Reklama

Obawiam się, że ludzie Putina nie wyobrażają sobie, że mogą stracić tak cennego konia trojańskiego w UE, jakim jest Polska pod rządami PiS. Za chwilę ruszy ich wielka kampania dezinformacyjna, która będzie sprzyjała temu trojańskiemu koniowi w Unii, bo Kreml ma bardzo wyraźne preferencje, kto powinien rządzić Polską, aby była źródłem dezinformacji i rozsadzała Unię od środka – mówi nam prof. Radosław Markowski, politolog, ekspert w zakresie porównawczych nauk politycznych i analizy zachowań wyborczych, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. – Być może PiS niekoniecznie tak bardzo będzie chciał te wybory wygrać. Oczywiście nie ze względu na mądrość polityczną, tylko ogromne polityczne cwaniactwo połączone z żoliborskim warcholstwem. To właśnie chyba (znane z naszej historii) polityczne warcholstwo jest tym, co cechować będzie ten schyłkowy okres rządów politycznych złoczyńców.

JUSTYNA KOĆ: PiS od dawna nie zanotował takiego spadku. Co się stało? Czy coś przestało działać, czy to wyborcy zaczęli widzieć to, czego nie dostrzegali wcześniej, a prezydent Duda już się tak bardzo nie podoba?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Wielu się nie podoba, ale wielu się bardzo podoba i czy to nie jest dobra kampania, nie jestem przekonany. W ostatnich badaniach opinii publicznej wyraźnie widać, jacy ludzie popierają Andrzeja Dudę i do nich to na pewno trafia. Powiedzmy może tak –

w kilku badaniach poparcie dla PiS-u lekko spada i trochę spada poparcie dla Andrzeja Dudy, ale ja bym nie głosił jeszcze jakiegoś trendu.

Co do tego trzeba jeszcze poczekać na następne badania. Żeby mówić o trendzie, muszą być co najmniej 3 czasowe punkty, a tego jak na razie nie ma.

Reklama

Badania CBOS zazwyczaj odbiegają od innych wyników. Dlaczego?
W badaniach CBOS PiS wygrywa w cuglach i to od kilku lat. W tym ostatnim Duda ma poparcie 50 proc., a Kidawa-Błońska 20 proc. Inni kandydaci także mają mniej, niż w pozostałych sondażach. Przypominam, że na kilka dni przed wyborami do PE  CBOS pokazywał, że KE będzie miała 28 proc., podczas gdy miała ponad 38 proc., a więc błąd o 10 punktów procentowych, inaczej – to 1/3 poparcia niedoszacowana przez ten ośrodek. W ich szacunkach do ostatnich wyborów do parlamentu było podobnie, też około 10 punktów procentowych niedoszacowania KO.

Zatem można powiedzieć, że skoro teraz CBOS pokazuje, że Duda ma 50, a Kidawa-Błońska 20, to pewnie kandydatka KO ma 28-30 proc., a Andrzej Duda ma ok. 42-43 proc. Zatem mamy problem, bo ośrodek, który działa za publiczne pieniądze, sieje dużą dezinformację, a czas, kiedy wypuszcza komunikaty, nie jest przypadkowy.

Ciekawe, że komunikat ten ukazuje się,  kiedy mamy 2-3 sondaże pokazujące inne dane, które nie są za dobre dla partii rządzącej. Wówczas CBOS ogłasza, że opozycja prawie nie istnieje, a rządzący mają się bardzo dobrze. Warto o tym pamiętać w nadchodzącym czasie, że przed poprzednimi wyborami instytucja ta dezinformowała Polaków w sprawie poparcia co do siły głównej partii opozycyjnej, i to nie o 1-2, a o 10 punktów procentowych myliła się.

Jakie to ma znaczenie?
Spora grupa wyborców skłonna jest kibicować w ostatniej chwili zwycięzcom. Można to porównać do zachowań w sporcie. Gdy nasza reprezentacja przegrywa, to mówimy – oni przegrali, ale jak wygrywa – my wygraliśmy. Tak samo jest w polityce –

jest 2-5-7 proc. w zależności od kraju i wyborów aktywnego elektoratu, który nie ma w zasadzie żadnych poglądów politycznych. Ci wyborcy uważają, że trzeba po prostu głosować, a przyjemnie będzie na tych, którzy ostatecznie wygrają.

W związku z takim mechanizmem jest niesłychanie istotne, żeby kandydaci pokazywali, zwłaszcza w ostatniej  fazie kampanii, że większość będzie głosować na nich. Oczywiście dobrze, jeśli ta racja jest faktograficznie do poparcia, ale samoistnie to, że wszyscy naokoło coś myślą i chcą coś podobnego zrobić, powoduje, że ci, którzy ewentualnie chcieliby zrobić, coś innego robią. Ci, którzy czują się w grupie większościowej, nabierają większego animuszu. Dlatego w kampaniach wyborczych jest bardzo ważne, żeby w pewnym momencie tworzyć taką atmosferę – prawdziwą lub nie, że mają do czynienia z tym, czego większość Polaków chce. Są oczywiście badania rzetelne i nierzetelne, które będą grały nutą, że oto ktoś ma 50 proc. poparcia, a jakaś kandydatka zaledwie 20 proc. Trzeba o tym pamiętać.

