Reklama

Trzeba być idiotą, żeby to zlekceważyć – tak wynik referendum w Legionowie komentuje w rozmowie z wiadomo.co prezydent tego miasta Roman Smogorzewski. 94 proc. mieszkańców powiedziało nie projektowi “wielkiej Warszawy” i przyłączeniu ich gminy do stolicy. Wynik przeprowadzonego w niedzielę referendum jest miażdżący, i to przy bardzo wysokiej frekwencji. Politycy PO chcą, aby takie referenda odbyły się we wszystkich podwarszawskich gminach. Apelują też do PiS-u o wycofanie się z tzw. projektu Sasina. A co się z nim dzieje? Sprawdziliśmy.

Gdzie jest projekt PiS-u?

Projekt ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy jest w Sejmie od 30 stycznia. Skierowany został nawet do pierwszego czytania. Ale po tym, jak wzbudził ogromne kontrowersje, m.in. dlatego, że przed złożeniem do go laski marszałkowskiej nie odbyły się żadne konsultacje, PiS spuścił trochę z tonu, a niedawno rozpoczął konsultacje.

– Dzisiaj ostatecznego rozstrzygnięcia w sprawie projektu dotyczącego metropolii warszawskiej nie może być, bo nie ma jeszcze ostatecznej propozycji, toczą się konsultacje społeczne. (…) Dopiero wynik konsultacji zdecyduje, co będzie dalej  – mówi poseł PiS Jacek Sasin.

Czyli projekt jest, ale tak, jakby go nie było. Projekt, który jest na stronie Sejmu, jest nieaktualny. A przypomnijmy, PiS chce stworzyć z Warszawy metropolię i połączyć z 32 gminami. Opozycja nie ma wątpliwości, że chodzi o przejęcie Warszawy. Inaczej PiS nie ma szans wygrać wyborów samorządowych.

Reklama

PO proponuje referenda

Szef mazowieckiej PO Andrzej Halicki zapowiedział, że w piątek do Sejmu trafi projekt ustawy, który nakazywałby – w razie tworzenia metropolii – przeprowadzenie referendów lokalnych we wszystkich gminach, które miałaby objąć metropolia, w tym w Warszawie.

Takie referendum miało się odbyć w stolicy pod koniec marca, wniosek w tej sprawie przygotowała Rada Miasta, ale wojewoda nie zgodził się na jego przeprowadzenie. – Wojewoda unieważnił referendum warszawskie, ponieważ stwierdził, że jest ono niebezpieczne dla PiS-u – nie ma wątpliwości rzecznik PO Jan Grabiec. Zresztą mieszkaniec Legionowa.

W Legionowie referendum się odbyło. Mieszkańcy dobitnie pokazali, co myślą o pomyśle PiS-u.

Legionowo przemówiło

W referendum w Legionowie zagłosowało 46,72 proc. uprawnionych, tym samym jest ono ważne (konieczna była co najmniej 30-procentowa frekwencja). 94,27 proc. mieszkańców wskazało, że nie chce, by ich gmina została częścią metropolii warszawskiej.

Takiego głosu nie można lekceważyć. To jest niezwykle cenne badanie opinii społecznej – mówi w rozmowie z wiadomo.co prezydent Legionowa Roman Smogorzewski z PO. Apeluje do PiS-u o – jeszcze możliwe – honorowe wyjście z tej sytuacji i prawdziwe konsultacje.

Kamila Terpiał: Spodziewał się pan takiej frekwencji i takiego wyniku referendum, czyli pełnej mobilizacji mieszkańców?
Roman Smogorzewski: W samorządzie pracuję od kilkunastu lat, wiem, że większość referendów lokalnych nie jest ważna ze względu na frekwencję. A my mieliśmy tylko dwa tygodnie, bo wojewoda do ostatniej chwili zwlekał z decyzją, czy referendum się odbędzie, czy nie, nie chcieliśmy zbędnie wydawać pieniędzy. Często słyszałem też głosy, że referendum jest odwołane, bo mieszkańcy mylili nasze referendum z warszawskim. Drugi argument był taki, że PiS i tak zrobi, co chce, zatem szkoda czasu i wysiłku. To jest zatem bardzo miłe zaskoczenie, także poczucie dumy z mieszkańców i zobowiązanie do ciężkiej roboty. Prawie 50 proc. frekwencji i historyczny wynik, nie przypominam sobie, żeby przeciwko jakiemukolwiek projektowi opowiedziało się prawie 95 proc. głosujących. PiS tego nie może zlekceważyć. Rok temu otrzymał w Legionowie 35 proc. poparcia, to jest związany z nimi elektorat, który dokonał trudnego wyboru, bo przeciwstawił się swojej partii.

Politycy PiS-u starają się lekceważyć to referendum. Mówią, że to zmarnowane pieniądze, że było przedwczesne…
Ja się w ogóle spodziewałem, że ogłoszą je jako własny sukces, tak jak w przegraną w Brukseli 27:1. W takiej zwykłej retoryce mogą to lekceważyć, ale to jest niezwykle cenne badanie opinii społecznej. Jeżeli weźmie się pod uwagę lecące w dół sondaże i tak dramatyczny wynik w dość typowym polskim mieście, to trzeba być idiotą, żeby to zlekceważyć.

