Reklama

W sytuacji kiedy konstytucja jest bardzo często łamana przez partię rządzącą, immunitet parlamentarny na powrót staje się niezwykle istotną gwarancją, która umożliwia opozycji parlamentarnej należyte i bezpieczne wykonywanie swoich obowiązków – mówi nam prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista. – Wyobraźmy sobie sytuację: na posiedzenie Sejmu jadą posłowie opozycji i partii rządzącej. Po drodze 40 posłów opozycji zatrzymuje do kontroli policja. W tym czasie w Sejmie dochodzi do głosowania, w wyniku nieobecności posłów opozycji partia rządząca ma większość 2/3 i może przegłosować zmiany w konstytucji. Immunitet chroni posłów przed taką sytuacją – dodaje nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Prof. Adam Strzembosz apeluje do premiera Morawieckiego o zdymisjonowanie Zbigniewa Ziobry. Podpisałby się pan pod tym apelem?

PROF. MAREK CHMAJ: Tak, ponieważ Zbigniew Ziobro, jako osoba kierująca Ministerstwem Sprawiedliwości, ponosi odpowiedzialność polityczną, a być może i prawną za to wszystko. Mamy sytuację, gdy w MS działa grupa hejterów, która ma na swoim koncie konkretne działania podjęte przeciwko sędziom, inspirowane przez pracowników MS. Zamieszany jest w to zastępca Ziobry, czyli Łukasz Piebiak, a zatem nawet

jeżeli hipotetycznie Zbigniew Ziobro żył na innej planecie i o niczym nie wiedział, to i tak ponosi odpowiedzialność za to, co działo się w MS.

PiS myśli raczej o przyznaniu kolejnych uprawnień Zbigniewowi Ziobrze. Ograniczony ma zostać immunitet poselski, a o aresztowaniu czy zatrzymaniu polityków będzie decydował Prokurator Generalny wnioskując do Sądu Najwyższego.
Już od lat część doktryny prawa konstytucyjnego wskazuje na pewien anachronizm immunitetu poselskiego. W państwie, w którym funkcjonują instytucje demokratyczne, gdzie mamy rządy prawa i gwarancje, które opierają się na konstytucji, instytucja immunitetu nie spełnia rzeczywiście swojej funkcji. Mówimy tu oczywiście o immunitecie formalnym, czyli o wyrażeniu zgody na zatrzymanie posła i postawieniu go w stan oskarżenia. W ramach immunitetu jest też przywilej nietykalności, którym jest konieczność udzielenia zgody przez Sejm na zatrzymanie posła. To wszystko jest teoria. W praktyce, w sytuacji kiedy konstytucja jest bardzo często łamana, i to przez partię rządzącą w drodze uchwalania określonych ustaw, immunitet parlamentarny na powrót staje się niezwykle istotną gwarancją, która umożliwia opozycji parlamentarnej należyte i bezpieczne wykonywanie swoich obowiązków.

Reklama

Gdyby nie immunitet, to można podejrzewać, że kilku posłów opozycji w świetle kamer by zatrzymano? Potem, pewnie już po wyborach, okazałoby się dopiero, czy słusznie, czy nie?
To stała praktyka, że

najpierw się zatrzymuje, potem ewentualnie się stawia zarzuty lub nie, a na końcu po cichu się umarza postępowanie. Za samo umorzenie postępowania nikt nie ponosi odpowiedzialności, podobnie jak za postawienie zarzutów i aresztowanie w świetle jupiterów.

Mamy sytuację, kiedy prokuratura i wymiar sprawiedliwości są wykorzystywane do rozgrywek politycznych. To nie jest już żadna gwarancja sprawiedliwości.

Casus sprawy Barbary Blidy?
Niestety tak.

Immunitet zostanie ograniczony także sędziom i prokuratorom.
Mamy do czynienia z kumulacją uprawnień procesowych w ręku ministra sprawiedliwości, który jest z nadania politycznego i jest członkiem koalicyjnej partii rządzącej. Warto pamiętać, że wszyscy mamy gwarancje konstytucyjne procesowe, które ustawodawca dał nam wszystkim, jak domniemanie niewinności, prawo do obrony, prawo do rozpoznania sprawy przed niezawisłym sądem, prawo do wolności, godności, równości itd.

Immunitet jest zapisany w konstytucji?
Konstytucja to, co my nazywamy immunitetem, dzieli na trzy uprawnienia parlamentarzysty. Są to nietykalność, immunitet formalny i immunitet materialny. Nietykalność oznacza, że posła nie można zatrzymać ani aresztować bez zgody Sejmu. Immunitet formalny oznacza, że posłowi nie można postawić zarzutu ani prowadzić przeciwko niemu postępowania karnego lub skarbowego bez zgody Sejmu czy w przypadku senatora – Senatu. Immunitet materialny wyłącza karalność określonych czynów, np. jeżeli poseł wykonując swój mandat na trybunie sejmowej zdradza tajemnicę państwową, ale czyni to, wykonując funkcję kontrolną, piętnując nieprawidłowości, to za złamanie takiej tajemnicy nie ponosi odpowiedzialności. Oczywiście

immunitet materialny dotyczy wyłączenia karalności tych czynów, które są ściśle związane z wykonywaniem mandatu.

Skąd wziął się immunitet?
Jego geneza wiąże się z rozwojem parlamentaryzmu w XVII i XVIII wieku, kiedy trzeba było zabezpieczyć parlamentarzystów przed możliwością ataku ze strony wykonawczej – rządu, monarchy, głowy państwa.

