– Polskie państwo nie jest państwem teoretycznym, my realnie pomagamy ludziom – mówił z sejmowej mównicy minister spraw wewnętrznych. Pierwsze posiedzenie Sejmu po wakacjach rozpoczęło się od informacji rządu na temat działań po nawałnicach, które miesiąc temu przetoczyły się nad Polską. Nie padło słowo przepraszam, za to padło wiele oskarżeń pod adresem opozycji. – Dzisiaj usłyszeliśmy stek kłamstw – odpowiadał szef PO Grzegorz Schetyna. Ta sprawa cały czas budzi ogromne emocje. – Jakoś sobie radzimy, ale jest jeszcze dużo do zrobienia – mówi w rozmowie z wiadomo.co sołtys miejscowości Rytel Łukasz Ossowski.
– Pomoc przy takiej hekatombie przyszła za późno. Krytykujemy administrację rządową, wojewodę pomorskiego i polski rząd – mówi marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. Pyta, dlaczego nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej. Apeluje też o pomoc, bo do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo. Rząd nie zdał egzaminu, ale zdała go Polska obywatelska. – Bez pomocy ludzi dobrej woli bylibyśmy bez szans – przyznają samorządowcy z Pomorza. Komentarz ministra Mariusza Błaszczaka za to zwala z nóg. Według niego, „sytuacja w województwie pomorskim wynika z tego, że jest zdominowane przez samorządowców z totalnej opozycji”.
Działa, czy nie działa? „Regionalny System Ostrzegania działa i nadal spełnia swoją funkcję” – zapewniał rok temu wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński. Teraz szef tego resortu zmienia zdanie i twierdzi, że jednak nie działa tak jak powinien. A winą obarcza za to poprzedni rząd. – To bzdury! System powinien być wykorzystany właściwie. Powinien być rozwijany, a nie zaniedbany, schowany i nieużywany. To jest kwestia elementarnej odpowiedzialności – mówi w rozmowie z wiadomo.co poseł PO Andrzej Halicki, były minister administracji i cyfryzacji. Złożył już w tej sprawie interpelację do marszałka Sejmu.
Cały czas trwa usuwanie skutków nawałnic, które przeszły w miniony weekend nad Polską. Najbardziej ucierpiały miejscowości na Pomorzu. Rząd zareagował dopiero po 4 dniach od tragedii, wojsko do pomocy wysłał tylko w jedno miejsce – do udrażniania rzeki Brdy. Starosta bytowski Leszek Waszkiewicz wczoraj wystosował pismo do wojewody pomorskiego z prośbą o taką pomoc. I jest szansa, że jutro pojawią się żołnierze. – Dobrze, że jest jakkolwiek reakcja. Lepiej późno niż wcale – mówi w rozmowie z wiadomo.co starosta bytowski Leszek Waszkiewicz. Wcześniej wojewoda nie widział powodu, aby wzywać wojsko do „zbierania gałęzi i zamiatania liści”.
Pierwszy test sprawności w sytuacjach kryzysowych oblany. To kompromitacja. Tyle że rząd, jak zwykle, udaje, że wszystko gra. Rząd obudził się po 4 dniach od nawałnic, twierdząc, że pomocy poszkodowanym udzielono natychmiast. Pani premier i minister obrony pojechali we wtorek na miejsce, ale raczej bardziej przeszkadzali niż pomagali. Nie chcą ogłosić stanu klęski żywiołowej, a wojewoda pomorski mówi, że nie będzie wzywał wojska do „do zbierania gałęzi i zamiatania liści”. Wystarczy? No właśnie. To nie tylko arogancja władzy, to coś więcej. Brak empatii i ludzkich odruchów. Państwo PiS w pełnej okazałości.
W weekend nad Polską przeszły nawałnice, w wyniku których zginęło 6 osób, wiele domów zostało zniszczonych, tysiące gospodarstw jest odciętych od świata. – Pieniądze od samorządów już płyną – zapewnia premier. – Problemy są sukcesywnie usuwane – dodaje szef MSWiA. Mariusz Błaszczak i premier Beata Szydło postanowili udać się dzisiaj do najbardziej poszkodowanych miejsc. – Dlaczego dopiero dzisiaj?! – pytają politycy PO. Sławomir Neumann nie ma wątpliwości, że „rząd nie zdaje egzaminu”, a minister Błaszczak „zamiast pomagać ludziom opalał swój brzuch”.