Reklama

Sposób uregulowania wyboru RPO określony w konstytucji nie jest przypadkowy. Chodzi o wskazanie człowieka, który gwarantuje swoją postawą i karierą życiową niezależność od władzy. Tylko w ten sposób może służyć nam, zwykłym ludziom, w sporach z władzą – mówi nam prof. Monika Płatek z Wydziału Prawa i Administracji UW. Pytamy też o sprawę Sławomira Nowaka. – W momencie, gdy prokurator Ziobro mówi, że ma niezbite dowody, to jednocześnie przyznaje, że nie ma podstaw do przetrzymywania człowieka w areszcie. Przyznaje, że przetrzymuje go bezpodstawnie. Niezbite dowody wykluczają możliwość mataczenia, wpływania na przebieg postępowania. Skoro zebrano takie dowody, wymagało to natychmiastowego zwolnienia człowieka – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: To nie przypadek, że w konstytucji do wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich niezbędna jest zgoda Sejmu i Senatu. Tymczasem poseł PiS Marek Ast wprost mówił, że sytuacja polityczna w Senacie nie pozwala wybrać rzecznika. To postawienie sprawy na głowie?

MONIKA PŁATEK: Sposób uregulowania wyboru RPO określony w konstytucji nie jest przypadkowy. Chodzi o wskazanie człowieka, który gwarantuje swoją postawą i karierą życiową niezależność od władzy. Tylko w ten sposób może służyć nam, zwykłym ludziom, w sporach z władzą.

Instytucja ta ma swoje korzenie w Szwecji w początkach XVIII w. Ombuds oznacza po szwedzku – przedstawiciel. Król powołał przedstawiciela, by dbał o zgodne z prawem działanie królewskich urzędników w czasie jego nieobecności. Ombuds dbał o prawa zwykłych ludzi i o nienadużywanie urzędniczej władzy. I tak już zostało.

Reklama

Człowiek, który jest pupilem władzy, wywodzi się z jej kręgów, jest posłusznym wykonawcą poleceń partyjnych szefów, nie spełnia kryteriów niezależności.

Nie tylko w Szwecji, także w Polsce od chwili powołanie instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich stali oni na straży zgodnych z prawem działań władzy i ochrony interesów zwykłych ludzi.

Urząd RPO został utworzony w Polsce w 1988. Na pierwszą Rzeczniczkę Praw Obywatelskich powołana została w listopadzie 1987 roku profesor Ewa Łętowska. Wybrano kobietę, cywilistkę z PAN-u. Być może władza PRL-owska liczyła, że urząd ten będzie sygnałem zaledwie, że się niby demokratyzujemy. Przeliczono się. Od pierwszych dni prof. Łętowska, pierwsza Rzecznik Praw Obywatelskich, pokazała, że nie jest na tym stanowisku z przypadku. Dała przykład prawie wszystkim dotychczasowym Rzecznikom Praw Obywatelskich, jak sprawować ten urząd. Nauczyła, nie tylko nas, zwykłych ludzi, ale też władze, na czym polega praworządność, zależność tych u władzy od prawa.

Skutek? Urząd RPO z reguły nie jest lubiany przez władzę. Wytyka im bowiem naruszenia, niedostatki, naciągnięcia, konieczność korekt. Nie ma być lubiany. Ma być słuchany. Łętowska doznawała ogromnej niechęci władzy zarówno sprzed 1989 roku, jak również po 1989 roku, kiedy mając sympatię do osób, które były wówczas u władzy, wykazywała im, że działają niezgodnie z prawem; bo taka jest rola RPO. Pierwsza Rzecznik stworzyła i ustawiła ten urząd jako zorientowany na obronę praw obywateli i praworządności. Konstytucja gwarantuje, że ludzie mają prawo do ochrony swoich praw; jedną z instytucji powołanych do tej ochrony jest RPO.

Nie może to być p.o. – pełniący obowiązki. Art. 80 Konstytucji mówi wyraźnie o prawie skargi do RPO, a nie namiestnika lub p.o. RPO.

