Reklama

Protest opiekunów i rodziców osób niepełnosprawnych trwa już od 21 dni i końca nie widać. Rządzący zamiast dialogu i konstruktywnych propozycji potrafią tylko obrażać protestujących. Mówią, że “traktują dzieci jak żywe tarcze” i “szukają na nich paragrafu”. To pokaz niebywałej buty i arogancji. I to w stosunku do osób, które zasługują po prostu na współczucie. Partia rządząca nie wie, co zrobić, więc krzyczy. Atak to ich podstawowa broń. Podobnie było w przypadku protestujących w obronie wolnych sądów.

Polityczna lista wstydu

Słowa posła Jacka Żalka, wiceszefa klubu parlamentarnego PiS, bez wątpienia przejdą do historii. – Po tym, jak zachowują się opiekunowie w Sejmie, jestem przekonany, że nie można dać im gotówki. Jeżeli swoje dzieci traktują jak żywe tarcze, przecież mogą się zdarzyć zwyrodniali rodzice, a nie ma możliwości sprawdzenia, czy te pieniądze zostały wydane na potrzeby tych dzieci. Jeżeli na oczach całej Polski można traktować dzieci jak zakładników do realizacji swoich partykularnych interesów, to boję się, że w zaciszu domów może być tak samo – mówił poseł Żalek w rozmowie z portalem tokfm.pl. Przyznam szczerze, że słuchając tego “wywodu” trudno zachować spokój.

Czy wiceszef klubu PiS-u zamierza za te słowa przeprosić? Nie! Wręcz przeciwnie. To po prostu obrzydliwe. – Wokandy wydziałów karnych są pełne tego typu spraw, gdzie nie tylko chore dzieci, ale i zdrowe są mordowane w beczkach. Jeżeli można słodkiego bobasa, który jest całkowicie zdrowy, zamordować i zdarzają się tacy wyrodni rodzice, to niestety pokusa jest dużo silniejsza, bo wpadają ludzie w depresję i nie potrafią sobie poradzić z osobą niepełnosprawną – to Jacek Żalek w Radiu Zet.

Posłanka Bernadetta Krynicka wcześniej dała się poznać jako przeciwniczka aborcji i wielka obrończyni dzieci nienarodzonych. Postanowiła także wtrącić swoje trzy grosze w sprawie protestu w Sejmie. Jej zdaniem, przetrzymywanie dzieci w gmachu parlamentu jest karygodne i “znalazłaby na protestujących jakiś paragraf”. Waleczna kobieta… Tyle że kilka dni później nie była już tak odważna i rozmowna. Po prostu uciekła przed rodzicami, którzy chcieli zadać jej kilka pytań. – Nie będę z nimi rozmawiała. Dlatego, że widzę, jaką mają postawę, jak potraktowały minister Rafalską. Nie uważam, że to są partnerzy dla mnie do rozmowy – rzuciła dziennikarzom w Sejmie.

Szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski zarzucił protestującym matkom kłamstwo. – Panie mówiły, że chcą żywej gotówki, by iść do kina, do teatru, na basen. Wygląda na to, że nie chodzi o rehabilitację – powiedział polityk PiS w TVP.

Reklama

Wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS-u poseł Ryszard Terlecki stwierdził za to, że “trzeba nie mieć serca, żeby ich tu tyle trzymać”. Mówił oczywiście o niepełnosprawnych dzieciach. Ale jednocześnie nie widział powodu, aby zwoływać posiedzenie Sejmu przed długim weekendem majowym i postarać się rozwiązać problem.

Pytana o dodatkowe posiedzenie Sejmu posłanka PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk przyznała, że “teraz mamy znacznie przyjemniejszą uroczystość”. Chodziło o mszę dziękczynną z okazji 10. rocznicy ingresu abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego. O tym wydarzeniu pani poseł poinformowała nawet na swoim profilu facebookowym.

Nowy ból głowy. Co zrobić?

Do protestujących przyjechał prezydent wraz z małżonką. To przecież łady obrazek w telewizji. Ale postanowił złożyć tylko puste obietnice. Nic w tej sprawie nie zrobił. Do protestujących w ogóle nie raczyła przyjechać za to odpowiadająca za sprawy społeczne wicepremier Beata Szydło. Zamiast Sejmu wybrała spływ Dunajcem. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska u protestujących była i tłumaczyła, że pomocy w wysokości 500 zł nie da się szybko przegłosować, chociaż inne projekty przechodziły nawet w ciągu jednego dnia. Poza tym próbowała “przechytrzyć” protestujących i podpisywać porozumienie za ich plecami z organizacjami reprezentowanymi przez asystentkę ojca premiera Morawieckiego.

Z żadnego zaproszenia protestujących nie skorzystał prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. Kogoś to dziwi? Nie powinno.

Politycy PiS-u byli znacznie bardziej empatyczni w czasie, gdy rodzicie dzieci niepełnosprawnych protestowały w tym samym miejscu w 2014 roku. Wtedy m.in. poseł Arkadiusz Mularczyk i posłanka Beata Kempa przynosili im koce i kanapki. Obiecywali też spełnienie wszystkich postulatów protestujących.

“Brak człowieczeństwa”

Do sprawy protestu opiekunów i rodziców osób niepełnosprawnych w rozmowie z Wirtualną Polską odniósł się biskup Tadeusz Pieronek. W mocnych słowach skrytykował postawę rządu, określając ją mianem “gnębienia ludzi”. Według niego, rządzący powinni ustąpić. – Nie ma gorszej rzeczy, jak gnębić ludzi głodem i niemożliwością przeżycia. Oni są upośledzeni przez to, że są chorzy i niepełnosprawni. Zalicza się ich do kategorii tych, którzy mogą wegetować i ostatecznie umrzeć. To by było najlepsze dla rządzących. To jest świadectwo wielkiego braku człowieczeństwa u tych, którzy rządzą – tłumaczył duchowny.

Zdaniem biskupa Pieronka, realizacja jednego postulatu i odrzucenie drugiego nie załatwia sprawy i jest “dzieleniem włosa na czworo”. – Chodzi o to, żeby ci ludzie mieli opiekę, która jest godna człowieka. Jeśli chodzi o rehabilitację, to są rzeczy bardzo indywidualne. Jeden potrzebuje takiej opieki, takiej rehabilitacji i nie oczekuje innej – dodał biskup Pieronek.

PiS przegłosował w Sejmie projekt ustawy, który niczego nie zmienia.

Słowa biskupa Pieronka to chyba najlepsze podsumowanie tego, jak rządzący zachowują się w stosunku do osób niepełnosprawnych, ich rodziców i opiekunów. Przykro na to wszystko patrzeć i słuchać. Ale tak PiS traktuje “suwerena”. Zasłona dymna opadła.

Kamila Terpiał


Zdjęcie główne: Jacek Żalek, Fot. Flickr/Lukas Plewnia, licencja Creative Commons

Reklama