Reklama

Trybunalik, atrapa nieistniejącego de facto TK, z polecenia Nowogrodzkiej zmodyfikuje prawo. Wtedy zaczniemy powoli odbudowywać dobre relacje z Izraelem. Mówię “powoli”, ponieważ przy okazji wyszło to, co do tej pory było skrzętnie ukrywane: że jest to formacja w dużej części kryptofaszystowska, nacjonalistyczna, a ten cały antysemicki hejt, który wydobyli na powierzchnię, cały czas gdzieś w nich był. To dlatego to tak szybko zaczęło przypominać marzec 1968 – mówi nam prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pytamy też o kondycję polskiej polityki zagranicznej, konflikt Polska-Izrael, premiera Morawieckiego i jego rząd. – Macierewicz to szkodnik nieporównywalny, no może tylko z Kaczyńskim. O ministrze Błaszczaku można wiele powiedzieć, ale nie to, że jest psycholem. To jedyny pozytywny element – mówi prof. Kuźniar

JUSTYNA KOĆ: Polska polityka zagraniczna jest…

PROF. ROMAN KUŹNIAR: Polska w tej chwili nie prowadzi polityki zagranicznej, tylko politykę zagraniczną partii rządzącej, co nie ma nic wspólnego z polityką państwa i realizacją jego interesów, podkreślam, nic wspólnego. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od 89 roku. Wcześniej, przed 89, ta polityka rzeczywiście nie była taką, jak powinna, bo nie było suwerennej Polski, ale miała elementy polityki państwa, przynajmniej w kilku aspektach, np. w stosunku do Niemiec. To, co dzieje się w tej chwili, jest pewnym novum ale to dotyczy wszystkiego, łącznie z rządem, który sprawuje w Polsce władzę – jest osobliwe.

Czyli?
Partia wykorzystuje aparat państwowy, jakim jest MSZ, do realizacji własnych interesów, związanych głównie z przekształcaniem ustrojowym Polski.

Reklama

Polityka zagraniczna, używając tego terminu oczywiście na wyrost, zredukowana została do obrony pozakonstytucyjnych działań antydemokratycznych.

W pozostałej części aktywności resortu Polska utrzymuje stosunki zewnętrzne, ale to nie jest polityka zagraniczna, to nie jest kształtowanie otoczenia Polski w sposób, który odpowiada jej interesom, a tak powinna wyglądać prawdziwa polityka zagraniczna.

W sprawach drugorzędnych, jak stosunki z krajami Ameryki Łacińskiej czy Azji, czyli w stosunkach zewnętrznych, które utrzymuje nie tylko MSZ, ale i inne ministerstwa, które nie są częścią polityki zagranicznej, nic istotnego się nie dzieje.

Sam MSZ chyba zdaje sobie sprawę z dramatycznej sytuacji Polski. Z raportu, który opisuje “Gazeta Wyborcza”, wynika, że już nawet dyplomaci z ministerstwa alarmują, że Polska ma fatalną reputację za granicą. Dlaczego nikt nie wyciąga wniosków, nie działa?
Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Wizerunek, który jest podły, prawdopodobnie tak bardzo, jak w stanie wojennym, i pozycję państwa. Wizerunek może być czasem fatalny, ale państwo w dalszym ciągu się liczy, jest w stanie realizować swoje interesy. Tu mamy jedno i drugie, podły wizerunek i niską zdolność realizacji interesów. Wytłumaczenie jest bliskie temu, o czym przed chwilą mówiłem.

Kierownicza siła i jej wódz mają za nic interesy Polski, używają różnych agend państwowych w stosunkach zewnętrznych do osłony działań wewnętrznych. Kaczyńskiemu to nie przeszkadza, bo w sile politycznej, która wykazuje wszystkie cechy sekty, negatywne konsekwencje takich działań nie robią na nikim wrażenia, ponieważ jest nieprzenikalna na argumenty z zewnątrz.

To niedobra sytuacja. Filozofowie przyrody mówią, że obiekt, który negatywnie oddziałuje na swoje środowisko, popełnia samobójstwo. Pogarsza swoją sytuację do takiego stopnia, że może zginąć. Oczywiście to się nie zdarzy, mówimy o pewnej analogii, ale Polska z pewnością straciła zdolność do realizowania swoich interesów państwowych w stosunkach zewnętrznych.

Zresztą to jeszcze nie jest koniec tego procesu, więc nie należy formułować daleko idących prognoz, ale to, co się stało przez ostatnie dwa lata, to sytuacja nieporównywalna z niczym, jeśli chodzi o politykę zagraniczną po 89 roku. Podsumowując,

wizerunek to jedna sprawa, a zdolność polityki zagranicznej do tego, żeby mieć partnerów i kształtować sytuację korzystną dla kraju, to zupełnie coś innego – i tego drugiego też nie ma.

