Reklama

Z pokorą podchodzę do mojego postępowania, choć oczywiście będę się bronił. Chciałbym jednak, żeby wielokrotnie głoszona przez ministra Ziobrę teza o równości prawa dotyczyła rzeczywiście wszystkich i aby pan minister zastosował swoje poczucie sprawiedliwości do wszystkich, a nie tylko do tych, którzy go krytykują – mówi nam prof. Marcin Matczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego, o wszczętym właśnie postępowaniu dyscyplinarnym z polecenia ministra sprawiedliwości. Pytamy też o to, co czeka wymiar sprawiedliwości w rozpoczętym właśnie roku i podsumowujemy rok miniony.

JUSTYNA KOĆ: Minister Ziobro nakazał rozpocząć postępowanie dyscyplinarne względem pana. Żałuje pan tego, co pan napisał?

MARCIN MATCZAK: Wielokrotnie już o tym mówiłem i pisałem: żałuję, bo wyraziłem się w sposób, który umożliwił skrajnie negatywną interpretację moich słów, mimo że nie miałem żadnych złych intencji, co natychmiast po napisaniu tych słów wyjaśniłem. Co do samego postępowania dyscyplinarnego, to pan Wielgucki złożył na mnie skargę do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, a rzecznik dyscyplinarny uznał, że nie ma potrzeby wszczynać postępowania dyscyplinarnego wobec mnie. Jego decyzja była oparta na tym, że po napisaniu moich słów skierowałem do córki pana Wielguckiego list wyjaśniający ich sens, a także dlatego, że nigdy wcześniej nie miałem żadnych postępowań dyscyplinarnych. Rozumiem, że

pan minister Ziobro nie zgadza się z decyzją rzecznika dyscyplinarnego i chce, aby postępowanie było jednak wszczęte. Natomiast bardzo bym chciał, żeby zgodnie z doktryną, którą głosi pan minister, o równości wszystkich wobec prawa, tę samą miarę stosował do innych prawników, zwłaszcza tych, którzy są mu przychylni.

Niestety, obserwuję dużo gorsze zachowania niż moje, np. mecenasa Adama Tomczyńskiego, który wulgarnie zachęca warszawiaków na Twitterze do głosowania na Patryka Jakiego, który – już po powołaniu go do Sądu Najwyższego – wspiera na Twitterze politycznie premiera Morawieckiego, mimo że uważa się za apolitycznego sędziego. Takie zachowanie nie powoduje żadnych obaw czy reakcji u pana ministra. Podobnie w przypadku profesora Jana Majchrowskiego, który ma postępowanie dyscyplinarne na uniwersytecie, ponieważ ze względu na swoje prywatne animozje z prof. Sadurskim zablokował jednemu ze studentów program studiów – nie widzę ostrej reakcji ministra, choć prof. Majchrowski został powołany do Sądu Najwyższego i powinien prezentować najwyższy poziom etyczny.

Reklama

Z pokorą podchodzę do mojego postępowania, choć oczywiście będę się bronił. Chciałbym jednak, żeby wielokrotnie głoszona przez ministra Ziobrę teza o równości prawa dotyczyła rzeczywiście wszystkich i aby pan minister zastosował swoje poczucie sprawiedliwości do wszystkich, a nie tylko do tych, którzy go krytykują.

Niestety tak to widzę: jeżeli ktoś pochwala politykę PiS, to w moim przekonaniu poważniejsze przewinienia kończą się nominacją do SN. W moim przypadku, w przypadku osoby krytykującej rząd PiS za łamanie konstytucji, kończy się to postępowaniem dyscyplinarnym. To nie jest równość wobec prawa, to jest wybiórcze stosowanie prawa.

Tych przykładów na wulgarny język jest rzeczywiście dużo w mediach społecznościowych, wystarczy poczytać wpisy posłanki Krystyny Pawłowicz czy Cezarego Gmyza. Czy wobec tego to postępowanie nie jest osobistą wojną “dobrej zmiany” z panem, bo jest pan jednym z frontmanów walki o praworządność i wolne sądy?
To byłoby najłatwiejsze wytłumaczenie, natomiast nie chcę w ten sposób usprawiedliwiać siebie, bo nie o to chodzi. Chciałbym na pewno podkreślić, że w tym wpisie zwalczałem mowę nienawiści Piotra Wielguckiego. Czy to zwalczanie mowy nienawiści, moja motywacja, zostały w ogóle dostrzeżone przez ministra?

Hejter, wobec którego formułowałem swój wpis, mówił o defekowaniu na innego człowieka, podcieraniu się innym człowiekiem. Poniżał go w najgorszy do wyobrażenia sposób. Broniąc zaatakowanej w ten sposób osoby, chciałem wezwać hejtera do opamiętania, przedstawiając w skrótowej z konieczności formie (Twitter pozwala tylko na wiadomości o długości 280 znaków) hipotetyczną sytuację, w której tę mowę nienawiści czyta ktoś mu bliski. I ta skrótowa wiadomość została w najgorszy z możliwych sposobów zinterpretowana.

Tymczasem zachowanie człowieka, który z poniżania innych zrobił sobie zawód, jest tolerowane w sposób bezrefleksyjny. Kwestia wzrastającej mowy nienawiści nie jest dostrzegana przez obecną władzę, a przez niektórych jej przedstawicieli jest wprost popierana – np. przez posłankę Krystynę Pawłowicz, która na Twitterze wraz z Wielguckim urządza sobie znane z nazistowskich Niemiec seanse nienawiści, ustalając pochodzenie rasowe swoich przeciwników na podstawie kształtu ich czaszki (naprawdę, można to łatwo sprawdzić). Dlatego chciałbym, żeby pan minister z równą energią reagował wobec takich zachowań, także tych, o których pani mówiła, zachowań, które niszczą ludzką komunikację i niszczą ludzi. Chciałbym także podkreślić, że

działanie ministra wobec mnie w żaden sposób nie wpłynie na mój krytycyzm wobec niego i tego, co robi ten rząd, rażąco naruszając polską konstytucję. Wprost przeciwnie – będę starał się to łamanie konstytucji pokazywać jeszcze dobitniej.

Z jakimi może się pan liczyć konsekwencjami, bo mówi się nawet o usunięciu z zawodu?
Nie chcę tego oceniać. Moja dotychczasowa praca i funkcjonowanie jako radcy prawnego nigdy nie budziły zastrzeżeń. Nie miałem nigdy postępowania dyscyplinarnego, nigdy nie zdarzyło mi się, aby naruszyć jakiekolwiek zasady etyczne. Pamiętajmy też, że sprawa dotyczy wypowiedzianych słów, a nie działań, które zawsze są karane surowiej. Będę spokojny o wynik tego postępowania, jeśli będzie ono prowadzone przez sąd dyscyplinarny wolny od politycznych nacisków i mam nadzieję, że potwierdzi ono wcześniejszą decyzję rzecznika dyscyplinarnego o niewszczynaniu postępowania, tę, z którą minister się nie zgadza.

Panie profesorze, jakim czasem dla wymiaru sprawiedliwości był 2018 rok?
Myślę, że to był zdecydowanie lepszy rok niż poprzednie, czyli 2017 i 2016.

W poprzednim roku ten olbrzymi walec, który rozjeżdżał polską praworządność, został zatrzymany 19 października postanowieniem TSUE. Ono oczywiście nie rozwiązuje wszystkich problemów z polską praworządnością, ale część tak. Moim zdaniem to była przełomowa bitwa, która może odwrócić losy całej wojny.

To był moment, kiedy PiS rozbił się o wielką skałę, jakim jest Unia Europejska i TSUE. Kiedy rozmontowywali wymiar sprawiedliwości, to wydawało im się, że mogą to zrobić lokalnie i nikt się nie zorientuje, że jest jakiś problem. Tak nie jest, jesteśmy członkiem wspólnoty europejskiej i jeżeli nasze sądy zaczynają zależeć od polityków, to jest to problem nie tylko nasz, ale i wspólnoty europejskiej. Ten rok był zatem przełomowy, ponieważ odwróciła się pewna fala. Politycy, którzy buńczucznie twierdzili, że zreformują, zlikwidują, wyrzucą sędziów, muszą pokornie odwrócić przynajmniej pewne skutki swojego działania, to może spowodować początek procesu naprawczego, którego skutki będziemy widzieli w roku następnym. Pamiętajmy, że to w roku 2019 będą zapadać kluczowe decyzje TSUE, wpływające na prawo i politykę w Polsce; TSUE udzieli odpowiedzi na pytania prejudycjalne, wyda ważne wyroki w sprawie Polski.

Zeszły rok był więc lepszy od poprzednich, ale oczywiście nie był dobry, bo wciąż jesteśmy w ogromnym kryzysie konstytucjonalizmu w Polsce. Niemniej warto podkreślać, że uratowano przynajmniej jeden bastion praworządności, jakim jest Sąd Najwyższy, co daje nadzieję, na uratowanie innych bastionów, jak KRS czy w przyszłości Trybunał Konstytucyjny.

