Reklama

– Panie Antoni Macierewicz, chciałem powiedzieć, że jest pan kłamcą, przestępcą i w przyszłości odpowie pan przed sądem wolnej Polski za kłamstwa i szkody poczynione państwu polskiemu oraz pojedynczym ludziom. Zadawanie panu pytań nie ma żadnego sensu. Żegnam – takie słowa wypowiedział Wojciech Czuchnowski, dziennikarz “Gazety Wyborczej”, podczas zadawania pytań na konferencji po prezentacji “raportu technicznego” tzw. podkomisji smoleńskiej. Pytamy Wojtka, dlaczego to zrobił.

JUSTYNA KOĆ: – Skąd takie słowa? W akcie sprzeciwu i niezgody, czy chciałeś wywołać skandal?

WOJCIECH CZUCHNOWSKI: Nie miałem takiego zamiaru, staram się raczej nie odzywać na konferencjach prasowych, to jest jednak domena dziennikarzy mediów elektronicznych, którzy muszą mieć tzw. setkę. Wysłuchałem kolejnego steku kłamstw, kolejnych fantastycznych teorii, wśród których najbardziej kuriozalna brzmiała, że był wprawdzie wybuch, który urwał pół skrzydła, ale samolot mógł dalej tak lecieć. Potem zorientowałem się, że obok Macierewicza siedzą nieznani ludzie, przed którymi nie ma tabliczek, nikt się nie przedstawił. A później rozdano nam kartki z raportem, gdzie napisali, że unieważniają raport Millera. Potem zresztą Macierewicz to powtórzył.

Przypomniałem sobie, ile Jerzy Miller poświęcił dla tej sprawy, jak był atakowany, jak musiał bronić raportu również przed stroną rosyjską. To wspaniały urzędnik i doskonały fachowiec. Życzmy sobie tylko takich urzędników. Tymczasem Macierewicz mówi w wywiadach, że on jest zdrajcą, że sfałszował, że zmuszał do podpisywania fałszywych raportów. Uświadomiłem sobie, że bierzemy udział w jakimś koszmarnym teatrze, gdzie głównym aktorem jest Macierewicz, który odpowiada na pytania komu chce, jak chce i nic na nim nie robi wrażenia, nawet jego własne kłamstwa

Każdy przyzwoity człowiek spaliłby się już ze wstydu. A jednak to łykamy, zadajemy pytania, sprawdzamy, co mówi, a on przez 8 lat kłamie. Postanowiłem powiedzieć to, co myślę i co myśli większość dziennikarzy, którzy zajmują się tą tragedią od lat. Chciałem dać świadectwo i wyjść na chwilę z roli dziennikarza.

Reklama

Są dziennikarze, którzy uważają, że w tych czasach właśnie powinni dawać takie świadectwo. Zresztą twoja wypowiedź podzieliła środowisko. Jedni uważają, że właśnie tak trzeba, a inni, że zdradziłeś ideały tego zawodu.
Każdy może myśleć, co chce, jednym się może podobać, a innym nie. Moim zdaniem, nie byłoby niczym złym i wykraczającym poza ramy dziennikarstwa, gdyby tacy jak Macierewicz czy Jan Szyszko, który też bezczelnie potrafił kłamać, byli bojkotowani. Kiedyś już tak się stało.

W 2007 roku media solidarnie zbojkotowały stworzenie rządu, kiedy na podpisanie umowy koalicyjnej pierwszeństwo w transmisji miała Telewizja Trwam. Teraz nie ma takich gestów w tym tak straszliwie podzielnym świecie, kiedy jesteśmy traktowani jak podstawki pod mikrofon.

Nie boisz się procesu?
Myślałem o tym i jest taki argument, że nazwałem go przestępcą, a przestępcą nie jest. Ale pozwanie mnie nie będzie takie łatwe, bo on nie może mnie pozwać tylko za to, że nazwałem go przestępcą. Nazwałem go też kłamcą, ale to jest łatwe do udowodnienia przez nawet minimalnie obiektywny sąd. Oczywiście w tej sprawie, bo mówimy o kłamstwie właśnie w tej konkretnej sprawie.

Wyobraź sobie taki wyrok, że Macierewicz jest kłamcą, ale nie jest przestępcą. To będzie słabe dla niego, dlatego uważam, że raczej nie będzie tego procesu.

Dla wielu dziennikarzy stałeś się bohaterem, ale dla wielu też dziennikarzem, nazwijmy to, “gorszego sortu”. Czy ta fala hejtu już się wylała?
Tak, ale to nie pierwszy raz. Portal wPolityce pisał o mnie 340 razy w ciągu roku. Byłem w szoku. Nie spodziewałem się tego. Do hejtu jestem przyzwyczajony. W mediach tzw. niepokornych była już ścigana moja żona, szukali na mnie czegoś w IPN, interesowali się moją przeszłością. Niczego nie znaleźli. Nie ma chyba nic takiego w mojej przeszłości, co mogłoby mnie skompromitować.

Traktujesz to jednak jak świadectwo, dziennikarstwo obywatelskie?
Ja wolę być przy twierdzeniu, że

czasem dziennikarz ma prawo być obywatelem i wyjść ze swojej roli.

Takie zachowania jak w 2007 byłyby pożądane. Politycy są dziś zbyt aroganccy. Politycy nie powinni rozmawiać tylko z tym, z kim chcą, bo reprezentują państwo i są utrzymywani z naszych podatków, a my nie reprezentujemy samych siebie, czy naszych gazet, telewizji, tylko czytelników, odbiorców. Odmawianie rozmowy niektórym mediom jest lekceważeniem obywateli.


Zdjęcie główne: Wojciech Czuchnowski, Fot. YouTube

Reklama

Comments are closed.