Trafnie to skomentowali prof. Matczak i prof. Bodnar. Obecny RPO jest jak ratownik na kąpielisku. Nawet gdy kończy się jego dyżur, a kolejny ratownik się nie pojawia, nie może zejść z plaży i pozwolić się ludziom potopić; musi zaczekać na zmiennika.

Byłam pełnomocniczką do spraw ochrony praw ofiar przestępstw w Biurze RPO, gdy był nim prof. Zoll. Wówczas sytuacja z wyborem następcy była identyczna. Nie było jednak żadnych wątpliwości, że Zoll jako Rzecznik jak ratownik na plaży pozostaje na swoim stanowisku do czasu wyboru nowego. W związku z tym obecna sprawa nie dotyczy konstytucyjności obecnego stanu, tylko interesów PiS, które z Konstytucją kolidują.

PiS wraz z rządzącymi koalicjantami dążą do likwidacji ostatniego już niemal niezależnego organu przewidzianego do kontroli władzy. To stąd utrącanie niezależnej kandydatki wyłonionej przez tysiące organizacji pozarządowych i wspieranej przez wielu posłów/posłanek i Senat. Oddanie sprawy w ręce mgr Przyłębskiej i byłego prokuratora stanu wojennego jest niezwykle wymowne. To, że przekładana około 30 razy sprawa rozpatrywana jest teraz, może mieć też związek z tym, że na wniosek RPO sąd wstrzymał przejęcia przez koncern paliwowy zarządzany przez Obajtka Polski Press. Niewątpliwie chodzi o pozbycie się niezależnego Bodnara i próbę wycofania skargi z sądu UOKiK-u.

W jakim kraju możliwe są takie działania?
Wyborcy PiS to około 20 procent całego społeczeństwa. Pewnie i oni chcieliby żyć w kraju praworządnym. I także oni w takim kraju już nie żyją. Niestety jesteśmy w kraju rządzonym w sposób, który nie kwalifikowałby nas dziś do UE. Nie bylibyśmy przyjęci. Nie spełniamy podstawowych kryteriów kopenhaskich (stabilna demokracja, rządy prawa, poszanowanie praw człowieka, poszanowanie praw mniejszości, uczciwa konkurencja, poszanowanie prawa unijnego), a te uzależniały decyzję o przyjęciu nas. Jesteśmy społeczeństwem ludzi ceniących Konstytucję, prawa człowieka i demokrację; rządzonych przez ludzi depczących praworządność. Polska według naszych standardów konstytucyjnych nie jest państwem praworządnym.

Gdyby była wojna, to mielibyśmy jasność, że jesteśmy pod okupacją, rządzi nami okupant. Nie mamy wojny. Mamy sytuację, kiedy demokratycznie wybrani ludzie do rządzenia zgodnie z Konstytucją, od pierwszego dnia sprawowania władzy naruszają ją i demontują demokratyczny ład.

Lekceważone, traktowane z pogardą są normy konstytucyjne, parlamentarne i elementarne wymogi poszanowania ludzkiej godności.  Trzeba zdać sobie z tego sprawę, że kiedy ta władza padnie, a nie mam wątpliwości, że to w końcu nastąpi, to będziemy ponosić koszty już dokonanych zniszczeń. Są one nie tylko finansowe, ale także instytucjonalne i na poziomie ludzkim – wzajemnego zaufania, szacunku, chęci współpracy.

Czy właśnie Trybunał Konstytucyjny jest używany przez władzę do obchodzenia, łamania konstytucji?
Jarosław Kaczyński nie jest osobą niemądrą. Nie przez przypadek swe rządy rozpoczął od zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał Konstytucyjny w istocie ma dbać o to, aby prawo, które tworzy się w Sejmie, było zgodne z Konstytucją. Tymczasem stał się zaledwie atrapą TK. Mieści się w tym samym budynku, co TK, nosi tę samą nazwę, a zirytowana mgr Przyłębska domaga się, by traktować ją jak traktowano prawdziwych sędziów TK. To trudne.

Obecny urząd służy do przyklepywania niewygodnych i także niekonstytucyjnych decyzji rządzącej koalicji. Mgr Przyłębska została wybrana na przewodniczącą ze złamaniem obowiązujących procedur, w składzie zasiadają dublerzy prawidłowo wybranych sędziów i nocą zatwierdzani polityczni członkowie ekipy rządzącej. Rządząca ekipa odpowiedzialna jest za wydrążenie istoty tej instytucji i zniszczenia jej prestiżu. Nie trzeba być prawniczką, by widzieć i rozumieć, że instytucja powołana do kontroli prawidłowości i zgodności działań Sejmu i władzy z Konstytucją stała się wydmuszką.

Służy do realizacji politycznych poleceń rządzących, którzy dążąc do zniszczenia wymaganej w konstytucji równowagi władz, dla zagarnięcia całości i odebrania nam możliwości sprawowania nad władzą kontroli wydrążył TK z jego istoty.

Sławomir Nowak opuścił areszt po 9 miesiącach. Sam wygląda na człowieka złamanego, zniszczonego, i trudno się dziwić, skoro bez wyroku siedział 9 miesięcy, a przez 7 miesięcy nie mógł nawet skontaktować się z rodziną. Przerażające jest to, że na miejscu byłego ministra mógł być każdy z nas, nasi synowie, ojcowie czy my sami. Znowu muszę zatem postawić pytanie, w jakim kraju żyjemy.
Powiedziałabym mocniej, to są nasi mężowie, nasze dzieci, nasi rodzice. Żyje pani w kraju, który systemowo, zwłaszcza w 2000 roku (ministrem sprawiedliwości optującym za jak najczęstszym stosowaniem tymczasowego aresztu był wtedy Lech Kaczyński), a następnie 2005, gdy PiS doszedł do władzy, boryka się z systemowym nadużywaniem tymczasowego aresztu. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza to wprost w wyroku Kauczor przeciwko Polsce. Sprawa jest z 2006 roku, wyrok zapadł w 2009 roku.

Przedłużać tymczasowy areszt można wyjątkowo, gdy jest to konieczne. Problem staje się systemowy, gdy areszt staje się rutyną. Doprowadziły do tego obecne rządy PiS. To świadczy o nieudolności prowadzenia spraw karnych i lekceważeniu naszej wolności. W Rosji zrobiono badania dotyczące stosowania tymczasowego aresztowania. W Rosji i w Polsce jest wymóg, by sprawy aresztowe prowadzić w pierwszej kolejności. Badania ujawniły, że w praktyce prokuratorzy uaktywniają się na chwilę przed koniecznością wystąpienia o przedłużenie aresztu. U nas nie robiono podobnych badań, ale doświadczenie wskazuje na podobny trend.

Obawiam się, że niestety bliżej nam do Rosji, a sposób traktowania ludzi w Polsce jest dziś raczej sowiecki niż europejski. My jako społeczeństwo dorośliśmy do standardów UE. Nie można tego powiedzieć o nami rządzących.

Proponuję na początek zadbać i nie mówić o areszcie zastosowanym na trzy miesiące. Areszt przewidziany w kodeksie postępowania karnego jest do 3 miesięcy i jest środkiem zapobiegawczym, nie karą. Jest środkiem najsurowszym i art. 258 Kodeksu Postępowania Karnego mówi o wyjątkowości i konieczności ważenia i stosowania tego środka wyłącznie wtedy i tylko na tak długo jak jest to niezbędne.

Minister Prokurator Generalny Ziobro przekonywał, że sąd się myli, a on sam ma niezbite dowody i jeżeli sąd nie zmieni zdania, to ujawni materiały. Jak pani to skomentuje?
W momencie, gdy prokurator Ziobro mówi, że ma niezbite dowody, to jednocześnie przyznaje, że nie ma podstaw do przetrzymywania człowieka w areszcie. Przyznaje, że przetrzymuje go bezpodstawnie. Niezbite dowody wykluczają możliwość mataczenia, wpływania na przebieg postępowania. Skoro zebrano takie dowody, wymagało to natychmiastowego zwolnienia człowieka.

