AKTUALNOŚCI
Onet "Jestem super czysty". Włodzimierz Czarzasty odpowiada Kancelarii Prezydenta Gazeta.pl Wymiana ognia na Bliskim Wschodzie, zmiany w L4 [SKRÓT WYDARZEŃ DNIA] Onet Premier Belgii wywołał burzę słowami o Rosji. Teraz się tłumaczy Money.pl Bombardowanie Iranu przez USA. Oto irańskie obiekty nuklearne Gazeta.pl Manowska recenzuje orzeczenia Trybunału Stanu. Rosati: To ingerencja w sferę orzeczniczą Money.pl Francja wprowadza kary i zakaz? Polski serwis wyjaśnia manipulację Gazeta.pl Izrael uderzył w irańskie pola gazowe, Teheran odpowiedział. Światu grozi kryzys energetyczny Onet Ukraiński dowódca ujawnia plany Putina. "Wróg nie zrezygnuje z zamiarów" Gazeta.pl Czy J.D. Vance przyjedzie na Węgry? Orbán czeka na amerykańską pomoc w kampanii wyborczej Money.pl Nasi sąsiedzi legalizują marihuanę. Do 100 gramów na własny użytek Onet Pekin oburzony na Izrael. "Jesteśmy zszokowani" Gazeta.pl Rada Przyszłości Donalda Tuska. Transformacja technologiczna bez troski o pracowników? Onet Dron uderzył w rafinerię Samref w Arabii Saudyjskiej Money.pl Banki w Polsce puchną od pieniędzy. Znaczący wzrost zysków Money.pl Najdroższe bombowce świata spuszczone ze smyczy. B-2 Spirit nad Iranem Gazeta.pl Nie umieją biegać ani skakać. Dla 60 proc. dzieci jedyną aktywnością fizyczną jest wf Onet Co z "polskim SAFE" prezydenta Nawrockiego? Marszałek Sejmu ogłosił decyzję Onet Zakupy z mocą pomagania - Wielkanocna Zbiórka Żywności odbędzie się 20 i 21 marca Onet Orban między młotem a kowadłem. UE zamierza iść na starcie z Węgrami. "Nie można tego dłużej tolerować" Gazeta.pl Czarzasty podjął decyzję. Posłowie nie zajmą się "polskim SAFE zero procent" Money.pl Polacy chętnie spędzają tam wakacje. Dla Niemców zrobiło się za drogo Money.pl Wyniki exit poll. Nawrocki: zwyciężymy i ocalimy Polskę Gazeta.pl Prehistoryczna medycyna - odkryto nowy lek stosowany przez Neandertalczyków Money.pl Warto poznać przepisy przed wycieczką. 80 euro za trzaśnięcie
Subskrybuj

Viktor Grotowicz: Internet-prawica-mordobicie

Cele manipulacji internetowych Moskwy i zwolenników prawicy prawie zawsze są zbieżne. Tak było w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, wyboru Trumpa czy też innych, pomniejszych ingerencji internetowych trolli Moskwy, ułatwiających uzyskanie, a potem sprawowanie rządów przez prawicę, np. w Polsce czy na Węgrzech – pisze Viktor Grotowicz

Cześć, mam na imię Anon i uważam, że holocaustu nigdy nie było. Feminizm jest przyczyną spadku liczby urodzeń na Zachodzie, kraje zachodnie są kozłem ofiarnym masowej emigracji na świecie, a wszystkim tym problemom winni są Żydzi.

Kłamstwa, przeinaczanie faktów i manipulacje informacjami w Internecie od dawna już przestały być sensacją i awansowały do roli wydarzeń codziennych. Kamienie milowe tego awansu to rzecz jasna Brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA. Znany jest także główny czarny charakter tego procederu, czyli tajna komórka wywiadu rosyjskiego, siejąca zamęt po całej sieci, głównie w państwach zachodnich, ale również u swoich sąsiadów.

Okazuje się jednak, iż ekipie Putina wyrósł w tej dziedzinie poważny konkurent w postaci ruchów i partii prawicowych (chociaż wielu specjalistów uśmiecha się pod nosem, kiedy słyszy o tej „konkurencji”).

