Trwa dopasowywanie się do bata. Łykamy łamanie konstytucji, perwersyjny nepotyzm, postępującą demoralizację. Media zamiast stać po stronie demokracji przeciw autokratom i bezprawiu najczęściej – powołując się na święty etos bezstronności – kompromitują się opiniami o „dwóch stronach barykady” albo „sporze prawnym”, tak jakby można było mieć równy dystans do gwałciciela i gwałconej (konstytucji). Uciera się „mała stabilizacja”. Jakoś jest. Jakoś to będzie. Jakoś trzeba żyć.
Okres schyłkowości PiS widać też w innych oczywistych przykładach, jak walki wewnątrz zwycięskiego obozu – walki podjazdowe, frakcyjne, przepychanie się baronów, kto lepszy. Gdy patrzy się na Zbigniewa Ziobrę, to jego ruchy są koronnym tego przykładem. Mamy też efekt słabnięcia pozycji wodza. Pozycja Kaczyńskiego nie jest już taka jak kiedyś, skoro zapowiadane było wielkie polityczne otwarcie, nowy rząd, a tymczasem wszystko się sypie, poszczególni ministrowie podają się do dymisji i jeszcze się wciska nam kit, że to wszystko było wcześniej ustalone – mówi nam prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Szukamy analogii w historii i pytamy, co nas czeka. – Polska wcale nie była w ruinie, jak mówił PiS w 2015 roku, tylko wręcz przeciwnie, rządy Platformy zostawiły państwo w tak dobrym stanie, że było co dzielić. PiS na tym zbudował poparcie, ale już w chwili, gdy pojawiły się kłopoty, widać dużą bezradność PiS-u. Ta ekipa jest świetna w PR, ale gorzej w realnym rozwiązywaniu problemów – podkreśla nasz rozmówca