Reklama

Mamy tu potencjalny kłopot na przyszłość, bo procedura, w wyniku której pani prof. Manowska została I Prezesem SN, była procedurą częściowo wadliwą. Tę kandydaturę wskazała wcześniej nowa Krajowa Rada Sądownictwa, która została wybrana niezgodnie z prawem; nie dość, że 15 sędziowskich członków zostało wybranych przez Sejm, a nie zgromadzenie sędziowskie, to jeszcze jeden z kandydatów nie miał, jak się później okazało, wystarczającej liczby podpisów poparcia ze strony innych sędziów – mówi nam prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista, szef senackich doradców ds. kontroli konstytucyjności prawa. – Pani prof. Manowska ma spory dorobek naukowy i zawodowy. Bycie wiceministrem przez 2 lata daje doświadczenie, ale pod warunkiem, że taka osoba odrywa się później od kwestii politycznych i stoi na straży niezależności Sądu Najwyższego. To bardzo ważne, bo SN musi być niezależny, a I Prezes SN musi stać na straży tej niezależności – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: W sobotę sędziowie wybrali 5 kandydatów, a już w poniedziałek prezydent mianował prof. Manowską na I Prezesa SN. Jak pan ocenia decyzję prezydenta?

MAREK CHMAJ: Widać tu niestety pewne analogie pomiędzy wyborem prezesa Trybunału Konstytucyjnego a wyborem I Prezesa SN. I w tamtym przypadku, i w tym mieliśmy osobę pełniącą obowiązki w sytuacji, kiedy takiego stanowiska nie ma w konstytucji. Osoba pełniąca obowiązki przeprowadzała i tu, i tu proces wyboru i zarówno w TK, jak i w SN

nie było uchwały Zgromadzenia Ogólnego nad kandydaturami, które przekazano prezydentowi.

Prezydent pomijając to milczeniem wskazywał osobę, która ma pełnić rolę prezesa Trybunału czy I Prezesa SN.

Reklama

Jak ocenia pan prof. Manowską?
Niestety, mamy tu potencjalny kłopot na przyszłość, bo procedura, w wyniku której pani prof. Manowska została I Prezesem SN, była procedurą częściowo wadliwą. Tę kandydaturę wskazała wcześniej nowa Krajowa Rada Sądownictwa, która została wybrana niezgodnie z prawem; nie dość, że 15 sędziowskich członków zostało wybranych przez Sejm, a nie zgromadzenie sędziowskie, to jeszcze jeden z kandydatów nie miał, jak się później okazało, wystarczającej liczby podpisów poparcia ze strony innych sędziów. Przypomnę, że powinno ich być 25. Zatem mamy potencjalny kłopot na przyszłość, bo być może następna, legalnie wybrana KRS będzie miała ustawowe kompetencje do weryfikacji wszystkich sędziów wybranych przez neo-KRS. Będzie chciała to zrobić pod kątem niezależności sądów i niezawisłości sędziów. To właśnie ta

nowa, niezależna KRS będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, którzy sędziowie wybrani z udziałem neo-KRS mogą dalej pełnić swój urząd z gwarancjami dla niezależności i niezawisłości. Stąd istnieje ryzyko, że pani prezes Manowska w przyszłości, być może, utraci status sędziego.

Dlaczego prezydent się tak śpieszył?
Trudno oskarżać organ władzy publicznej o pośpiech, kiedy krytykujemy brak pośpiechu. Prezes Rady Ministrów od 10 maja nie znalazł czasu, aby nakazać publikację uchwały PKW. Minęły ponad 2 tygodnie, a w Dzienniku Ustaw ta uchwała się nie pokazała, w związku z czym marszałek Sejmu nie może zarządzić następnych wyborów. Prezydent Duda pośpieszył się, chcąc chyba uciąć spekulacje odnośnie do wadliwości czy braku wadliwości wskazania przez ZO sędziów SN tych kandydatów. Skoro, jak podkreślają sędziowie, nie było uchwał ZO, to pan sędzia Stępkowski niezgodnie z prawem przekazał tę kandydaturę prezydentowi. Szybkie podjęcie decyzji przez prezydenta ucięło tę dyskusję, ale nie rozwiązało całego problemu.