No właśnie, na ile Kaczyński jest w stanie poświęcić interesy Polski i polską rację stanu, żeby utrzymać władzę? A może jest to tylko tak skrajna nieudolność?
Jest coś w tym, co pani mówi, dlatego że nowa władza świadomie wyrzuciła całą armię ludzi świetnie wykształconych i doświadczonych dyplomatów. Dokładnie to samo zrobił Macierewicz w wojsku – pozbył się najlepszych, bo wiedział, że oni nie będą realizować głupiej polityki i słuchać głupich rozkazów, niezależnie od jego innych fobii i obsesji. Tam udało się na szczęście zatrzymać tę destrukcję. Moim zdaniem, jak tylko do Polski powróci prawo i sprawiedliwość,

Macierewicz powinien ponieść karę i Trybunał Stanu to absolutnie za mało dla takiego politycznego złoczyńcy. Stale pamiętajmy o jego zbrodniczym kłamstwie smoleńskim.

Wracając do polityki zagranicznej, to zrobiło się źle także dlatego, że wyeliminowano ze służby wielu świetnie wykształconych i doświadczonych dyplomatów. Z czołówki tych najlepszych, którzy przyszli do dyplomacji po 89 roku czy razem z ministrem Skubiszewskim, a nawet później, nikt już chyba nie został.

Czyli czystki kadrowe i “krótka ławka” samego PiS-u są przyczyną takiego kryzysu?
Ten pierwszy powód, o którym pani mówiła, też ma tu znaczenie, czyli

obsesje, fobie, wizje i ambicje Kaczyńskiego. Oczywiście one mogą być realizowane tylko przez miernoty i niziny moralne. Zresztą teraz nawet kompetentny minister spraw zagranicznych nie poradziłby sobie z tym problemem.

Ministerstwo jest dziś zepchnięte do podrzędnej roli, i to niezgodnie z ustawami i konstytucją. Widzimy przecież, jak w obszarze polityki zagranicznej harcują różni ludzie, narażając na szwank dobre imię Polski. Mam na myśli marszałków, wicemarszałków, europosłów i posłów, którzy plotą potworne rzeczy, a one idą później w świat i rujnują wiarygodność Polski. Możliwości ministra spraw zagranicznych są dziś niesamowicie ograniczone, niezależnie od tego, że żadna dyplomacja nie jest w stanie przesłonić prawdy o tym, co się dzieje wewnątrz. Nie da się blokować informacji z Polski, tak aby tylko jeden przekaz oficjalny wychodził na zewnątrz, to nie te czasy.

Tylko w ciasnym rozumku mógł powstać taki pomysł, że oto rząd, różne jego agendy, będzie jedynym źródłem informacji i opinii o Polsce, chodzi o koncept MaBeNy, czyli maszyny bezpieczeństwa informacyjnego.

Inne kraje mają swoich dyplomatów, swoich korespondentów. Monopol informowania świata i uniemożliwienie innym wglądu w to, co u nas się dzieje, to myślenie rodem z PRL-u. Dziś nawet najlepszy szef MSZ nie przekonałby świata zachodniego, że np. w Polsce nie jest łamana konstytucja. Dla obecnego ministra, mam wrażenie, jest jasne, że to będzie problemem w jego pracy, bo poprzedni minister mógł nie zdawać sobie z tego sprawy.

Chyba nie najlepiej ocenia pan również ministra Czaputowicza?
To nie tak, ale trudno mi oceniać, bo od niedawna jest ministrem, poza tym to mój kolega, długo się znamy, więc wolałbym tego nie robić. Natomiast

musi przygnębiać, gdy ktoś, kto niewątpliwie ma kompetencje, bierze się za rzecz, która jest niemożliwa do spełnienia, biorąc pod uwagę wewnętrzny kontekst polityczny.

Będzie tylko narzędziem w obszarze stosunków zewnętrznych, które są całkowicie warunkowane osobliwą polityką wewnętrzną oraz wrogością grupy trzymającej władzę do Europy.

Panie profesorze, przejdźmy do konfliktu z Izraelem. Czy można go jeszcze opanować?
Jeżeli chodzi o same oficjalne relacje z Izraelem, to może uda się je uratować.

Myślę, że wódz obozu rządzącego dostał jasny przekaz z Ameryki. Proszę zobaczyć, jak od kilku dni rządzący się zachowują, co mówią, jacy grzeczni, jak trusie, nawet ci zwykle najbardziej butni i wulgarni.

Trybunalik, atrapa nieistniejącego de facto TK, z polecenia Nowogrodzkiej zmodyfikuje prawo. Wtedy zaczniemy powoli odbudowywać dobre relacje. Mówię “powoli”, ponieważ przy okazji wyszło to, co do tej pory było skrzętnie ukrywane: że jest to formacja w dużej części kryptofaszystowska, nacjonalistyczna, a ten cały antysemicki hejt, który wydobyli na powierzchnię, który zmącił świadomość wielu ludziom w Polsce, cały czas gdzieś w nich był. To dlatego to tak szybko zaczęło przypominać marzec 1968. Jeżeli zaś chodzi o relacje polsko-żydowskie, te międzyludzkie, to one na długo zostały przeniknięte złymi emocjami, nawet jeżeli oficjalne stosunki Polska-Izrael będą ulegać poprawie, bo przecież oba kraje mają wspólne interesy.

