie wychodzą z sali. To, z czym mieliśmy do czynienia, było podyktowane tym, żeby można było zrobić odpowiedni obrazek. Przecież minister Warchoł na sali już na początku swojej wypowiedzi obraził tysiące ludzi. Jeżeli ktoś ma czelność w 2017 roku mówić do polskich prawników, że wydano 3 tysiące wyroków na polskich patriotów, to ja się nie dziwię, że później sędziowie nie chcą z ministrem rozmawiać. To było wyraźnie po to, aby najpierw wywołać wzburzenie, a później udawać, że jest się koncyliacyjnym.

Nie rozumiem, jak można głosić tego typu populistyczny, demagogiczny i kłamliwy bełkot. Na miejscu pana ministra Warchoła, dobrego prawnika i dobrego pracownika naukowo-dydaktycznego, spaliłbym się ze wstydu, mając przed sobą tak znakomite autorytety moralne, jak np. prof. Strzembosz, i opowiadając takie bzdury.

Dla mnie przekreślona jest osoba, która próbuje obecnych sędziów obarczyć wyrokami stalinowskich sądów. To jest przecież chore. Często to sędziwie młodsi od samego wiceministra Warchoła. Tylko przekaz nie był adresowany do ludzi na sali, do prawników. To był przekaz adresowany do osób, które oglądają “Wiadomości” i TVP Info, gdzie minister Warchoł będzie bohaterem.

Świetnie mówił prof. Adam Strzembosz, że nawet w PRL nie było tak, że minister sprawiedliwości miał wpływ i mógł wybierać wszystkich funkcyjnych sędziów. Prof. Strzembosz zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz. Dlaczego tak bardzo Ziobro chce mieć swoich prezesów sądów? Dokładnie w ten sam sposób poprzez prezesów sądów były wywierane największe naciski polityczne w PRL. I to mówił prof. Strzembosz, któremu Ziobro, Warchoł i całe Ministerstwo Sprawiedliwości do pięt nie dorasta.

Jarosław Kaczyński wyjście sędziów po słowach ministra Warchoła skomentował jako smutne.
Jarosław Kaczyński, niestety, jest przykładem tego, jak polityka wpływa na rozum i własne poglądy. Jarosław Kaczyński, i przypominał to prof. Strzembosz, był tym, który odpowiadał w podstoliku Okrągłego Stołu za te postulaty. To Jarosław Kaczyński, kiedy był w opozycji, wiedział doskonale, że podstawową rzeczą jest odebranie politykom wpływu na sady. I dlatego powołano KRS, którą w zdecydowanej większości mieli wybierać sędziowie, jak jest teraz, dlatego odebrano ministrowi prawo wyboru prezesów i wiceprezesów sądów. Dlatego Jarosław Kaczyński jest ostatnią osobą, która powinna wypowiadać się o polskim sądownictwie.


Zdjęcie główne: Borys Budka, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama