Reklama

Niezadowoleni wybrali PiS, niezadowoleni zdecydowali o Brexicie, niezadowoleni głosowali na Trumpa. I niezadowoleni idą w Marszu Niepodległości. Uważają, że to ich marsz, ich niepodległość. Bo to oni są patriotami. A co z ich nienawiścią?


“Inteligentny człowiek ma wątpliwości” – wychowałam się na tym zdaniu. I jeszcze na takim, że inteligentni ludzie się nie nudzą. Przyjmowałam to wtedy, nie nudziłam się – czytałam, a wątpliwości nie opuściły mnie już nigdy. Nie zastanawiałam się jednak wówczas, co dzieje się z tymi, którzy jednak się nudzą, a wątpliwości nie mają. I któregoś, dorosłego już dnia uderzyło mnie to z całą mocą.

– Z punktu widzenia psychologii nienawiść jest emocją. Wiąże się z przeżywaniem silnej niechęci wobec kogoś lub czegoś oraz z pragnieniem, aby obiekt nienawiści spotkało coś złego. Jak każda emocja, nienawiść związana jest z oceną (świadomą lub nie), uruchamia gotowość do działania i towarzyszą jej konkretne odczucia – tłumaczy dr Agnieszka Skorupa z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Śląskiego.

– Wyjdź od faszyzmu włoskiego. I od mas niezadowolonych z życia weteranów I wojny światowej. Zawiedzionych porażką, niemających pracy i perspektyw. Marzących o silnych Włochach i spełnieniu swojego męskiego, białego ego. Przyjrzyj się uwielbieniu mężczyzn do organizacji paramilitarnych – tłumaczy zjawisko znajoma, która paręnaście lat temu wstąpiła na jakiś czas do Narodowego Odrodzenia Polski. NOP to organizacja, która szczyci się byciem najstarszą taką w Polsce. Na flagach ma oczywiście Falangę.

Niezadowolenie, tu się wszystko zaczyna.

Reklama

– Myślę, że strona liberalno-lewicowa czy wolnościowa totalnie to zaniedbała. Patriotyzm był kojarzony z czymś ckliwym, był retro, dlatego przyjęła to ta druga strona – mówił w wywiadzie dla wiadomo.co autor głośnego spektaklu “Polska krew” Przemysław Wojcieszek.

I opowiedział historię: – Pamiętam, jak robiliśmy “Hymn narodowy” w Teatrze w Legnicy. Mieliśmy spotkania z politykami różnych partii w trakcie prób do spektaklu, bo chcieliśmy posłuchać, co oni mają do powiedzenia na temat sytuacji w Polsce. Zadawaliśmy im bardzo podobne pytania typu: “Jakie pani/pan ma autorytety?”. I przyszedł chłopak z partii Razem. Męczył się, nie był w stanie przez 15 minut podać żadnego nazwiska. W końcu powiedział, że dla niego autorytetem jest Tadeusz Kowalik, ekonomista z lat 90., który jako pierwszy postawił się Balcerowiczowi. Zajęło mu to naprawdę sporo czasu i mocno się spocił. A potem wszedł chłopak z PiS-u, dziewiętnastoletni, taki trochę robot, wyglądał jakby wyszedł z sekty, tak miał sprany mózg, i powiedział cztery nazwiska, od razu. On się nad tym nie zastanawiał przez sekundę. Powiedział: Roman Dmowski, Józef Piłsudski, Jan Paweł II i Jarosław Kaczyński. I w tym momencie miałem dla niego naprawdę sporo sympatii. Mnie też wkurzają młodzi ludzie, którzy chodzą w koszulkach z szarym wilkiem; uważam, że to jest po prostu głupie, bo zwykle nie mają żadnej wiedzy historycznej i ulegają modzie na szowinizm. Ale rozumiem ten mechanizm. Kiedy się to odpuszcza, nie kreuje się pozytywnych wzorców, uważa się, że patriotyzm i pozytywne myślenie o kraju są passé, no to nie ma próżni, ktoś to wykorzysta do swoich celów.

Tam nikt nie rozkminia, “dlaczego idziemy?”. Po prostu jest rozkaz: IDZIEMY! I idą.

Celem dla tych, którzy w to uwierzyli, stała się więc “wolna Polska”. Bez obcokrajowców, bez lewicy (czy raczej “lewactwa”), bez różnorodności, bez inteligencji. I możemy się do woli zastanawiać, co ich zdaniem ogranicza polską wolność. Ale oni się nad tym nie zastanawiają. – Tam nikt nie rozkminia, “dlaczego idziemy?”. Po prostu jest rozkaz: IDZIEMY! I idą – tłumaczy znajoma. Ale gdy pytam, czy to głupota, instynkt stadny, odpowiada: – Nie do końca zgodzę się z “głupim stadem”. Pewna część – owszem. Reszta to zlepek frustracji, niezadowolenia, rozczarowania, braku perspektyw. Tak przecież działa większość organizacji! Nagle jest ktoś, kto się tobą zajmie, wskaże drogę. Powie, że masz moc i da się coś zrobić z twoim życiem.

I to wystarczy. Jest wróg, choć niezbyt znany, i cel, bliski – idziemy, krzyczymy, “śmierć wrogom ojczyzny!”.

Byłam niedawno na koncercie ukraińskiego zespołu. Nie tego jednak, na który miałam plan pójść. Rano, w dniu koncertu, na granicy odmówiono bowiem prawa wjazdu do kraju zespołowi, który miał zagrać w Warszawie wieczorem. I który grał już zresztą w Polsce nie raz. Zespołowi, który słynie z piosenek o burakach, ziemniakach i innych bardzo politycznych skojarzeniach. Piosenek takich jak ta:


Oficjalnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie wydało oświadczenia, ale wjazdu zakazało. Służba graniczna nie wiedziała, dlaczego zespołu ma nie wpuścić, ale polecenie było jasne.  – Po interwencji udało się uzyskać informacje, że powołano się na przepisy, które pozwalają odmówić wjazdu, gdy cudzoziemiec stanowi zagrożenie – opowiada Julia Koszewska z Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą. – To jest dość stary przepis i dość ogólny – dodaje.

Pytany o to minister Mariusz Błaszczak odpowiadał później, że “powody dotyczyły zapewnienia porządku publicznego”. – Ja tak to oceniam, że organizator tej imprezy chciał przenieść awanturę z Przemyśla do Warszawy – dodał Błaszczak. Awantury nikt nie planował, większą zrobił ONR. I to przy innym niż planowano koncercie. Tymczasem lider “niebezpiecznego zespołu” napisał na Facebooku: “Na szczęście celnicy są mili. Pokazaliśmy im kilka naszych klipów i od razu stali się mniej wrodzy. Ale rozkaz to rozkaz”.

Koncert się odbył. Dzięki wysiłkom Komitetu i organizatorów niedoszłego koncertu na Placu Defilad zagrał inny ukraiński zespół, który akurat miał wizę i został wpuszczony – Joryj Kłoc. Czterech chłopaków grających folk. Radosna taneczna muzyka, ludowe instrumenty, teksty piosenek dalekie od polityki. Byliśmy tam my – widzowie koncertu, i był ONR, dla którego zespół ów stał się wrogiem. Tekstów, jak sądzę, nie rozumieli, folkowa muzyka nie złagodziła obyczajów. Były gwizdy, krzyki, obelżywe słowa, flagi z Falangą i transparenty: “Ludobójcy ze wschodu. Pamiętamy!”.

My zapamiętaliśmy głównie napis “ludobójcy” z błędem ortograficznym. Na obu transparentach. I tę ziejącą nienawiść. Nienawiść ziejącą wobec czterech radosnych młodych muzyków. Bo dla tych z ONR każdy Ukrainiec to banderowiec, morderca, wróg. Wołyń wrócił przecież z całą mocą. A wiedzą tyle, że Ukraińcy mordowali Polaków. Po co im wiedzieć więcej?

onr

– Przyczyn nienawiści i mechanizmu jej eskalacji nie da się oddzielić od indywidualnej historii jednostki oraz kontekstu społeczno-kulturowego. Nie bez znaczenia pozostają tu panujące w danej społeczności normy, czyli przyzwolenie na ekspresję uczuć – mówi dr Skorupa.

I właśnie te normy, to przyzwolenie, mam wrażenie, ostatnio się zmieniły.

– 13 lat temu nie wychodziłam w czarnej czapce z krzyżem celtyckim na ulicę. Bałam się. Teraz nikt nie ma z tym problemu – mówi znajoma.