Ale zlekceważyć jednak można. Realnie jaki wpływ taki wynik referendum może mieć na dalsze losy Legionowa?
Legionowo w tej grze tak naprawdę się nie liczy. Jak czyta się ten projekt ustawy, to tam jest tylko jeden cel – inny wybór innym elektoratem prezydenta Warszawy. Ten elektorat podwarszawski jest bardziej PiS-owski i to jest dorzucenie tego elektoratu. Tylko jeżeli tego elektoratu zamiast 35 proc. będzie 5 proc., to to się nie opłaca. Jeżeli ta zmiana zaburzy poczucie własnej wartości lokalnych wspólnot, jeżeli poczują się obrażone, to nie zagłosują na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. To jest jakiś wielki bałagan, był projekt, do którego nikt się nie przyznał. Mieszkańcem Legionowa jest minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak, a on w ogóle się na ten temat nie wypowiada, a jeżeli już, to raczej krytycznie. Mam nadzieję, że ten polityczny projekt zostanie sierotą i się z tego projektu wycofają.

Rzeczywiście pan w to wierzy? Musieliby przyznać się do błędu.
Scenariuszy może być kilka, ale myślę, że może być też honorowe wyjście. Mówi się na mieście, że jest projekt kompromisowy, że tylko 18 gmin przylegających do stolicy miałoby wejść w skład metropolii, bez Legionowa. Ja wierzę w racjonalizm, może być honorowe wyjście, i do tego zachęcam. Usiądźmy do stołu i stwórzmy dobry projekt aglomeracyjny, który będzie szanował integralność gmin, ale będzie też rozwiązywał główny problem. A głównym problemem jest kwestia transportu, tego zbiorowego i drogowego. Jesteśmy w politycznym miejscu, w Sejmie, tu gra się w taką grę wygrany-przegrany, a w biznesie często stosuje się strategię win-win. Jeszcze jest możliwe, aby pomysłodawcy wyszli z twarzą i pokazali, że szanują społeczeństwo, a my też mamy swoje przemyślenia i nie mamy nic przeciwko temu, żeby stworzyć zdrowy organizm aglomeracyjny. Polacy zaczynają już oceniać trwanie przy głupich pomysłach. “Miesiąc miodowy” po wyborach już się kończy.

A z samorządowcami ktoś z PiS-u w ogóle rozmawia?
Robiliśmy kilka debat, zapraszaliśmy Jacka Sasina, zapraszaliśmy innych posłów podpisanych pod projektem, zapraszaliśmy też ministra Błaszczaka, nigdy nikt się nie pojawił. Przychodzili mieszkańcy, burmistrzowie, prezydenci innych miast. Wojewoda urządza tylko fasadowe konsultacje. Projekt jest poselski, a wojewoda jest rządowy, jak się spotykamy, to apelujemy, aby to był projekt rządowy, bo wtedy jest określona ścieżka konsultacyjna, ale nie chcą tego zrobić. Apelujemy, żeby wycofali projekt, też nie chcą tego zrobić. Wojewoda przez dwa miesiące zorganizował dwa spotkania. Na pierwszym zadaliśmy konkretne pytania o analizy finansowe, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi, na drugim dostaliśmy głupie i tendencyjne pytania, to udzieliliśmy też głupich odpowiedzi, wtedy rozpoczęła się 45-minutowa połajanka i “nabijanie” się z nas. Po spotkaniu wojewoda wychodzi na konferencje prasową, tylko w towarzystwie posła Sasina, i mówi, że posunęli się do przodu. Ale tak naprawdę tylko rżną głupa. Te konsultacje mają jeden cel – mają odbyć się, trzeba je odhaczyć, ale one nie mają żadnego merytorycznego znaczenia.

A co oznaczałoby włączenie Legionowa do metropolii? Co by się zmieniło?
No właśnie problem w tym, że nie wiadomo. Jak przychodzą do mnie przedsiębiorcy, to mówią: a może powinniśmy wejść do tej aglomeracji, może będzie fajnie. Ja im wtedy odpowiadam: czy ty ze swoją firmą chciałbyś wejść do spółki, o której mało wiesz, nie znasz zasad, statutu, nie wiesz, jakie tam będą pieniądze? Patrzą na mnie jak na wariata, bo przecież to jest ryzykowne i niebezpieczne. A ten projekt reguluje tylko wybór prezydenta miasta stołecznego Warszawy, nie mówi, co ma się dziać z policją, sądami, z administracją. Poza tym daje nowe zadania, ale nie daje pieniędzy. Wynik referendum to był protest przeciwko stylowi prowadzenia polityki i takim opowieściom, że naród nas wybrał, to mamy prawo robić, co chcemy. Nieprawda, konstytucji już nie ma, ale jest naród. Myślę, że PiS przejedzie się na lokalnym patriotyzmie.


Zdjęcie główne: Roman Smogorzewski, Fot. Urząd Miasta Legionowo

Reklama