Reklama

Myślę, że rząd połapał się w tym, że został sam na placu boju w części dotyczącej klimatu. Świat, polityka i debata dotycząca gazów cieplarnianych idą już w jednym kierunku, innym niż Polska. Opowieści w stylu, że nie pozwolimy na likwidację polskiego węgla – cytując ministra Szyszkę, albo ministra Tchórzewskiego, który mówi, że smród z naszego węgla jest lepszy niż z innego węgla – dyskwalifikują ich jako osoby publiczne. Być może pojawiło się jakieś otrzeźwienie, że w tej sprawie stoimy na absolutnie przegranej pozycji – mówi Stanisław Gawłowski, sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów w gabinecie cieni. Rozmawiamy o projekcie ustawy o czystym powietrzu i działaniach ministra Szyszki

JUSTYNA KOĆ: Gabinet cieni PO prezentował we wtorek projekt ustawy o czystym powietrzu. O co konkretnie chodzi?
STANISŁAW GAWŁOWSKI:
To obszerna regulacja odnosząca się do spraw związanych z ochroną powietrza w Polsce. Ten projekt zakłada, że ze środków publicznych budżetu państwa, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, co roku zostanie przeznaczone co najmniej 0,5 proc. PKB na działania dotyczące poprawy powietrza. Te działania będą obejmować: likwidację źródeł niskiej emisji – kotłowni lokalnych – podłączanie do sieci zbiorczego zaopatrywania w ciepło, budowę nowych instalacji niskoemisyjnych, przechodzenie na gaz, albo odnawialne źródła energii. Wreszcie ten projekt zakłada działania w zakresie transportu publicznego i przechodzenie na niskoemisyjny tabor. Oczywiście

chcemy, aby ten projekt dotyczył też ludzi, którzy korzystają dziś ze źródeł wysokoemisyjnych, a nie zaliczają się do grup osób zamożnych. Poza tym, że dostaną wsparcie co do wymiany instalacji, to zostanie również zbudowany system pomocy, tak aby te osoby było stać na ekologiczną, ale często droższą energię cieplną.

Stanisław_Gawłowski
Stanisław Gawłowski

Jakie są koszty programu?
Szacowaliśmy wydatki i mamy świadomość, że tego nie da się zrobić w ciągu jednego roku, jednego okresu grzewczego, to działanie musi być przeprowadzone przez następne kilkanaście lat. Te 0,5 proc. to około 9 mld rocznie. Szacujemy, że to będą kwoty idące w dziesiątki, a nawet setki miliardów, bo to jest poważne wyzwanie. To wynika z tego, że w Polsce jest dziś najgorsza jakość powietrza z krajów europejskich, dlatego tym bardziej trzeba zbudować system.

Wiemy, że Polska ciągle węglem stoi. Pamiętam, że w poprzedniej kadencji rząd przygotował już taki program antysmogowy, który wchodził w życie. Niestety, po wyborach obecny rząd wyrzucił program do kosza.
Kilka lat temu już przygotowaliśmy takli program, który obejmował kilka obszarów. Np. monitorowanie powietrza – przecież to nie jest tak, że nagle się pogorszyła jakość powietrza. Dlatego zbudowaliśmy system badania jakości powietrza. Stąd wiemy, jak zanieczyszczone jest powietrze w danych miastach. Potem zbudowaliśmy program pomocy, który był oparty głównie na funduszach, które są w dyspozycji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Te poszczególne programy priorytetowe miały swoje nazwy: Kawka – dotyczył likwidacji źródeł niskiej energii, Ryś – program nakierowany na termomodernizacje. Te programy były przygotowane po to, aby gminy i instytucje publiczne jako koordynatorzy mogli aplikować o środki i uruchomić cały proces inwestycyjny. To rzeczywiście zaczęło dobrze funkcjonować. Wiele szpitali, szkół, przedszkoli, publicznych obiektów zmodernizowano z tych środków. Powstały tysiące instalacji fotowoltaicznych w domach, finansowanych z tych środków, po polskich miastach zaczęły jeździć autobusy niskoemisyjne.

Reklama

Do tego przyjęto ustawę antysmogową, która dawała delegacje samorządom terytorialnym, województwom do przygotowania już bezpośrednio programów dedykowanych w gminach. Po raz pierwszy zaczęły powstawać wtedy wojewódzkie plany ochrony powietrza. To dzięki nim zaczęliśmy definiować przyczyny zanieczyszczeń powietrza w poszczególnych miastach. Kraków ma głównie zanieczyszczenia wynikające z niskich emisji z mieszkań opalanych różnymi substancjami, a Warszawa głównie problemy transportowe, komunikacyjne. To samochody powodują największe zanieczyszczenie powietrza.