– To takie zjawisko: małymi kroczkami do piekła – mówi prof. Paweł Łuków, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego. – Ale to jest dopełnione czymś, co nazwałbym brakiem oddziaływań społecznych. Brakiem społecznego wskazywania czy izolowania np. osób, które przekraczają wszelkie standardy. Wyobrażam sobie, że w dobrze urządzonym społeczeństwie ludzie dają bardzo silnie do zrozumienia, co sądzą o tych, którzy zachowują się np. w sposób nienawistny, wrogi czy agresywny. Po prostu z nimi nie gadają, jak to się mówi potocznie. Natomiast u nas to już znikło.  A przykład idzie z góry, czyli od polityków, którzy też posługują się plugawym językiem i metodami – dodaje etyk.

W którymś momencie coś przeoczyliśmy. To, że jest w tym kraju grupa, nie mała, osób, którym jednak się nie wszystko udało. Jak tym weteranom w dawnych Włoszech.

– Trwa walka klasowa między klasą średnią, w tym liberalną inteligencją, a resztą społeczeństwa. Walka ekonomiczna, ale także ideologiczna. Przez lata wciskano ludziom, że gospodarka neoliberalna to samo dobro, a tymczasem każdy głupi widzi rosnące nierówności – analizuje Wojcieszek.

Ci więc, którym jest lepiej, są na pewno złodziejami, postkomunistami, wrogami. Dalej już idzie łatwo: jest wróg, zbiorowy – ci, którym jest lepiej. Jest im lepiej, bo na pewno sprzedali Polskę na Zachód. Nie są więc prawdziwymi Polakami, a Marsz Niepodległości nie jest ich.

– Jak poczytasz na stronie NOP o ich poglądach, o tych prostych ludziach, którym chcą oddać władzę, o tych zapomnianych, o decentralizacji, walce z koteriami i układami, to coś ci to przypomina? – pyta znajoma.
– No tak – przytakuję.
– A mimo wszystko nie staną obok Ikonowicza.
– Bo? – pytam.
– No właśnie… Bo nienawidzą lewactwa, i tyle. I nawet nie mają pojęcia, jak wiele ich łączy.

Nie starają się tego dowiedzieć. Mają swoje ideały, Dmowskiego, Piłsudskiego (i nie analizują, że oni tak jakby nie bardzo się lubili), papieża. A my, “lewactwo”, jakoś mniej o tych autorytetach i ważnych postaciach historycznych mówimy.

Kiedy się to odpuszcza, nie kreuje się pozytywnych wzorców, uważa się, że patriotyzm i pozytywne myślenie o kraju są passé, no to nie ma próżni, ktoś to wykorzysta do swoich celów.

– Dwa lata temu strona liberalno-lewicowa czy inteligencka nagle się obudziła, bo okazało się, że organizowany przez faszystów Marsz Niepodległości stał się imprezą masową. Chodzą tam rodziny z dziećmi. Strona lewicowa wolała krzewić wartości piknikami z orłem z czekolady i podobnymi kretynizmami – mówi Przemysław Wojcieszek.

“Skoro wam się nasze autorytety nie podobają, to my wam pokażemy!” – zakrzykują więc dzielni chłopcy i idą walczyć z płytami chodnikowymi i flagami: Facebooka, Ukrainy, tęczową…

– Interesujący jest fakt, że chęć zemsty, która często jest powiązana z przeżywaniem nienawiści, nie pomaga w jej rozładowywaniu. Ci badani, którzy w grach symulacyjnych mieli możliwość dokonania odwetu na współgraczach, czuli pod koniec gry większy spadek nastroju niż badani, którym takiej możliwości nie dano – tłumaczy psycholog. I dodaje: – Zemsta nie popłaca, ale znaczną rolę przejmuje kultura i społeczeństwo, które powinny umożliwiać ekspresję przeżywanych emocji w akceptowany sposób.

I wracamy do tego, że jakoś wciąż zapominamy, że ta część społeczeństwa jest; że trzeba im dać możliwość wykorzystania tej energii.

–  Ale nie sądzę, by można było powiedzieć, że to młodsze pokolenie jest gorsze – mówi prof. Łuków. – To już przekroczyło granice pokoleniowe, bo równie wielki jad wycieka z ust osób w podeszłym wieku i bardzo młodych. Za łatwo przychodzi nam niebranie teraz odpowiedzialności za to co mówimy.


Zdjęcie główne: Katarzyna Pilarska

Zapisz

Zapisz

Reklama

Comments are closed.