Reklama

Już wiadomo na pewno, że centrowy polityk Emmanuel Macron i kandydatka skrajnej prawicy Marine Le Pen zmierzą się ze sobą w II turze wyborów prezydenckich we Francji. Macron zdobył 23,75 proc. głosów, a Le Pen 21,53 proc. Na trzecim miejscu znalazł się prawicowy konserwatysta Francois Fillon, uzyskując 19,91 proc., który przez dużą część kampanii prowadził w wyścigu na fotel prezydenta. – Macron bardzo dużo obiecał i teraz przed nim ogromne wyzwanie. Nie ma też zaplecza w postaci partii, to może być plusem, ale i minusem – mówi nam dr Kamil Zajączkowski, europeista z Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Justyna Koć: Europa może odetchnąć z ulgą?
Kamil Zajączkowski:
W pewnym stopniu tak, natomiast czeka nas dogrywka 7 maja. Jeżeli zwycięży Macron, to trzeba pamiętać, że tuż po II turze wyborów prezydenckich mamy wybory do parlamentu. Kolejną kwestią, o której trzeba pamiętać, jest to, że Macron nie ma trwałego, dużego zaplecza politycznego, a więc będzie musiał współpracować ze zwolennikami np. Francoisa Fillona.

Wiemy już, że oficjalnie Macrona poparli konserwatyści i socjaliści.
Tak, ale pamiętajmy, że wyrazili poparcie przy II turze wyborów prezydenckich, nie wiemy, jak będzie w dłuższej perspektywie.

Europa może odetchnąć, natomiast w samej Francji pytanie brzmi, jak duże poparcie będzie miała Marine Le Pen. To będzie wyznacznik, jak wielu ludzi jest zawiedzionych i zbuntowanych. Musimy też czekać na wynik wyborów do parlamentu. Oczywiście Francja ma system prezydencki i to w rękach prezydenta jest władza, natomiast można się pokusić o stwierdzenie, że ugrupowanie Marine Le Pen może w wyniku głosowania 7 maja uzyskać lepszy wynik w wyborach parlamentarnych.

Reklama

Europa może odetchnąć, natomiast w samej Francji pytanie brzmi, jak duże poparcie będzie miała Marine Le Pen. To będzie wyznacznik, jak wielu ludzi jest zawiedzionych i zbuntowanych.

Wróćmy do Macrona. Ten młody polityk to czarny koń. Długo faworytem do fotela prezydenckiego był prawicowy konserwatysta Francois Fillon, którego pogrążyły skandale korupcyjne z zatrudnianiem żony. Macron wyskoczył na pozycję lidera dopiero na ostatniej prostej przed wyborami.
Tak, ale pamiętajmy, że Macron bardzo dużo obiecał i przed nim ogromne wyzwanie. Nie ma też zaplecza w postaci partii, to może być plusem, ale i minusem. Pół roku temu wydawało się, że Fillon będzie tym, któremu zaufa najwięcej Francuzów, i tak pewnie by było, bo Fillon miał jasną wizję tworzenia silnej Francji i potrzebne doświadczenie. Afery bardzo mu jednak zaszkodziły i wyskoczył Macron, który wszystkim coś obiecał i stanowczo powiedział, że jest za integracja europejską.

Może to jest klucz do jego zwycięstwa?
Wydaje mi się, że kluczem będą dwie kwestie: stosunek do Europy, pomysł na ekonomię i gospodarkę francuską, i dopiero na trzecim miejscu postawiłbym na bezpieczeństwo. Wbrew temu, co wydaje się nam w Polsce, dla Francuzów kwestią najważniejszą będzie wyrwanie się z tego błędnego koła ekonomicznego, w jakim francuska gospodarka tkwi już od 10 lat. W dużej mierze Macron kopiował w pewien sposób Fillona, który też stawiał przede wszystkim na ekonomię. Fillon mówił, że zwolni pół miliona urzędników, ograniczy finanse publiczne o ponad 120 mld euro i zreformuje 35-godzinny tydzień pracy – chciał go wydłużyć, podobnie jak wiek emerytalny do 65. roku życia. Macron na swój sposób skopiował program Fillona. Macron chce zwolnić 120 tys. pracowników administracji państwowej, finanse publiczne ograniczyć o 60 mld euro, boi się jasno powiedzieć, że zreformuje 35-godzinny tydzień pracy, ale chce wprowadzić tu pewne regulacje dotyczące przedsiębiorców i rynku pracy, które mają spowodować, że koszt pracy we Francji będzie dużo niższy.

Wydaje mi się, że kluczem będą dwie kwestie: stosunek do Europy, pomysł na ekonomię i gospodarkę francuską, i dopiero na trzecim miejscu postawiłbym na bezpieczeństwo. Wbrew temu, co wydaje się nam w Polsce, dla Francuzów kwestią najważniejszą będzie wyrwanie się z tego błędnego koła ekonomicznego.

Przedstawił ciekawą wizję, ale potrzeba do niej wykonawców, a tych na razie nie ma, bo potrzebna jest baza polityczna. Potrzeba też konsekwencji. Obawiam się, że było to trochę licytowanie się to z Marine Le Pen, to z Fillonem.

Co możemy jeszcze wywnioskować o Francji po wyniku wyborów, czy możemy mówić o przetasowaniu? A może wręcz rewolucji? Po raz pierwszy od 50 lat nie ma w II turze przedstawiciela gaullizmu.
Bardzo dobrze ilustruje to tygodnik “The Economist”, który miesiąc temu na okładce pytał, czy to następna rewolucja francuska, a w piątek przed wyborami w artykule otwierającym numer czytamy, że Francja jak nigdy dotąd jest podzielona i wściekła. Myślę, że to dobrze obrazuje sytuację we Francji. Te wyniki pokazują, że Francja jest zmęczona, jest wściekła na niemoc elit politycznych, które od 15 lat nie mogły przede wszystkim przeprowadzić skutecznych reform ekonomiczno-społecznych. To są zawiedzione nadzieje. Zwróćmy uwagę, że na lewicowego polityka Jean-Luc Melenchona zagłosowało aż 40 proc. młodych Francuzów. On dostał finalnie 19,64 proc., ale właśnie widać, że mocno lewicujący program popierali młodzi Francuzi. To pokazuje, że jest frustracja i niechęć do elit i próba szukania innych rozwiązań, czego odpowiedzią jest właśnie Macron. Zresztą przed chwilą mówiliśmy, że brak partii może być minusem, ale i plusem. Akurat tu dla Macrona był ewidentnym plusem, bo nie był otoczony obecnym, skompromitowanym establishmentem.

Francuzi są świadomi, że zamachy przeprowadzają ich obywatele, to nie są imigranci. Nie łączą kwestii, szczególnie na północy kraju, z tym, że imigracja równa się terroryzmowi.

Czyli nie imigranci, nie Unia, a gospodarka jest osią sporu w tych wyborach?
Tak, zresztą proszę zobaczyć statystyki. Francja przegrywa pod każdym względem te statystyki z Niemcami. Oczywiście zamachy również są ważną kwestią, ale mniej. Tylko proszę pamiętać, że zamachy są inaczej postrzegane przez Francuzów niż my to widzimy w Polsce.

Inaczej, czyli jak?
Francuzi są świadomi, że zamachy przeprowadzają ich obywatele, to nie są imigranci. Nie łączą kwestii, szczególnie na północy kraju, z tym, że imigracja równa się terroryzmowi. To też wiąże się z tradycją kultury, Francja posiadała kiedyś ogromne kolonie i była drugim, w zasadzie równym Wielkiej Brytanii państwem, mocarstwem kolonialnym – kolonizatorem Afryki. Wobec tego Francja trochę inaczej patrzy na osoby, które mają inny kolor skóry.

Jeżeli Le Pen w II turze dostanie ponad 40 proc., to byłaby to w pewnym stopniu porażka Macrona.

A co o Francji i nastrojach politycznych mówi nam frekwencja – ponad 80 proc. to nawet jak na dojrzałą demokrację wysoka frekwencja.
Z jednej strony to właśnie ten bunt i sprzeciw przeciwko temu, co jest teraz, a z drugiej strony to obawa, że dwóch kandydatów skrajnych może wejść do drugiej tury. Zresztą ten system wyborów prezydenckich jest tak skonstruowany, że w pierwszej turze wyborców może ponieść ułańska fantazja, natomiast druga tura już raczej skłania do rozwagi, gdzie liczy się zdrowy rozsądek i interes narodowy. Tu już w pierwszej turze część Francuzów musiała zagryźć zęby i zagłosować niekoniecznie za swoim kandydatem.

Możemy już mówić: Emmanuel Macron, prezydent Francji?
Myślę, że tak, natomiast jeżeli Le Pen dostanie ponad 40 proc., to byłaby to w pewnym stopniu porażka Macrona. Przypomnijmy, że raz już była taka sytuacja, kiedy ojciec Marine Le Pen był w II turze wyborów. Wtedy po drugiej stronie stał Jacques Chirac, który uzyskał 82,21 proc. Myślę, że, niestety, Marine Le Pen może uzbierać 40 proc. Jeżeli tak się stanie, to Macron będzie w bardzo niewygodnej sytuacji. Myślę, że Macron z euroentuzjasty stanie się z czasem eurorealistą. To szybkie poparcie Fillona, zaledwie po 40 minutach od podania wstępnych wyników, jest pewnym sygnałem mówiącym: my cię teraz popieramy, ale będziesz musiał uwzględniać nasze postulaty.


Zdjęcie główne: Emmanuel Macron, Fot. Flickr/Official Leweb Photos, licencja Creative Commons

Reklama