AKTUALNOŚCI
Gazeta.pl Keir Starmer rezygnuje ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii Gazeta.pl Wniosek o uchylenie Europejskiego Nakazu Aresztowania Romanowskiego Money.pl Nasi sąsiedzi legalizują marihuanę. Do 100 gramów na własny użytek Onet Niespodziewany ruch Antonio Costy w stronę Putina. "Miły facet" pierwszy raz tak rozgniewał przywódców UE Onet Polski polityk oddaje Ukrainie odznaczenia. To reakcja na decyzję Zełenskiego Gazeta.pl Nauczyciele rezygnują z pracy. "Nigdy więcej nie wrócę do szkoły" Money.pl Najdroższe bombowce świata spuszczone ze smyczy. B-2 Spirit nad Iranem Money.pl Bombardowanie Iranu przez USA. Oto irańskie obiekty nuklearne Onet "Ojciec brexitu" domaga się wyborów po rezygnacji Starmera. "Mam już dość czekania" Gazeta.pl Iran: Przeciwnicy porozumienia z USA ruszyli do ataku. Najwyższy przywódca usiadł na płocie Gazeta.pl Zełenski o kulisach odesłania orderu: Zaproponowałem prezydentowi Polski spotkanie. Nawrocki odpowiada Money.pl Warto poznać przepisy przed wycieczką. 80 euro za trzaśnięcie Gazeta.pl Fala upałów w zachodniej Europie, nad regionem zawisła kopuła ciepła. Najtrudniejsza sytuacja we Francji Money.pl Wyniki exit poll. Nawrocki: zwyciężymy i ocalimy Polskę Onet Ulewy przechodzą przez Podhale. Ulice Białego Dunajca pod wodą Onet Peter Magyar chce usunąć prezydenta. Zapowiedział zmianę konstytucji Money.pl Polacy chętnie spędzają tam wakacje. Dla Niemców zrobiło się za drogo Onet Finał obławy za zabójcą. Policja pokazała moment zatrzymania Onet Ruszają kolejne poszukiwania ofiar UPA w Ukrainie. "Prace potrwają około tygodnia" Gazeta.pl Pod jego rządami Manchester odżył. Kim jest Andy Burnham typowany na nowego premiera Wielkiej Brytanii Gazeta.pl Abelardo de la Espriella, prawicowy mściciel i zwolennik Donalda Trumpa, wygrał wybory w Kolumbii Onet Ukraina przecięła logistyczną arterię Rosji. Idealne trafienie [WIDEO] Money.pl Banki w Polsce puchną od pieniędzy. Znaczący wzrost zysków Money.pl Francja wprowadza kary i zakaz? Polski serwis wyjaśnia manipulację
Subskrybuj

Prof. Tomasz Nałęcz: Narkotyk zwany nacjonalizmem

Skrajny nacjonalizm jest drapieżnikiem, którego nigdy nie da się ujarzmić. Jeżeli ktoś zamierza go traktować jak miłego kotka, to on prędzej czy później i tak wyrośnie na agresywne zwierzę – mówi nam prof. Tomasz Nałęcz, historyk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. W czwartek w Sejmie informacja na temat ruchów neonazistowskich w Polsce po głośnym reportażu „Superwizjera” TVN.

KAMILA TERPIAŁ: Zastanawiam się, jak można świętować urodziny Adolfa Hitlera i jednocześnie uważać się za polskiego patriotę. Przecież to rozdwojenie jaźni… Co trzeba mieć w głowie?!

TOMASZ NAŁĘCZ: Trzeba być pod wpływem narkotyku, który nazywa się nacjonalizm i nie znać historii.

