Reklama

Od lat w Niemczech przed startem nowego sezonu Bundesligi zadawane jest jedno pytanie: na kiedy dostarczyć do Monachium szampana? Teraz ma być inaczej. Poprzednie rozgrywki pokazały, że Bayern także może krwawić. I choć wtedy Borussia szansy nie wykorzystała, to poczuła krew i odpuścić nie chce. Detronizacja Bawarczyków miała rozpocząć się od meczu o Superpuchar. I pierwszy krok został wykonany. 

Czas detronizacji

Długo wydawało się, że to poprzedni sezon będzie przełomowy. Przeciwnicy nie potrafili jednak wykorzystać kryzysu, w jakim pogrążył się Bayern. Problemy objawiały się nie tylko na boisku, lecz także w szatni. Wiele mówiło się o napiętej atmosferze między trenerem Niko Kovacem a drużyną. Posada Chorwata miała wisieć na włosku, niewykluczone, że znów ściągniętoby z emerytury Juppa Heynckesa. Koniec końców Bawarczycy pokonali słabości i mistrzowska patera trafiła do Monachium. 

Teraz ma być inaczej. Cel postawiony szkoleniowcowi Borussi, Lucienowi Favre’owi, jest jasny – mistrzostwo.

Mówił o tym wprost Hans-Joachim Watzke. Klub dokonał szybkich transferów: ekipę wzmocnili Julian Brandt, Nico Schulz, Thorgan Hazard oraz Mats Hummels. Łącznie kosztowali ponad 100 mln euro.

W Bayernie także doszło do zmian. Z zespołu odszedł nie tylko Hummels, lecz także legendarni skrzydłowi, Arjen Robben i Franck Ribery czy zasłużony Rafinha. Mistrza Niemiec za wielkie pieniądze wzmocnili zaś triumfatorzy mundialu: Lucas Hernandez i Benjamin Pavard. Bayern pracuje też nad rekordowym transferem Leroya Sane. W Bawarii ambicje też są wielkie – celem jest wygrana Ligi Mistrzów.

Reklama

Borussia bez kompleksów

Rozgrywany na Signal Iduna Park mecz o Superpuchar Niemiec rozpoczął się tak, jakby Borussia chciała od razu pokazać, że w tym sezonie Bayernu się nie boi. Już w pierwszej minucie drużyna gospodarzy mogła cieszyć się z prowadzenia, ale strzał Marco Reusa kapitalnie wybronił Manuel Neuer. Bramkarz był głównym bohaterem dwóch innych akcji – w 14. minucie wybiegł w swoim stylu daleko poza pole karne, lecz przeliczył się i Paco Alcácer o mało co nie pokonał go z niemal połowy boiska – zabrakło tylko troszkę dokładności. Kilka minut później Neuer ratował swoją drużynę kapitalną interwencją.

Wszystkie te szanse gospodarzy wzięły się z szybkich ataków, napędzanych przez proste straty zawodników Bayernu. Jednak to Bawarczycy prowadzili grę. Długo się rozkręcali, lecz w końcu złapali swój rytm. Swoich szans szukał Robert Lewandowski, najlepszy strzelec w meczach o Superpuchar, ale jego próby były blokowane. Najlepszą okazję Bayern miał po błędzie Łukasza Piszczka, ale skończyło się bez konsekwencji.

Wydawało się, że ten mecz jest analogią minionego sezonu – Borussia się stara, ale koniec końców Bayern pokazuje dojrzałość i osiąga swoje. Nic bardziej mylnego.

Pierwszy bój dla pretendenta

Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza, lecz tym razem Neuer nie sięgnął zmierzającej do siatki piłki. Gola strzelił Paco Alcácer, po świetnej akcji Jadona Sancho. Bayern próbował odpowiedzieć, lecz w 69. minucie znów nadział się na zabójczą kontrę. Tym razem zasłużoną bramkę zdobył Sancho. Bayern miał swoje szanse, ale ani Lewandowski, ani Joshua Kimmich nie wykorzystali okazji. Już do końca obraz gry się nie zmienił – Bayern próbował ataku pozycyjnego, Borussia była uważna w obronie, starała się przechwycić piłkę i kontrować. Jeśli chodzi o postawę Polaków to ani Robert Lewandowski, ani Łukasz Piszczek niczym specjalnym się nie wyróżnili. Prawy obrońca skupiał się na defensywie, nie zapędzał się pod bramkę rywala, zaś napastnik nie siał specjalnego zagrożenia.

Borussia mogła zaimponować – Favre miał na Rywala pomysł i jego zespół wykonał go bardzo dobrze. Bayern był bezradny,

a śladowe zagrożenie sprawiał po indywidualnych zrywach, wymykających się taktycznym schematom. Ze strony gospodarzy zaś podobać mogły się szczególnie szybkie kontrataki. Pytanie jednak, jak często będą mogli stosować tę zabójczą broń w lidze. Trzeba pamiętać, że mecze z Bayernem będą tylko dwa, a trofea zdobywa się w Kolonii i Freiburgu. Bayern może potraktować to spotkanie jako sygnał ostrzegawczy – ten bój został przegrany, ale wraz pierwszym gwizdkiem premierowej kolejki Bundesligi wszyscy o tym zapomną. Prawdziwa walka rozpocznie się za dwa tygodnie.


Zdjęcie główne: Fani Borussi Dortmund, Fot: Maxpixel, Domena publiczna

Reklama