Reklama

Myślę, że podziały w PiS-ie są coraz głębsze, bo ludzie dostrzegają krótkowzroczność, nieszanowanie rządów prawa i tworzenie nomenklatury z tych najbardziej lojalnych pisiaków. Starszym ludziom, którzy pamiętają komunizm, takie zachowanie bardzo przypomina tamtą władzę. W wystąpieniu premiera zabrakło wizji, było doraźne i krótkowzroczne. Mnie nie przekonało – mówi w rozmowie z nami prof. Jadwiga Staniszkis. – Techniczne wyniki rządu są dobrze oceniane w Europie Zachodniej, ale sprawa praworządności jest dla niej szokiem, bo pokazuje powrót do wschodniej filozofii konfliktu, który wydobywa coś więcej ze społeczeństwa. To jest działanie bolszewickie i niebezpieczne – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Dlaczego premier zdecydował się na złożenie wniosku o wotum zaufania? To sprytna polityczna zagrywka?

JADWIGA STANISZKIS: PiS przeżywa trudny moment. Z jednej strony nieco maleje poparcie w sondażach, z drugiej rysują się wewnętrzne podziały. To jest próba przywrócenia dawnej pozycji poprzez pokazanie plusów rządów PiS-u i neutralizację zewnętrznych ataków.

To też próba neutralizacji wniosku o wotum nieufności złożonego wcześniej przez PO? Debata ma się odbyć w piątek w nocy.
Myślę, że tak. Termin nieufność i zaufanie zasadniczo się różnią.

Kiedy mówimy o zaufaniu, mamy na myśli stopniowalne poparcie, a nie odrzucanie. PiS chciał skierować debatę na takie tory.

Sukcesów rządu, a nie afer i porażek?
Premier podczas swojego wystąpienia zwracał uwagę przede wszystkim na sukcesy, ważne dla codziennego życia Polaków. Nie wspomniał ani słowem o tym, co dla mnie jest najważniejsze, czyli poczuciu wolności, praworządności i świętym trójpodziale władz. Techniczne wyniki rządu są dobrze oceniane w Europie Zachodniej, ale sprawa praworządności jest dla niej szokiem, bo pokazuje powrót do wschodniej filozofii konfliktu, który wydobywa coś więcej ze społeczeństwa. To jest działanie bolszewickie i niebezpieczne.

Reklama

Będziemy wielu innym krajom pokazywać, jak zapewnić jednocześnie wysoki wzrost gospodarczy i poprawę losu tych, którzy są słabsi. Nam się udało to pogodzić. Filary naszego programu to: wiarygodność, skuteczność, europejskość i jedność” – mówił premier. Jak to się ma do rzeczywistości?
Mateusz Morawiecki wskazywał na posunięcia, które przyczyniły się do zmniejszenia różnic. Ale co z rozwojem? W tej sytuacji to przede wszystkim inwestycje. O tym w ogóle nie było mowy, raczej o socjalnym rozdawaniu pieniędzy, a to nie wystarczy.

Za mało było wizji rozwoju i samokrytyki, jeżeli chodzi o naruszanie zasad demokracji. To była próba przekonania społeczeństwa, że wszystko idzie w dobrą stronę. Ludziom, którzy nie bardzo przejmują się problemami związanymi z przestrzeganiem prawa, takie wystąpienie mogło się doraźnie spodobać.

Ale dla rozwoju kluczowa jest wizja, inwestycje i szacunek dla demokracji. Na świecie liczy się przede wszystkim polityka, która zachowuje wolność i godność jednostek oraz rozwój przez innowacje i inwestycje. Ludzie powinni zrozumieć, że nie trzeba wszystkiego od razu konsumować.

To było kampanijne wystąpienie?
Przede wszystkim jednak związane ze spadkiem w sondażach i wewnętrznymi konfliktami w PiS-ie.

Podczas wystąpienia premiera widać było ławy rządowe, a w nich Jarosława Gowina, który się nie uśmiechał, nie klaskał, wtedy kiedy inni… To było bardzo wymowne.

Myślę, że podziały w PiS-ie są coraz głębsze, bo ludzie dostrzegają krótkowzroczność, nieszanowanie rządów prawa i tworzenie nomenklatury z tych najbardziej lojalnych pisiaków. Starszym ludziom, którzy pamiętają komunizm, takie zachowanie bardzo przypomina tamtą władzę. W wystąpieniu premiera zabrakło wizji, było doraźne i krótkowzroczne. Mnie nie przekonało.

Nie było ani słowa o tzw. aferze KNF.
To było wystąpienie na innym poziomie. Wyjaśnienie tej sprawy jest trudne, być może będzie o tym mówił w węższym gronie. Ale ludzie to dostrzegają, oczekują od PiS-u przede wszystkim długofalowej wizji i myślenia o pozycji Polski w kategoriach realnego rozwoju, a nie rozdawnictwa.

To przemówienie było przyklepywaniem problemów, a nie pokazywaniem, w jaki sposób je rozwiązywać.

Premier dostał od polityków PiS-u owacje na stojąco. Jego pozycja w partii rośnie? Jarosław Kaczyński wyznaczył go na swojego następcę?
Myślę, że jest to prawdopodobne. Oklaskiwał go także Jarosław Kaczyński. Mateusz Morawiecki na pewno jest najlepszym kandydatem na jego następcę. Jest jednak za mało “upartyjniony”, w PiS-ie jest bowiem dużo osób, które partii poświęciły lata i będą wymagały rekompensaty. Szykuje się walka o to stanowisko. Prezes ma ponad 60 lat i jeżeli się psychicznie pozbiera, to jeszcze przez kilka lat nic się nie zmieni. Na razie PiS chce poprawić notowania i zniwelować wewnętrzne podziały.


Zdjęcie główne: Jadwiga Staniszkis, Fot. Flickr/Heinrich-Böll-Stiftung, licencja Creative Commons

Reklama