AKTUALNOŚCI
Money.pl Najdroższe bombowce świata spuszczone ze smyczy. B-2 Spirit nad Iranem Gazeta.pl MSWiA zapowiada zmiany w nadawaniu polskiego obywatelstwa. "Zintegrowanie ze wspólnotą narodową" Money.pl Francja wprowadza kary i zakaz? Polski serwis wyjaśnia manipulację Onet Ostry wpis Donalda Trumpa o Iranie. Przy okazji skrytykował swoich poprzedników Gazeta.pl "Oto prawdziwa parada Putina". Szokujące informacje o skali strat Rosjan na froncie Gazeta.pl Egzamin ósmoklasisty 2026. Jaka lektura będzie na polskim? Money.pl Nasi sąsiedzi legalizują marihuanę. Do 100 gramów na własny użytek Gazeta.pl Pieniądze to nie wszystko. Czym ludzie płacili po upadku Imperium Rzymskiego Gazeta.pl Zbigniew Ziobro w TV Republika: "Nie uciekłem. Korzystam z wolności w USA" Money.pl Bombardowanie Iranu przez USA. Oto irańskie obiekty nuklearne Money.pl Banki w Polsce puchną od pieniędzy. Znaczący wzrost zysków Gazeta.pl Już nie Zero Ziobro, a Zbieg Ziobro Onet Frontex ostrzega przed zagrożeniem przemytu broni z Ukrainy po zakończeniu wojny Onet Rynek pracy w 2026: więcej kandydatów, wyższe wymagania. Mate academy o tym, jak dziś skutecznie wejść do IT Gazeta.pl Wizyta Magyara w Polsce. Węgierski premier chce odwiedzić trzy polskie miasta Money.pl Polacy chętnie spędzają tam wakacje. Dla Niemców zrobiło się za drogo Onet Donald Trump ostro o odpowiedzi Iranu na propozycję USA. "Nie podoba mi się to" Gazeta.pl USA duszą komunistyczną nomenklaturę na Kubie. Cios w finansowe serce reżimu Onet Opowiedzieli, co ich nakręca. Dobre miejsce, ludzie i czas Onet Donald Trump w tym tygodniu uda się do Chin. Biały Dom przedstawił cele jego wizyty Onet Andrzej Poczobut na wolności. Donald Trump: mój przyjaciel Karol Nawrocki poprosił mnie o pomoc Money.pl Wyniki exit poll. Nawrocki: zwyciężymy i ocalimy Polskę Onet Tego Teheran żąda od Stanów Zjednoczonych. Irańskie media wskazują cztery punkty Money.pl Warto poznać przepisy przed wycieczką. 80 euro za trzaśnięcie
Subskrybuj

Skąd tyle nienawiści?

Niezadowoleni wybrali PiS, niezadowoleni zdecydowali o Brexicie, niezadowoleni głosowali na Trumpa. I niezadowoleni idą w Marszu Niepodległości. Uważają, że to ich marsz, ich niepodległość. Bo to oni są patriotami. A co z ich nienawiścią?


„Inteligentny człowiek ma wątpliwości” – wychowałam się na tym zdaniu. I jeszcze na takim, że inteligentni ludzie się nie nudzą. Przyjmowałam to wtedy, nie nudziłam się – czytałam, a wątpliwości nie opuściły mnie już nigdy. Nie zastanawiałam się jednak wówczas, co dzieje się z tymi, którzy jednak się nudzą, a wątpliwości nie mają. I któregoś, dorosłego już dnia uderzyło mnie to z całą mocą.

– Z punktu widzenia psychologii nienawiść jest emocją. Wiąże się z przeżywaniem silnej niechęci wobec kogoś lub czegoś oraz z pragnieniem, aby obiekt nienawiści spotkało coś złego. Jak każda emocja, nienawiść związana jest z oceną (świadomą lub nie), uruchamia gotowość do działania i towarzyszą jej konkretne odczucia – tłumaczy dr Agnieszka Skorupa z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Śląskiego.

– Wyjdź od faszyzmu włoskiego. I od mas niezadowolonych z życia weteranów I wojny światowej. Zawiedzionych porażką, niemających pracy i perspektyw. Marzących o silnych Włochach i spełnieniu swojego męskiego, białego ego. Przyjrzyj się uwielbieniu mężczyzn do organizacji paramilitarnych – tłumaczy zjawisko znajoma, która paręnaście lat temu wstąpiła na jakiś czas do Narodowego Odrodzenia Polski. NOP to organizacja, która szczyci się byciem najstarszą taką w Polsce. Na flagach ma oczywiście Falangę.

Niezadowolenie, tu się wszystko zaczyna.

– Myślę, że strona liberalno-lewicowa czy wolnościowa totalnie to zaniedbała. Patriotyzm był kojarzony z czymś ckliwym, był retro, dlatego przyjęła to ta druga strona – mówił w wywiadzie dla wiadomo.co autor głośnego spektaklu „Polska krew” Przemysław Wojcieszek.

I opowiedział historię: – Pamiętam, jak robiliśmy „Hymn narodowy” w Teatrze w Legnicy. Mieliśmy spotkania z politykami różnych partii w trakcie prób do spektaklu, bo chcieliśmy posłuchać, co oni mają do powiedzenia na temat sytuacji w Polsce. Zadawaliśmy im bardzo podobne pytania typu: „Jakie pani/pan ma autorytety?”. I przyszedł chłopak z partii Razem. Męczył się, nie był w stanie przez 15 minut podać żadnego nazwiska. W końcu powiedział, że dla niego autorytetem jest Tadeusz Kowalik, ekonomista z lat 90., który jako pierwszy postawił się Balcerowiczowi. Zajęło mu to naprawdę sporo czasu i mocno się spocił. A potem wszedł chłopak z PiS-u, dziewiętnastoletni, taki trochę robot, wyglądał jakby wyszedł z sekty, tak miał sprany mózg, i powiedział cztery nazwiska, od razu. On się nad tym nie zastanawiał przez sekundę. Powiedział: Roman Dmowski, Józef Piłsudski, Jan Paweł II i Jarosław Kaczyński. I w tym momencie miałem dla niego naprawdę sporo sympatii. Mnie też wkurzają młodzi ludzie, którzy chodzą w koszulkach z szarym wilkiem; uważam, że to jest po prostu głupie, bo zwykle nie mają żadnej wiedzy historycznej i ulegają modzie na szowinizm. Ale rozumiem ten mechanizm. Kiedy się to odpuszcza, nie kreuje się pozytywnych wzorców, uważa się, że patriotyzm i pozytywne myślenie o kraju są passé, no to nie ma próżni, ktoś to wykorzysta do swoich celów.

Tam nikt nie rozkminia, „dlaczego idziemy?”. Po prostu jest rozkaz: IDZIEMY! I idą.

Celem dla tych, którzy w to uwierzyli, stała się więc „wolna Polska”. Bez obcokrajowców, bez lewicy (czy raczej „lewactwa”), bez różnorodności, bez inteligencji. I możemy się do woli zastanawiać, co ich zdaniem ogranicza polską wolność. Ale oni się nad tym nie zastanawiają. – Tam nikt nie rozkminia, „dlaczego idziemy?”. Po prostu jest rozkaz: IDZIEMY! I idą – tłumaczy znajoma. Ale gdy pytam, czy to głupota, instynkt stadny, odpowiada: – Nie do końca zgodzę się z „głupim stadem”. Pewna część – owszem. Reszta to zlepek frustracji, niezadowolenia, rozczarowania, braku perspektyw. Tak przecież działa większość organizacji! Nagle jest ktoś, kto się tobą zajmie, wskaże drogę. Powie, że masz moc i da się coś zrobić z twoim życiem.

I to wystarczy. Jest wróg, choć niezbyt znany, i cel, bliski – idziemy, krzyczymy, „śmierć wrogom ojczyzny!”.

Byłam niedawno na koncercie ukraińskiego zespołu. Nie tego jednak, na który miałam plan pójść. Rano, w dniu koncertu, na granicy odmówiono bowiem prawa wjazdu do kraju zespołowi, który miał zagrać w Warszawie wieczorem. I który grał już zresztą w Polsce nie raz. Zespołowi, który słynie z piosenek o burakach, ziemniakach i innych bardzo politycznych skojarzeniach. Piosenek takich jak ta:


Oficjalnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie wydało oświadczenia, ale wjazdu zakazało. Służba graniczna nie wiedziała, dlaczego zespołu ma nie wpuścić, ale polecenie było jasne.  – Po interwencji udało się uzyskać informacje, że powołano się na przepisy, które pozwalają odmówić wjazdu, gdy cudzoziemiec stanowi zagrożenie – opowiada Julia Koszewska z Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą. – To jest dość stary przepis i dość ogólny – dodaje.

Pytany o to minister Mariusz Błaszczak odpowiadał później, że „powody dotyczyły zapewnienia porządku publicznego”. – Ja tak to oceniam, że organizator tej imprezy chciał przenieść awanturę z Przemyśla do Warszawy – dodał Błaszczak. Awantury nikt nie planował, większą zrobił ONR. I to przy innym niż planowano koncercie. Tymczasem lider „niebezpiecznego zespołu” napisał na Facebooku: „Na szczęście celnicy są mili. Pokazaliśmy im kilka naszych klipów i od razu stali się mniej wrodzy. Ale rozkaz to rozkaz”.

Koncert się odbył. Dzięki wysiłkom Komitetu i organizatorów niedoszłego koncertu na Placu Defilad zagrał inny ukraiński zespół, który akurat miał wizę i został wpuszczony – Joryj Kłoc. Czterech chłopaków grających folk. Radosna taneczna muzyka, ludowe instrumenty, teksty piosenek dalekie od polityki. Byliśmy tam my – widzowie koncertu, i był ONR, dla którego zespół ów stał się wrogiem. Tekstów, jak sądzę, nie rozumieli, folkowa muzyka nie złagodziła obyczajów. Były gwizdy, krzyki, obelżywe słowa, flagi z Falangą i transparenty: „Ludobójcy ze wschodu. Pamiętamy!”.

My zapamiętaliśmy głównie napis „ludobójcy” z błędem ortograficznym. Na obu transparentach. I tę ziejącą nienawiść. Nienawiść ziejącą wobec czterech radosnych młodych muzyków. Bo dla tych z ONR każdy Ukrainiec to banderowiec, morderca, wróg. Wołyń wrócił przecież z całą mocą. A wiedzą tyle, że Ukraińcy mordowali Polaków. Po co im wiedzieć więcej?

onr

– Przyczyn nienawiści i mechanizmu jej eskalacji nie da się oddzielić od indywidualnej historii jednostki oraz kontekstu społeczno-kulturowego. Nie bez znaczenia pozostają tu panujące w danej społeczności normy, czyli przyzwolenie na ekspresję uczuć – mówi dr Skorupa.

I właśnie te normy, to przyzwolenie, mam wrażenie, ostatnio się zmieniły.

– 13 lat temu nie wychodziłam w czarnej czapce z krzyżem celtyckim na ulicę. Bałam się. Teraz nikt nie ma z tym problemu – mówi znajoma.

– To takie zjawisko: małymi kroczkami do piekła – mówi prof. Paweł Łuków, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego. – Ale to jest dopełnione czymś, co nazwałbym brakiem oddziaływań społecznych. Brakiem społecznego wskazywania czy izolowania np. osób, które przekraczają wszelkie standardy. Wyobrażam sobie, że w dobrze urządzonym społeczeństwie ludzie dają bardzo silnie do zrozumienia, co sądzą o tych, którzy zachowują się np. w sposób nienawistny, wrogi czy agresywny. Po prostu z nimi nie gadają, jak to się mówi potocznie. Natomiast u nas to już znikło.  A przykład idzie z góry, czyli od polityków, którzy też posługują się plugawym językiem i metodami – dodaje etyk.

W którymś momencie coś przeoczyliśmy. To, że jest w tym kraju grupa, nie mała, osób, którym jednak się nie wszystko udało. Jak tym weteranom w dawnych Włoszech.

– Trwa walka klasowa między klasą średnią, w tym liberalną inteligencją, a resztą społeczeństwa. Walka ekonomiczna, ale także ideologiczna. Przez lata wciskano ludziom, że gospodarka neoliberalna to samo dobro, a tymczasem każdy głupi widzi rosnące nierówności – analizuje Wojcieszek.

Ci więc, którym jest lepiej, są na pewno złodziejami, postkomunistami, wrogami. Dalej już idzie łatwo: jest wróg, zbiorowy – ci, którym jest lepiej. Jest im lepiej, bo na pewno sprzedali Polskę na Zachód. Nie są więc prawdziwymi Polakami, a Marsz Niepodległości nie jest ich.

– Jak poczytasz na stronie NOP o ich poglądach, o tych prostych ludziach, którym chcą oddać władzę, o tych zapomnianych, o decentralizacji, walce z koteriami i układami, to coś ci to przypomina? – pyta znajoma.
– No tak – przytakuję.
– A mimo wszystko nie staną obok Ikonowicza.
– Bo? – pytam.
– No właśnie… Bo nienawidzą lewactwa, i tyle. I nawet nie mają pojęcia, jak wiele ich łączy.

Nie starają się tego dowiedzieć. Mają swoje ideały, Dmowskiego, Piłsudskiego (i nie analizują, że oni tak jakby nie bardzo się lubili), papieża. A my, „lewactwo”, jakoś mniej o tych autorytetach i ważnych postaciach historycznych mówimy.

Kiedy się to odpuszcza, nie kreuje się pozytywnych wzorców, uważa się, że patriotyzm i pozytywne myślenie o kraju są passé, no to nie ma próżni, ktoś to wykorzysta do swoich celów.

– Dwa lata temu strona liberalno-lewicowa czy inteligencka nagle się obudziła, bo okazało się, że organizowany przez faszystów Marsz Niepodległości stał się imprezą masową. Chodzą tam rodziny z dziećmi. Strona lewicowa wolała krzewić wartości piknikami z orłem z czekolady i podobnymi kretynizmami – mówi Przemysław Wojcieszek.

„Skoro wam się nasze autorytety nie podobają, to my wam pokażemy!” – zakrzykują więc dzielni chłopcy i idą walczyć z płytami chodnikowymi i flagami: Facebooka, Ukrainy, tęczową…

– Interesujący jest fakt, że chęć zemsty, która często jest powiązana z przeżywaniem nienawiści, nie pomaga w jej rozładowywaniu. Ci badani, którzy w grach symulacyjnych mieli możliwość dokonania odwetu na współgraczach, czuli pod koniec gry większy spadek nastroju niż badani, którym takiej możliwości nie dano – tłumaczy psycholog. I dodaje: – Zemsta nie popłaca, ale znaczną rolę przejmuje kultura i społeczeństwo, które powinny umożliwiać ekspresję przeżywanych emocji w akceptowany sposób.

I wracamy do tego, że jakoś wciąż zapominamy, że ta część społeczeństwa jest; że trzeba im dać możliwość wykorzystania tej energii.

–  Ale nie sądzę, by można było powiedzieć, że to młodsze pokolenie jest gorsze – mówi prof. Łuków. – To już przekroczyło granice pokoleniowe, bo równie wielki jad wycieka z ust osób w podeszłym wieku i bardzo młodych. Za łatwo przychodzi nam niebranie teraz odpowiedzialności za to co mówimy.


Zdjęcie główne: Katarzyna Pilarska

Zapisz

Zapisz