Jak ocenia pan sztab Andrzeja Dudy? Wielu to w nim upatruje przyczyn spadku poparcia.
W sztabie Andrzeja Dudy jest dziwna mieszanka ludzi, którzy są albo zasłużeni w przeszłości, jak Beata Szydło, albo są spin doktorami, jak Bielan, plus mamy jakąś panią, która jak się okazuje, słynie z gryzienia innych przedstawicieli gatunku. Trudno mi to ocenić, ale nie lekceważyłbym sytuacji i

sądzę, że gdzieś na zapleczu są prawdziwi fachowcy. Te gigantyczne pieniądze, których dostarczają także spółki Skarbu Państwa na to, aby wiedzieć wszystko o społeczeństwie, działają i pozwalają lepiej manipulować opinią publiczną. Ja nie wierzę, że to tylko Bielan i wesoła kompania. Od główkowania są tam inni, profesjonalni ludzie, coś na podobieństwo Cambridge Analytica.

Są różne sposoby manipulowania świadomością. Proszę też pamiętać o jednym, co już widać w Internecie na różnych forach. Obawiam się, że ludzie Putina nie wyobrażają sobie, że mogą stracić tak cennego konia trojańskiego w UE, jakim jest Polska pod rządami PiS. Za chwilę ruszy ich wielka kampania dezinformacyjna, która będzie sprzyjała temu trojańskiemu koniowi w Unii, bo Kreml ma bardzo wyraźne preferencje, kto powinien rządzić Polską, aby była źródłem dezinformacji i rozsadzała Unię od środka.

Jak pokonać Andrzeja Dudę?
Chcę zwrócić uwagę na jeszcze inny scenariusz. Ponieważ w tym 4-leciu udało się PiS-owi sporo z gospodarki wycisnąć, także ze względu na koniunkturę światową, która bardzo rządzącym sprzyjała, ale nadchodzą gorsze czasy, spowodowane dodatkowo przez koronawirusa i inne czynniki, to może PiS niekoniecznie tak bardzo będzie chciał te wybory wygrać. PiS już wie, że Jourová – nowa wiceprzewodnicząca KE – poważnie traktuje praworządność krajów UE. Zresztą już dawno mówiłem, że PiS jeszcze zatęskni za Timmermansem. Unia poprzez zgrabne połączenie polityki klimatycznej z innymi spowoduje, że Polska będzie miała najgorszy wynik w historii pozyskiwania tych środków.

Na to nakłada się obawa myślącej części PiS-owców, że po utracie władzy czekają ich wieloletnie kary więzienia, zatem może lepiej, aby wygrał kandydat opozycyjny.

Być może PiS-owcy kalkulują, że gdy przyjdzie nobliwa Kidawa-Błońska z PO, które zawsze miało problem z radykalnym rozliczaniem zła publicznego, będzie kohabitacja i chaos, zatem łatwo będzie zrzucić winę na to, co się nie uda, na opozycję. Narracja, że wcześniej – w latach 2015-2019 – kiedy cała władza była w rękach PiS, wszystko się udawało i było wspaniale, a teraz nie ma na emerytów, na inne wypłaty, bo PO współrządzi krajem, będzie PiS-owi na rękę. Taka amortyzacja negatywnych skutków własnej zabójczej polityki gospodarczej może być rozpatrywana przez środowiska władzy. Być może nawet cześć cwańszych środowisk w PiS-ie chciałaby zacząć wycofywać się z tego demontażu demokracji, bo dostrzegli, że to donikąd nie prowadzi, ale nie mogą tego zrobić z własnym prezydentem.

Być może prezydent z innego obozu będzie takim sposobem na – zwalane na innych – podwinięcie ogona.

Nie wykluczałbym takiego scenariusza. Oczywiście nie ze względu na mądrość polityczną, tylko ogromne polityczne cwaniactwo połączone z żoliborskim warcholstwem. To właśnie chyba (znane z naszej historii) polityczne warcholstwo jest tym, co cechować będzie ten schyłkowy okres rządów politycznych złoczyńców. Łamanie instytucji, brak respektu dla norm i reguł, pogarda dla kultury kontraktu i cywilizowanych metod – to wszystko trzeba będzie jakoś przykryć, a najprościej jest to zrobić, gdy zapanuje chaos. A ten z pewnością nastąpi, gdyby kandydat demokratycznej opozycji miał zastąpić Andrzeja Dudę. To oczywiście daleko posunięta hipoteza, która zakłada zdolność do trafnej diagnozy sytuacji. To spore oczekiwanie, gdyż dwór wokół wodza zazwyczaj mówi to, co wódz chce słyszeć, co zazwyczaj uniemożliwia ową rzetelną diagnozę.

W „Gazecie Polskiej” Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS będzie kontynuował realizacje programu wyborczego, nawet gdy prezydent będzie z opozycji. Co prezes ma na myśli, skoro na odrzucenie weta większości nie ma?
Nie ma i właśnie dlatego może im zależy, aby mieć teraz okres, kiedy będą walczyć o lud ziemi i 500+ (które już od dawna jest 350+), a ci źli demoliberałowie będą przeszkadzać.

Być może jest to obliczone też na obcięcie socjalnych programów i zwalenie tego na opozycję.

Wykorzystując obecny kształt mediów będących kiedyś publicznymi, to nie będzie specjalne trudne, aby zbudować przekaz, że to ci wstrętni liberałowie blokują szczodrość ekonomiczną. A może wówczas trzeba będzie przeprowadzić wcześniejsze wybory, aby uzyskać większość potrzebną do odrzucania weta prezydenta.


Zdjęcie główne: Radosław Markowski, Fot. SWPS

Reklama