Ziobro i spółka są autorami tego, co nie mieści się kodeksie postępowania karnego, lecz wbrew prawu jest praktykowane. Ukuto temu nazwę – „areszt wydobywczy”. Przetrzymuje się ludzi w tymczasowym areszcie, by „pękli”, by opowiadali to, co śledczy chce usłyszeć, by się załamali i świadczyli – nieważne, czy prawdziwie. Temu służy pozostawienie człowieka w pełnej izolacji od świata. Jest to nie tylko niezgodne z prawem; jest torturą. Wiemy o tym zarówno z orzecznictwa i treści Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, jak również z art. 42 Konstytucji, który mówi bardzo wyraźnie, że dopóki nie jesteśmy skazani, jesteśmy niewinni. Ziobro, nazywający pana Nowaka przestępcą, po raz kolejny pokazuje, że nie ma kompetencji wymaganych od prokuratora, jest uprzedzony i nadaje tej sprawie charakter polityczny.

Nie Ziobro jest od orzekania, kto jest, a kto nie jest przestępcą. Nie zmienia to faktu, że to Ziobro łamie ludziom skutecznie życie (patrz przykład doktora G.).

Słychać głosy, że Nowak był zatrzymany po to, aby zmusić go do obciążania choćby wymyślonymi historyjkami Tuska. Gdyby to zrobił, dawno by go wypuszczono. Nie wiem, czy to prawda, czy nie, ale jestem pewna, że przetrzymywanie kogoś przez 7 miesięcy bez umożliwienia kontaktu z członkami rodziny jest torturą i próbą złamania człowieka. Niestety nie odbywa się to w Polsce po raz pierwszy. W 2018 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka po raz kolejny zwrócił uwagę Polsce, w sprawie Burża przeciwko Polsce, na przewlekłość i nadużywanie aresztowania i na poważny problem strukturalny, który z tym mamy. Jedną z przyczyn jest lekceważenie przez władzę praw człowieka, gwarantujących nam ochronę naszej wolności. Sprawa Nowaka wskazuje również na niegodne i bezprawne wykorzystywanie aresztu tymczasowego do celów politycznych.

Mówiła pani, że nie żyjemy w państwie praworządnym, a ja zapytam, czy to państwo nie jest wręcz opresyjne. Mamy sprawę Nowaka i jego zatrzymania na wiele miesięcy, media obiegło nagranie, gdzie policjant bije pałką protestującą kobietę, po czym rzuca ją na ziemię, zresztą to kolejny raz policja stosuje przemoc wobec protestujących. Rząd zamyka bezprawnie działalność gospodarczą albo zakazuje przemieszczania się.
Łamanie konstytucji odbiera rządzącym legitymację do rządzenia. Nie przez przypadek rządzący „tresują” policję do bezkarności, przyzwyczajają do puszczania płazem zachowań, które stoją w sprzeczności z jej etosem i z takim trudem budowanym statusem policji. Był już czas, gdy policji zależało, by uchodzić za formację, która dba o porządek i o obywatela. Dziś ta formacja wygląda na przygotowaną do siłowego utrzymywania obecnie rządzących przy władzy.

Zachowania polskich policjantów zdają się imitować brutalność amerykańskiej policji napadającej na bezbronnych Afroamerykanów.

Ameryka ma naprawdę lepsze przykłady do naśladowania niż brutalność policji. Nie należy do nich kopiowanie zachowań policjantów, którzy mordują, duszą i napadają na ludzi. W Polsce nie mamy zasadniczo różnic ze względu na kolor skóry, natomiast nie jest przypadkiem, że ci sami policjanci są bardzo grzeczni, kiedy towarzyszą mocnym, silnym, hajlujacym i uzbrojonym mężczyznom. Są natomiast przemocowi, kiedy stają naprzeciwko pokojowo protestujących kobiet.

Przyzwolenie policjantom na duszenie, łamanie rąk młodym dziewczynkom i uznanie, że prawidłowo wykonują swoje zadania, bo „przecież nikt nie zginął” (cytuję Andrzeja Dudę), to standard państwa policyjnego. Może więc nie jesteśmy jeszcze państwem opresyjnym; z pewnością nie jesteśmy opresyjnym społeczeństwem. Jesteśmy jednak zależni od władzy, która wbrew konstytucyjnemu porządkowi urządza tu sobie państwo autorytarne i policyjne.


Zdjęcie główne: Monika Płatek, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama