Reklama

Na styku kultur i trzymając się tradycji. Czasem pod wpływem, ale niekoniecznie Zachodu. Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w Polsce.

1 listopada powinien być świętem radosnym. Tak przynajmniej twierdzi Kościół. Wyraźnie jednak nie jest. I socjologa, dr Marcina Gacka z Uniwersytetu Śląskiego, smutne podejście do tego dnia nie dziwi. – Kościół cały czas podkreśla tę radość z tego, że ci ludzie zostają świętymi, ale jak patrzę na Polaków i patrzę na ich celebrowanie tego święta, to wiem, że jest to święto smutne. Jest to dla nas jednak bardziej święto zmarłych niż Wszystkich Świętych, w sensie odczuwania. I nie ma się temu co dziwić, bo dla człowieka bycie świętym jest trochę abstrakcyjne, natomiast strata najbliższych jest dużo bardziej przeżywana i odczuwalna – tłumaczy dr Gacek.

Polska jest krajem na styku różnych kultur, o skomplikowanej historii. Z jednej strony jesteśmy narodem, który jest bardzo przywiązany do swojego katolicyzmu, ale z drugiej wplótł w niego wiele tradycji, także pogańskich.

– Kiedy pojawia się ludzka kultura, pojawiają się również obrzędy, zwyczaje związane z pamięcią o przodkach – tłumaczy etnolog dr Grzegorz Odoj z UŚ. – Pojawiają się różne formy odwołań do zaświatów. Różniące się jednak w zależności od społeczeństwa – dodaje.

Reklama

Polska jest krajem na styku różnych kultur, o skomplikowanej historii. Z jednej strony jesteśmy narodem, który jest bardzo przywiązany do swojego katolicyzmu, ale z drugiej wplótł w niego wiele tradycji, także pogańskich.

Mało kto dziś wie, że w kulturze prasłowiańskiej zwyczaje i obrzędy związane z kultem przodków, z pamięcią o tych, którzy odeszli, powtarzane były w ciągu roku kilkukrotnie. Dziś przyzwyczailiśmy się do tego, że jednoznacznie utożsamiamy Dzień Zaduszny, czy bardziej nawet dzień Wszystkich Świętych, z początkiem listopada. – Ustalił się zwyczaj praktykowania pamięci o zmarłych wyłącznie w tym dniu, ale w kulturze prasłowiańskiej takich dni było w ciągu roku więcej. Zwłaszcza w okresie przesileń słonecznych – opowiada dr Odoj. – Można więc było mówić o powtarzalnych rytuałach, o owych dziadach właśnie, wiosennych, jesiennych, a nawet zimowych. Z czasem ustaliła i utrwaliła się tradycja tych dziadów jesiennych, bo pamiętajmy, że to właśnie początek jesieni w sposób szczególny nastraja człowieka refleksyjnie – tłumaczy.

Dzień Zaduszny został w Kościele katolickim ustanowiony w 998 roku, nie przez papieża, a przez opata, św. Odylona – miała to być właśnie przeciwwaga dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Dziady był to jednak zwyczaj ludowy. A – jak mówi dr Gacek – kultura ludowa, od zawsze, od dawien dawna, mieszała sacrum i profanum.

Noc z 1 na 2 listopada w obrzędowości ludowej była uważana za tę, w czasie której dusze zmarłych wychodzą z czyśćca i do świtu błąkają się po Ziemi, po rozstajach dróg i cmentarzach.

W niektórych regionach Polski bardzo długo utrzymywał się zwyczaj pozostawiania w Dzień Zaduszny na stołach pokarmów. Wierzono, że zmarli domownicy przychodzą wówczas do domów.