Wydaje się pan być optymistą, ale mnożą się postępowania dyscyplinarne wobec sędziów, kary, przeniesienia, zakaz noszenia koszulek z napisem “Konstytucja”. Może rząd przyjął inną taktykę na przejęcie sądów: zastraszanie sędziów, którym coraz bardziej zaciska się pętlę na szyi?
Oczywiście te wszystkie sprawy, o których pani mówi, są bardzo niepokojące, ale są to zbyt słabe ataki, aby pokonać determinację i niezależność polskich sędziów. Na marginesie, sprawę koszulek traktuję raczej anegdotycznie, bo to są zarzuty niczym wzięte z Barei. W moim mniemaniu bardziej ośmieszają nową KRS, niż atakują sędziów. Musimy pamiętać, że rok 2019 będzie rokiem politycznie bardzo gorącym ze względu na wybory do PE, później parlamentarne. W tym roku sprawy związane z “reformowaniem” wymiaru sprawiedliwości raczej ucichną, ponieważ są niewygodne dla rządzących, zwłaszcza w perspektywie wyborów europejskich. Trzeba pamiętać, że

prowadzone od trzech lat ataki na sądownictwo są trudne do zaakceptowania także dla zwolenników PiS-u. Powiększanie konfliktu na poziomie europejskim stawia PiS w trudnej sytuacji w świetle wyborów europejskich, ale także wyborów parlamentarnych, w związku z formułowanymi przez opozycję oskarżeniami o dążenie PiS do Polexitu.

Tak więc te postępowania dyscyplinarne wobec sędziów są niepokojące, ale proszę zwrócić uwagę, że one mają odwrotny od zamierzonego efekt. Potwierdzają, że neo-KRS nie ma nic wspólnego z ochroną niezależności sędziów, a daje się wykorzystywać jako narzędzie atakowania sędziów. To moim zdaniem tylko pogarsza pozycję rządu, który akurat w roku 2019 będzie bardzo chciał wyglądać na koncyliacyjny, proeuropejski, łagodny, apelujący o rozsadek. Dlatego spraw dyscyplinarnych, o których pani mówiła, nie traktowałbym jako zaciskanie pętli na szyi sędziów, ale raczej element wojny pozycyjnej, gdzie obydwie strony wyprowadzają małe ataki. Cały front z udziałem TSUE przesuwa się niekorzystnie dla PiS, który zaczyna przegrywać z potrzebą Polaków bycia w UE.

Udało się powiązać przynależność do UE z atakiem na sądy i teraz każdy taki atak jest traktowany jak atak na polską przynależność do UE. To bardzo ważna rzecz.

Minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny wniósł pierwszą sprawę karną do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w SN. Minister Ziobro zaskarżył wyrok uniewinniający jednego z prokuratorów o przyjęcie łapówki. Rząd ma kolejny mechanizm do dyscyplinowania sędziów?
Wielu prawników, w tym ja, mówiło już dawno temu, że sytuacja, w której Prokurator Generalny, będący politykiem, ma możliwość wzruszenia każdego ostatecznego wyroku wydanego przez niezależny sąd, jest śmiertelnie niebezpieczna dla pewności prawa. To oznacza, że w zależności od decyzji konkretnego człowieka, który ma konkretne poglądy polityczne, bo jest politykiem i członkiem rządu, można zmieniać ostateczny wyrok sądu, który przecież powinien być świętością. Ja nie znam tej konkretnej sprawy, więc nie mogę jej w szczegółach skomentować. Natomiast na pewno

sytuacja, w której ktoś przechodzi wszystkie poziomy postępowania sądowego, które mogą trwać wiele lat, i zostaje uniewinniony przez prawomocny wyrok sądu, a następnie ta sprawę otwiera się na nowo, jest wielką indywidualną tragedią tego człowieka. Człowiek, który udowodnił, że nic złego nie zrobił, zostaje na nowo postawiony przed sądem.

Ponadto z charakteru sprawy wnioskuję, że jej profil jest zgodny ze specyficznym rozumieniem albo raczej niezrozumieniem instytucji domniemania niewinności u ministra Ziobry. Myślę, że minister nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś niewinny może zostać mimo to oskarżony. Być może wydaje mu się, jak kiedyś w przypadku dr. Garlickiego, którego winę przesądził zaraz po aresztowaniu, że samo oskarżenie jest dowodem popełnienia przestępstwa, a tym samym uniewinnienie jest anomalią, którą minister musi zwalczać. Nie mówię o tym konkretnym przypadku prokuratora, bo nie znam szczegółów tej sprawy, jestem jednak przekonany, że skarga nadzwyczajna jest rozwiązaniem złym, bo sprzeciwia się podstawowej roli prawa, czyli zapewnieniu bezpieczeństwa prawnego, wydłuża i tak długie postępowania sądowe i nie daje wcale gwarancji, że kolejny wyrok będzie bardziej sprawiedliwy niż poprzednie. Przecież wydadzą go także tylko ludzie.


Zdjęcia główne: Marcin Matczak, Fot. YouTube/Myśl demokratycznie; Zbigniew Ziobro, Fot. Flickr/KPRM

Reklama

Comments are closed.