Reklama

Mamy dobrą propozycję na stole, ale trzeba ją teraz umiejętnie obronić i negocjować. Przypominam, że mamy tam związek z praworządnością. PiS będzie miał ciężki orzech do zgryzienia, bo będzie musiał się zgodzić na przestrzeganie prawa i kontrole, aby dostać środki. Jeżeli Jarosław Kaczyński nie chce przestrzegać własnej konstytucji, to z tych pieniędzy nic nie wyjdzie – mówi nam prof. Dariusz Rosati, b. minister spraw zagranicznych, ekonomista, poseł Koalicji Obywatelskiej. Rozmawiamy o planie pomocy KE, którzy przewiduje miliardy dla Polski, i o szansach na ich wynegocjowanie. – Przyznać trzeba, że to bardzo duża marchewka dla rządu i PiS musi się trzy razy zastanowić zanim odrzuci taką ofertę – podkreśla nasz rozmówca. – Prezydenta Dudę najlepiej trzymać od tego z daleka, bo on nie dodaje wartości dodanej – zaznacza

JUSTYNA KOĆ: Kiedyś wyimaginowana wspólnota, dziś premier z zadowoleniem ogłasza, że UE przekaże Polsce miliardy na walkę z kryzysem, dodaje, że to jego zasługa, bo to on postulował nowy plan Marshalla. Premier wyraźnie zmienia narrację?

DARIUSZ ROSATI: Trudno tego nie zauważyć. Wcześniej prezydent Duda – a sekundował mu dzielnie premier Morawiecki – przekonywali, że to wyimaginowana wspólnota, która na dodatek nie dała marnego eurocenta. Nagle obaj panowie podczepiają się pod sukces Unii Europejskiej, chwaląc się, że Polska dostaje pieniądze. Chciałbym podkreślić, że

to nie jest żadna zasługa rządu, że Polska dostanie tak duże pieniądze, a tym bardziej pana prezydenta.

Plan odnowy powstał z inicjatywy Komisji Europejskiej oraz dwóch głównych państw unijnych i gdybyśmy nie zrujnowali naszych stosunków w ramach Trójkąta Weimarskiego z Paryżem i Berlinem, to być może bylibyśmy trzecim partnerem, który ogłaszałby tę inicjatywę.

Reklama

KE chce przeznaczyć na ten cel aż 750 mld euro, z czego 500 mld euro ma być w formie bezzwrotnej pomocy, a 250 mld euro w formie niskooprocentowanych pożyczek.
Po pierwsze, Unia udowodniła po raz kolejny, że potrafi się zmobilizować i potrafi wyjść z programem, który ma imponujące rozmiary. Rzeczywiście wychodzi naprzeciw potrzebom krajów najbardziej dotkniętych skutkami epidemii. Po drugie, Polska dostaje bardzo solidny udział, bo ponad 37 mld grantów. Podkreślę, że to jest 7,5 proc. To jest ponad dwa razy więcej, niż polski udział w budżecie unijnym. Biorąc pod uwagę, że te pieniądze będą finansowane przez wszystkie kraje członkowskie, to my tu wychodzimy bardzo solidnie do przodu. Podobnie z pożyczkami, gdzie ta proporcja jest jeszcze korzystniejsza dla nas. A więc nagle okazuje się, że Unia nie tylko daje pieniądze, ale na dodatek dość hojnie, tylko że to dopiero propozycja. Teraz trzeba te pieniądze wynegocjować.

Odniosłam wrażenie po konferencji premiera z prezydentem, że te pieniądze już dawno są w Polsce.
Muszę przyznać, że

ręce opadają, jak się tego słucha, chociaż już jesteśmy przyzwyczajeni do tego zadęcia i propagandy, że cały świat nam zazdrości i niemalże wymyśliliśmy koło.

Sytuacja jest niestety inna – prawdą jest, że mamy dobra propozycję na stole, ale trzeba ją teraz umiejętnie obronić i negocjować. Przypomnę, że jeżeli chodzi o pierwszą wersję budżetu na następne 7 lat, to już mamy o 100 mld mniej, niż w obecnie kończącym się, który negocjował nasz rząd. Pamiętajmy również, że tak hojne podejście do Polski jest również dyktowane tym, że w ten sposób KE chce skłonić Polskę, aby przestrzegała rządów prawa, konstytucji. Przypominam, że mamy tam związek z praworządnością. PiS będzie miał ciężki orzech do zgryzienia, bo będzie musiał się zgodzić na przestrzeganie prawa i kontrole, aby dostać środki. Jeżeli Jarosław Kaczyński nie chce przestrzegać własnej konstytucji, to z tych pieniędzy nic nie wyjdzie.

Czyli jeżeli np. Izba Dyscyplinarna SN będzie dalej orzekać, mimo iż TSUE wydał zabezpieczenie w tej sprawie, to pieniędzy nie dostaniemy?
Jak najbardziej, bo taka jest propozycja Komisji, aby powiązać te trzy sprawy: recovery plan, czyli plan odbudowy, budżet 7-letni i kwestię praworządności. Tutaj Komisja jest bardzo stanowcza i znajduje poparcie głównych państw członkowskich, także

nie ma się co oszukiwać, że wystarczy przedstawić jakiś plan w stylu białej księgi, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, i udawać że się nic nie dzieje i traktować partnerów jak idiotów. Te czasy się skończyły.

Unia znalazła sposób na ochronę naszej praworządności?
Przyznać trzeba, że to bardzo duża marchewka dla rządu i PiS musi się trzy razy zastanowić zanim odrzuci taką ofertę.

Okazuje się, nawet w czasach takiego kryzysu, że Unia potrafi odpowiedzieć w sposób, który imponuje i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom. Zdecydowanie Unia nie jest organizacją schyłkową rozrywaną przez sprzeczności, co próbuje nam wmówić PiS. Unia ma ogromny potencjał i tylko od polityki polskiej będzie zależeć, czy będzie w stanie ten potencjał wykorzystać.

Kto będzie negocjował?
My z jednej strony mamy bardo dobrą sytuację, bo główna inicjatorka planu, czyli Ursula von der Leyen, przewodnicząca KE, jest członkiem ten samej frakcji co Platforma. Głównym negocjatorem z ramienia PE jest Jan Olbrycht, nasz eurodeputowany, zresztą tak samo jak przy budżecie. Po trzecie, mamy Donalda Tuska jako szefa EPP. Zatem z tej strony możemy wspomóc negocjacje Polski. Natomiast kto będzie to robił po stronie rządu – trudno powiedzieć.

Chwała Bogu nie ma już w rządzie nieudaczników w typie Waszczykowskiego.

Premier powinien czuwać nad tym osobiście, a prezydenta Dudę najlepiej trzymać od tego z daleka, bo on nie dodaje wartości dodanej, powiedziałbym. To człowiek, który nie ma autorytetu w Europie i raczej się z nim nikt nie liczy. Zachęcam też rząd PiS, aby porzucił tę antyunijną retorykę i gadanie o tym, że państwa narodowe są najlepsze, bo nigdy w życiu, gdybyśmy byli sami poza UE, to nie mielibyśmy szansy dostać takiego wsparcia w ciężkich czasach.

To zrelatywizuje narrację rządzących?
Szczerze mówiąc, to nie sądzę, ale mam nadzieję, że pieniądze okażą się na tyle ważne, że swoje poglądy zachowają dla siebie. Wiadomo, że

Jarosław Kaczyński nie ma zaufania do Europy, to jest człowiek tkwiący korzeniami w okresie wczesnego Gomułki. Nie zna świata, nie zna Europy, jest człowiekiem nieufnym. Dziwię się natomiast Morawieckiemu, bo jest człowiekiem obytym w świecie i wykształconym i on powinien zdawać sobie z tego sprawę.

Oczekuję, że nie zmarnują szansy, która jest przed Polską w tej chwili.

Kiedy jest szansa, że te pieniądze zobaczymy?
Otwarcie negocjacji będzie na najbliższym szczycie szczycie UE w czerwcu i od razu zaczną się twarde rozmowy. Mamy „oszczędną czwórkę” (Holandia, Dania, Szwecja, Austria), czyli kraje, które w ogóle kręcą nosem, ale generalnie zapowiedziały, że nie będą się sprzeciwiać. To ogromny sukces KE i osobiście kanclerz Merkel, bo to ona jest wciąż przywódcą o największym autorytecie.

Na jesieni będą negocjacje techniczne i mam nadzieję, że zamkniemy sprawę, bo już jesteśmy opóźnieniu w kalendarzu.

Pieniądze z nowego budżetu nie wpłyną szybciej, niż pod koniec przyszłego roku, więc jakiekolwiek przedłużanie negocjacji nad funduszem odbudowy byłoby fatalne.

Teraz mamy epidemię i teraz potrzebujemy instrumentów finansowego wsparcia, naprawdę czas nagli, choć najważniejsze było przełamanie impasu politycznego. W momencie kiedy wszystkie kraje się zgodziły na takie rozwiązanie, to nawet Polska, która będzie wysilać się, aby oddzielić praworządność od funduszy, musi się zgodzić na warunki.


Zdjęcie główne: Dariusz Rosati, Fot. Flickr/MSZ, licencja Creative Commons

Reklama