Czy prezydent powołuje, czy wybiera?
Tutaj mamy normę, która została zawarta w konstytucji w art. 144, gdzie jest mowa o tym, że prezydent powołuje I Prezesa SN. Powołuje spośród kandydatów przedstawianych przez ZO Sędziów SN. To jest norma kompetencyjna, która została zawarta w art. 183 ust. 3.

Do tej pory Zgromadzenie Ogólne przedstawiało dwóch kandydatów, a prezydent wybierał z nich jedną osobę i powoływał. Prezydent miał hipotetycznie dowolność, ale zazwyczaj powoływał tę osobę, która miała większe poparcie. Tak było przez długie lata, ale najpierw złamano tę regułę w TK, gdzie wprowadzono też 5 kandydatów na 15 sędziów. To oznacza, że elektorem był co trzeci. Później w NSA, a teraz w SN. Oczywiście prezydent mając 5 legalnie wskazanych kandydatów może dowolnie wybrać tę osobę, która jemu odpowiada, i ją powołać. To jest uprawnienie osobiste prezydenta, czyli prerogatywa. Tylko że tu

nie mamy uchwały Zgromadzenia, a sędzia Stępkowski pośpieszył się przedstawiając prezydentowi kandydatury, które nie odpowiadają wymogom wskazanym w art. 183 ust. 3 konstytucji.

I Prezesa SN powołuje prezydent RP na 6-letnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów SN. Kandydatów ma przedstawiać ZO sędziów SN, a nie p.o. prezesa sędzia Stępkowski.

Prezydent może wybrać nawet tego kandydata, który dostał 5 głosów?
Hipotetycznie tak.

Jakie znaczenie ma to, że pani prof. Manowska była wiceministrem w resorcie Zbigniewa Ziobry?
Takie doświadczenie jeszcze nikogo nie deprecjonuje. Pani prof. Manowska ma spory dorobek naukowy i zawodowy. Bycie wiceministrem przez 2 lata daje doświadczenie, ale pod warunkiem, że taka osoba odrywa się później od kwestii politycznych i stoi na straży niezależności Sądu Najwyższego. To bardzo ważne, bo SN musi być niezależny, a I Prezes SN musi stać na straży tej niezależności.

Pani Manowska będzie takim prezesem czy raczej jak pani Przyłębska w TK?
Trudno powiedzieć. Oczekuję, że każda osoba, która będzie w przyszłości I Prezesem SN, będzie osobą, która stanie na straży niezależności sądu i sędziów.

Ciągle nie zostało opublikowane oświadczenie PKW. Kiedy będą wybory?
Tu odpowiedź jest akurat prosta.

Gdyby opublikowano np. 12 maja uchwałę, to marszałek musiałaby w ciągu 14 dni od publikacji wyznaczyć wybory wskazując datę, która według przepisów kodeksowych mieściłaby się między 54 a 60 dniem. Widać, że marszałek Sejmu, jak i premier czekają na uchwalenie ustawy przez Senat i na ostateczne podpisanie jej przez prezydenta, bo wtedy marszałek będzie mógł skrócić termin. Wówczas nie 55-60 dni, tylko wybory byłyby możliwe nawet pod koniec czerwca.

Co więcej, marszałek będzie mógł skrócić terminy na pozostałe czynności wyborcze. Będzie znacznie mniej czasu na zbieranie podpisów i rejestrację kandydatów.

To oszukiwanie?
To prawda, bo nie zmienia się reguł w czasie gry, co więcej, uczciwość nakazuje, że wybory powinny odbyć się na podstawie przepisów, które zostały uchwalone znacznie wcześniej, tak aby osoby mogły się przygotować. Tutaj mamy zmianę reguł już w czasie gry, w czasie, kiedy musi już dojść do wyborów prezydenta. Zresztą to, że 10 maja nie doszło do wyboru prezydenta, też jest winą określonych osób. Pamiętajmy, że te wybory miały się odbyć, a nie odbyły się i w przyszłości zadaniem bądź prokuratury, bądź być może Trybunału Stanu będzie pociągnięcie tych osób do odpowiedzialności.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Flickr/Kancelaria Senatu/M. Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama