AKTUALNOŚCI
Money.pl Polacy chętnie spędzają tam wakacje. Dla Niemców zrobiło się za drogo Gazeta.pl Ziobro skomentował wniosek o ekstradycję. "Bezprawiu tej władzy nie będę się poddawał" Onet Atak w Berlinie wstrząsnął Europą. Eksperci ostrzegają przed rosnącym zagrożeniem: na całym Zachodzie obserwujemy falę radykalizacji Onet Konferencja prasowa Mateusza Morawieckiego i posłów wykluczonych z PiS Money.pl Banki w Polsce puchną od pieniędzy. Znaczący wzrost zysków Gazeta.pl Morawiecki: W przypadku usunięcia z PiS członków Rozwój Plus założymy klub parlamentarny Onet Pożary ujawniły ogromne zaniedbanie Europy. Eksperci apelowali od lat Money.pl Wyniki exit poll. Nawrocki: zwyciężymy i ocalimy Polskę Onet Finlandia zamknęła przestrzeń powietrzną. Wskazuje na ryzyko wtargnięcia dronów Onet Rosjanie zaatakowali statek na Morzu Czarnym. Dziewięć osób nie żyje Gazeta.pl Defilada z namalowaną łodzią podwodną. Tak Rosja obchodziła święto Marynarki Wojennej Money.pl Bombardowanie Iranu przez USA. Oto irańskie obiekty nuklearne Money.pl Francja wprowadza kary i zakaz? Polski serwis wyjaśnia manipulację Gazeta.pl Konfederacja wierzy w sondażową "mijankę" z PiS-em. "U Kaczyńskiego nie ma czego już sklejać" Gazeta.pl Ryszard Terlecki: Może powstanie partia, nawiązująca do programu PiS, ale wolna od intryg i kłótni Gazeta.pl Francja i Hiszpania walczą z pożarami i z czasem [SKRÓT WYDARZEŃ DNIA] Onet Ukraińskie siły zestrzeliły rosyjskiego drona Forpost-R. To już szóste takie trofeum Gazeta.pl Japonia. Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,1. Jest ostrzeżenie przed tsunami Onet Silne trzęsienie ziemi w Japonii. Obowiązuje ostrzeżenie przed tsunami Gazeta.pl Francja i Hiszpania walczą z pożarami i z czasem. Bordeaux przygotowane do ewakuacji Money.pl Nasi sąsiedzi legalizują marihuanę. Do 100 gramów na własny użytek Onet Pobita Ukrainka opowiedziała o zajściu we Wrocławiu. "W twarz uderzono mnie cztery razy" Money.pl Warto poznać przepisy przed wycieczką. 80 euro za trzaśnięcie Money.pl Najdroższe bombowce świata spuszczone ze smyczy. B-2 Spirit nad Iranem
Subskrybuj

Prof. Witold Orłowski: Przez wydatki PiS przyszłość nie będzie wesoła

Partia rządząca najwyraźniej gra va banque o wybory, nie przejmując się tym, jak będzie wyglądała sytuacja w przyszłości. To bardzo niebezpieczne działanie – mówi nam prof. Witold Orłowski, ekonomista. – Zaczynam podejrzewać, że czeka nas prędzej czy później podniesienie podatków i inflacji, która też jest rodzajem cichego podatku. Zresztą podniesienia się inflacji oczekuję już w drugiej połowie tego roku. Potem zaczną się kłopoty z domknięciem budżetu, UE wprowadzi procedury nadmiernego deficytu, żądając podwyższenia podatków. Takie działanie w momencie spowolnienia gospodarki doprowadzą do czegoś odwrotnego, niż to, z czego rządzący byli dumni przez ostatnie 3 lata. Wzrost podatków będzie znacznie wolniejszy od wzrostu PKB, luka VAT znów wzrośnie – prognozuje nasz rozmówca.

KAMILA TERPIAŁ: PiS proponując w sobotę „piątkę Kaczyńskiego” przeprowadza gigantyczną operację kupowania głosów wyborców?

PROF. WITOLD ORŁOWSKI: To raczej nie ulega wątpliwości. Jako ekonomista mogę się tylko domyślać, że jest to przejaw strachu z powodu utworzenia Koalicji Europejskiej i pojawienia się nowej partii, czyli Wiosny Roberta Biedronia. Wygląda to tak, jakby rządzącym puściły nerwy i pewne ograniczenia świadomości, za jaką cenę można kupować głosy wyborców. Przecież jak się wygra wybory, to później jeszcze trzeba przez 4 lata rządzić, a konsekwencje takich wydatków, jakie obiecuje PiS, mogą być długookresowe i sprawić, że przyszłość nie będzie wesoła.

Ten, kto będzie rządzić, może mieć już poważne problemy ze spłacaniem zaciąganych w tej chwili długów.

40 miliardów złotych to dużo czy bardzo dużo?
Tyle warte są tyko dwie z tych obietnic, czyli 500 Plus na każde dziecko i 13. emerytura. Mowa była jeszcze, ale w bardzo niejasny sposób i bez konkretów, o obniżeniu podatku dochodowego, wzroście kwoty wolnej od podatku,czy podniesieniu kosztów uzyskania przychodu. O ile? W tym wypadku nie wiadomo. To mogą być koszty idące w kilka, ale również w kilkadziesiąt miliardów złotych. Ale jest jeszcze drugi bardzo poważny problem – takie obietnice są zachętą dla sfery budżetowej do żądania podwyżek płac. Tam i tak już buzuje, do tej pory rząd starał się uspokajać i tłumaczyć, że

czasy, kiedy „stać nas na wszystko”, się skończyły. Ale w tym momencie widzą, że rząd stać na wydanie lekką ręką kilkudziesięciu miliardów złotych. Jestem przekonany, że w tym roku to może bardzo ożywić żądania płacowe.

Nauczyciele są właściwie na krawędzi strajku. Źle dzieje się także w służbie zdrowia. Dlaczego rząd nie zwraca na to uwagi?
Tak naprawdę, jakby rząd chciał uczciwie wydać 30-40 miliardów złotych i rozwiązać podstawowe problemy społeczne, to należałoby je przeznaczyć na służbę zdrowia, zresztą wcale nie na podwyżki płac. To, że pracownicy sfery budżetowej oczekują podwyżek, wynika z faktu, że płace rosną w gospodarce, to zupełnie inna kwestia. Widać wyraźnie, że w kąt poszły pomysły o tym, że pieniądze powinny służyć inwestowaniu.

W odróżnieniu od tego, co słyszeliśmy przez ostatnie lata, nie padło ani słowo o modernizacji czy o inwestycjach, chodzi tylko o proste i szybkie przekazanie gotówki do ręki. Jakby zainwestowało się w służbę zdrowia, to zanim będą widoczne efekty, minie czas wyborów.

„Gdybyśmy chcieli sfinansować każde dziecko w Polsce, to koszt programu 500 Plus by się niemal podwoił, a na to nas nie stać” – tak zaledwie kilka miesięcy temu mówiła minister pracy Elżbieta Rafalska. Nagła zmiana? 
No właśnie. Rząd zaczynał już jakiś czas temu mówić, że więcej pieniędzy w budżecie nie ma. Sytuacja jest jednak gorsza, niż się wydaje. Dotąd bez wzrostu deficytu pieniędzy na wszystko wystarczyło, ale działo się to w warunkach wyjątkowej koniunktury gospodarczej, która nie jest do utrzymania przez dłuższy czas. Nawet gdyby nie było dodatkowych wydatków, sytuacja budżetu ulegnie wyraźnemu pogorszeniu tylko z powodu spowalniającej gospodarki. Być może już w tym roku, a z całą pewnością w przyszłym.

Jaki będzie stan budżetu z dodatkowymi wydatkami?
Takie wydatki technicznie uda się zapewne jeszcze w tym roku ukryć, nawet gdyby dochody państwa szybko nie rosły. Emerytury wypłaca ZUS, wystarczy więc nakazać, żeby to on zaciągnął kredyt, a nie bezpośrednio budżet. Na dłuższą metę oczywiście za długi ZUS-u odpowiada państwo.

Rząd zapewne będzie używać takich trików, które pozwolą na to, aby nie nowelizować budżetu. Działania, które powodują odłożenie problemu w czasie, są jednak bardzo niebezpieczne. To samo widzieliśmy przy okazji wzrostu cen energii. Rząd przełożył to o rok po to, żeby ludzie nie zobaczyli wyższych rachunków za prąd, z pełną świadomością tego, że później ceny wzrosną podwójnie.

Mamy do czynienia z polityką, która nie liczy się zupełnie z tym, co będzie po wyborach. Zaczynamy wchodzić na niebezpieczną ścieżkę. Budżet w tym roku jest w stanie wiele wytrzymać. Ale czy w przyszłym już nie pęknie?

Co to może oznaczać?
Duże kłopoty budżetowe to koniec opowieści o tym, że mieścimy się w 3 proc. deficytu PKB. Zaczynam podejrzewać, że czeka nas prędzej czy później podniesienie podatków i inflacji, która też jest rodzajem cichego podatku. Zresztą podniesienia się inflacji oczekuję już w drugiej połowie tego roku. Potem

zaczną się kłopoty z domknięciem budżetu,

UE wprowadzi procedury nadmiernego deficytu, żądając podwyższenia podatków. Takie działanie w momencie spowolnienia gospodarki doprowadzą do czegoś odwrotnego, niż to, z czego rządzący byli dumni przez ostatnie 3 lata. Wzrost podatków będzie znacznie wolniejszy od wzrostu PKB, luka VAT znów wzrośnie.

PiS gra va banque?
Partia rządząca najwyraźniej gra va banque o wybory, nie przejmując się tym, jak będzie wyglądała sytuacja w przyszłości. To bardzo niebezpieczne działanie.

Prezydent podpisał ustawę o jawności wynagrodzeń w NBP. Powinny być jawne? Dowiemy się w końcu, kto i ile zarabia w Narodowym Banku Polskim?
Lepiej, żeby dochody w NBP nie były jawne, poza ścisłym kierownictwem. Mówimy w końcu o zatrudnianiu ludzi z rynku, którzy równie dobrze mogliby pracować w bankach, więc trzeba im zaoferować rynkowe wynagrodzenia. Ale po pierwsze, można żyć i z jawnością dochodów w całej sferze publicznej, choć może to zachęcać do populizmu. A po drugie, skoro nie było jak skłonić prezesa NBP do zdradzenia, ile zarabiają dwie panie, być może znacznie przepłacane w stosunku do kwalifikacji, więc politycy nie znaleźli innego sposobu, niż ustawa.


Zdjęcie główne: Witold Orłowski, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons