To znowu typowo PiS-owska strategia odwracania narracji na zasadzie, że ciemny lud to kupi. Ujawnianie faktu o bezprawnych działaniach służb specjalnych PiS przedstawia jako atak na bezpieczeństwo kraju. W rzeczywistości to PiS zagraża naszemu bezpieczeństwu, powodując, że służby specjalne – zamiast bronić państwa – są używane do obrony partii rządzącej. Zresztą „bezpieczeństwo” to jeden z ulubionych motywów PiS-u, którego używają, gdzie się tylko da. Niestety, biorąc pod uwagę sytuację za wschodnią granicą i groźby Putina, to mają obecnie wiatr w żagle. Sądzą, że można kwestią bezpieczeństwa narodowego rozgrywać niemalże każdą sprawę. To, że PiS de facto rozbraja Polskę (Macierewicz w MON) i niszczy służby specjalne, sprawia, że jako kraj stajemy się bezbronni wobec rosyjskich służb i różnych działań dezinformacyjnych. Dla PiS-u to jest bez znaczenia, bo dla nich ważna jest ta rzeczywistość równoległa, czyli narracja, że to wszystko wina opozycji, bo to ona próbuje osłabić nasze służby – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Gowin wraca na zgliszcza, które po sobie zostawia władza. On tę władzę wspierał przez wiele lat i nie wiem, czego teraz szuka na scenie politycznej. Lepiej by było, gdyby z niej po prostu zniknął i zajął się pisaniem pamiętników
Demonstracje były ogromnym sukcesem i oczywiście Tusk był tym politykiem, który jako pierwszy wezwał do protestów przeciwko groźbie wyprowadzenia Polski z UE przez rząd PiS. Jednak te demonstracje to przede wszystkim sukces proeuropejskiej części społeczeństwa, która zdecydowała się wyjść na ulicę. Świetnie, że Tusk, Platforma i opozycja stworzyły ramy do takiego protestu, ale w tym wszystkim to nie Tusk był najważniejszy, tylko to, że ludzie mogli poczuć swoją siłę – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – W niedzielę wszyscy mogliśmy zobaczyć symbiozę PiS-u i faszystowskich bojówkarzy, którzy chcieli zakłócić proeuropejską demonstrację
Przyznam, że fascynuje mnie, że na stałe prawie 1/3 z nas stoi murem za PiS-em, mimo kolejnych afer, upadku służby zdrowia, drożyzny, protestów i wszystkiego, co dzisiaj wiemy o rządach tej formacji. To mówi wiele o naszym społeczeństwie – że można tak się zachowywać, a społeczeństwo nadal popiera, nawet wbrew swoim interesom, władzę, która traktuje ludzi jak durniów. To fascynujący przyczynek do rozumienia, jak działa demokracja, zwłaszcza tak ułomna jak w dzisiejszej Polsce – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Różnica między tzw. aferą taśmową a aferą Dworczyka jest rzeczywiście uderzająca. Poziom ekscytacji mediów w przypadku afery taśmowej był ogromny. Trudno nie pamiętać nieustannego cytowania tych samych fragmentów wcześniej starannie wyedytowanych transkrypcji rozmów. Teraz wszystko się zmieniło, w zasadzie media publiczne albo milczą, albo wspominają coś o wrogim spisku z Rosji, wojnie hybrydowej przy pomocy „rzekomych” maili itd. Media niezależne od władzy informują o tych mailach z dużą powściągliwością, co pokazuje, że zarówno media, jak i społeczeństwo zobojętniało na nadużycia władzy przez PiS i koalicjantów
Część środowisk opiniotwórczych wyśmiewała się z polityków opozycji, którzy mówili o polexicie. Różni komentatorzy radzili opozycji „nie straszcie polexitem”, jak wcześniej „nie straszcie PiS-em”. To niestety mocno osłabiło czujność opinii publicznej, także tych zwolenników PiS-u, którzy są jednocześnie zwolennikami polskiego członkostwa w UE – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Boję się, że rozwój wypadków w Polsce wymknie się spod kontroli, podobnie jak w Wielkiej Brytanii, gdzie słowo brexit też funkcjonowało przez jakiś czas jako hasło tych, którzy ostrzegali przed konsekwencjami polityki Camerona i tej gry z UE, którą on podjął, organizując referendum
Widzimy, że na tej wojnie nie chodzi już tylko o to, aby dopaść ministrów Sasina czy Dworczyka, czy nawet premiera Morawieckiego, ale samego Jarosława Kaczyńskiego – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Może to również oznacza, że Banaś buduje kapitał polityczny na czasy po swojej prezesurze, bo można sobie wyobrazić scenariusz, gdzie prezes ustępuje ze stanowiska i startuje do Sejmu czy Senatu jako ten jedyny sprawiedliwy. Nie ma się co dziwić, skoro polska scena polityczna podlega ostatnio regularnie konwulsjom, coś się sypie w obecnym układzie władzy, na opozycji też są zmiany i może Banaś myśli, że w nowym rozdaniu będzie mógł się na nowo odnaleźć w polityce.
Mam wrażenie, że PiS udało się zbudować związek z własnym elektoratem, gdzie ten nie myśli już w kategoriach, kogo wybierze, bo wybór PiS jest dla niego oczywisty. To zapewne nie dotyczy wszystkich wyborców PiS-u, ale ta znacząca grupa wyborców, która uznała, że PiS to „ich partia”, tak jak Polska to ich kraj, jest kluczowa. Nawet kiedy słyszą, że pupil prezesa Kaczyńskiego i kandydat na premiera oszukuje, okrada skarb państwa, a na dodatek klnie, to są w stanie to zaakceptować, bo on jest „nasz”. Kiedyś Henry Kissinger mówił o antykomunistycznych dyktatorach, że „to łobuzy, ale przynajmniej nasze łobuzy”. Tu widzę podobna logikę. Może Obajtek to łobuz, ale to nasz (pisowski) łobuz – mówi nam dr Jacek Kucharczyk socjolog, prezes Instytutu Spraw Publicznych
Zwolennicy opozycji oczekują, że po zmianie władzy nastąpi nie tylko rozliczenie PiS-u, ale także generalna refleksja nad tym, dlaczego Kościół zdradził III RP i przeszedł na pozycje autorytarne i jakie powinny być tego konsekwencje dla tej instytucji. Nie wyobrażam sobie, że po upadku PiS biskupi rzucą się w ramiona nowej władzy, bo to dla większości wyborców opozycji byłoby trudne do przyjęcia. Sielanka z początku lat 90. już nie powróci – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Do sukcesu informacji o zajęciu przez ruch Hołowni drugiego miejsca w rankingach podchodziłbym dość ostrożnie. Niewątpliwie ma on teraz swoje 5 minut, ale zobaczymy, czy ta dobra koniunktura się utrzyma. Hołownia atakuje KO, tak jak wcześniej robiła to Lewica, która bardziej walczyła o zajęcie drugiego miejsca w rankingach, niż o wyborczy sukces opozycji.
To jest strategia na zastraszenie społeczeństwa, nie tylko tych, którzy wychodzą i protestują, ale też tych, którzy zastanawiają się, czy do tych protestów się przyłączyć. To świadome działanie, aby podnieść koszty uczestnictwa w protestach, a przez to próba zmniejszenia skali protestów. Ich skala przeraża władzę, a im mniej protestujących, tym łatwiej się z nimi rozprawić – ocenia dla nas głęboki kryzys w Polsce po wyroku Trybunału Przyłębskiej nt. aborcji dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Pytamy o możliwe scenariusze, przyczyny, a także o Ogólnopolski Strajk Kobiet, który głośno mówi o swoich postulatach. – Do tej pory jednych bolało bardziej to, co się stało z TK i SN, drugich nagonka na LGBT. Strajk Kobiet te kwestie połączył i opozycja powinna wyciągnąć z tego wnioski. Być może powinna mówić innym językiem, bo od polityków wymaga się czegoś innego, niż od liderów ruchów protestu, ale sama treść postulatów powinna stać się abecadłem opozycji – podkreśla
Pozycja Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości i dostęp do akt, w tym tych dla Kaczyńskiego niewygodnych, jak sprawa dwóch wież i łapówki dla ks. Sawicza, ma wybuchowy potencjał. Ziobro wyrósł na bardzo silnego polityka i teraz ta próba przycięcia mu skrzydełek nie do końca się powiodła – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. – Dużo będzie zależało od tego, jak Kaczyński będzie zarządzał koalicją już z Kancelarii Premiera. To nie jest na pewno trwałe zażegnanie konfliktu wewnątrz rządu i koalicji. Ziobro będzie kontynuował zaczepki wobec premiera i będzie próbował podważać jego pozycję, być może mając nadzieję, że w pewnym momencie przekona Kaczyńskiego, żeby go przyjął do PiS-u ze stanowiskiem wiceprezesa partii, to byłoby wstępem do przejęcia partii – dodaje
Staram się unikać spekulacji na temat stanu ducha prezesa Kaczyńskiego. Pamiętam natomiast obietnice pozytywnych zmian, jeśli chodzi o dobrostan zwierząt w kampanii 2015 roku, które z nadzieją przyjęły niektóre środowiska obrońców zwierząt. Ale potem przez 5 lat wszelkie nieśmiałe próby zmian były blokowane, chociażby przez lobby Rydzyka – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. – Dla zewnętrznego obserwatora jasne jest, że ta zapowiadana planowa rekonstrukcja rządu utknęła na razie na mieliźnie, którą jest zaciekła walka o władzę i spory w obrębie obozu rządzącego – podkreśla