Zapamiętamy go jako wojownika idącego pod prąd. Imponował mi w ostatniej kampanii wyborczej, myślę, że imponował też konkurentom. Ludzie w Gdańsku mówili: zawsze był twarzą zwrócony do gdańszczan – tak zamordowanego Pawła Adamowicza wspomina dr Paweł Kowal, historyk, publicysta, związany z Polską Akademią Nauk. – Politycy muszą zacząć działać “przez rozum”. Należy uświadomić obywatelom na poziomie szkół i uniwersytetów, że istnieje związek pomiędzy mową nienawiści, czyli pomówieniem, oszczerstwem, a nasileniem się zachowań ekstremalnych – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz nie żyje. Trudno w to uwierzyć…

PAWEŁ KOWAL: Modliłem się za niego wczoraj. Widzieliśmy się przed Świętami, mieliśmy pewne plany współpracy…

Co jest pana pierwszą, najważniejszą refleksją?
Adamowicz stworzył wielką wizję Gdańska jako metropolitalnego ośrodka i w dużym stopniu ją zrealizował. Jest już częścią historii tego miasta. Adamowicz dawał wsparcie dla Europejskiego Centrum Solidarności, inicjował pomoc dla najlepszego pisma o Europie Wschodniej wydawanego w Polsce i kupowanego na całym świecie – “New Eastern Europe”.

Politycznie był dla mnie typem nowoczesnego konserwatysty wychowanego w chrześcijańskiej tradycji, bardzo przywiązanego do demokratycznych wartości.

Zapamiętamy go jako wojownika idącego pod prąd. Imponował mi w ostatniej kampanii wyborczej, myślę, że imponował też konkurentom. Ludzie w Gdańsku mówili: zawsze był twarzą zwrócony do gdańszczan.

Jeśli chodzi o sferę polityczną, społeczną?
Efekt mobilizacji po stronie społecznej był bardzo duży i szczery, widać to było w mediach społecznościowych, ale także po tym, jak dużo ludzi chciało oddać krew i pomóc prezydentowi Gdańska. Ale

trzeba także uczciwie powiedzieć, że to, co nazywamy mową nienawiści, a co tradycyjnie wolę nazywać oszczerstwem, kłamstwem, pomówieniem w życiu publicznym, musi spotykać się z reakcją wtedy, kiedy pada, od razu.

To nie jest tak, że możemy wskazać konkretną wypowiedź, która sprowokowała kogoś do morderstwa, bo to byłoby nieuczciwe. Ale trzeba z całą pewnością powiedzieć, że metoda atakowania kogoś przez dłuższy czas, atakowania grup zawodowych, narodowych czy religijnych wzmaga poziom agresji – to jest fakt naukowy. A zatem także podwyższa ryzyko. Nie możemy powiedzieć, że nie będziemy o tym publicznie dyskutować, bo byłoby to bardzo niemądre i nieroztropne. Rozum nie może zostać pod wpływem takich wydarzeń wyłączony.

Język pogardy, nienawiści, podziałów politycznych zbiera smutne żniwo?
Nie ma wątpliwości, że

istnieje związek między pomówieniem i rzuconym publicznie, powtarzanym oszczerstwem, a takimi sytuacjami. Każdy, kto to robi, musi wiedzieć, że podnosi ryzyko takiej sytuacji. Nie oznacza to, że jest winny konkretnej sytuacji, bo tego nie wiemy. Ale musi mieć świadomość, do czego to może prowadzić.

Musimy o tym głośno mówić. Jest jeszcze jeden ważny argument – duchowy. Nie przypadkiem w katolickiej spowiedzi dużą uwagę przywiązuje się do oszczerstwa i pomówienia. Przez tysiące lat, z doświadczenia ludzi, którzy zajmują się życiem duchowym wynika, że słowo potrafi być bardzo groźną bronią przeciwko niewinnym ludziom. To wszystko musimy wziąć pod uwagę. Takiej dyskusji nie możemy po prostu pominąć. Ona nie może toczyć się w sposób wiecowy, przez megafony, ale w spokojnych rozmowach taka refleksja powinna być obecna.

Powinniśmy zdecydowanie więcej mówić o tym, czym groni mowa nienawiści?

Musimy powtarzać, że kwestia mowy nienawiści nie jest sprawą żadnych nowych trendów. To jest jedna z najgłębszych spraw dotyczących antropologii. To nie jest kwestia wymysłów lewicy, to sprawa stara jak świat. I zawsze tak samo straszna, a szczególnie w czasach mediów społecznościowych.

To jest też jasny przekaz dla konserwatystów: w pewne rzeczy nie można wchodzić, bo to pachnie siarką. W Polsce mieliśmy do czynienia ostatnio z napaściami na grupy zawodowe, przez kilka tygodni atakowani byli przecież sędziowie czy lekarze. To może wygląda bardzo niewinnie, ale takie metody były stosowane w czasach totalitarnych. Naukowcy, historycy, politolodzy, psychologowie społeczni wiedzą, jakie są skutki takich zachowań. One na pewnym etapie niosą poważny wzrost ryzyka zachowań agresywnych, szczególnie u osób niezrównoważonych, słabszych mentalnie. W tym sensie

istnieje polityczny podtekst tego, co się stało. To oczywisty fakt, że obelga, oszczerstwo, pomówienie powtarzane z intencją, aby komuś zaszkodzić, ma właśnie takie skutki. Wynika to z doświadczeń naukowych i życia duchowego.

Dlatego nikt nie powinien mieć o takie uwagi pretensji, są one wręcz naszym obowiązkiem, jeśli wierzymy, że Opatrzność przemawia przez znaki.

Politycy zrobią rachunek sumienia?
Jeżeli ktoś ma robić rachunek sumienia, to nie tylko z tego, czy potępił takie zachowanie wczoraj, ale czy robił to za każdym razem, kiedy się pojawiało, czy nie był bierny, nie milczał, bo uznał, że nie ma już siły się tym zajmować.

Podstawowym zadaniem polityka jest potępienie negatywnych zjawisk. Polityczne potępianie – i to ma głęboki sens.

Jeszcze jedno, to nie jest tylko kwestia polityków, ale komentatorów, kreatorów opinii, wydawców. Dzisiaj w Polsce najgroźniejsze są dwie rzeczy: atakowanie poprzez szerzenie negatywnych stereotypów całych grup społecznych, a także personalne wycelowane w osoby akcje. Brak rozróżnienia w krytyce osoby od czynu.

Politycy apelują o opamiętanie. Jak i czy zmieni się polska polityka?
Politycy muszą zacząć działać “przez rozum”. Należy uświadomić obywatelom na poziomie szkół i uniwersytetów, że istnieje związek pomiędzy mową nienawiści, czyli pomówieniem, oszczerstwem, a nasileniem się zachowań ekstremalnych.

Drugim kanałem dojścia do ludzkich głów powinno być doświadczenie duchowe.

To pana życzenie, ale czy jest szansa, że zadziała?
Jest większa szansa na takie działanie, przez rozum I doświadczenie pokoleń niż emocjonalne porywy.


Zdjęcie główne: Paweł Kowal, Fot. Flickr/European Parliament, licencja Creative Commons