Obojętność wobec losu rodziców z niepełnosprawnymi dziećmi jest idealną ilustracją tego, co mówią ludzie sprzeciwiający się zmianom w prawie aborcyjnym. Nie można dbać o płody, a nie dbać później o dzieci. Tego nie sposób odkręcić. Pamiętajmy, że była premier Beata Szydło wymyśliła słynne „trumienkowe”, które ma nagradzać kobiety za rodzenie nieuleczalnie chorych dzieci. To wszystko łączy się w skandaliczny koktajl i sam jestem ciekawy, jak PiS to wszystko wypije – mówi w rozmowie z nami dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Propozycję daniny solidarnościowej komentuje tak: – To jest stuprocentowa zagrywka populistyczna typu „dziel i rządź”. I nie chodzi tylko o to, aby poszczuć rodziców dzieci niepełnosprawnych na ludzi bogatych, ale nawet bardziej o to, aby średniozamożnych, których premier nazywa bogatymi, poszczuć na tych rodziców
Na pewno możliwe są małe szykany. Nowi komisarze wyborczy mogą na przykład w części powiatów nie zarejestrować list PSL-u, bo wynajdą jakieś formalne powody. Do tej pory nie mieliśmy takich przypadków, ale to przecież jest możliwe. System nie jest zabezpieczony przed takimi praktykami. Czy wtedy wybory będą uczciwe, czy nie? – mówi nam dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje: – Na uczciwość wyborów trzeba chuchać. Przejęcie przez większość rządową kontroli nad administracją wyborczą może ułatwić manipulacje, na pewno jednak utrudni ich ewentualne rozliczanie. Do tej pory komisarze wyborczy byli sędziami, którzy nie startowali w wyborach i mieli za sobą dłuższą karierę, mocno odseparowaną od rywalizacji politycznej. W myśl nowych przepisów można na przykład Krystynę Pawłowicz zrobić pojutrze komisarzem wyborczym, o ile wcześniej zrzeknie się mandatu poselskiego i wystąpi z partii
Poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego nie bierze się przede wszystkim – tak jak twierdzi wielu publicystów i ekspertów – z niesprawiedliwości III RP i z nierówności społecznych. Z badań wynika, że trzonem poparcia nie jest klasa, która została pokrzywdzona podczas transformacji, a wręcz przeciwnie. To są ludzie, którzy obiektywnie rzecz biorąc są beneficjentami okresu przemian, ale trafia do nich narracja populistyczna i nacjonalistyczno-ksenofobiczna. Małomiasteczkowa klasa średnia, która wini wszystkich oprócz siebie i której władza dostarcza moralnego rozgrzeszenia. To nie ekonomia, a ideologia i charakter jest kluczem do władzy PiS-u – mówi w rozmowie z nami dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych