Reklama

Istotą czynu zabronionego jest to, że on musi być opisany w ustawie na tyle precyzyjnie, aby nie było żadnych wątpliwości co do jego zakresu. Ta nowelizacja była procedowania bardzo szybko. Złamano zasadę trzech czytań. Na etapie senackim wprowadzono istotne poprawki, których już wprowadzać nie wolno. Tych zarzutów proceduralnych jest tak dużo, że prezydent tej nowelizacji nie powinien podpisywać. Andrzej Duda musi się obudzić jako strażnik konstytucji, jako osoba, która czuwa nad jej przestrzeganiem – mówi nam konstytucjonalista prof. Marek Chmaj i dodaje: – Mamy chory system, w którym o postawieniu polityka przed Trybunałem Stanu decydują inni politycy. Kiedy nie ma odpowiedzialności, politycy mogą robić wszystko

JUSTYNA KOĆ: Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro groził pozwem profesorom Uniwersytetu Jagiellońskiego, bo ci napisali krytyczną ekspertyzę odnośnie do zmian w Kodeksie karnym. Finalnie wycofał się z tego, ale czy to, że władzy w ogóle przychodzą do głowy takie pomysły, może budzić obawy?

MAREK CHMAJ: To kuriozalne, szczególnie że nowelizacja dotyczyła projektu, którego oficjalnym projektodawcą nie było Ministerstwo Sprawiedliwości. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje Radzie Ministrów, posłom i innym podmiotom, ale nie ministrowi sprawiedliwości. Minister mógł tworzyć te przepisy, ale uchwalenie ich należy do Sejmu, później trafiają do Senatu. Opinia naukowców z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego była związana z konkretnym projektem, który przeszedł przez Sejm. Ta opinia miała charakter merytoryczny, odnosiła się nie tylko do błędów w tym projekcie, ale też do naruszeń proceduralnych w trakcie prac parlamentarnych. Tymczasem

minister sprawiedliwości za pieniądze publiczne groził, że wystąpi z powództwem o naruszenie dóbr osobistych w stosunku do autorów tej ekspertyzy. Takie rozwiązanie jest moim zdaniem nieakceptowalne. Jeżeli minister chce, może wystąpić, ale jako strona powodowa, jeśli czuje się w jakikolwiek sposób poszkodowany opinią.

Czyli nie jako minister sprawiedliwości, tylko Zbigniew Ziobro?
Tak, i wtedy niech opłaci wpis sądowy i ewentualnie pełnomocnika, który będzie go reprezentował w sądzie.

Reklama

Chyba ktoś wytłumaczył ministrowi, że to nie jest dobry pomysł, bo wycofał się z niego, tłumacząc się zresztą dość absurdalnie, że “wszyscy i tak wiedzą jak jest”.
Zbigniew Ziobro został powstrzymany przed kompletną kompromitacją.

Ktoś mu dobrze podpowiedział, żeby porzucił tę sprawę.

Czy to nie jest ingerowanie w wolność słowa, wyrażania opinii?
Zawsze wolność słowa musi być traktowana jako wolność do przekazywania swoich opinii czy swojego zdania, ale pamiętajmy, że ta wolność nie jest bezgraniczna. Nie może naruszać wolności i praw innych osób. Ta opinia profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego nie ma charakteru osobistego, a merytoryczny. Znajdują się w niej argumenty często krytyczne dla tej konkretnej nowelizacji. Z taką opinią można polemizować, ale też argumentami merytorycznymi. W tej opinii nie ma wskazania, że ktoś jest niemądry albo że mija się z prawdą czy wywiera nielegalny wpływ na proces ustawodawczy. W tej opinii są argumenty merytoryczne, zatem można się z nimi zgadzać lub nie, ale polemika musi być również merytoryczna.

Polemika i dyskusja to sól demokracji. To w systemach autorytarnych jest jedno zdanie i jedna nadrzędna opinia…
Dokładnie tak, zatem grożenie autorom opinii, że w stosunku do nich będzie wniesione powództwo o naruszenie dóbr osobistych, jest nadużywaniem swojej pozycji.

Jednocześnie jest też oczywiście pewną reklamą dla autorów opinii, bo minister przyznaje, że była ona na tyle istotna, że poczuł się zmuszony do wystąpienia przeciwko jej autorom.

Teraz profesorowie z UJ rozważają złożenie swojego pozwu. Jak pan ocenia ten pomysł?
Pamiętajmy, że to wszystko musi być związane z konkretnym naruszeniem dóbr osobistych. Jeśli doszło do naruszenia dóbr osobistych profesorów – ja tego nie wiem, trzeba by szczegółowo przeanalizować wypowiedź ministra Ziobry – ale jeżeli doszło do naruszenia autorów opinii wymienionych z imienia i nazwiska, to będzie im przysługiwało roszczenie na drodze cywilnoprawnej m.in. o przeproszenie czy sprostowanie.

Jak ocenia pan sam tryb uchwalania zmian w Kodeksie karnym? Bo konstytucja dokładnie określa, jak on ma wyglądać.
To koleje kuriozum. Mamy do czynienia z bardzo dużą nowelizacją Kodeksu karnego. To niezwykle ważna ustawa, bo odnosi się bezpośrednio do praw i wolności wielu osób.

