Reklama

Początek sezonu minął w Legii Warszawa pod znakiem rewolucji w składzie. Także defensywy. Paradoksalnie nie doszło do wielu zmian na liście płac – odszedł tylko Adam Hlousek, a przyszli Igor Lewczuk i Ivan Obradović – lecz okoliczności sprawiły, że trener Wojskowych Aleksandar Vuković zmuszony był dokonać kilku roszad, które miały wpływ na grę całej formacji. Wszystko z powodu kontuzji lewego obrońcy.

Uraz, który zmienił wszystko

Jeszcze przed zakończeniem ostatnich rozgrywek poinformowano, że z Legią pożegna się etatowy lewy obrońca, Adam Hloušek. Oczywiste więc było, że Legia musi sprowadzić na tę pozycję nowego gracza, który rywalizowałby o pierwszy skład z Luisem Rochą. Transfer przeciągał się, lecz w klubie nie panikowano. Tłumaczono, że w razie konieczności na lewej flance zagrać mogą Artur Jędrzejczyk czy Marko Vesović. Los bywa przewrotny i zmusił trenera Vukovicia do sprawdzenia tej teorii w praktyce. Kontuzja, której Luisa Rocha doznał podczas wewnętrznej gierki na zgrupowaniu, sprawiła, że na starcie sezonu Legia została bez nominalnego lewego obrońcy. Co prawda zakontraktowano Ivana Obradovicia, lecz Serb nie jest jeszcze gotowy do gry. Vuković musiał więc przetasować swoją talię defensorów.

Wydawało się, że, gdyby nie kontuzja Portugalczyka, Legia rozpoczęłaby sezon w następującym ustawieniu:

Reklama

Rocha był jedynym lewym obrońcą, Artur Jędrzejczyk jednym z najlepszych graczy minionego sezonu, Wieteska ma za sobą udane mistrzostwa Europy u-21 i nie jest tajemnicą, że klub liczy na jego korzystną sprzedaż, a Vešović od dłuższego czasu wygrywa rywalizację na prawej stronie. Uraz Portugalczyka sprawił, że trzeba było szukać innych rozwiązań.

Stało się jasne, że na lewej stronie będzie musiał zagrać ktoś, kto nie jest nominalnym lewym obrońcą. Chodziło tylko o to, by wybrać optymalne rozwiązanie, które naruszyłoby formację w jak najmniejszym stopniu. Padło na Artura Jędrzejczyka.

Szacunek zysków i strat

Jędrzejczyk ma doświadczenie z gry na każdej pozycji w defensywie. Lewego obrońcę zrobiła z niego kadra prowadzona przez Adama Nawałkę. Piłkarz ma za sobą świetny występ na EURO 2016, gdzie zastąpił kontuzjowanego Macieja Rybusa. Taki argument działa na wyobraźnię, choć wiadomo było, że Jędrzejczyk nie da w ofensywie tyle, ile wymagałaby oskrzydlająca taktyka, wykorzystująca ofensywne wejścia bocznych obrońców. Przede wszystkim jest prawonożny, co utrudnia szybkie dośrodkowania. Vuković musiał więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto poświęcać świetnego stopera, by łatać dziurę po lewej stronie. Zdecydował, że tak.

Ten wybór rozumie Maciej Murawski, podstawowy gracz mistrzowskiej Legii z 2002 roku.

– Jędrzejczyk grał na lewej stronie i w reprezentacji, i w Legii, więc wystawienie go na tej pozycji było najoczywistszym wyborem – tłumaczy były reprezentant Polski. Decyzję tę argumentuje też stanem kadry: na lewej stronie był wakat, ale stoperów Vuković ma do wyboru kilku. Prócz Jędrzejczyka są jeszcze: Mateusz Wieteska, William Remy, doświadczony Igor Lewczuk, a w odwodzie pozostaje Iñaki Astiz.