Metody prymitywne, ale skuteczne

Według nich to nie żadne współzawodnictwo, a zwykła współpraca, potwierdzana zarówno twardymi dowodami natury wywiadowczo-technicznej, jak i prostym logicznym pomyślunkiem. Cele manipulacji internetowych Moskwy i zwolenników prawicy (tej skrajnej, jak i tej bardziej cywilizowanej, chociaż tutaj różnice coraz częściej się zacierają z powodu bardzo intensywnego przenikania się tych dwóch nurtów) prawie zawsze są zbieżne. Tak było w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wyboru Trumpa czy też innych, pomniejszych ingerencji internetowych trolli Moskwy, ułatwiających uzyskanie, a potem sprawowanie rządów przez prawicę, np. w Polsce czy na Węgrzech.

Ewidentna aktywność tajnych służb, szeroko zakrojone akcje propagandowe w sieci uzupełnianie są przez gotowość wielu konserwatystów do akceptowania takiego kierunku działań.

A wszystko zaczęło się w 2014 roku w USA, od tzw. afery Gamergate, czyli krytyki seksizmu i przemocy wobec kobiet w grach komputerowych, co w rezultacie doprowadziło do masowego hejtu przeciwko inicjatorkom tej akcji. Pojawił się wtedy nieznany dotychczas, ale bardzo prosty w działaniu, a przede wszystkim skuteczny, mechanizm powstawania fali nienawiści. Wyjątkowość tego zjawiska polegała na nieprawdopodobnie szybkiej i zataczającej coraz szersze kręgi mobilizacji w Internecie.

Prostota. To słowo klucz, wyjaśniające powszechność stosowania tej metody nawet przez niezbyt rozgarniętych uczestników zabaw internetowych, do których z całą pewnością należą również zwolennicy czystości narodowej i wyższości rasowej. Owa prostota zaprzecza przekonaniu o skomplikowanych mechanizmach i wyrafinowanych manipulacjach cyfrowo-psychologicznych stosowanych w Internecie.

Nic bardziej mylnego: cała ta strategia polega tylko i wyłącznie na agresywnym podgrzewaniu atmosfery, wyolbrzymianiu opisywanych zjawisk, kolportowaniu kłamstw i oszczerstw. Jednakże

prymitywizm metod nie może oznaczać lekceważenia ich skutków, co bardzo wyraźnie widzimy na polskim politycznym podwórku.

Zasada posiadania wroga

„Prostota” dotyczy również zaplecza ideologicznego prawicy, głównie tego działającego w Internecie. Ideolodzy ci odwołują się zazwyczaj (także mniej lub bardziej świadomie) do myślicieli z okresu międzywojennego, takich jak Julius Evola, Oswald Spengler czy Carl Schmitt.

Z biegiem czasu z tego konglomeratu teorii wyłonił się rodzaj „naturalnego konserwatyzmu”, przynależnego człowiekowi nie z powodu pochodzenia, wychowania, wykształcenia czy doświadczenia, ale wrodzonych skłonności, instynktu, który każe tym ludziom opowiadać się za homogenicznością w miejsce różnorodności, hierarchicznością zamiast równości oraz po stronie tego, co znane, w przeciwieństwie do tego, co nowe. Nie trzeba rzecz jasna podkreślać, że wyznawcy takiego światopoglądu uważają go za jedynie właściwy czy wręcz: jedynie możliwy.

Carl Schmitt dostarczył do tego jeszcze jeden istotny, i jakże praktyczny, element (a jak wiadomo, wszystko, co praktyczne musi być proste) porządkujący raz na zawsze najważniejsze cele, zamierzenia, dążenia, a przede wszystkim sposób postępowania zagorzałych konserwatystów: zasadę posiadania wroga. Podstawą politycznego myślenia, jak i działania uczynił on bowiem niezbędne rozróżnienie między wrogiem i przyjacielem. Nie było to tylko taktyczne narzędzie do zdobywania i sprawowania władzy, ale także pojęcie definiujące egzystencję człowieka. Schmitt twierdził bowiem, iż dopiero poznanie własnych wrogów umożliwia poznanie samego siebie.

Krótko mówiąc, najważniejszym zadaniem człowieka parającego się polityką w wydaniu prawicowym powinno być wyznaczenie sobie wroga – jako podstawy wszelkich działań.

A skoro działanie ma opierać się na przeciwstawieniu swoich zwolenników innym, obcym, wrogom, to stąd niedaleko już do pomysłu na rozbijanie grup społecznych, całych narodów i społeczności międzynarodowej oraz wprowadzanie ich w rodzaj wojny wewnętrznej.

W tym świetle nie dziwi więc fascynacja, z jaką do tej idei podchodzą współcześni prawicowcy – nie wyłączając prezesa Prawa i Sprawiedliwości, który podobno od czasów studenckich jest wielkim admiratorem myśli Schmitta.

Hail Trump, Hail Victory

Polityka oparta na antagonizmie i wrogości potrzebuje nienawiści jako niezbędnego paliwa. Ale nienawiść nie powstaje sama z siebie – zwłaszcza on-line – jest uruchamiana i sterowana przez konkretne osoby i organizacje. Konstruowanie zmagań i działań politycznych na zasadzie wróg-przyjaciel automatycznie winduje hejt do rangi głównego narzędzia. Bo jak inaczej gadać z wrogiem – nie z przeciwnikiem, rodakiem o innych poglądach – tylko właśnie wrogiem? Nic, tylko bić w mordę.

Takie kampanie nienawiści organizowane są nie tylko na masową skalę, ale też bardzo konsekwentnie prowadzone: do momentu całkowitego zniszczenia wizerunku wroga, oplucia go i sprowadzenia do rangi zwierzęcia lub przedmiotu. Aż do chwili, kiedy każdy zwolennik prawicy zrozumie – kim i za co ma pogardzać.

Stąd już niedaleka droga do metod oraz światopoglądu zwykłego faszyzmu. Typowym przykładem funkcjonowania tego mechanizmu jest „alt-prawica” w USA.

Ten ruch jest częścią składową nowej prawicy, czyli organizacji pozornie dokonujących odnowy skompromitowanej prawicy z lat trzydziestych XX wieku i okresu drugiej wojny światowej. Nieustanne odcinane się przez jego członków od faszyzmu jest jednak kompletnie nic nieznaczącym frazesem – nowa prawica jak najbardziej nawiązuje do tradycji i wartości partii Hitlera i Mussoliniego.

Alternative Right jest bardzo heterogennym tworem, przekonanym o własnej wyższości moralnej i intelektualnej, a tym samym przesiąkniętym nienawiścią do innych ludzi oraz zwykłym rasizmem, czego zresztą jej działacze wcale nie ukrywają. Jeden z głównych przedstawicieli tego ruchu, Richard Spencer, głośno domagał się utworzenia „białego państwa etnicznego” i zakazu „mieszania ras”. Po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich wprowadził nowe pozdrowienie na wiecach swoich zwolenników. Hail Trump! oraz Hail Victory, czyli: Sieg Heil.

Głównym organem tego ruchu jest strona internetowa „Breitbart”, której naczelnym był Steve Bannon, były szef kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Po rozstaniu z Trumpem (był też jego doradcą w Białym Domu), którego uznał za zbyt miękkiego wobec liberałów, Bannon zaczął interesować się Europą. Dostrzegł tu wielu bliskich sojuszników, w tym głównie w gronie rządzących na Węgrzech i w Polsce.

W wywiadzie udzielonym TVP chwalił Polaków zdaniami typu: „Polska jest liderem w Europie pod wieloma względami”. I chociaż guru „prawdziwej” prawicy nie rozwinął tej myśli, to polscy ultrakonserwatyści uznali komplement za absolutny dowód własnej skuteczności politycznej.

Wiara w moc „stratega z USA” wśród polskich prawicowych stron internetowych nie osłabła, nawet kiedy buńczucznie zapowiadane przez niego zjednoczenie prawicy na starym kontynencie i zwycięstwo w wyborach do Parlamentu UE w 2019 roku okazało się zupełnym fiaskiem.

Zwycięskie manipulacje, szerzenie kłamstw, obelgi

W kampanii wyborczej lepiej wydać sto tysięcy dolarów na trolle niż milion na reklamę, jak stwierdził jeden z amerykańskich prawicowych aktywistów w sieci. I tak właśnie zrobiono, zarówno podczas kampanii Trumpa, jak i przed referendum na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Kampanie te, zwłaszcza w USA, były przedmiotem licznych analiz, które wykazały jednoznacznie, że wybory można wygrać poprzez manipulacje, szerzenie kłamstw, obelg oraz wszelkiego rodzaju ekstremalnych idei: od nazizmu po ideologię Ku-Klux-Klanu.