Parlamentarzystom zagwarantowano możliwość swobodnego wykonywania mandatu, ograniczając uprawnienia policji. Parlament wykonując funkcję kontrolną sprawdza, weryfikuje działalność władzy wykonawczej. Immunitet ma dawać parlamentarzystom gwarancje, że będą mogli bezpiecznie wykonywać swój mandat i krytykować.

Dzisiaj, gdy mamy demokrację, immunitet przestaje być potrzebny, ale wyobraźmy sobie sytuację: partia rządząca chce dokonać zmiany konstytucji. Do tego musi mieć większość 2/3, immunitet zostaje zlikwidowany, w tym także przywilej nietykalności. Na posiedzenie Sejmu jadą posłowie opozycji i partii rządzącej, a po drodze posłów opozycji, powiedzmy 40, zatrzymuje do kontroli policja. Za jakieś nieprawidłowości drogowe zatrzymuje ich na kilka godzin. W tym czasie w Sejmie dochodzi do głosowania, w wyniku nieobecności posłów opozycji partia rządząca ma większość 2/3 i może przegłosować zmiany w konstytucji. Immunitet chroni posłów przed taką sytuacją.

Jak ocenia pan przełożenie posiedzenia Sejmu na po wyborach? Konstytucja pozwala na to?
W naszej konstytucji nie ma przerw międzykadencyjnych, a to oznacza, że do końca kadencji Sejm może się zebrać na posiedzenie. Pamiętajmy jednak, że brak przerwy został stworzony po to, aby po wyborach Sejm mógł się zebrać w sytuacjach nagłych, nieprzewidywalnych, trudnych, aby przeciwdziałać zagrożeniom bezpieczeństwa państwa czy klęskom żywiołowym.

Pamiętajmy, że w Sejmie i w Senacie obowiązuje zasada dyskontynuacji – wszystkie projekty niezakończone, bez podpisu prezydenta, po zakończeniu kadencji trafiają do kosza, z wyjątkiem projektów obywatelskich. Zatem na tym ostatnim posiedzeniu Sejm musiałby tak procedować, aby uchwalić ustawę w 3 czytaniach, a następnie szybko wysłać do Senatu, gdzie ten już nie mógłby zgłosić żadnej poprawki. Stąd wniosek, że

partia rządząca zakłada, że będzie można uchwalić ustawę na szybko, przepchnąć przez Senat bez poprawek i zmusić prezydenta, żeby ustawę szybko podpisał. Ta sytuacja ma się nijak do gwarancji ustawodawczych, które daje konstytucja: mają być 3 czytania, procedura weryfikacji w Senacie itd.

Kiedy formalnie kończy się kadencja Sejmu?
W dniu poprzedzającym zebranie się Sejmu nowej kadencji na pierwsze posiedzenie. Prezydent w ciągu miesiąca od wyborów zarządza zwołanie Sejmu na pierwsze posiedzenie. Jeżeli to odbędzie się 30 października, to kadencja obecnego zakończy się 29.

Jeszcze zanim na światło dzienne wyszła afera hejterska sędzia Łączewski cztery razy informował prokuraturę, że wyciekają informacje objęte tajemnicą. Prokuratura umarzała śledztwa, tłumacząc to niską szkodliwością czynu i niewykrywalnością sprawców. Jak pan to skomentuje?
Prokuratura ma strzec sprawiedliwości i czuwać nad ściganiem przestępstw. W każdej sytuacji, w której istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa, prokuratura ma obowiązek podjąć czynności. W normalnym kraju tak by było. W sytuacji kiedy nadzorcą prokuratury i Prokuratorem Generalnym jest Zbigniew Ziobro, to on jest odpowiedzialny politycznie za to, co się dzieje w ministerstwie, odpowiada też za działania prokuratorów. Efekt – prokuratura ma związane ręce.

Obecna chora sytuacja jest efektem podporządkowania prokuratury ministrowi sprawiedliwości i wykorzystywania prokuratury do celów politycznych.

Koalicja Obywatelska postuluje rozdzielenie funkcji Prokuratora Generalnego i ministra sprawiedliwości. Rzeczniczka PiS-u przekonywała, że jest to niezgodne z konstytucją. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii.
Konstytucja w tym zakresie nic nie precyzuje. Prokurator Generalny w zasadzie w konstytucji nie występuje poza przepisami dotyczącymi odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Zatem rozdzielenie tych funkcji jest neutralne konstytucyjnie i jednocześnie bardzo ważne dla gwarancji praworządności, które z konstytucji wynikają.

Jak się pan czuje z informacjami odnośnie do systemu Pegasus? Rząd ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza, ale dziennikarskie śledztwo wskazuje, że system jednak został zakupiony.
To bardzo zła sytuacja, bo okazuje się, że środki wydatkowane z Funduszu Sprawiedliwości, które miały służyć ofiarom przestępstw, sfinansowały program do inwigilacji obywateli, i to bez zgody sądu. Przypomnę, że szef tej służby pochodzi z politycznego mianowania. To oznacza, że

służby mogą naruszać tajemnicę komunikowania się i przeglądać wszystkie wiadomości, także prywatne, rejestrować je i wykorzystywać przeciwko nam.

Takie możliwości mogą także być wykorzystywane przeciwko opozycji politycznej. Ta sytuacja może oznaczać powtórzenie tego, co było w PRL w odniesieniu do milicji i SB.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Michał Józefaciuk/Senat RP, licencja Creative Commons

Reklama