– Wieteska to młodzieżowy reprezentant Polski, którego Legia chciałaby wypromować. William Remy to zawodnik, który dawał jakość. Jeżeli w składzie jest kilku dobrych środkowych obrońców, a jeden z nich może grać na lewej stronie, to właśnie jego musisz wystawić na boku – wyjaśnia decyzję Vukovicia Murawski.

Faktycznie, wydawać się mogło, że z graczy, jakich Legia ma do dyspozycji, można stworzyć parę stoperów, która gwarantuje odpowiednią jakość. Problem w tym, że – jak pokazały pierwsze mecze sezonu – Wieteska i Remy nie współpracują dobrze. Dwumecz z Europa FC, choć zagrany na zero z tyłu, przyprawił momentami kibiców o szybsze bicie serca.

Po przegranym meczu z Pogonią pojawiły się wątpliwości, czy słusznym rozwiązaniem było poświęcanie środka na ratowanie lewej strony? W ten sposób osłabione zostały dwa sektory defensywy.

Powrót stopera

Wątpliwości musiał mieć też sam trener, ponieważ przed meczem 2. rundy eliminacyjnej Ligi Europy z KuPS Kuopio zapowiadał kilka roszad w składzie.

– Luis Rocha trenuje z nami od tygodnia, więc jest brany pod uwagę. Jest możliwość, że wystąpi, a to spowoduje kolejne zmiany w obronie – mówił Vuković dziennikarzom. Dojście do zdrowia Rochy dało tak wyczekiwane pole manewru. Portugalczyk pojawił się w pierwszym składzie, a Jędrzejczyk powrócił na środek, do pary z Wieteską. William Remy nie znalazł się w kadrze meczowej.

Trudno powiedzieć, że Legia zagrała przeciwko Finom dobre zawody, ale na pewno udało się nie tyle nie stracić gola, co – przede wszystkim – nie dopuścić rywala do groźnych strzałów. Wyjątkiem jest sytuacja po stałym fragmencie gry, gdy piłkę z bramki wybił Sandro Kulenović.

Oczywiście nie da się Przesądzać o jakości defensywy na tle tego rywala, ale wydaje się, że właśnie w tym meczu Vuković wystawił obronę w optymalnym ustawieniu.

Główną postacią jest w niej ustawiony na środku Artur Jędrzejczyk, do którego dobierany jest partner na podstawie aktualnej formy. Na ten moment, póki jeszcze jest w klubie, najbliżej gry jest Mateusz Wieteska. Na lewej stronie rywalizować będą Rocha i Obradović. Jeżeli obaj będą gotowi do gry, ta strona wydaje się bardzo dobrze obsadzona. Podobnie jak prawa flanka, gdzie głębia składu jest tak duża, że gdyby się uprzeć, cały blok defensywny można by stworzyć z zawodników mogących grać na tej pozycji. Póki co  to Marko Vešović wygrywa rywalizację z Pawłem Stolarskim. W przypadku Czarnogórca kibice życzyliby sobie jednak lepszych statystyk. Tak ofensywnie usposobionemu defensorowi nie wypada kończyć sezonu ligowego z dwiema tylko asystami. A Legia na pewno będzie chciała wykorzystywać ofensywne wejścia bocznych obrońców i ich dobrą współpracę ze skrzydłowymi.

Powrót Jędrzejczyka na środek stanowi dobrą informacją dla kibiców Legii, którzy, nieusatysfakcjonowani postawą swojej drużyny, szukają przesłanek wskazujących, że wkrótce będzie lepiej. Poprawa gry obronnej powinna stanowić impuls do lepszej gry. Gdy nie traci się bramek, nie przegrywa się meczów, a i w ataku można grać z większą pewnością. Choć ofensywna gra Legii to osobna historia.

Głębia składu Legii w obronie


Zdjęcie główne: Artur Jędrzejczyk, Fot Dominik Kwaśnik

Reklama