I nie chodzi o pozyskiwanie wyborców, ale przede wszystkim o stwarzanie odpowiedniego klimatu debaty kampanijnej.

Klimatu polegającego na zastraszaniu, poniżaniu i obrażaniu wszystkich tych, którzy są przeciwnego zdania. Zadziałał tutaj mechanizm tzw. spirali milczenia, teorii opracowanej przez niemiecką specjalistkę od komunikacji społecznej Elisabeth Noelle-Neumann, według której mniejszość nie odważy się wyartykułować swoich poglądów, kiedy jest przekonana o tym, że większość jest odmiennego zdania.

Podobnie jest w Internecie, gdzie chęć publikacji własnego poglądu, sprzecznego z dominującym na forum, maleje wraz z ryzykiem, że stanie się on przedmiotem ataków hejterów. W tym przypadku jednak to głośna, bezwzględna i chamska mniejszość narzuca milczenie większości. W atakach tych nie ma żadnych granic ani zasad: najgorsze wyzwiska łączą się tutaj z groźbami pobicia i pozbawienia życia. Tak było podczas premiery tego mechanizmu podczas „afery Gamergate”, kiedy to dziennikarkom krytykującym przemoc wobec kobiet w grach komputerowych grożono śmiercią i nawoływano do ich zabijania, publikując zdjęcia i adresy domowe.

Wygląda więc na to, że dzisiejsza skrajna prawica znalazła w internetowym hejcie idealne narzędzie do realizacji własnych celów.

Do jej mentalności i umiejętności idealnie wydają się pasować teorie społeczno-polityczne z lat 30. ubiegłego wieku.

Wystarczy wskazać wroga i zachęcić do jego unicestwienia – najpierw w memach, potem fizycznie. Unicestwieniu ulega także prawda. Okazuje się, że ważnym, a obecnie chyba najważniejszym, polem rozgrywania polityki są emocje, a nie chęć zmiany rzeczywistości.

Zabiłem nie tych, co trzeba

Cześć, mam na imię Anon i uważam, że Holocaustu nigdy nie było…. Słowa te wypowiedział 9 października 2019 Stephan Balliet (Anon to skrót od anonima), prawicowy terrorysta podczas próby ataku na synagogę w Halle w święto Jim Kippur. Kamerę miał umocowaną do hełmu, a w rękach karabin własnego wyrobu. Kiedy nie udało mu się sforsować drzwi do synagogi, zabił przechodzącą przypadkowo kobietę oraz klienta w budce z kebabem. Zanim go ujęto ranił jeszcze dwie osoby. Jak wykazało śledztwo, Balliet był aktywnym uczestnikiem forum dla skrajnej prawicy.

Dodatkowym motywem, jak odkryli to dziennikarze telewizji niemieckiej, mogła być frustracja seksualna – Balliet należał do tzw. inceli, czyli prawicowych zazwyczaj mężczyzn żyjących w mniej lub bardziej dobrowolnym celibacie i wymieniających się swoimi „doświadczeniami” w tym zakresie na specjalnych forach internetowych. Według psychologów jest to forma grupowego usprawiedliwiania i nadawania sensu własnej, tak łóżkowej, jak i życiowej impotencji.

Podczas śledztwa Balliet twierdził, że jego nieudane życie, spędzone samotnie, bez kobiet, to wina Żydów. W poglądzie tym umacniali go koledzy na forach skrajnej prawicy, które odwiedzał przez parę lat.

Wyraził też żal, kiedy usłyszał nazwiska zabitych przez siebie osób. Byli to Niemcy, a on chciał trafić emigrantów z Bliskiego Wschodu. Swój brak komfortu w tej kwestii uzasadnił bardzo precyzyjnie: jest rozczarowany, ponieważ zabił zbyt mało (ludzi), a w dodatku nie tych, co trzeba.

Viktor Grotowicz
Tekst ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Odra” (11/2020)


Zdjęcie główne: Protest przeciw polityce Donalda Trumpa, Londyn 2017, Fot. Flickr/Alisdare Hickson, licencja Creative Commons