Od kolejnej, nieudanej próby zimowego wejścia na K2 minęły już niemal dwa lata, więc zdawałoby się, że „Ostatnią Górę” powinno się obejrzeć – nomen omen – na chłodno. Po prostu jak kolejny dokument o losach himalaistów, którzy są zaprogramowani na jeden cel – zdobycie niedającej się okiełznać człowiekowi przeklętej, liczące 8611 metrów góry. Z takim też nastawieniem poszedłem do kameralnej sali żoliborskiego studyjnego kina. I się zdziwiłem.