Tego typu duża nowelizacja musi być przeprowadzana z odpowiednią rozwagą, z wysłuchaniem opinii praktyków środowiska akademickiego, że wszystkie przepisy zostaną odpowiednio przeanalizowane, aby w postępowaniu karnym nie było żadnej niejasności.

Istotą czynu zabronionego jest to, że on musi być opisany w ustawie na tyle precyzyjnie, aby nie było żadnych wątpliwości co do jego zakresu przedmiotowego i strony podmiotowej. Ta nowelizacja była procedowania bardzo szybko. Złamano zasadę trzech czytań. Na etapie senackim wprowadzono istotne poprawki, których już wprowadzać nie wolno. Tych zarzutów proceduralnych jest tak dużo, że prezydent tej nowelizacji nie powinien podpisywać. Andrzej Duda musi się obudzić jako strażnik konstytucji, jako osoba, która czuwa nad jej przestrzeganiem.

Chyba nikt nie ma złudzeń, że to nastąpi…
Andrzej Duda wielokrotnie udowodnił, że kompletnie zagubił się w roli strażnika konstytucji i potrafi bezrefleksyjnie podpisać nawet bardzo złe ustawy, które wychodzą z parlamentu.

Czy wobec tego konstytucja w Polsce jest tylko na papierze? Władza bezpardonowo ją łamie, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności.
Niestety

bardzo często w obecnej kadencji dochodzi do naruszenia przepisów konstytucji, niektóre przepisy są łamane wprost, niektóre są omijane.

Tylko czasami jest refleksja nad przepisami rażąco niezgodnymi z ustawą zasadniczą, ale zbyt rzadko. Tutaj zawodzi zarówno Sejm, jak i Senat, ale też prezydent Andrzej Duda, na którym ciążą jego czyny, bo można wskazać mu wielokrotne naruszenie konstytucji podczas kadencji.

Co grozi prezydentowi? W normalnej sytuacji byłby to Trybunał Stanu, ale dziś ten scenariusz jest nierealny.
Hipotetycznie Trybunał Stanu, ale mamy chory system, w którym o postawieniu polityka przed TS decydują inni politycy. Mamy zatem system, który powoduje bezkarność, bo jeżeli ktoś ma większość parlamentarną, to może być pewny, że ta większość w stan oskarżenia go nie postawi, a skoro nie postawi go w stan oskarżenia, to Trybunał Stanu nie będzie mógł go osądzić. W tym systemie, kiedy nie ma odpowiedzialności, politycy mogą robić wszystko.

Warto byłoby pomyśleć nad modyfikacją prawa w tym zakresie?
Były propozycje zmian i należy do tego powrócić jak najszybciej, aby polityk mógł być stawiany w stan oskarżenia, a przy postawieniu w stan oskarżenia z automatu następuje zawieszenie funkcji. Kiedyś mówiłem, że

w stan oskarżenia członka rządu mogłaby stawiać Izba Karna Sądu Najwyższego, a prezydenta Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Takie rozwiązanie wymaga jednak zmiany konstytucji.

Mamy tu problem, bo PiS z jednej strony wskazuje, że konstytucja jest zła i że trzeba ją znowelizować, a z drugiej często ją łamię. Zatem po co nowelizować coś, co jest łamane? Najpierw bezwzględnie przywróćmy przestrzeganie konstytucji, a potem możemy otworzyć dyskusję nad nowelizacją.

Trybunał Konstytucyjny wyraźnie zwolnił i działa najwolniej od 2014 roku. W tym roku rozpatrzono do początku czerwca tylko 22 sprawy. Jednocześnie o ponad 22 mln wzrósł budżet. Miało być lepiej, a wyszło jak zwykle?
Jest to sytuacja dramatyczna, TK nie dość, że często orzeka w składzie dublerów, to jeszcze statystyka jego prac dramatycznie spadła. To pokazuje, że celem PiS-u nie była naprawa, przyśpieszenie prac, tylko przejęcie tej instytucji.

Trybunał Konstytucyjny w zasadzie dziś nie wypełnia tej ważnej roli, jaką wyznacza konstytucja. Zresztą podobnie jak Trybunał Stanu.

Czyli tu tez należałoby się zastanowić w przyszłości nad zmianami?
TK zepsuto kolejnymi ustawami oraz nielegalnym powołaniem na prezesa pani Julii Przyłębskiej. Tutaj prezydent złamał szereg przepisów konstytucji.

Prędzej czy później czeka nas wielka debata o tym, jak to wszystko poukładać na nowo, bo widać, że nie działa jak powinno?
Przed nami na pewno stoi ogromne zadanie przywrócenia zasad demokracji i przestrzegania konstytucji, a także zagwarantowania niezależności władzy sądowniczej, i to na tej władzy spoczywa szereg zadań związanych z dbałością przestrzegania prawa.

Jeżeli władza sądownicza nie będzie niezależna, a sędziowie niezawiśli, to w sporze z państwem obywatel zawsze będzie na przegranej pozycji.

Sędziowie z Iustitii mówią wprost, że postępowania dyscyplinarne wobec sędziów stały się narzędziem represji władzy i apelują do sędziów orzekających, aby tego nie robili. Zgadza się pan z opinią Iustitii?
Tak, zgadzam się, i wierzę w to, że nawet sędziowie, który są sędziami dyscyplinarnymi, nie zapomną, że ma nimi kierować litera prawa i niezawisłość sędziowska.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Michał Józefaciuk/Senat RP, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.