Właśnie początek jesieni był takim czasem, w którym, podczas owych dziadów, w sposób szczególny dążono do wejścia w kontakt z duchami przodków. – Ale nie zapominajmy, że istotą tego świętowania był przede wszystkim kontakt z dobrymi duchami – mówi dr Odoj. – Przywoływano, przyzywano te duchy, których się nie obawiano, które dobrze życzyły domownikom, którzy jeszcze byli na ziemi – opowiada. – Starano się wejść z nimi w kontakt, obłaskawić je i prosić o to, żeby przysparzały szczęścia, powodzenia, aby opiekowały się żyjącymi. Stąd właśnie pewne działania, których relikty obserwujemy do dziś. Mianowicie rozpalano ogniska. Rozpalano je właśnie na skrzyżowaniach dróg, traktów (co też nie jest bez znaczenia), na wzniesieniach i na kurhanach, czyli miejscach pochówku – tłumaczy ekspert.

Po co rozpalano? – Z jednej strony starano się przywołać dusze przodków i wskazać im drogę. Niektórzy badacze i etnografowie interpretują to też w ten sposób, że chodziło o to, aby te duchy przybywając z zaświatów miały możliwość ogrzania się tutaj na ziemi – odpowiada dr Odoj. Prawdopodobnie właśnie znicz palący się na grobach współczesnych to dalekie echo, odwołanie się właśnie do tych palących się ognisk. – Ale dzisiaj, zauważmy, oczywiście zmieniła się, nawet powiedziałbym zdecydowanie interpretacja. Płonący znicz, płomień to jest symbol pamięci. Pamięci o tych, którzy odeszli, jakiegoś trwania ich między nami. Natomiast kiedyś te ogniska miały zgoła inny sens – mówi.

W dawnych czasach te zgromadzenia rytualne, dziady, były pewnym działaniem wspólnotowym, ale co jest ciekawe, ich uczestnicy zasłaniali chustami twarze. Wierzono także, że nie powinno się patrzeć za siebie. Chodziło oczywiście o to, by nie być rozpoznanymi przez demony, te duchy, których się obawiano. W niektórych regionach Polski bardzo długo utrzymywał się zwyczaj pozostawiania w Dzień Zaduszny na stołach pokarmów. Wierzono, że zmarli domownicy przychodzą wówczas do domów. We wschodnich regionach był także zwyczaj zanoszenia potraw na groby.

W wielu miejscowościach w Polsce powiadano np., że w noc zaduszkową jeszcze nie zbawione dusze przychodzą do kościołów – dlatego żaden z żyjących nie powinien się tam wtedy znajdować, bo gdyby dojrzał te dusze, to zmarłby przed porankiem.

Z tym czasem wiąże się także wiele innych przekonań i zwyczajów, o których dziś już w ogóle nie pamiętamy. W wielu miejscowościach w Polsce powiadano np., że w noc zaduszkową jeszcze nie zbawione dusze przychodzą do kościołów – dlatego żaden z żyjących nie powinien się tam wtedy znajdować, bo gdyby dojrzał te dusze, to zmarłby przed porankiem. Twierdzono także, że właśnie w tę noc dusze dobrych ludzi słuchają mszy odprawianej w kościele przez zmarłego księdza. Wierzono, że jeżeli w Dzień Zaduszny wypadnie z paleniska płonąca jeszcze szczapka, to znak, że wyrzuciła ją jakaś dusza, która być może sama miota się w ogniu piekielnym. Był to czas wyjątkowo przesiąknięty atmosferą magii i myśleniem o zmarłych.

– W ten dzień przygotowywano także specjalne potrawy dla żyjących. Musiał się w nich pojawić miód, kasza i mak. Miało to zapewnić przychylność duchów przodków – dodaje dr Odoj. – Z jednej strony religia w Polsce jest religią, z którą się utożsamiamy, bo ma już tysiąc lat, ale z drugiej strony jesteśmy Słowianami, mamy tę kulturę przechodnią między Wschodem a Zachodem, i to wszystko gdzieś tam w nas żyje – tłumaczy dr Gacek.

Śmierć była jednak zawsze tabu i tabu pozostaje. Nawet dziś, jeśli nawet uznać, że żyjemy w społeczeństwie postmodernistycznym czy supernowoczesnym, ona w naszej tożsamości, głębokiej świadomości, wciąż jest absolutnie niewyjaśniona.


Zdjęcie główne: źródło Wikimedia Commons, domena Public domain

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklama