Reklama

Jedno jest pewne – te zmiany nie są nastawione na przyspieszanie postępowań karnych czy cywilnych, tylko na czystki personalne. Oczywiste jest, że tak jak stało się do tej pory w prokuraturze i telewizji, chodzi o to, aby przejąć całkowitą kontrolę nad niezależnymi instytucjami, a ostatecznie nad obywatelem, także politykiem – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Zbigniew Ćwiąkalski, prawnik, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. I dodaje: – Trójpodział władzy już właściwie nie istnieje. Chyba, że nazwiemy tak przejęcie władzy przez Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobrę

KAMILA TERPIAŁ: Sejm przyjął prezydenckie projekty ustaw o SN i KRS, co ważne, z poprawkami PiS. A PiS przyjął wynik głosowania brawami. Partia rządząca ma się z czego cieszyć?
ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI
: Absolutnie nie. To głęboka porażka praworządności w Polsce. Praktycznie jest to podporządkowanie kolejnej niezależnej instytucji, czyli sądownictwa władzy wykonawczej.

Podporządkowanie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa?
I to całkowite podporządkowanie. Krajowa Rada Sądownictwa będzie decydowała o obsadach sędziowskich, także w Sądzie Najwyższym. A

KRS będzie przecież w całości wybierana przez polityków. Najważniejsze izby w SN też będą “urządzane” przez polityków.

Izba Spraw Publicznych i Skargi Nadzwyczajnej oraz Izba Dyscyplinarna w całości będą na nowo obsadzone właśnie przez PiS. Przypuszczam, że tak też zostanie obsadzone stanowisko prezesa jednej i drugiej Izby.

Reklama

Skrócona zostanie także kadencja Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego. Wprowadzony został wiek emerytalny – 65 lat, a tyle właśnie skończyła prof. Małgorzata Gersdorf. Kolejne stanowisko do przejęcia i złamanie konstytucji?
To nie jedyny problem naruszenia konstytucji, w tych ustawach jest ich znacznie więcej. Nie ma większego znaczenia, czy tylko Prezes zostanie odwołana, czy także pozostali sędziowie.

Obecnie rządzący i tak uzyskają absolutny wpływ na to, co będzie się działo w SN i KRS.

SN orzeka o ważności wyborów. W Sejmie trwają prace nad zmianami w ordynacji wyborczej. Rządzący mogą mieć wpływ na wynik wyborów?
Po zmianach w ordynacji wyborczej widać, że PiS nie eliminuje możliwości drobnych fałszerstw wyborczych. Komisja nadzwyczajna przyjęła zapis, który zmienia zasadę oddawania głosu na karcie wyborczej. Do tej pory wiadomo było, że jeżeli oprócz krzyżyka w kratce ktoś postawi dodatkowe znaczki, to głos jest nieważny. Teraz jeżeli ktoś będzie chciał zachować się w sposób nieuczciwy w komisji wyborczej, będzie mógł przekreślił kratkę w jednym miejscu i krzyżyk postawić w drugim.

Uczciwość wyborów może stanąć pod poważnym znakiem zapytania. A SN obsadzony przez polityków obecnej władzy, może się zdarzyć, że coś takiego przyklepie.

Do czego będzie służyć powołana nowa Izba Dyscyplinarna w SN? Opozycja przestrzega, że to będzie bat na prawników. Pan się tego obawia?
Ja się obawiam przede wszystkim wszelkiego rodzaju nadużyć. Nie obawiałbym się, gdybym wiedział, że będą tam zasiadać w pełni niezależni i odpowiedzialni ludzie. Ale w sytuacji, kiedy Izbę urządzać będzie ekipa rządząca, która dowiodła, że z prawem i konstytucją się nie liczy, to nie mam dobrych przeczuć. Myślę, że

to będzie straszak na sędziów, żeby orzekali zgodnie z oczekiwaniami władzy.

Widzi pan jeszcze jakieś niebezpieczeństwo wpływu rządzących na sędziów?
Jest też sprawa nieznanej cywilizowanemu prawodawstwu nadzwyczajnej kontroli kasacyjnej. Badane będą mogły być orzeczenia, które zapadły w ciągu ostatnich 20 lat. Obawiam się, że znajdą się tam przede wszystkim sprawy, w których politycy ponieśli porażki. Biorąc pod uwagę ilość spraw wpływających do polskich sądów – 15 mln rocznie – nawet gdyby przyjąć, że jeden procent chce, aby ich sprawy zostały ponownie rozpatrzone, to nie ma na to szansy. A

jeżeli mamy do czynienia z kilkoma podmiotami uprawnionymi do wnoszenia skarg, ale nie ma wśród nich strony, to oczywiste jest, że może to być wykorzystywane politycznie.

Możliwe są także procesy polityczne?
Jedno jest pewne – te zmiany nie są nastawione na przyspieszanie postępowań karnych czy cywilnych, tylko na czystki personalne. Oczywiste jest, że tak jak stało się do tej pory w prokuraturze i telewizji, chodzi o to, aby przejąć całkowitą kontrolę nad niezależnymi instytucjami, a ostatecznie nad obywatelem, także politykiem.

Dlaczego PiS-owi tak bardzo zależy na przejęciu sądów?
Dlatego, że

chcą mieć komfortową sytuację, jeżeli chodzi o wybory.

W ustawie wpisano przymus zwracania się przez SN do Trybunału Konstytucyjnego, a ten został już przecież odpowiednio urządzony. Wszystkie orzeczenia, które tam zapadają, są po myśli władzy. PiS chce do tego samego doprowadzić także w sądach powszechnych.

Co zrobi Andrzej Duda? Będzie się jeszcze zastanawiał, czy podpisać swoje projekty zmienione przez PiS?
Myślę, że wszystko jest już przesądzone. Przedstawiciele prezydenta na posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości w ogóle nie bronili tych projektów.

Andrzej Duda zapewne zawarł porozumienie z Jarosławem Kaczyńskim i za pewne ustępstwa, wzmocnienie jego roli w polityce zagranicznej czy odzyskanie wpływu na wojsko, pogodził się z tą sytuacją. Zaakceptuje i bardzo szybko podpisze uchwalone ustawy.

Czyli rozgrywka na linii Duda-Macierewicz będzie jeszcze trwała?
Do prawdziwej rekonstrukcji rządu, czyli wymiany ministrów, ma dojść dopiero w styczniu. Będziemy jeszcze świadkami różnych gier i przetargów. Zresztą po ostatnich zachowaniach Antoniego Macierewicza i jego politycznej aktywności widać, że próbuje się ratować przed dymisją.

Jaką rolę do odegrania będzie miał nowy premier?
Nie znam Mateusza Morawieckiego. Wiem tylko tyle, że

nie ma zaplecza politycznego, więc będzie oczywiście słuchał dyspozycji z Nowogrodzkiej i zapewne starał się je wykonywać.

Poza lepszym wizerunkiem, prezencją, znajomością języków – w przeciwieństwie do byłej pani premier – nie widzę specjalnych zalet tej zmiany.

To dlaczego Jarosław Kaczyński się na taką zmianę zdecydował?
Myślę, że to jest trochę na użytek zagranicy, żeby zobaczyła nowoczesnego premiera, który nie będzie odstawał od premierów innych krajów. Jego decyzyjność będzie taka sama, jak Beaty Szydło, czyli bardzo niewielka. Poza tym nasiliły się walki wewnętrzne w rządzie pomiędzy poszczególnymi ministrami i nowy premier, a dotychczasowy wicepremier, być może będzie potrafił bardziej je zatuszować. Przez jakiś czas może będzie trochę więcej spokoju, ale zobaczymy, jak długo.

Nie wykluczam, że na wiosnę, przed głównymi uroczystościami 100-lecia odzyskania niepodległości, sam Jarosław Kaczyński zechce przyjąć stanowisko premiera.

Dlaczego teraz nie zechciał?
Na razie to jest jeszcze czarna robota. Po co ma osobiście zajmować się codzienną, żmudną pracą premiera? Może to zrobić dopiero wtedy, kiedy będzie zbierał laury i cieszył się wśród swoich zwolenników sławą jako ten, który przeprowadził Polskę przez wszystkie możliwe zmiany, a ukoronował to przejęciem sądownictwa.

Co czeka nas po przejęciu sądownictwa?
Oczekuję, że

ekipa rządząca zabierze się za media. To jest ostatni z celów wyznaczonych przez PiS.

Pomijając tzw. media narodowe, cały czas mieszają, bo są jeszcze zbyt niezależne. Poza tym media regionalne przydadzą się przed wyborami samorządowymi. To będzie kolejny cel, co zresztą zapowiedziała już pani poseł Krystyna Pawłowicz.

Trójpodział władzy przechodzi do historii?
Trójpodział władzy już właściwie nie istnieje. Chyba, że nazwiemy tak przejęcie władzy przez Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobrę.

Do tej trójcy być może trzeba jeszcze dołączyć nową wicepremier – Beatę Szydło?
Bardzo dziwię się, że zgodziła się, aby ze stanowiska premiera przejść na stanowisko wicepremiera. To nie najlepiej świadczy o jej ambicjach, a właściwie ich braku.

Nie obawia się pan, że też może się znaleźć na celowniku władzy, czyli przejętych sądów?
Tak się może stać. Ale

nie można się wszystkiego bać i wszystkim przejmować. Był już okres PRL-u i ludzie też byli zastraszani, ale jednak w pewnym momencie postawili na zryw, który ich z tego uwolnił.

Każda władza powinna pamiętać o tym, że jest przemijająca. Kiedyś były ustroje, które miały przetrwać tysiące lat, nie wiem, jakie są oczekiwania obecnie rządzącej ekipy, ale często jest tak, że władza zostaje utracona w najmniej oczekiwanym momencie.

Teraz też realny jest zryw, który podważy fundamenty tej władzy?
Polacy do tej pory pokazywali, że jak mają czegoś dosyć, to potrafią się zorganizować. Co prawda jak dochodzą do sukcesu, to zaczynają się odzywać partykularne interesy i tracą solidarność. Ale jak następuje przesilenie, to potrafią się zjednoczyć. Rządzący powinni o tym pamiętać.

Sami władzy nie oddadzą?
Nigdy.


Zdjęcie główne: Zbigniew Ćwiąkalski, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.