Reklama

Nie widzę nic w działalności prezydenta, co zasługiwałoby na docenienie. Miałem pewne złudzenie, gdy rok temu prezydent użył weta przy ustawach sądowych. Niestety, okazało się to tylko złudzeniem – tak prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, podsumowuje w rozmowie z nami trzy lata urzędowania Andrzeja Dudy. – Moim zdaniem Andrzej Duda otrzymał wielką szansę, aby zrobić coś dobrego dla Polski. Przecież to nie oznaczało, że musiałby zerwać ideologicznie ze swoją macierzystą partią. PiS wygrał wybory i nikt nie miał co do tego wątpliwości, ani zastrzeżeń. Niestety, to wszystko prezydent zmarnował.

JUSTYNA KOĆ: Bedę stał na straży konstytucji, tak mi dopomóż Bóg – mówił 3 lata temu Andrzej Duda. Udało mu się dotrzymać przysięgi?

ANDRZEJ ZOLL: Muszę powiedzieć, że nawiązując nawet do treści przysięgi, którą składał – że będzie prezydentem wszystkich Polaków – to z tego niewiele wyszło. Jest to prezydent, którzy przez 3 lata swojego urzędowania kilkukrotnie, jeżeli nie więcej razy naruszył konstytucję. Jego

akty, które formował podpisem odpowiednich dokumentów, w wielu wypadkach są zaprzeczeniem tego, czego wymaga od prezydenta konstytucja.

Za co prezydentowi należy się, mówiąc delikatnie, “czerwona kartka”?
Bardzo szybko, bo już w momencie objęcia urzędowania 6 sierpnia prezydent zetknął się z wadliwą ustawą, wprowadzoną jeszcze przez poprzednią koalicję, dającą podstawę poprzedniemu Sejmowi do przyjęcia 5 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. W sytuacji, kiedy zgodnie z konstytucją tylko 3 osoby mogły być wybrane. Prezydent już wówczas powinien zareagować składając skargę do TK, czyli wniosek o uznanie ustawy za niekonstytucyjną. Proszę zwrócić uwagę, że gdyby to zrobił, uporządkowałby bardzo dużo. Wiele spraw nie skutkowałoby takimi konsekwencjami, z jakimi mamy obecnie do czynienia.

Reklama

Chwilę później prezydent uznał, że do jego kompetencji należało uznanie i ułaskawienie ministrów, którzy byli skazani przez I instancję. Nie było jeszcze wyroku prawomocnego, a prezydent już uznał, że może ułaskawić m.in. Mariusza Kamińskiego. Z punktu widzenia kompetencji prezydenta oceniam, że to zachowanie było na bardzo niskim poziomie.

Prezydent mówił wówczas, że uwolnił sądy od problemu.
Takie publiczne stwierdzenie głowy państwa jest nie do przyjęcia, bardzo źle to oceniam. Ale to nie wszystko. Przecież prezydent przyjął też, w środku nocy, ślubowania od nowych sędziów TK, w tym także od dublerów, do czego nie był upoważniony. Tu mamy do czynienia z jawnym złamaniem konstytucji.

Kolejna sprawa: mianowanie nowej pani prezes TK, chociaż nie powinienem mówić o pani Przyłębskiej jako o prezesie Trybunału, ponieważ nie było żadnych podstaw formalnych, aby w takim trybie ta pani została prezesem TK. Tu też mamy do czynienia z naruszeniem konstytucji.

To już jest dużo, a przecież nawet nie zaczęliśmy mówić o tej wielkiej serii zmian związanej z wymiarem sprawiedliwości i sądownictwem. Podpisanie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa było kolejnym działaniem niezgodnym z ustawą zasadniczą. Powołanie osób w zasadzie przez prokuratora generalnego, na jego wniosek, jest sprzeczne z konstytucją, która upoważnia sędziów do powołania członków KRS, a więc to sędziowie byli upoważnieni do wyboru członków.

W przypadku całej serii ustaw o Sądzie Najwyższym mamy szereg aktów, które świadczą o naruszeniu konstytucji, łącznie z ostatnia ustawą, którą podpisał prezydent – o skróceniu kadencji I Prezes SN. Konstytucja jasno określa kadencję I prezesa i nie daje żadnego pola do skrócenia kadencji.

Dużo tego…
Tak i muszę przyznać, że

jestem bardzo zmartwiony zaistniałą sytuacją. Zresztą Andrzej Duda był moim młodszym kolegą na wydziale prawa Uniwersytetu Jagielońskiego, czasem spotykaliśmy się na korytarzu, bo pracowaliśmy na tym samym piętrze.

O jednym spotkaniu chciałbym powiedzieć, kiedy 9 kwietnia 2010 roku wracałem z Warszawy ostatnim pociągiem do Krakowa. Na peronie w stolicy spotkałem pana prezydenta, wówczas ministra, i spytałem go, dlaczego nie leci nazajutrz do Katynia. Okazało się, że miał chorą córkę i prezydent zwolnił go z obowiązku wizyty w Katyniu. Proszę zobaczyć, jaki niesamowity zbieg okoliczności. Rozmowa z nim wtedy na długo zostanie w mojej w pamięci. Nazajutrz wszyscy rano dowiedzieliśmy się, że samolot z polską delegacją rozbił się.

Moim zdaniem Andrzej Duda otrzymał wielką szansę, aby zrobić coś dobrego dla Polski. Przecież to nie oznacza, że musiał zerwać ideologicznie ze swoją macierzystą partią. PiS wygrał wybory i nikt nie miał co do tego wątpliwości, ani zastrzeżeń. Prezydent również wygrał wybory, chociaż się na to wcale nie zanosiło. Na początku 2015 roku przewaga prezydenta Komorowskiego była znacząca, ale świetnie prowadzona kampania zarówno przez samego Andrzeja Dudę, jak i jego sztab dała mu zasłużone w pełni zwycięstwo. Niestety, to wszystko prezydent zmarnował.

Prezydent nie zapisze się dobrze w historii, bo nawet jeśli ma tak duże poparcie społeczne, to przecież jest to poparcie osób, które nie do końca zdają sobie sprawę, kogo i co popierają. To jest poparcie 500 Plus, 300 Plus, to nie jest poparcie dla budowy państwa tak innego, jakie tworzą prezydent z rządem.

A na polu międzynarodowym?
Zobaczmy, jak dużo te 3 lata przyniosły szkód także na tym polu. Nasze relacje z Unią Europejską to katastrofa! Wcześniej byliśmy w czołówce, teraz straciliśmy wszystko. To musi martwić, ale też obciąża mocno prezydenta.

Panie profesorze, a za co możemy pochwalić prezydenta?
Gdy umawialiśmy się na rozmowę, przyznaję, że postawiłem sobie to samo pytanie i niestety nie mogłem nic znaleźć. Nie widzę nic w działalności prezydenta, co zasługiwałoby na docenienie. Miałem pewne złudzenie, gdy rok temu prezydent użył weta przy ustawach sądowych. Niestety, okazało się to tylko złudzeniem. Przykro mi, ale nie mogę na to pytanie odpowiedzieć inaczej.

Gdy SN skierował pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i jednocześnie zawiesił wykonywanie części przepisów ustawy, pojawiły się głosy, że sędziowie SN, najtęższe prawnicze głowy, znalazły sposób, na wstrzymanie czystki w SN. Wydawało się, że prezydent nie może zbagatelizować tego, co mówi Sąd Najwyższy. Tymczasem Kancelaria Prezydenta uznała, że działania SN są bez znaczenia.
To jest kolejna ogromna porażka prezydenta.

Prezydent nie powinien oceniać tego, co robi SN. Prezydent nie jest głową państwa rozstrzygającą sprawy z zakresu wymiaru sprawiedliwości. Tu także mamy do czynienia z wyraźnym naruszeniem.

Moim zdaniem TSUE jest odpowiednim organem do rozstrzygnięcia tego problemu. Nawet sam rząd powinien zwrócić się do organów Unii o rozstrzygnięcie tej sprawy, aby nie było żadnych wątpliwości w tej kwestii. Niech Trybunał Sprawiedliwości spotka się z drugą stroną, niech rozmawiają. Niestety to, co robi władza wykonawcza, panowie ministrowie, prokurator generalny, to jest kpina. Władza wykonawcza nie może, nie wolno jej kwalifikować orzeczeń czy wystąpień sądu.

Ten ruch SN był też okazją dla rządzącej większości do wyjścia z twarzą z sytuacji, bo wielce prawdopodobne jest, że TSUE orzeknie, że wprowadzane zmiany zagrażają praworządności, co skutkować będzie ogromnymi karami finansowymi, nie mówiąc już o utracie wizerunkowej.
Ma pani rację. Tę sprawę trzeba będzie jakoś rozwiązać.

Sposób działania, jaki przyjął PiS, jest i będzie katastrofalny w skutkach. Dzisiejsza władza moim zdaniem zmierza do tego, co robi Orbán na Węgrzech. Razem stworzą blok, który oczywiście wyleci z UE prędzej czy później. Stanie się wówczas przybudówką innego bloku.

Wschodniego?
To zupełnie oczywiste.

Po ujawnieniu listy kandydatów do SN okazało się, że pan Muszyński z TK chce przeskoczyć do SN, i to do Izby Dyscyplinarnej. Czy to, mówiąc kolokwialnie, ma w ogóle ręce i nogi?
Muszę przyznać, że nie bardzo. Izba dyscyplinarna w SN nie może być organem, który będzie dyskwalifikował sędziów ze względu na poglądy polityczne. Pomysł, aby te osoby zarabiały 40 proc. więcej niż sędziowie SN, jest chory. Pan Muszyński nie powinien występować z wnioskiem, aby przejść do SN, tym bardziej, że pamiętajmy, że nie jest on sędzią TK, jest dublerem. Aby zasiadać w SN, nie ma kompetencji.


Zdjęcie główne: Andrzej Zoll, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.