Jest porozumienie rezydentów z Ministerstwem Zdrowia. Młodzi lekarze wywalczyli coroczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w 2024 roku. Wzrosną też wynagrodzenia rezydentów. – Chcielibyśmy poznać treść tego porozumienia. Czy te środki będą pochodziły z budżetu państwa, czy z NFZ-u, czy obciążone będą samorządy, a może dyrektorzy szpitali? – pyta były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz z PO.
Ocena pracy ministra Radziwiłła jest jednoznaczna – mówią posłowie PO i zapowiadają złożenie wniosku o odwołanie go na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Zdaniem opozycji, to czas, gdy sprawą kryzysu powinien zająć się premier Mateusz Morawiecki. Przedstawiają też plan, skąd wziąć fundusze na zdrowie. Poprawki złożą do projektu tegorocznego budżetu.
Sytuacja w służbie zdrowia jest nadzwyczajna, szpitale zamykają oddziały, brakuje lekarzy. Dlatego odbyło się specjalne posiedzenie sejmowej komisji zdrowia. A tam dwa równoległe światy. – Nie mamy do czynienia z żadnym chaosem – zaklina rzeczywistość Konstanty Radziwiłł. – Sytuacja jest krytyczna – ostrzega przewodniczący komisji i były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. PO domaga się od premiera dymisji ministra i podjęcia natychmiastowych negocjacji z lekarzami, bo nadszedł „czas decyzji”.
Problem lekarzy rezydentów to tylko jeden z wielu w służbie zdrowia. Podstawowym są cały czas pieniądze. Propozycję zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do 6 proc. PKB dopiero w 2025 roku krytykują sami lekarze i opozycja. – Lekarze przestali ufać ministrowi Konstantemu Radziwiłłowi – mówi wiadomo.co była wiceminister zdrowia Beata Małecka-Libera z PO. Nie wiadomo, co dalej, ale wszystko wskazuje na to, że nadchodzący rok nie będzie łatwy.
– Okazało się, że politycy są głusi na nasz krzyk bezradności – mówi wiadomo.co przedstawiciel młodych lekarzy Daniel Łuszczewski. Rezydenci ogłosili zakończenie protestu głodowego, ale to nie koniec walki o zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia. Co dalej? W najbliższym czasie zamierzają wypowiadać tzw. klauzule opt-out, które umożliwiają pracę na kilku etatach. – Teraz to pacjenci będą odczuwali zaniechania rządu – komentuje były minister zdrowia z PO Bartosz Arłukowicz.
Minister Radziwiłł zaklina rzeczywistość. Według ministra, kolejek do lekarzy nie ma, wszyscy są zachwyceni siecią szpitali, a wobec ministra uprawiana jest wroga propaganda – mówi nam były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Pytamy też o protest głodowy lekarzy rezydentów i o to, jak działa sieć szpitali.
Trwa pat między głodującymi rezydentami a ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. Podczas poniedziałkowego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia zasłabła jedna z uczestniczek protestu głodowego, biorąca udział w obradach. – Rząd jest za wzrostem nakładów na ochronę zdrowia – zapewniał Radziwiłł. Lekarze rezydenci odpowiadali: – Doszliśmy do momentu, w którym trzeba powiedzieć wyraźnie: bez wizyty premier Beaty Szydło nie rozwiążemy tego problemu – mówią. Problem widać gołym okiem, nakłady na służbę zdrowia są mniejsze prawie o połowę niż średnia unijna.
Potrzebne są kompleksowe, systemowe rozwiązania, a nie zmiany pt. przeniesienie nocnej pomocy lekarskiej z ulicy Kowalskiego na Nowaka, bo na Nowaka jest szpital. Trzeba powołać zespół ekspertów, ale prawdziwych, a nie z nadania politycznego, bo wtedy tak to właśnie wygląda – mówi nam lek. Daniel Łuszczewski z Porozumienia Rezydentów OZZL, lekarz stażysta z Warszawy. Od poniedziałku lekarze rezydenci protestują, oddają masowo krew, część z nich rozpoczęła głodówkę. Jak mówią, nie walczą o podwyżki, tylko zmiany w systemie. – Przez dwa lata próbowaliśmy spotkać się z panią premier. My głodujemy, bo chcemy zaznaczyć problem. Skoro 20-30-tys. manifestacje nie zwróciły uwagi na problem, to może głodówka zwróci – mówi nasz rozmówca.