Reklama

Jeżeli będą obawy, że ponieważ to są hierarchowie kościelni, to ścigać ich nie należy, to żadne zagrożenie karą, choćby wynosiło 100 lat, nic nie pomoże – mówi prof. Zbigniew Ćwiąkalski, prawnik, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. – Jeżeli ustawodawca myśli, że gdy przestępca przeczyta, że grozi mu 30 lat, a wcześniej było 15, to powstrzyma go to przed zbrodnią, to gwarantuję, że go to nie powstrzyma – podkreśla. – Tych zmian jest około 130 i oczywiście tylko niewielka część dotyczy pedofilii. Myślę, że wykorzystano okazję, żeby przemycić zmiany w Kodeksie karnym, które leżały spokojnie w Rządowym Centrum Legislacji jako projekt z 25 stycznia tego roku, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości – d0daje nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Obszerna zmiana w Kodeksie karnym przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości zakłada ponad 100 zmian. Wszystko wprowadzone pod hasłem “walki z pedofilią”. Czy te zmiany są potrzebne, czy to populistyczny ruch przed wyborami?

ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI: Tych zmian jest około 130 i oczywiście tylko niewielka część dotyczy pedofilii. Myślę, że wykorzystano okazję, żeby przemycić zmiany w Kodeksie karnym, które leżały spokojnie w Rządowym Centrum Legislacji jako projekt z 25 stycznia tego roku, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. W momencie kiedy pojawiło się hasło walki z pedofilią, wszystko gwałtownie wypchnięto. Zresztą ta nowelizacja ma zdecydowanie niedopracowany charakter. Tam jest mnóstwo błędów legislacyjnych, więc albo to wejdzie z tymi błędami w życie, albo Senat będzie to jeszcze poprawiał, ale nie wiem, jaka będzie filozofia obecnie rządzących. Natomiast to jest bardzo populistyczna zmiana, bo generalnie sprowadza się do zaostrzenia, i to radykalnego, kar, tymczasem każdy kryminolog powie, że zaostrzanie radykalnie kar przestępczości nie zmniejsza. Poza tym od ponad 10 lat przestępczość w Polsce spada. Jeśli chodzi o pedofilię, to przecież nie są to nowe przestępstwa, tylko stare, nawet sprzed kilkunastu lat. Tylko teraz zostały ujawnione.

Gdyby tak było, że wystarczy podwyższyć kary, to w krajach totalitarnych w ogóle nie powinno być przestępczości, bo tam można dowolnie kształtować zagrożenia.

Ustawa zakłada, że za zgwałcenie dziecka będzie grozić do 30 lat więzienia, czyli mamy tu podniesienie wymiaru kary, ale moje wątpliwości budzi także słowo gwałt, bo pedofilia przybiera czasem inne formy. Czy ta zmiana ma sens?
Bardzo często jest tak, że akurat nie chodzi o zgwałcenie i rzeczywiście przede wszystkim inne czynności seksualne wchodzą w rachubę, które dla psychiki małoletniego mają ogromne znaczenie i pozostawiają uraz na całe życie. Przepis z paragrafu 3 art. 197 mówi, że jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia małoletniego poniżej lat 15, podlega pozbawieniu wolności na czas nie krótszy od lat 5, czyli do lat 30. Myślę, że to już jest jeden z błędów. Dziś zwrócono mi uwagę w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, że tak naprawdę poprzez te błędy legislacyjne w rzeczywistości uchylono karalność niektórych zachowań, które do tej pory były penalizowane. Katedra przygotowuje zresztą opinię na ten temat, i to taką kilkudziesięciostronicową, wykazującą rażące szkolne błędy legislacyjne.

Reklama

Jakie to błędy?
Ten raport dopiero jest przygotowywany, ale już dziś mogę powiedzieć, że niewątpliwie błędem jest to, że w art. 53, gdzie jest mowa o dyrektywach wymiaru kary, jedną z dyrektyw było wychowanie skazanego. Chodziło o to, aby go przywrócić społeczeństwu.

Nie każdy jest zdemoralizowany i istotna jest praca ze skazanymi, aby nie popełniali po zakończeniu kary ponownie przestępstw. Ten element został wyrzucony, już nie mówi się o wychowaniu tylko wyłącznie o celach zapobiegawczych, krótko mówiąc – o represji.

Czyli jest tylko kara, a nie ma możliwości powrotu do społeczeństwa i naprawienia błędów?
Dokładnie tak. Nikt w tej chwili nie sili się nawet na wychowanie, tutaj chodzi o czystą represję. Zresztą ta czysta represja może się społeczeństwu podobać, ale tylko do momentu, kiedy albo samemu, albo ktoś z najbliższych nie wpadnie w tę pułapkę i nagle nie okaże się, że ma za drobne przestępstwo iść na parę lat, w sposób bezwzględny, do zakładu karnego. Wtedy okazuje się, że nagle poglądy tych ludzi, którzy uważali, że więzień ma siedzieć przykuty łańcuchem w ciemnej i wilgotnej piwnicy i dookoła mają biegać szczury, ulegają zmianie. Poza tym konsekwencją tych zmian będzie to, że znacznie częściej będzie stosowane tymczasowe aresztowanie, dlatego że jedną z przesłanek tymczasowego aresztowania jest zagrożenie surową karą, czyli taką, która przekracza 8 lat pozbawienia wolności. Teraz gdy podwyższono zagrożenie, w wielu przypadkach mamy do czynienia z przekroczeniem tych 8 lat. Wielokrotnie ustalono zagrożenie od 2 lat do 15 lat tam, gdzie do tej pory było znacznie łagodniejsze.

Nie przesunięto granicy warunkowego zawieszenia wykonania kary, która w dalszym ciągu wynosi tylko 1 rok pozbawienia wolności. Skoro podniosło się zagrożenia, to znaczy, że znacznie więcej osób trafi do zakładów karnych, a zniknie wychowawcza rola kary, a niekoniecznie trzeba każdego kierować do zakładu karnego.

Sporo jest obostrzeń, ponieważ ograniczono sędziom możliwość swobodnego uznania i swobodnego wymiaru kary. Wprowadzono limity nawet w ramach ustawowego zagrożenia, które jest niższe, ale przepis nakazuje sędziom, przy konkretnych górnych zagrożeniach,wymierzać kary wyższe, określając dodatkowe minima przede wszystkim przy karze grzywny i ograniczenia wolności. Tych przypadków, gdzie ograniczono swobodę sędziowską, jest bardzo wiele.

Wiadomo, że obecnej władzy z sędziami nie jest po drodze.
Zdecydowanie, i to widać, bo jest np. art. 37a, który mówi, że jeżeli przestępstwo jest zagrożone tylko karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, to można było zamiast tej kary, gdy sąd uznał za właściwe, orzec karę ograniczenia wolności albo grzywnę. W tej chwili bardzo ten przepis ograniczono, jest możliwy, tylko gdy wymierzona kara nie byłaby surowsza od roku. Wprowadzono katalog okoliczności obciążających i katalog okoliczności łagodzących. Mamy dziś dziesiątki tego typu ograniczeń i obostrzeń, chociaż muszę przyznać, że nie wszystko jest w tej nowelizacji złe. Pozytywnie oceniam przepis, który mówi o tym, że jeżeli sprawca spożywał napój alkoholowy albo zażywał środek odurzający po zdarzeniu, a często jest tak, że kierowca po wypadku tłumaczy, że napił się już po zdarzeniu, bo był tak bardzo zdenerwowany, to w tej chwili nie wolno mu będzie tego zrobić. Będzie musiał doczekać badania w celu ustalenia w organizmie zawartości alkoholu lub innego środka działającego podobnie jak alkohol. To oceniam pozytywnie.

Ustawa też wprowadza kary za nowe typy przestępstw – chociaż pytanie, czy to jest już przestępstwo – jak przygotowanie do zabójstwa. Przypomina mi się film “Raport mniejszości”, gdzie ludzie szli do więzienia, bo mieli popełnić zbrodnię, chociaż jej jeszcze nie dokonali. To dobry pomysł?
Karalne przygotowanie w przypadku zabójstwa, kiedy przygotowaniem może być zbieranie informacji, jest bardzo ryzykowne i niedookreślone.

Jeżeli ktoś się dopytuje o czyjś adres zamieszkania, to teoretycznie można uznać, że jest to przygotowanie do zabójstwa. Jeżeli idzie do sklepu i kupi nóż albo sznur, to też można założyć, że to po to, aby kogoś zabić. To bardzo niedookreślone i dlatego do tej pory ustawodawca przygotowania do popełnienia zabójstwa nie ścigał. Tego po prostu nie da się dokładnie i sensownie określić.

Jak ocenia pan pomysł kary dożywocia bez możliwości warunkowego zwolnienia dla niebezpiecznych dla otoczenia?
Po pierwsze, moim zdaniem to jest sprzeczne z orzeczeniami Trybunału w Luksemburgu, ponieważ praktycznie czyni tego człowieka w zakładzie karnym – bezkarnym. Czy on zabije strażnika czy współwięźnia, to nic już mu więcej nie grozi. Taki człowiek, który przebywa w zakładzie karnym bez możliwości warunkowego wcześniejszego zwolnienia nie ma już żadnego celu przed sobą i o nic nie musi się starać. W związku z czym może on się zachowywać dowolnie, jak prawdziwy bandyta, i może stanowić zagrożenie dla innych współwięźniów.

Wróćmy do zmian ws. pedofilii. Po głosowaniu minister sprawiedliwości prokurator generalny Zbigniew Ziobro stwierdził, że “gdyby nie te zmiany, to pedofile byliby łagodniej traktowani”, dodał też, że “teraz rodzice będą wiedzieli, że sami powinni zgłaszać się do prokuratury”. Jak wyglądało prawo w tej kwestii?
Chodzi tu zapewne o art. 240, tylko że tam już wcześniej – w 2017 roku – dopisano pedofilię do tej kategorii przestępstw, o których należy zawiadamiać organa ścigania. Pan minister chyba nie był dobrze poinformowany, wyjaśniając tę kwestię w Sejmie, dlatego że na pytanie opozycji, przeciwko ilu biskupom, którzy nie zawiadomili o tego typu przestępstwach toczy się postępowanie w ciągu ostatnich dwóch lat, odpowiedział, że nie wszczęto postępowań, bo nie można było tego robić, ponieważ ten przepis wprowadzono dopiero w 2017 roku. To jest nieprawda, że nie można, ponieważ w tym przepisie nie ma żadnych ograniczeń czasowych. Jeżeli ktoś nie zawiadomił przed wejściem w życie przepisów, to rzeczywiście nie odpowiada, ale jeżeli dzisiaj ma wiedzę, którą uzyskał przed datą nowelizacji, co do przestępstwa popełnionego przed nowelizacją, ma obowiązek o tym zawiadomić. Po wejściu w życie tego przepisu ma obowiązek zawiadomić nawet o zdarzeniach, które miały miejsce dużo wcześniej. W związku z tym jest nieprawdą, że nie wolno ścigać tych osób.

Jeżeli dzisiaj ktokolwiek, biskup czy inna osoba fizyczna, ma wiedzę o zdarzeniach dotyczących pedofilii z przed lipca 2017 roku, a nie toczy się w tej sprawie postępowanie, to ma obowiązek, pod rygorem odpowiedzialności karnej, zawiadomić organa ścigania.

Na ile te zmiany mogą rozwiązać kwestię pedofilii w Kościele i w Polsce.
Same zmiany niczego nie załatwią, bo kluczową kwestią jest ściganie, a to zależy od tego, na ile będzie zdeterminowana policja i prokuratura i na ile będzie odważna, także od tego, czy dostanie dyspozycje polityczne, że należy wszystkie tego typu przypadki ścigać. Jeżeli znów będą obawy, że ponieważ to są hierarchowie kościelni, to ścigać ich nie należy, to żadne zagrożenie karą, choćby wynosiło 100 lat, nic nie pomoże. Liczy się determinacja i gotowość do tego, żeby takie przypadki ścigać. Trzeba pamiętać o tym, znów odsyłam do kryminologii, że żaden przestępca w momencie popełniania przestępstwa nie myśli o tym, jaka grozi mu kara. On myśli, jak uniknąć odpowiedzialności. Jeżeli ustawodawca myśli, że gdy przestępca przeczyta, że grozi mu 30 lat, a wcześniej było 15, i to go powstrzyma przed zbrodnią, to gwarantuję, że go to nie powstrzyma.

Poseł Szłapka złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawach, które zostały podjęte w raporcie, który przygotował sam Kościół. Chodziło o zatajenie przestępstwa pedofilii. Prokuratora umorzyła postępowanie, tłumacząc się właśnie art. 240. Jak pan ocenia działanie prokuratury?
To jest właśnie to działanie, które jest charakterystyczne i typowe dla związku tronu i ołtarza. Tego się niestety obawiam, że obecna władza, która stara się być bardzo przychylna Kościołowi we wszystkich przypadkach, tutaj też będzie przychylna. Dyspozycyjność prokuratury jest znana.

Żaden prokurator bez uzyskania akceptacji władz zwierzchnich takiego postępowania nie wdroży, zatem nie zaskakuje mnie to zupełnie. Oczywiście ponieważ przedawnienie jest dość długie, to po zmianie władzy, a być może obecna władza nie zdaje sobie z tego sprawy, te postępowania będzie można wszcząć i kontynuować.

Także względem prokuratorów, którzy nie wszczęli postępowań?
Z całą pewnością także względem prokuratorów, którzy nie wszczęli postępowań, a mieli obowiązek je wszcząć.

Przepisy mówią, że w przypadku istotnych kwestii, jak Kodeks karny, posłowie powinni mieć 30 dni od momentu wpłynięcia projektu do Sejmu. Chodzi o to, aby parlamentarzyści mieli czas zapoznać się z ważnymi projektami. Tu to było zaledwie 24 godziny. Jakie to może rodzić prawne konsekwencje?
Nie pierwszy raz obecnie rządzący pokazują, że przepisy mają gdzieś i interesują ich tylko wtedy, gdy są im przychylne, zatem nie jestem tym specjalnie zaskoczony. Z drugiej strony, gdyby był normalny Trybunał Konstytucyjny, to uznałby, że jest to niezgodne z konstytucją, konsekwencje byłyby bardzo dolegliwe, bo trzeba by unieważnić wszystkie te wyroki, które zapadły na podstawie prawa, które zostało uznane za nieobowiązujące.


Zdjęcie główne: Zbigniew Ćwiąkalski, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.