Reklama

Widać jak na dłoni, że rząd czy władza absolutnie przespała lato zajmując się kampanią prezydencką, a potem wojną wewnątrz obozu władzy o nowe rozdanie. Zabrakło kompletnie czasu na przygotowanie państwa na spodziewaną, oczywistą drugą falę koronawirusa. To, że dziś rozmawiamy o kwarantannie dla 4 ministrów, pokazuje, jak dramatyczna jest sytuacja – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Przez ostatnie miesiące to Solidarna Polska wrzucała agendę aksjologiczną, homofobiczną, antyeuropejską, dlatego trzeba było wziąć najwulgarniejszego z wulgarnych z własnego obozu i dać mu trybunę. W efekcie dostaniemy Ziobrę pomnożonego przez Jakiego i podzielonego przez Kempę po to, żeby PiS odzyskał płomień ideologicznej wojny – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Miało być zaprzysiężenie rządu, ale życie napisało dużo ciekawszy scenariusz. Czterech ministrów na kwarantannie i zarażony Przemysław Czarnek, najbardziej kontrowersyjna twarz rządu. Jak pan to skomentuje?

MAREK MIGALSKI: Właśnie jako chichot historii. Nawiązując do Urbana można powiedzieć, że rząd się sam wyleczy i wszyscy panowie prędzej czy później będą zdrowymi bykami. Tak na poważnie, to widać jak na dłoni, że rząd czy władza absolutnie przespała lato zajmując się kampanią prezydencką, a potem wojną wewnątrz obozu władzy o nowe rozdanie. Zabrakło kompletnie czasu na przygotowanie państwa na spodziewaną, oczywistą drugą falę koronawirusa. To, że dziś rozmawiamy o kwarantannie dla 4 ministrów, pokazuje, jak dramatyczna jest sytuacja. To dowód na to, że

ta władza zajmuje się sama sobą, a sprawy, do których ci ludzie zostali powołani i za które my wszyscy im płacimy, czyli za zajmowanie się sprawami publicznymi i naszym dobrostanem, są dla nich drugoplanowe w stosunku do spraw partyjnych i osobistych.

Ponad 2 tys. zakażeń dziennie, lekarze alarmują, że kończą się miejsca w szpitalach, za chwilę zabraknie respiratorów, do tego protesty rolników, związków zawodowych, dopiero co opanowany spór z górnikami. Czy to nie jest początek końca rządów Zjednoczonej Prawicy?
Byłbym ostrożny z ogłaszaniem końca tego rządu, tym bardziej, że on nawet jeszcze nie powstał. Natomiast im bardziej sytuacja epidemiologiczna będzie poważna, tym bardziej krytyczna będzie sytuacja rządu. Rozumiem, że rząd się na to przygotowuje mając w tyle głowy, że jeśli zabraknie chleba, to będą igrzyska. Tak rozumiem nominację pana Czarnka.

Reklama

Oczywiście w momencie, kiedy rząd zacznie ciąć programy socjalne, które sam wprowadzał, to na pewno spotkałoby się to z reakcją społeczną. Natomiast przestrzegam przed wiarą, że protesty społeczne mogą cokolwiek zrobić, bo przez 30 lat żaden rząd nie upadł przez protesty społeczne. Oczywiście one mają wpływ na nastroje społeczne, ale te z kolei są wyrażane przy okazji wyborów – te mamy dopiero za 3 lata. Przed rządem jest ciężki czas, ale chyba wszyscy wiedzą – stąd wejście Kaczyńskiego do rządu – że winter is coming. Pytanie tylko, kiedy ta zima nadejdzie i czy wszystkich ich zmrozi. W sensie politycznym widać, że na taki scenariusz się przygotowują. Oczywiście w politycznym, a nie państwowym, od czego zaczęliśmy naszą rozmowę. Gdyby było inaczej, to już mielibyśmy podjęte kroki w sprawie drugiej fali koronawirusa.

Wygląda na to, że raczej przygotowują się na stoczenie wojny w sferze propagandowo-medialno-ideologicznej, odwracając uwagę wyborców.

Moje zamiłowanie do neurobiologi skłania mnie do przeświadczenia, że polityka rozgrywa się nie w sferze realnych faktów, a iluzji, a to oznacza, że rzeczywiste jest to, co ludzie uznają za rzeczywiste. Gdyby rządowi rzeczywiście udało się przejść przez realne kryzysy epidemiczne i gospodarcze, społeczne, odwracając uwagę wyborców na inne pole, gdzie wygrywaliby ten spór, to byłoby to nie tylko świetnym pomysłem, ale i doskonałą strategią. Pytanie, czy da się wprowadzić w Polsce Matrix.

Póki mamy wolne media, to się nie uda…
To prawda i dlatego też są plany repolonizacji czy dekoncentracji mediów. Oczywiście to trochę są bajania, bo to nie jest łatwe, ale na pewno dla PiS byłoby idealnie, gdyby opanował całą sferę medialną. Wówczas spór można przenieść całkowicie na sferę ideologiczną. Na szczęście pozostanie Internet; to nie są czasy 1984 roku, zarówno w formie orwellowskiej, jak i rzeczywistości historycznej. Pytanie z zakresu neuronauki:

czy ludzie będą chcieli dojść do prawdziwej informacji? Bo do tego trzeba wysiłku, a ludzki mózg jest leniwy i kiedy nie musi myśleć, to tego nie robi.

Mamy wielotygodniową historię z rekonstrukcją, okraszoną na koniec koronawirusem. Rządzący przekonują jednak, że Zjednoczona Prawica jest zjednoczona jak nigdy i wszystko świetnie działa. Czy ktoś w to jeszcze uwierzy?
Miliony Polaków, ale już nie tak jak kiedyś. Główną zmianą jest wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego. To trzeba czytać w następujący sposób. Starzejący się patriarcha postanowił usynowić Morawieckiego i oddać mu w przyszłości królestwo Nowogrodzkie. Chce być blisko księcia Mateusza, aby nadzorować wojny na dworze i je eliminować. To oczywiście w naturalny sposób w środowisku osłabia Mateusza Morawieckiego, bo pokazuje, że jest ciągle niesamodzielny, że potrzebuje ochrony starca, bez którego sobie nie radził – minister Ziobro przez pół roku nie przychodził na posiedzenia Rady Ministrów.

To gadanie, że rząd będzie sprawniejszy, tańszy, to bajki dla milionów, oczywiście kupione, bo ludzie lubią bajki. Prawdą jest natomiast, że tu chodzi tylko o sukcesję. To oczywiście spotyka się z oporem zarówno koalicjantów, ale też z oporem dotychczasowych wojów Kaczyńskiego. To oni przeszli z nim szlak bojowy ostatnich 30 lat, niejednokrotnie biedując, a Mateusz Morawiecki w tych czasach kosił miliony w zagranicznym banku. Teraz przychodzi na gotowe i ma być ich szefem. To na pewno nie będzie podobać się “zakonowi” i tym wszystkim, którzy stali przy prezesie wiele lat. Dlatego też ten

proces sukcesji jest tak trudny, że aż Kaczyński musiał wejść do rządu.

Czy to nie świadczy o desperacji Kaczyńskiego? Prawdą jest, że Ziobro ograł prezesa i może stąd też Przemysław Czarnek w rządzie – w mediach od kilku dni to temat numer jeden.
Dwa dni temu wróciłem z Apulii i myślałem, że to jakiś dziwny filtr informacyjny, że to tylko do mnie dociera sprawa Czarnka. Gdy wróciłem, to okazało się, że nie, że wszystkie media uznały, że są dwa ważne momenty w tej rekonstrukcji – wejście Kaczyńskiego i Czarnek. Na pewno to ma przykryć inne sprawy, bo jego poglądy są tak wulgarne i sposób, w jaki je przedstawia również, że to nie może być przypadek, że Jarosław Kaczyński uznał, że to on będzie najlepszym edukatorem młodzieży i dzieci. Głównym celem tej operacji jest “zabawienie nas na śmierć”, mówiąc językiem socjologów, żebyśmy przeszli ze sfery konkretów i skrzeczącej rzeczywistości, która się rządowi rozsypuje, w sferę ideologiczną, w której rząd sobie lepiej radzi.

Po drugie to tworzenie nowego PiS-owskiego Ziobry. Ma pani rację, że spór o rekonstrukcję Kaczyński przegrał, bo musiał się zgodzić na obecność Ziobry – oczywiście ten został przeczołgany upokorzony itd., ale co najważniejsze, okazało się, że jest on niezbędnym elementem do tej układanki i wiedzą o tym obydwie strony. Dlatego trzeba mu ukraść agendę. Przez ostatnie miesiące to Solidarna Polska wrzucała agendę aksjologiczną, homofobiczną, antyeuropejską, dlatego trzeba było wziąć najwulgarniejszego z wulgarnych z własnego obozu i dać mu trybunę.

W efekcie dostaniemy Ziobrę pomnożonego przez Jakiego i podzielonego przez Kempę po to, żeby PiS odzyskał płomień ideologicznej wojny.

Trzeci powód, dla którego Czarnek ma wejść do rządu, to młodzież, która odpłynęła. W tej grupie Duda nie przegrał tylko z Trzaskowskim, ale i z Hołownią i z Bosakiem, wobec tego trzeba zamienić szkoły i uniwersytety w obozy reedukacyjne i najlepszym nadzorcą tej sieci obozów będzie Czarnek.

Jak ocenia pan resztę ministrów? Większość nowych ministrów to stare twarze. Brak chętnych czy krótka ławka?
Może tam nie może być innej gwiazdy, niż Morawiecki, który będzie odbijał światło od słońca narodu, czyli Kaczyńskiego. Gdybym miał pokusić się o jakąś hipotezę, to właśnie w taką.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Uniwersytet Śląski

Reklama