Reklama

Tego dnia poranne wydanie „Kuriera Warszawskiego” po raz pierwszy od czterech lat nie zawierało stałej rubryki, od której niejeden czytelnik rozpoczynał lekturę tej gazety – komunikatu z pola walki. „Czekaliśmy ze spokojem, który może dać tylko pewność, chwili naszej. I oto nadeszła” – napisano 12 listopada 1918 roku. Dzień wcześniej zakończyła się Wielka Wojna, co w efekcie przyniosło Polsce niepodległość. I choć w obliczu wyzwań politycznych, ekonomicznych i społecznych, przed jakimi stanęło młode państwo, sport mógłby wydawać się błahostką, nie zapomniano w II Rzeczpospolitej także o nim.

Marzenie o igrzyskach

Sportowi działacze wyprzedzili wręcz nadchodzącą niepodległość. Jeszcze we wrześniu odbył się w Warszawie I Zjazd Polskich Stowarzyszeń Sportowych i Gimnastycznych. Debatowano o kształcie polskiego sportu, rozmawiano o udziale reprezentacji w zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Antwerpii. Oczywiście ziemie polskie podczas zaborów nie były sportową pustynią. W 1886 założono prestiżowe Warszawskie Towarzystwo Cyklistów, do którego należeli Bolesław Prus czy Henryk Sienkiewicz, coraz większą popularność, szczególnie w zaborze austriackim, zyskiwała piłka nożna. Zakładano pierwsze kluby (Lechia, Czarni i Pogoń we Lwowie czy Cracovia i Wisła w Krakowie), istniały nawet rozgrywki – jeszcze przed I wojną rozgrywano na przykład mistrzostwa Galicji. Polacy startowali też w igrzyskach – choćby jeździec Karol Rómmel, w przyszłości zdobywca brązowego medalu dla Polski, w 1912 roku w Sztokholmie występował jako reprezentant Imperium Rosyjskiego. Czym innym jednak miał być oficjalny udział reprezentacji pod biało-czerwoną flagą, w strojach z naszytym Orłem Białym. Byłoby to ostateczne potwierdzenie, że kraj wrócił po 123 latach na mapy świata.

Gdy niepodległa Polska stała się faktem, jasne było, że wraz z nowymi strukturami państwa powstanie także polski sport.

W grudniu 1919 założono w Warszawie związek, który zarządzać będzie narodową dyscypliną – piłką nożną. Pierwszym prezesem PZPN został działacz Cracovii, doktor Edward Cetnarowski. Rozpoczęto też przygotowania do organizacji rozgrywek o tytuł mistrzowski. W ich dokończeniu przeszkodziło jednak zagrożenie ze Wschodu – wojna polsko-bolszewicka.

Z powodu działań wojennych polskich sportowców zabrakło w Antwerpii. Na igrzyskach olimpijskich o istnieniu młodego kraju przypominała światu biało-czerwona flaga. Ceremonia otwarcia pierwszych powojennych igrzysk miała miejsce 14 sierpnia. W tym samym czasie w okolicach Warszawy trwały działania militarne, które znane są teraz jako bitwa warszawska, Cud nad Wisłą. Polskie wojsko pokonało Armię Czerwoną i pozbyło się wiszącego nad młodą ojczyzną widma. Przed krajem wciąż było jeszcze mnóstwo wyzwań i trudności, nadal nie ustalono wszystkich granic, lecz wreszcie nic nie zagrażało bezpośrednio jego istnieniu. Przestano myśleć o niebezpieczeństwie, zaczęto zajmować się codziennością – w tym także sportem.

Reklama

Polski sport się rozwija

Już w październiku polscy lekkoatleci pojechali na mityng do Paryża. W czerwcu 1921 roku w Warszawie, która jeszcze kilka miesięcy temu broniła się przed bolszewikami, zorganizowano bieg uliczny na trasie Belweder-Stare Miasto. Była to już druga jego edycja – rok wcześniej warszawskich policjantów trzeba było specjalnie poinstruować, że biegnący w skąpych strojach mężczyźni to sportowcy, a nie szaleńcy, i nie sprawiają zagrożenia. Bieg z 1921 roku odbył się już w obecności tłumu publiczności, jak relacjonowała założona właśnie gazeta sportowa, „Przegląd Sportowy”. Wygrał go kapitan Baran z lwowskiej Pogoni, a na starcie stanęło 31 biegaczy, reprezentujących kluby z całej Polski.

W kraju powstawało bowiem coraz więcej klubów sportowych, także narodowościowych, takich jak żydowskie Hasmonea Lwów albo Makabi Warszawa czy niemieckie 1.FC Katowice.

Obok klubów prężnie działało Polskie Towarzystwo Gimnastyczne Sokół – ta organizacja, powstała jeszcze na ziemiach zaborczych, propagowała sportowy styl życia, zgodnie z mottem: „W zdrowym ciele zdrowy duch”. Rozwijały się poszczególne dyscypliny, takie jak siatkówka, koszykówka (czwarte miejsce Polaków na igrzyskach w 1936 roku) czy piłka ręczna, zwana wówczas powszechnie szczypiorniakiem. Polscy żołnierze poznali tę dyscyplinę – jeszcze w wersji 11-osobowej, rozgrywanej na otwartym boisku – w obozie internowania w Szczypiornie w 1917 roku. W 1928 roku odbył się „I Bieg Kolarski dookoła Polski”, znany dziś jako Tour de Pologne. Polacy emocjonowali się lotami Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, a dumę na tenisowych kortach przynosiła Jadwiga Jędrzejowska, w latach 30. trzykrotna finalistka turniejów wielkoszlemowych. Można było tylko żałować, że tenis wypadł z programu igrzysk po 1924 roku.

Coraz większą popularnością cieszył się w kraju nieznany wcześniej hokej. Związek założono już w 1925 roku, a rok później reprezentacja zagrała swój pierwszy mecz – była to porażka 1:13 z Austrią. Niedługo później hokeiści cieszyli się z pierwszego zwycięstwa. W ramach mistrzostw Europy wygrali z Włochami 3:1, następnie pokonali Hiszpanów 4:1 i Belgów 3:1. Te wyniki „uprawniają do twierdzenia, iż w dziedzinie hockey’a lodowego jesteśmy przeciwnikiem groźnym dla wielu państw Europy” – relacjonował „Przegląd Sportowy”. Pewna słuszność w tej obserwacji była – na rozgrywanych w 1931 roku w Krynicy Zdroju mistrzostwach świata Polska zajęła czwarte miejsce, co jednocześnie oznaczało, że została – drugi raz z rzędu – wicemistrzem Europy. „Druga pozycja Polski zdobyta w hokeju europejskim jest dla nas dużym sukcesem” – podkreślał „PS”. Zaznaczono też, że Krynica poradziła sobie z organizacją turnieju doskonale: „prześcignęliśmy istotnie dotychczasowe mistrzostwa świata w hokeju lodowym” – pisał dumny dziennikarz najstarszej polskiej sportowej gazety.

Narodowa dyscyplina

Najważniejszym sportem II Rzeczpospolitej była piłka nożna. Na trybunach podczas piłkarskich meczów spotkać można było ważne osobistości – polityków czy artystów – ale także całe rzesze spragnionych emocji kibiców. Czasem były to też emocje negatywne, zdarzały się niesnaski, na przykład między sympatykami żydowskiego Makabi a endeckimi kibicami Polonii; znana jest też historia o sędzim Waxmanie, który prowadził mecz, będąc wyposażony nie tylko w gwizdek, lecz także pistolet.

Pierwsze pełne rozgrywki o mistrzostwo Polski rozegrano w 1921 roku. Nie grano wówczas w systemie ligowym. Na początku kluby walczyły o prymat w swoim okręgu, potem mistrzowie okręgów grali między sobą o tytuł. System ten nie podobał się wielu klubom, uważano go za przestarzały i nieadekwatny do klubowej rzeczywistości. Ostatecznie rozgrywki grające w nowoczesnym modelu ligowym ruszyły w roku 1927 i wygrała je Wisła Kraków. Wcześniej, w starym systemie, czterokrotnie triumfowała Pogoń Lwów, a pierwszym mistrzem Polski została w 1921 roku Cracovia.

To właśnie ze świeżo upieczonych mistrzów składała się w większości reprezentacja Polski, która w grudniu 1921 roku pojechała do Budapesztu na pierwszy w swojej historii mecz.

O składzie decydowali Józef Szkolnikowski z PZPN i trener Pasów Imre Pozsonyi, który potem będzie szkoleniowcem FC Barcelony. Siódemkę z Cracovii (między innymi Józefa Kałużę, patrona ulicy, na której znajduje się obecnie stadion Pasów, czy Stefana Mielecha, pomysłodawcę nazwy „Legia”) uzupełnili gracze Polonii Warszawa, Warty Poznań i Pogoni Lwów. Barwy tej ostatniej reprezentował Wacław Kuchar, sportowy człowiek renesansu. To jego wybrano na sportowca roku w pierwszym plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Nic dziwnego: był piłkarzem, łyżwiarzem, hokeistą i lekkoatletą. Dziennikarz PS, który relacjonował wspomniany wcześniej bieg Belweder-Stare Miasto z 1921 roku, dziwił się zresztą, że Kuchar nie pojawił się na starcie tych zawodów.

Zagrał za to w meczu, który Polacy ostatecznie przegrali 0:1. Nie był to jednak powód do wstydu. „Ponieśliśmy porażkę najmniejszą, jaką zna ten sport, najmniejszą ze wszystkich państw, jakie w tym roku gościły w Budapeszcie” – zauważał w swojej relacji „Przegląd Sportowy”. Dodał też, że mecz wzbudzał zainteresowanie w Europie. „Wieża Eiffla w Paryżu dwukrotnie interpelowała radjostację budapesztańską o wynik” – podkreślano.

Na pierwszą bramkę i zwycięstwo trzeba było poczekać do 28 maja 1922 roku. To wtedy, w Sztokholmie, Biało-Czerwoni wygrali ze Szwecją 2:1, a gole strzelili Józef Klotz z karnego i Józef Grabień. Dwa lata później polscy piłkarze zagrali na igrzyskach olimpijskich – przegrali tam jednak 0:5 z Węgrami i odpadli z turnieju.

Olimpijska duma

Igrzyska w Paryżu w 1924 roku były dla Polski debiutem na najważniejszej sportowej imprezie. Występ oceniono jako udany: sportowcy przywieźli do kraju dwa medale, srebrny drużyny kolarzy torowych (Józef Lange, Jan Łazarski, Tomasz Stankiewicz, Franciszek Szymczyk) i brązowy w jeździectwie, który zdobył Adam Królikiewicz na koniu Picador. Pierwsze złoto przyszło cztery lata później w Amsterdamie, a wywalczyła je słynna dyskobolka Halina Konopacka, wielka gwiazda dwudziestolecia międzywojennego. Zawodniczka cieszyła się naprawdę wielką popularnością – „rekordzistka nasza nie może opędzić się interwiewerom i rysownikom”, napisał „Przegląd Sportowy” w relacji z Amsterdamu. Konopacka była główną kandydatką do złota, co potwierdziła na zawodach, gdzie poprawiła własny rekord świata. „20 tysięcy widzów stadjonu amsterdamowskiego wysłuchało stojąc mazurka Dąbrowskiego (…)

ta jedna chwila, gdy przedstawiciele 47-miu narodów z odkrytemi głowami oddawali cześć naszemu sztandarowi, ta jedna chwila przyćmiła wszystkie inne” – opisywał wzruszający moment „PS”.

Konopacka nie była jedyną polską lekkoatletyczną gwiazdą dwudziestolecia międzywojennego. Stanisława Walasewicz wychowała się w Stanach Zjednoczonych jako Stella Walsh, ale na igrzyskach w Los Angeles i w Berlinie reprezentowała Polskę. W biegach na 100 metrów zdobyła odpowiednio złoto i srebro. Czterokrotnie wybierano ją sportowcem roku w plebiscycie PS. Po jej tragicznej śmierci – zginęła w wyniku postrzału w 1980 – odkryto, że miała nie w pełni rozwinięte męskie narządy płciowe. MKOl i IAAF nie podjęły jednak decyzji o odebraniu jej medali.

Chwile chwały przeżywał też na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles polski długodystansowiec, Janusz Kusociński. Wygrał bieg na 10 kilometrów. W Stanach Zjednoczonych zabrakło co prawda ówczesnego króla długich dystansów, Fina Paavo Nurmiego (został zdyskwalifikowany za zawodowstwo), ale to nie umniejsza sukcesu polskiego biegacza. Dziś co rok odbywają się w Polsce prestiżowe zawody lekkoatletyczne jego imienia.

Upamiętniają one pamięć tego wybitnego sportowca, który został zamordowany przez Niemców w Palmirach w 1940 roku.

Brutalnie przerwane kariery

Janusz Kusociński to jeden z wielu polskich sportowców, których kariery – a nierzadko i życie – zostały przerwane przez wybuch II wojny światowej. Gdy czyta się o ich osiągnięciach na stadionach, zawsze pojawia się ta mroczna świadomość, że już wkrótce sport zejdzie na drugi plan. Kusociński został stracony za działalność konspiracyjną. W Oświęcimiu zastrzelono jego największego sportowego rywala, Józefa Noji. Strzelec pierwszego gola dla piłkarskiej reprezentacji, Józef Klotz, zginął w warszawskim getcie. Niemal cudem śmierci uniknął wybitny skoczek narciarski Stanisław Marusarz, który sam po latach wspominał, że najważniejszym skokiem w jego życiu był ten z okna podczas ucieczki z krakowskiego więzienia na Montelupich. Tyle szczęścia nie miała jego siostra, narciarka Helena, działająca jako kurierka, którą rozstrzelano nieopodal Tarnowa. Olimpijczykiem z Amsterdamu był major Henryk Dobrzański, słynny Hubal.

W 1936 roku, podczas igrzysk w Berlinie, które kładą się cieniem hańby na całym MKOl, srebrne medale zdobyli polscy jeźdźcy w WKKW. Kierownikiem ekipy był olimpijczyk z 1924 roku, weteran wojny polsko-bolszewickiej, pułkownik Tadeusz Komorowski. Po konkursie miał on wiele pretensji o, jego zdaniem, stronnicze sędziowanie na korzyść zwycięskich Niemców. Mimo niesnasków, Komorowski wziął udział w zorganizowanym dla jeźdźców przyjęciu, na którym przedstawiono go Adolfowi Hitlerowi. Osiem lat później Komorowski będzie przewodził powstaniu warszawskiemu, a Hitler wyda rozkaz zniszczenia Warszawy. Gdy Erich von dem Bach-Zelewski, który z ramienia Niemiec negocjował z Borem warunki kapitulacji powstańców, zadzwonił do Berlina i przedstawił ustalone ustępstwa adiutantowi Hitlera, Hermannowi Fegeleinowi, ten z początku nawet nie chciał nawet przedstawić ich Führerowi. Dopiero gdy usłyszał, że ów „Bór” to w rzeczywistości znany jeździec, którego doskonale pamiętał z igrzysk, poszedł do Hitlera i zdobył jego zgodę na umówione warunki.

Wybór tragiczny legendy

Inną postacią, której karierę przerwała wojna, był bodaj najwybitniejszy polski piłkarz dwudziestolecia międzywojennego – Ernest Wilimowski. Gdy piłkarze zajęli na igrzyskach w Berlinie czwarte miejsce, Wilimowski nie znalazł się w kadrze, choć był ligowym królem strzelców w barwach Ruchu Hajduki Wielkie. Jedna z wersji mówi, że z kadry wyrzucono go za pijaństwo, inna – że za zawodowstwo. Pewne jest, że z Ezim w składzie Polska mogła walczyć o złoto. Dwa lata później Ślązak był już gwiazdą piłkarskich mistrzostw świata we Francji – strzelił 4 gole w legendarnym meczu z Brazylią, który reprezentacja przegrała 5:6 po dogrywce. „Trzeba przyznać, że przebieg meczu ułożył się jakby kierowała nim za kulisami ręka najsprawniejszego reżysera” – ocenił emocjonujące spotkanie „Przegląd Sportowy”. „Najlepszym z Polaków przez cały mecz był Wilimowski” – przyznawał trener Brazylijczyków.

Po wojnie Wilimowski został okrzyknięty zdrajcą. Jako Ślązak znalazł się na volksliście. Uniknął wcielenia do Wermachtu, ale za to grał w piłkarskiej reprezentacji III Rzeszy.

Tego po wojnie mu nie wybaczono – do Polski już nie wrócił. A niewykluczone, że gdyby nie wybuch konfliktu, byłby zapamiętany jako jeden z najwybitniejszych piłkarzy globu. Fritz Walter, niemiecki mistrz świata z 1954 roku, mówił, że Wilimowski to „chyba jedyny piłkarz na świecie, który zdobywał więcej bramek niż miał szans”.

Trzy z tych bramek zdobył Ezi w upalną niedzielę 27 sierpnia 1939 roku na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Reprezentacja Polski sensacyjnie pokonała w meczu towarzyskim Węgry 4:2, choć po 20 minutach przegrywała już 0:2. „Wielki sukces piłkarzy. Zwycięstwo nad Węgrami – efektem ambitnej zespołowej gry” – pisał „Przegląd Sportowy”. „Na pewno przyczynił się do tego fluid, jaki szedł z trybun i specjalna atmosfera bieżącej chwili” – powiedział gazecie prezes PZPN, pułkownik Kazimierz Glabisz. Były to ostatnie wielkie sportowe emocje, jakie przeżywali polscy kibice, chwila radosnego zapomnienia w tej napiętej atmosferze oczekiwania na początek najgorszego.

W numerze 70. z 31 sierpnia 1939 roku, „Przegląd Sportowy” opublikował korespondencję z Helsinek, gdzie przygotowywano się do organizacji igrzysk olimpijskich w 1940 roku. Oczywiście na organizację zawodów nie pozwoliła wojna. W tym nowym świecie, próbującym ułożyć na nowo ład po olbrzymiej traumie, sportowcy wrócili do olimpijskiej rywalizacji w 1948 roku w Londynie. W igrzyskach wzięła udział także reprezentacja Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Rozpoczął się nowy sportowy rozdział w sportowych dziejach naszego kraju. Do dziś wciąż dopisywane są do niego kolejne piękne historie. Wydaje się, że trochę w ich cieniu pozostają dzieje zawodniczek i zawodników z czasów II Rzeczypospolitej. Warto pamiętać o pionierach polskiego sportu.


Zdjęcie główne: Reprezentacja Polski przed meczem z Węgrami w 1921 roku, Fot: Autor nieznany, domena publiczna; zdjęcia w tekście: domena publiczna

Reklama