Reklama

Myślę, że w głębi duszy obaj kandydaci są niezadowoleni z wyników, bo niczego nie rozstrzygają co do II tury. Obaj rozumieją, że będą musieli poświęcić następne 2 tygodnie na ciężką pracę – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego, komentując sondażowe wyniki I tury wyborów prezydenckich. Pytamy o wyniki pozostałych kandydatów, ale też o to, co czeka nas przed II turą i gdzie leży klucz do jej wygrania. – O wyniku zadecyduje kilka czynników. Po pierwsze debata, ona naprawdę przy tej sondażowej bliskości rywali może zdecydować o wygranej. Po drugie, mobilizacja własnych elektoratów, czyli utrzymanie jej z dzisiaj. Po trzecie, pozyskanie wyborców kandydatów, którzy odpadli w I turze, i po czwarte, dotarcie do wyborców, którzy nie głosowali w I turze – mówi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: 41,8 dla Andrzeja Dudy, 30,4 dla Rafała Trzaskowskiego – to sondażowe wyniki I tury. Jest pan zaskoczony?

MAREK MIGALSKI: Te wyniki były przewidywalne, chociaż osobiście przewidywałem lepszy wynik dla Bosaka. Oczywiście kluczowy jest dystans miedzy pierwszym i drugim kandydatem. Jeżeli on się będzie utrzymywał w okolicy 10 punktów procentowych, to Trzaskowski ma szanse na wygraną. Jeżeli realne wyniki się rozjadą, to będzie mu trudno nadrobić dystans. Istotne będą tu głosy Hołowni. Sądzę, że to będzie kluczowe, podobnie jak głosy Leppera w 2005 czy Kukiza w 2015. Oczywiście

nie wiemy, jak zachowa się sam Hołownia i jak jego wyborcy, choć przewiduję, że w dużej mierze poprą Trzaskowskiego. Nie oznacza to wcale, że może on być pewny wszystkich wyborców Hołowni. Może być pewny głosów Biedronia.

Tylko że sam wynik kandydata Lewicy jest fatalny. Zaledwie 2,9 proc.
To prawda, bo to 1/4 wyborców, których uzyskała Lewica pół roku temu. Większość kandydatów uzyskała wyniki porównywalne z wynikami swoich formacji politycznych. Andrzej Duda uzyskał niższy wynik, niż PiS pół roku temu, Trzaskowski trochę lepszy niż KO, ale wynik Biedronia jest rzeczywiście katastrofą, bo to wynik Magdaleny Ogórek sprzed 5 lat. To wynik niepoważnego kandydata i Robert Biedroń musi się zastanowić nad przyszłością swojej kariery politycznej, bo wyborcy dali mu wyraźnie znać, że go nie lubią i nie chcą. Skoro 75 proc. wyborców Lewicy nie zagłosowało na Biedronia, to trzeba powiedzieć, że to prawdziwa katastrofa.

Reklama

A wynik Kosiniaka-Kamysza? 2,6 proc., czyli jeszcze mniej niż Biedroń.
On oczywiście nie jest zadowolony z wyniku, ale kandydaci PSL zawsze dostają niższe wyniki w wyborach prezydenckich, niż w wyborach parlamentarnych, a zwłaszcza samorządowych. Wynik Kosiniaka-Kamysza tylko to potwierdza, ale w jakimś sensie to nie jest jego wina. On 10 maja uzyskałby bardzo dobry wynik. Teraz zadziałała po prostu polaryzacja, która automatycznie go zmarginalizowała. Podsumowując,

w II turze wszystko jest możliwe, chociaż oczywiście faworytem pozostaje Andrzej Duda.

Co nas czeka przed II turą, na co powinni postawić kandydaci?
O wyniku zadecyduje kilka czynników. Po pierwsze debata, ona naprawdę przy tej sondażowej bliskości rywali może zdecydować o wygranej. Po drugie, mobilizacja własnych elektoratów, czyli utrzymanie jej z dzisiaj. Po trzecie, pozyskanie wyborców kandydatów, którzy odpadli w I turze, i po czwarte, dotarcie do wyborców, którzy nie głosowali w I turze. Zawsze od 1990 roku w II turze wyborców było więcej, niż w pierwszej. To może być nawet 2-3 mln ludzi. Te cztery czynniki, w moim przekonaniu, zadecydują, kto zostanie prezydentem 12 lipca.

Andrzej Duda dostał 41,8 proc., a jeszcze miesiąc temu wygrywał w I turze. To porażka?
Bez przesady, ale na pewno nie może być zadowolony z tego wyniku. Zresztą podobnie jak Trzaskowski. Myślę, że w głębi duszy obaj kandydaci są niezadowoleni z wyników, bo niczego nie rozstrzygają co do II tury. Obaj rozumieją, że będą musieli poświęcić następne 2 tygodnie na ciężką pracę. Andrzejowi Dudzie udało się zatrzymać spadek notowań i osiągnął jednak powyżej 40 proc. Przypomnę, że były sondaże, które dawały mu mniej. Zobaczymy, jaki będzie ostateczny wynik, bo zmiany nawet o dziesiątki procenta mogą być istotne. Na razie różnica wynosi 11,4 proc. Jeżeli wynik rozjedzie się powiedzmy o 2 punkty na korzyść Dudy, to może to być dystans nie do odrobienia, ale może też rozjechać się w druga stronę i zrobi się 9,5 proc. różnicy, wówczas to Trzaskowski będzie miał większe szanse na wygraną.

Wszystko jest w grze. Ewidentnie obaj rozumieją, że zaczęła się II tura, to było widać w ich przemówieniach.

Krzysztof Bosak podczas swojego przemówienia powiedział: to historyczny wynik dla Konfederacji, jesteśmy trzecią siłą w Polsce. To nie przesada?
On ma prawo być zadowolonym z wyniku. To jest młody, obiecujący polityk, a rzeczywiście na razie Hołownia nie stworzył żadnej partii, więc wynik Bosaka jest trzecim wynikiem partii. Moim zdaniem w jakimś sensie wyborcy Bosaka są neutralni wyborczo w II turze. Nie mam żadnych badań, które to potwierdzają, ale uważam, że oni podzielą się na trzy równe części – tych, co nie pójdą na wybory, i do tego wezwał już Korwin-Mikke, druga to ci, którzy zagłosują na Dudę z oczywistych prawicowo-narodowych powodów, ale trzecia cześć może zagłosować taktycznie na Trzaskowskiego.

Będą chcieli zagłosować przeciwko Dudzie i PiS-owi, bo im silniejszy PiS, tym słabsza Konfederacja i odwrotnie.

To trochę jak sytuacja między Fideszem a Jobbikiem na Węgrzech. Głos na Trzaskowskiego będzie tak naprawdę głosem przeciwko Dudzie po to, aby uderzać w swojego największego przeciwnika na prawicy i nie być trzecią siłą, a drugą. Aby to osiągnąć, muszą doprowadzić do destrukcji PiS-u, a najlepszą drogą do tego jest przegrana Andrzeja Dudy.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Flickr/Edvard Kožušník/©kozusnik.eu

Reklama