Na tych wyborach ostatecznie skończyła się demokratyczna polityka w Polsce – mówi Marcin Bosacki, senator Koalicji Obywatelskiej, b. rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w rozmowie z Cezarym Michalskim. – Uważam, że samobójcze jest mówienie, iż „teraz z PiS-em musimy postępować mniej wojowniczo, przestać ich krytykować, a przede wszystkim powinniśmy być na zaprzysiężeniu”. Uważam inaczej. Możemy wysłać skromną delegację, by pokazać, że chcemy żyć we wspólnym państwie. Ale jednocześnie musimy dać jasny sygnał: te wybory nie były uczciwe. PiS kradnie Polakom państwo – podkreśla
Od 2015 roku kolejne instytucje były przejmowane przez władzę polityczną i teraz ta kula śniegowa jest już tak ogromna, że nikt nad tym nie ma kontroli, ale nie możemy zgodzić się jako obywatele, aby ta kula śniegowa zniosła wszystkie nasze prawa i wolności obywatelskie. Tak naprawdę zaczynamy żyć w pewnej iluzji, mamy Trybunał Konstytucyjny, który będzie niby orzekał o zgodności z konstytucją, mamy neo-KRS, która będzie rekomendowała sędziów, Sąd Najwyższy będzie niby orzekał o jakichś sprawach, mamy prezydenta, który też będzie niby podpisywał ustawy, które na końcu będą wchodziły w życie i nas obowiązywały. Tylko to wszystko jest na niby, żyjemy w iluzji prawnej – mówi nam dr Mikołaj Małecki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje: – Co do wyborów prezydenckich, to być może w przyszłości znajdzie się taki marszałek Sejmu, który zarządzi wybory prezydenckie stwierdzając, że z dniem 6 sierpnia, po upływie kadencji Andrzeja Dudy, nie został ważnie wybrany prezydent. Niestety przyszłość jest tu niepewna, ponieważ przestało rządzić prawo, a zaczęła polityka
Ludzie się zmieniają, być może prezydent Duda, wiedząc, że nie może wziąć udziału w następnych wyborach, zrozumie, że bycie prezydentem Polski to tak duży zaszczyt, że warto myśleć wówczas samodzielnie. Sądzę jednak, że to życzenie niemalże pobożne, bo ostatnie 5 lat rządów Andrzeja Dudy to 5 lat niszczenia Polski – mówi nam Jan Lityński, działacz opozycji demokratycznej w latach PRL, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Konwencja stambulska niczego Polsce nie narzuca, ale ustawia postępowanie w przypadku przemocy. Dotychczas nikomu to nie przeszkadzało. Po prostu po wyborach władza znajduje sobie kolejnego wroga, bo bez tego nie umie żyć. To jest LGBT albo gender, bo ta władza musi być w konflikcie – dodaje
Podział przebiega między tymi, którzy są w stanie tolerować, że ich otoczenie nie jest jednorodne i nie musi być czysto, i tymi, którzy uważają, że wokół nich musi być idealnie czysto. Oni traktują każdą odmienność jako zanieczyszczenie, które trzeba natychmiast usunąć. Wtedy trzeba „oczyścić” Polskę z pozostałości po komunizmie, ze zdrajców, z obcych wpływów, nieprawdziwych Polaków, LGTB – albo z PiS, katolicyzmu, rasistów, faszystów, kleru, pedofilów, muzułmanów. Cele się zmieniają, ale jedno jest niezmienne: wszyscy dookoła mają być tacy jak my, tak samo myśleć i szanować tę samą symbolikę – mówi nam prof. Klaus Bachmann, historyk, politolog i publicysta, związany z Uniwersytetem SWPS. I dodaje: – Mało jest ludzi w Polsce, którzy oczekują od polityków rozwiązywania problemów, zarządzania konfliktami i zawierania kompromisów. Prawie wszyscy tęsknią za jakimś mesjaszem, który z dnia na dzień zrobi tak, aby wszystkim było dobrze – a szczególnie im.
Niektórzy biskupi zachowują się tak, jakby naczytali się prawicowych pism i pomstują tylko, nie potrafią przeprosić, nie potrafią nawet właściwie ocenić sytuacji – mówi nam ks. Krzysztof Mądel, jezuita, filozof, teolog moralista, etyk rynku i demokracji. – Aby ksiądz mógł funkcjonować odpowiednio w świecie, powinien mieć znajomość katolickiej nauki społecznej, która w jakiś sposób wyjaśnia samą zasadę sprawiedliwości, pewne ogólne pojęcia z zakresu etyki społecznej, i powinien swoim wiernym, także liderom politycznym w swojej społeczności, przypomnieć o godności człowieka, o obowiązku respektowania wszelkich praw, o obowiązku płacenia podatków – podkreśla
Jak jest się ministrem w Kancelarii Prezydenta czy od służb czy w MSZ, to odpowiada się w takiej sytuacji, także dymisją. To przyjęta na świecie praktyka. U nas nadal jest zasada, że „to nie ja, tylko kolega”, i wszyscy są zadowoleni z siebie, a prezydent Duda reprezentujący RP został skompromitowany w bardzo prosty sposób. Kiedyś takie sytuacje się nie zdarzały i to jest przykład takiej kompletnej degrengolady, która opanowała różne instytucje, upartyjnienia, odsunięcia fachowców, nieufności do nich – mówi nam Tomasz Siemoniak, były szef MON, wiceprzewodniczący PO. Pytamy też o przyszłość Koalicji i samego Rafała Trzaskowskiego. Pytamy też, jaki jest plan na najbliższe miesiące i lata. – Trzeba komunikować się z tymi milionami, przedstawiać im ofertę, mówić do nich tak, jak robił to Rafał Trzaskowski – prostym, zrozumiałym językiem, w którym były i konkretne propozycje, i wizja. Szczecińskie wystąpienie Rafała Trzaskowskiego, gdzie mówił o Polsce swoich marzeń, to kompletny program polityczny, który dla wielu Polaków jest bardzo atrakcyjny i pokazuje, w jaką stronę trzeba iść w najbliższych wyborach. To nie jest program taktyki politycznej czy PR, tylko pewna wizja Polski – mówi nasz rozmówca
Należy składać pozwy wyborcze, nawet jeżeli nie widzimy sensu takiego działania. Pozostawmy to sądowi do oceny, bo być może sąd dojdzie do wniosku, że trzeba jakoś wyraźnie skrytykować działania władzy, aby ta w przyszłości tak nie robiła. Członkowie tej Izby SN to jednak osoby z dużym dorobkiem zawodowym, z tytułami profesorskimi, tak że mam nadzieję, że zachowają się w sposób uczciwy i jak na sędziów przystało – mówi nam były przewodniczący PKW i były sędzia TK Wojciech Hermeliński. I dodaje: – Z jednej strony mieliśmy kandydata, którego wspierał komitet wyborczy i wyborcy, którzy zebrali ponad 1 mln 600 tys. podpisów, a z drugiej strony był kandydat, o którym można powiedzieć, że jego komitetem wyborczym był cały aparat państwa, łącznie z rządem, który jeździł po Polsce i zachwalał urzędującego prezydenta. Zaprzęgnięta była w to również telewizja i radio państwowe.
Teraz PiS ogłosił się zwycięzcą i będzie powtarzał, że dostał mandat od suwerena na kontynuowanie swojej autorytarnej polityki. Z tej perspektywy sytuacja jest wyraźnie gorsza niż przed wyborami – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Rozmawiamy o skutkach niedzielnych wyborów, pytamy, co powinien zrobić Rafał Trzaskowski i czy druga prezydentura Andrzej Dudy będzie inna. Pytamy też, czy kryzys gospodarczy wzmocni, czy osłabi władzę. – Można przypuszczać, że im bardziej kryzys będzie nam się dawał we znaki, tym bardziej PiS będzie szukał kozłów ofiarnych i wrogów, których będzie można obwiniać za tę gorszą sytuację. Powiedziałbym, że PiS-owi będzie trudniej, ale następne wybory są dopiero za 3,5 roku i do tego czasu możemy się raczej spodziewać, że kryzys gospodarczy wywoła odruch przykręcania śruby – mówi nasz rozmówca
Rozwijając i aktualizując cytat z „Traktatu poetyckiego” Czesława Miłosza mam na myśli polityczną metodę Jarosława Kaczyńskiego, którą w pełnej krasie zobaczyliśmy w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy. Kampania wyborcza jeszcze raz obnażyła dwa fundamenty władzy Jarosława Kaczyńskiego nad Polską – socjal i hejt – pisze Cezary Michalski
Polacy są różni i zawsze tacy byli – lewica-prawica, endecja, piłsudczycy, socjaliści, ludowcy, byli ludzie bardziej otwarci na Zachód i tacy, którzy próbowali zamykać się we własnym gronie, strzec niezmienności. Polska przez większą część XVIII w. poniosła ogromne straty, niszcząc oświatę, zdolność modernizowania gospodarki, burząc instynkty państwowe, a wszystkiemu towarzyszyła „wiara” w sarmatyzm, doskonałość i niezmienność własnego stylu życia, wierzeń, także religijnych. Potem już z pewnego poziomu nie udało się dźwignąć państwa tak, aby wytrzymać nacisk Rosji i innych państw zaborczych. Dlatego dziś atak na elity, na nauczycieli, lekarzy, prawników, specjalistów z wielu dziedzin jest uderzaniem w podstawę trwania narodu i jego kultury – mówi nam prof. Andrzej Friszke, historyk, członek pierwszego Kolegium IPN (1999-2006) oraz członek Rady IPN (2011-2016). Rozmawiamy o znaczeniu niedzielnych wyborów i czego możemy nauczyć się z przeszłości, aby nie popełniać starych błędów. Pytamy też o dziedzictwo „Solidarności” i stare podziały, które, jak się okazuje, wciąż są aktualne. – Tam, gdzie PiS jest dziś najsilniejszy, tam „Solidarność” była najsłabsza. Polska wschodnia, małe miasteczka, wieś albo w ogóle nie miały zorganizowanych grup „Solidarności”, albo były one bardzo słabe. W wyborach 1984 roku to tam była najwyższa frekwencja i najmniejszy bojkot. Nie było tam poczucia, że system autorytarny jest czymś niedobrym, raczej było praktyczne myślenie o tym, co władza da, czy pozwoli kupić ziemię, da na ciągnik itd. – mówi nasz rozmówca