Ten narkotyk bardzo uzależnia?
On działa w porażający sposób. Ten narkotyk obezwładnił miliony Niemców w latach 30. ubiegłego wieku. Naród wcześniej utożsamiany z Goethem, Schillerem, Kantem i Heglem nagle okazał się bezwolny w obliczu działań skrajnego demagoga. Uwierzono w to, że nacjonalizm jest receptą na wielkość. Jeżeli dzisiaj ktoś wierzy, że tak jest i nie chce pamiętać, jak skończyli Niemcy owładnięci tym przekonaniem, to uznaje Hitlera za przykład do naśladowania. Przy okazji fałszując jego historię i przekonując, że był osobą, która kochała ludzi i dzieci. Przecież wielu zbrodniarzy kochało dzieci i dla niektórych ludzi było miłych…

To jest margines – jak mówią politycy PiS-u – czy realne zagrożenie?
Z takimi ruchami jest jak z wirusami wywołującymi choroby – one w śladowych ilościach istnieją i trzeba podatnej sytuacji, aby w groźny sposób zainfekowały organizm. Ale w Polsce taka sytuacja ma miejsce od 2 lat, bo jest pobłażliwość dla tego typu ruchów.

Władza zamyka oczy na to, co powinno być już alarmem.

Takim poważnym alarmem był chociażby Marsz Niepodległości?
Zachowania narodowców, banery, które nieśli, i okrzyki, które wznosili, to jest przecież wykładnia nacjonalizmu. Kolejnym krokiem są takie zachowania jak te w opublikowanym reportażu „Superwizjera”. Z nazizmem też było tak, że prawdziwe oblicze w pierwszej fazie ujawniano do wewnątrz, na konspiracyjnych spotkaniach, a na zewnątrz prezentowano łagodniejsze oblicze, żeby nie narażać się władzy. Ale wystarczy znać historię, aby wiedzieć, że prokuratura nie może być pobłażliwa dla wypowiedzi o „muzułmańskim ścierwie”, uznając je za niegroźne. Zamykanie oczu oznacza przyzwolenie.

W Internecie pojawił się też filmik, na którym widać, jak Piotr Rybak, skazany później za spalenie kukły Żyda, występuje na konwencji Solidarnej Polski. Obok m.in. Zbigniewa Ziobry i Beaty Kempy.
Trudno uwierzyć, żeby ludzie inteligentni nie zdawali sobie sprawy z tego, co robią…

Chodzi o to, aby się tymi ludzi posłużyć.

W jaki sposób?
To jest rzecz znana w historii XX wieku. Ruchy na prawicy, nie tak skrajne jak radykałowie, starały się ich wykorzystać, uważając, że cały czas będą tylko narzędziem. Ale z reguły prowadziło to do sytuacji, w której role się zamieniały i narzędzie stawało się głową. Dziwię się, że politycy polskiej narodowej prawicy tego nie dostrzegają.

Czyli prowadzą polityczną grę, „flirtując” z radykałami?
Dostrzegam tu dwojaką motywację. Z jednej strony próbuje się tych ludzi wykorzystać, uważając, że każde narzędzie, jeżeli pomaga osiągnąć stawiane sobie cele, jest przydatne. Drugą motywacją jest to, aby się z nimi nie konfrontować i nie walczyć, bo ich potencjał stanie się wrogi. A wtedy trzeba będzie zaangażować część sił do neutralizowania tego zagrożenia. To jest najbardziej widoczne w zachowaniu Jarosława Kaczyńskiego, który jeszcze w latach 90. z pogardą wyrażał się o skrajnej, nacjonalistycznej prawicy, a ojca Tadeusza Ryzyka uważał za szkodnika, sugerując, że Radio Maryja jest finansowane z Rosji. Dzisiaj jak widać już zmienił zdanie, bo

dąży do tego, aby po prawej stronie od PiS-u nie było żadnej politycznej konkurencji. Prezes chce to osiągnąć nie wypychaniem tych ludzi poza scenę polityczną, tylko przyciskaniem ich do pisowskiego serca.

Nie oskarżam go o protegowanie ruchów otwarcie faszystowskich, ale o stosowanie filozofii, na obrzeżach której rodzi się na to przyzwolenie. Widać to w zachowaniach organów państwa, które są bardzo tolerancyjne wobec skrajnej prawicy i bezwzględnie rygorystyczne wobec przeciwników politycznych PiS-u. Dlatego też rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości rozumie i tłumaczy bandytę z ONR-u, który kopie członka KOD-u. Prawo powinno być równe dla wszystkich.

Jarosław Kaczyński nie zdaje sobie sprawy, czym taki „flirt” może się skończyć?
Jak każdy w takiej sytuacji uważa, że będzie prowadził to mające zęby zwierzę na smyczy. Ale

historia podpowiada, że takie zwierzę może się łatwo z tej smyczy zerwać i pogryźć także tego, kto był wcześniej protektorem.

Po publikacji reportażu prokuratura wszczyna postępowanie, są pierwsi zatrzymani, politycy PiS-u potępiają takie zachowania, zapowiadają delegalizację stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. To polityczna kalkulacja, czy komuś zapaliła się czerwona lampka?
W to, że zapaliła się czerwona lampka, nie wierzę, bo musiałbym uważać, że to są ludzie o ograniczonej umysłowości. Tylko tacy ludzie mogli nie mieć pojęcia, czym grozi tolerowanie takich organizacji jak ONR. Widzę w tym raczej obawę przed opinią publiczną, bo pisowska władza boi się obywatelskiego oburzenia. Reportaż pokazuje to, na co uwagę zwracały różne organizacje uwrażliwiające na niebezpieczeństwo skrajnego nacjonalizmu. Tylko jak się o tym mówi bez drastycznych obrazów, to nie brzmi przekonująco, bo obraz działa porażająco. Po szoku opinii publicznej władza nie chce narazić się na zarzuty, że takie zachowania toleruje. W takiej sytuacji niezareagowanie byłoby skandalem. Ciekaw jestem za to, jak władza będzie traktowała imprezy skrajnych nacjonalistów, ale niegloryfikujących wprost Adolfa Hitlera.

Czy nadal ONR będzie podawany jako wzór polskiego patriotyzmu? W II RP ta organizacja jak pokazała oblicze, które pokazuje dzisiaj, została po prostu zdelegalizowana.

Na razie mowy o delegalizacji ONR-u nie ma.
Jeżeli władza nie chce, aby wirus się rozprzestrzenił, powinna bacznie obserwować i trzymać w ryzach takie organizacje jak ONR. Nie mówię, że należy od razu zaczynać o delegalizacji. Ale chociażby władze kościelne powinny sobie przemyśleć, czy ich imprezy powinny się zaczynać w kościołach. Pamiętam, że wielka impreza radykałów w Białymstoku rozpoczęła się właśnie mszą świętą i pamiętam, co później wykrzykiwali na ulicach.

Nie jest sztuką potępić ekstremalne i pokazane przez dziennikarzy zachowania, ale sztuką jest spojrzeć prawdzie w oczy i popatrzeć trochę szerzej. A tego szerokiego spojrzenia w PiS-ie nie widzę.

Nie widzi pan też szansy na zmianę podejścia?
Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której lider PiS-u i cała partia – bo przecież to jest partia rządzona autorytarnie – zdecydowaliby się na konfrontację z nacjonalistyczną prawicą. Przecież do tej pory była przedstawiana jako wzór patriotyzmu. Moim zdaniem, dzisiaj w Polsce idealizuje się skrajny nacjonalizm. A jak się w taki sposób uprawia pole, to wyrastają chwasty, bujnie bijące pod niebo…

A kiedy taka „nacjonalistyczna bomba” wybucha?
Aby wybuchła z porażającą siłą, musiałoby dojść do załamania gospodarczego i do pogorszenia warunków życia, tak jak w międzywojennej Europie. Ale w polskich warunkach – i na tym też polega niebezpieczeństwo flirtu PiS-u ze skrajnym nacjonalizmem – sytuacja może się zaognić na przykład po decyzji władzy o przyjęciu chociaż symbolicznej liczby imigrantów. Tzw. sytuacje detonujące mogą być różne. Ale jako historyk mogę powiedzieć jedno z całą pewnością:

skrajny nacjonalizm jest drapieżnikiem, którego nigdy nie da się ujarzmić.

Jeżeli ktoś zamierza go traktować jak miłego kotka, to on prędzej czy później i tak wyrośnie na agresywne zwierzę.


Zdjęcie główne: Tomasz Nałęcz, Fot. Lukas Plewnia, licencja Creative Commons