Reklama

Jakub Szmatuła musiał wyciągnąć piłkę z siatki w 26 minucie meczu. Sędzia Tomasz Musiał podyktował rzut karny, a tej okazji nie zmarnował gracz Zagłębia Michal Papadopulos. Ponad 9 tysięcy kibiców, zgromadzonych na stadionie przy ul. Okrzei, wiedziało, że równoległy mecz Legii układa się na ich niekorzyść. Ale po końcowym gwizdku nikt nie narzekał. Piast Gliwice i tak osiągnął największy sukces w swojej historii. Był 15 maja 2016 roku. Drużyna Radoslava Latala sięgnęła po sensacyjne wicemistrzostwo Polski. I wydawało się, że tym sukcesem kibice będą żyć przez lata.

Czech Radoslav Latal, wicemistrz Europy z 1996 roku, przejął drużynę Piasta po hiszpańskim trenerze Angelu Perezie Garcii. Hiszpan, były gracz Realu Madryt, zasłynął ze swej aktywności w social mediach. Publikował tam stworzone w paincie grafiki upamiętniające tzw. “resultados historicos” Piasta, przełomowe wyniki, jakie klub uzyskał pod jego wodzą. Perez chlubił się m.in. wygraną 3:1 z Legią i 2:1 z Górnikiem Zabrze. Wydaje się, że do upamiętnienia sukcesów, jakie osiągnął Piast po odejściu Hiszpana, paint nie wystarcza, potrzebny jest co najmniej Photoshop. Ale droga do historycznych wyników wcale nie była prosta.

PER ASPERA AD ASTRA WERSJA ŚLĄSKA

W Gliwicach chyba już przyzwyczajono się do świętowania po ostatnich ligowych kolejkach. W tym roku celebrowano mistrzostwo, w 2016 – zdobycie drugiego miejsca, ale i rok temu doszło przy Okrzei do wybuchu radości. Piast pokonał 4:0 Brut-Bet Termalikę Nieciecza i uratował ekstraklasowy byt. Skończył ligę na 14 miejscu, z ledwie punktem przewagi nad “Słonikami”. Drużynę prowadził wtedy już Waldemar Fornalik i udało mu się wykonać podstawowe zadanie – Piast się utrzymał. Mimo, że wyniki były dalekie od “historicos”, szkoleniowiec pozostał w klubie. Chyba nikt w Gliwicach nie spodziewał się, że już po roku ciernie zamienią się w gwiazdy. Przecież Piast już wkrótce zacznie walkę w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Wielu kibiców obawia się, czy drużyna jest gotowa na walkę w europejskich pucharach. Dotychczasowe przygody kończyły się nader szybko – to były ledwie dwa dwumecze w eliminacjach Ligi Europy. W 2014 zbyt silny okazał się Qarabag Agdam, w 2016 – IFK Goteborg. Piast nie nabił więc zbyt wiele punktów w rankingu, przez co rozstawiony w rozgrywkach nie będzie. Już na starcie mogą zmierzyć się z Celtikiem, Rosenborgiem czy Slovanem Bratysława. Nadzieją kibiców jest osoba trenera, Waldemara Fornalika, znanego także jako “Waldek King”.

Reklama

TRENER NA MIARĘ

 Przydomek “Waldek King” nie ma w sobie cienia ironii. Tak ochrzcili go kibice Ruchu Chorzów po fantastycznym dla nich sezonie 2011/12, w którym Niebiescy sięgnęli po wicemistrzostwo Polski i zagrali w finale krajowego pucharu. Fornalik wkroczył na trenerski szczyt. Wkrótce potem przejął reprezentację Polski po fatalnych dla kadry finałach EURO 2012.

Teraz wydaje się, że szansa pracy z zespołem narodowym przyszła za wcześnie. Eliminacje do mistrzostw świata 2014 zakończyły się, mimo dość obiecującego początku, klęską. Biało-czerwonym gola strzelili nawet amatorzy z San Marino. Fornalikowi zarzucano brak doświadczenia i charyzmy. Jego przygoda w roli selekcjonera zakończyła się szybko. Musiał wrócić do pracy klubowej.

Pokutuje przekonanie, że selekcjonerzy nie dają sobie rady po powrocie do Ekstraklasy. Łatwo przyzwyczaić się do świetnych warunków, jakie zapewnia PZPN, zderzenie z ligową rzeczywistością bywa brutalne. Wydawało się, że i Fornalik tego doświadczył – przy drugim podejściu do Ruchu nie udało mu się utrzymać Niebieskich w lidze. Jednak w tym klubie sytuacja była tak zła, że chyba nic nie ocaliłoby go przed degradacją. Fornalikowi zaś zaufali włodarze Piasta i, mimo chwili stresu, teraz tego nie żałują.

MISTRZOSTWO ZDOBYTE, NIE WRĘCZONE

Waldemar Fornalik dostał od swoich szefów coś bezcennego. Nie kilkanaście boisk treningowych. Nie drona do nagrywania z ukrycia taktycznych zajęć rywali. Nawet nie gracza przerastającego umiejętnościami ligę. Dostał czas. Zaufano mu, podczas gdy większość prezesów podziękowałoby mu za utrzymanie i zabrało do realizowania nowej wizji z innym szkoleniowcem. Tymczasem Fornalik mógł w spokoju pracować, przekazywać piłkarzom swoją wizje na grę.

Właśnie, grę. Kluczowe w historii sukcesu Piasta jest to, że on na ten triumf zasłużył. Tak, można mówić, że Legia miała wszystko w swoich rękach. Że Lechia nie wytrzymała presji i wyjątkowo zawaliła rundę finałową. Ale przecież gliwiczanie wygrywali mecz za meczem. Ogrywali faworytów na ich stadionach. To nie tak, że podnieśli wypuszczone przez innych trofeum. Solidnie na nie zapracowali.

Fornalik potwierdził swoją opinię fachowca, który po prostu umie piłkarzy rozwijać. Zawstydza przy tym trochę inne kluby. Piast pokazuje, że nie potrzeba wydawać olbrzymich pieniędzy na pensje dla zawodników. Recepta na sukces to dobry trener i czas. Warto zauważyć, że Piast grał w piłkę. Kibicom i ekspertom podobał się jego styl, w który szeroko omawiany ostatnio element “zapierd…” był fundamentem, do którego dokładano elementy piłkarskiego rzemiosła. Mistrz Polski nie jest rodzimym odpowiednikiem Grecji z pamiętnego EURO 2004. Wręcz można powiedzieć, że do tamtego topornego stylu bliżej było Legii czy Lechii.

Grupa solidnych piłkarzy po prostu dobrze wykonywała swoją robotę. Sezon życia zagrał stoper Jakub Czerwiński, z Adamem Sedlarem stworzył w obronie mur. Napastnik Piotr Parzyszek może nie walczył o koronę króla strzelców, ale strzelił 9 goli w lidze. Tomasz Jodłowiec na wypożyczeniu przeżywa drugą młodość i już wiadomo, że wróci do Legii. Bramkarz Frantisek Plach był jednym z najlepszych golkiperów sezonu, ale gdy w ostatnich meczach zagrać musiał doświadczony Jakub Szmatuła – nie zawiódł, zaliczył kluczowe interwencje. Środek pola trzymali Patryk Dziczek i Thomas Hateley. Po skrzydłach hasali Martin Konczkowski i Jorge Felix, różnicę na boisku robił Joel Valencia, wybrany MVP sezonu.

Ci piłkarze nie byli uważani za gwiazdy ligi. Czytając ich nazwiska w kontekście plotek transferowych, kibice Legii czy Lecha pewnie tylko by się uśmiechnęli i szukali atrakcyjniejszych propozycji. Teraz wszystko się zmienia, a władze klubu muszą poradzić sobie ze stałym problemem, który spotyka każdego mistrza Polski: popytem na jego najlepszych graczy. W Gliwicach chcą zrobić wszystko, by nie osłabić składu. Mistrzostwo zobowiązuje. Piast odzyskał tytuł dla Śląska po 30 latach. Wyszedł z cienia swoich utytułowanych sąsiadów, Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. I teraz buduje swoją własną legendę, swoje własne resultados historicos.

Reklama