To wszystko udało się zrobić, ale PiS to wyrzucił do kosza po wyborach. Trochę się dziwię, bo przecież niezależnie od barw partyjnych wszyscy oddychamy tym samym powietrzem.

Od początku października zaczęło obowiązywać rozporządzenie ministerstwa, które wprowadza nowe normy dla kotłów grzewczych. To dobry ruch? Powinno się za to pochwalić rząd?
To jest ruch w dobrym kierunku, ale, niestety, to za mało. To rozporządzenie to kropla w morzu potrzebnych działań. Ciągle w różnych miejscach są w sprzedaży odpady z wydobycia węgla, które nie powinny trafić do sprzedaży jako surowce do ogrzewania domu. Boję się, że ten ruch to tylko mydlenie oczu na zasadzie “patrzcie, ile zrobiliśmy w tym kierunku”. A to nawet nie jest minimum.

Rząd chce też ratyfikować ustawę ws. ochrony klimatu. Wcześniej prezydent ją zawetował dwa lata temu. Dlaczego nagle rząd chce ratyfikować tę ustawę?
Myślę, że rząd połapał się w tym, że został sam na placu boju w części dotyczącej klimatu. Świat, polityka i debata dotycząca gazów cieplarnianych idą już w jednym kierunku, innym niż Polska. Opowieści w stylu, że nie pozwolimy na likwidację polskiego węgla – cytując ministra Szyszkę, albo ministra Tchórzewskiego, który mówi, że smród z naszego węgla jest lepszy niż z innego węgla – dyskwalifikują ich jako osoby publiczne. Być może pojawiło się jakieś otrzeźwienie, że w tej sprawie stoimy na absolutnie przegranej pozycji.

Polska, która ma być organizatorem następnej konwencji pod egidą ONZ, nie może być krajem, który jednocześnie nie chce przestrzegać postanowień międzynarodowych.

Minister Szyszko polemizuje z KE, mówiąc, że w przyszłym roku będą widoczne skutki działań naprawczych, jakie zostały podjęte na terenie 2/3 Puszczy Białowieskiej, czyli tam, gdzie była prowadzona wycinka. Pan minister wie, o czym mówi?
W części tego zdania nawet się zgadzam z panem ministrem. Nie tylko będą, ale już są widoczne skutki, i to na dodatek z kosmosu. Skutki wycinki Puszczy są katastrofalne. To, co on robi, czyli wycinając drzewa z części chronionej, a pozostawiając kornika na miejscu, wyraźnie pokazuje, że on to robi z pobudek ideologicznych, a nie ekologicznych. Ideologia przesłoniła mu zdrowy osąd i trzeźwą ocenę sytuacji. To, że wycina w jednym miejscu drzewa zaatakowane przez kornika, a obok w części rezerwatu ten kornik jest i to drzewo tam zostaje, pokazuje, że jego działanie nie ma sensu. Tu nie ma żadnych działań ochronnych. Co gorsza, minister Szyszko naraża nas na krytykę ze strony opinii międzynarodowej, niszczy cenne przyrodniczo tereny Puszczy niedotykane przez wieki ręką ludzką tylko po to, żeby powiedzieć, że on nie będzie ulegał żadnej presji liberałów, lewaków, wegetarian, rowerzystów, nie wiem już, kogo on tam podstawi.

Do tego wchodzi w spór z KE, co grozi nam ogromnymi karami.
KE sama jest pewnie porażona takim obrotem sprawy.

Pierwszy raz nie tylko minister okłamuje KE, ale jeszcze nie przestrzega jej zaleceń.

Komisja powiedziała wyraźnie, że do czasu wyroku należy wstrzymać prace związane z wycinką. Cały świat widzi, że te wycinki są prowadzone, a Szyszko mówi, że prace nie są prowadzone. To ewidentne kłamstwo, z którym KE nie miała do tej pory do czynienia. Skończy się to tak, że na Polskę zostaną nałożone ogromne kary finansowe. Ale wydaje mi się , że jeszcze gorsze jest to, że nasza pozycja i prestiż zostają demolowane właśnie poprzez takie działania, jak w Puszczy.


Zdjęcie główne: Pixabay; Zdjęcie w tekście: Stanisław Gawłowski, Fot. Wikimedia/PO, licencja Creative Commons

 

Reklama