Ale demony zostały obudzone.

Jak się widzi polskiego premiera, który składa kwiaty na grobie Brygady Świętokrzyskiej, to dech zapiera. Komu chciał się przypodobać, pogrobowcom Hitlera? Dlaczego nikt mu nie powiedział, że to jakaś katastrofa? To jakieś nacjonalistyczne złogi odbijające faszystowskie klimaty.

To także idzie w świat, tak samo jak inne straszne rzeczy, które opowiada o sprawach ukraińskich i żydowskich. Jak pani myśli, dlaczego to robi? Albo nie rozumie, albo działa świadomie, bo jego partia chce przypodobać się temu najbardziej prawicowo-nacjonalistycznemu elektoratowi. Tylko kto takie demony wypuszcza, kto wiatr sieje, ten burzę zbiera. Niestety, zawsze można pogorszyć moralność społeczeństwa, sporej jego części, podbechtać najniższe instynkty. Takie demony są głęboko pochowane i nigdy by nie wypłynęły, gdyby nie tutejsi polityczni złoczyńcy na czele z ich złoczyńcą-wodzem, który jest niezrównanym mistrzem w czynieniu Polaków gorszymi niż są.

Wydobyli to na wierzch i jeszcze próbowali oswoić etykietą patriotyzmu czy dumy z polskości. Jak ten senator “dumny Polak”, choć na odległość widać tam literówkę, że powinno być “durny Polak”. U nich co drugi taki dumny-durny jak ten senator.

A wszystko to dla ich pożytku wewnętrznego. Kompletnie ignorując polską rację stanu.

Czyli zamiana Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego pana nie przekonała?
Złośliwi mówią, że to zamiana broszki na spinki do mankietów, dobrze skrojony garnitur i złote oprawki. Równie złośliwie mogę dodać, że miała być Wunderwaffe, a na razie jest unguided missile (rakieta, nad którą ziemia utraciła kontrolę – przyp. red.). Chociaż muszę przyznać, że

jedną rzecz w tej rekonstrukcji doceniam: pozbycie się tego nieprawdopodobnego szkodnika Antoniego Macierewicza, który działał rzeczywiście tak, jakby był nasłany przez Moskwę.

Został zastąpiony przez jednego z najwierniejszych, Mariusza Błaszczaka.
Macierewicz to szkodnik nieporównywalny, no może tylko z Kaczyńskim. Przecież został odsunięty dopiero pod zewnętrzną sojuszniczą presją. Trzeba było tak silnych sygnałów, żeby usunąć paranoika, który stał na czele MON. O ministrze Błaszczaku można wiele powiedzieć, ale nie to, że jest psycholem. To jedyny pozytywny element. Reszta elementów nowej zmiany w tej podłej zmianie od końca 2015 może być zapowiedzią jakichś kosmetycznych zabiegów.

Nie widzę żadnych sygnałów, ani ruchów, które mogłyby świadczyć, że siła rządząca zechce wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszych partnerów w Europie, jeśli chodzi o spełnianie kryteriów demokratycznego państwa prawa.

A to jest przecież główny problem. Pomijam w tym momencie oczekiwania tych Polaków, którzy nie głosują na PiS, pomijam potrzebę powrotu do normalnej Polski z ludzką twarzą.

Podobno w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zaczyna się mówić o resecie w stosunkach z Rosją. Czy to jest możliwy scenariusz?
Podskórnie zapewne tak, bo przecież PiS to w większości neoendecy, a endecja to prorosyjskość. Zresztą to pewna naturalna kolej rzeczy. Z analizy kontekstowej stawiałem taką hipotezę, że to pojednanie z Putinem, z Rosją w końcu nastąpi.

Tak jak “proletariusze wszystkich krajów łączyli się”, tak samo jest z autokratami – też się łączą. Z Ameryki Trumpa, idola PiS, płynie zielone światło dla takiej międzynarodówki autokratycznej.

Od strony ideowej, od strony mentalności politycznej, przywództwo PiS to jest narodowy homo sovieticus, więc duchowo jest im blisko do Rosji Putina. Ten ideowy potencjał nie może się jeszcze ujawnić m.in. z uwagi na problem wraku prezydenckiego Tupolewa, ale gdyby Rosja jakoś to dobrze rozegrała, to kto wie. Zwłaszcza że już problem niezawisłości Ukrainy dla PiS nie stoi tu na przeszkodzie. Oczywiście PiS musiałby popracować tu nad swoim elektoratem, ale już widzieliśmy, jak to wyglądało w czasach komunistycznych. Partia decydowała: zwrot w lewo na jednym etapie, zwrot w prawo na kolejnym, uzasadniała historyczną konieczność etapu i tyle. Powiedzą, że Rosjanie już są w porządku, a Europa nas i tak zdradzi, więc Jacek Kurski i kompania staną na głowie, żeby “ciemny lud to kupił”.  Nie jest to rzecz, która by mnie zaskoczyła.


Zdjęcie główne: prof. Roman Kuźniar, Fot. Center for Strategic & International Studies, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.