Reklama

Po 100 minutach procedowania Sejm przyjął nowelizację ustawy o IPN. Chwilę później zajął się nią Senat. Odstępuje ona od wprowadzenia przepisów karnych, które spotkały się ze sporą krytyką m.in. ze strony USA i Izraela. – Polityka historyczna oparta na propagandzie partyjnej poniosła klęskę. Ale miesiące strat dyplomatycznych i wizerunkowych będą trudne do odrobienia – mówi poseł PO Rafał Grupiński. Opozycja pyta też, dlaczego projekt “wrzucono” na posiedzenie Sejmu nagle i dlaczego właśnie teraz. – Byli pod presją, musieli przyznać się do błędu – ocenia w rozmowie z wiadomo.co publicysta Seweryn Blumsztajn. Nie ma wątpliwości, że tryb procedowania jest “hańbą polskiego parlamentaryzmu”.

Nowelizacja ustawy o IPN. “Rzeczywistość nas zaskoczyła”

Zmiany w ustawie o IPN wykreślają art. 55a, który grozi m.in. więzieniem za przypisywanie Polakom odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej. Z wnioskiem do marszałka Sejmu o uzupełnienie obrad w sprawie nowelizacji zwrócił się w środę rano premier Mateusz Morawiecki.

– Mądrość etapu polega na tym, żeby rozumieć realia międzynarodowe i my bardzo mocno, właśnie w ramach realiów międzynarodowych działając, z naszymi sojusznikami amerykańskimi i europejskimi budujemy prawdziwą polską narrację – mówił z sejmowej mównicy premier. Mateusz Morawiecki zapewniał przy okazji, że cel działań pozostaje ten sam: – Podstawowym naszym celem była i jest walka o prawdę, o to, żeby przedstawić, jak wyglądały realia II wojny światowej. Ten cel żmudnie osiągamy. (…) W niedalekiej przyszłości zobaczycie, że to była polityka, która bardzo mocno nam się opłaciła.

Potrzebę zmian w ustawie o IPN tłumaczył także wiceminister spraw zagranicznych Michał Dworczyk. – Odpowiedzialność karna nigdy nie była dla nas celem samym w sobie. Miała być tylko instrumentem do walki o prawdę historyczną. Dziś należy stwierdzić, że jej skuteczna ochrona jest możliwa także za pomocą innych środków i działań, które nasz rząd podjął na przestrzeni ostatnich miesięcy – mówił polityk PiS-u.

Reklama

– Jesteśmy w tej chwili w innym miejscu i mamy inną rzeczywistość. Rzeczywistość nas zaskoczyła. Trzeba się do tego przyznać, bo przecież nikt z nas nie przewidywał takich konsekwencji – tłumaczył na konferencji prasowej marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Od razu zapowiedział, że jeżeli Sejm zakończy pracę, ustawę tego samego dnia przyjmie Senat i trafi na biurko prezydenta.

Dodatkowe specjalne posiedzenie Sejmu zwołano po to, aby zająć się problemem płonących śmieci. Teraz wyraźnie widać, że to był tylko pretekst.

100 minut hańby

Sejm rozpoczął pracę nad nowelizacją ustawy po godz. 9, a po godz. 11 nowelizacja była już uchwalona i trafiła do Senatu. Za zagłosowało 388 posłów, przeciw było 25, a pięciu wstrzymało się od głosu. Wcześniej Sejm odrzucił wszystkie poprawki zgłoszone przez opozycję. Kilkadziesiąt minut później ustawą zajął się Senat.

Posłowie opozycji próbowali się dowiedzieć, dlaczego ustawa o IPN jest zmieniana nagle i w pilnym trybie, a nie procedowana spokojnie, z konsultacją merytoryczną ekspertów i dyskusją na komisji. Arkadiusz Myrcha zwracał uwagę na to, że posłowie nie wiedzą nic na temat ewentualnych ustaleń rządu ze stroną amerykańską, ukraińską czy izraelską.

– Ja się nie zapytam, dlaczego tak nagle procedujemy tę ustawę. Ja się pytam, dlaczego tak późno. Skoro można było nagle wrzucić ją dziś rano, to dlaczego nie wcześniej? – pytała także z mównicy Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej. Na to pytanie nie chciał odpowiedzieć także pytany przez dziennikarzy premier Mateusz Morawiecki.

Odpowiedział dopiero podczas debaty w Senacie: – To strasznie prosta sprawa. Wykreślenie dwóch artykułów. Tyle razy było to dyskutowane, że można to szybko przyjąć – tłumaczył premier. Chwilę później okazało się, że tego samego dnia po południu planowane jest wspólne oświadczenie premiera Polski i premiera Izraela.

Według opozycji to, co działo się dzisiaj w Sejmie, jest “hańbą w 550-lecie polskiego parlamentaryzmu”.

“Ustawka” posła Roberta Winnickiego?

W proteście wobec noweli ustawy o IPN poseł niezrzeszony Robert Winnicki , prezes Ruchu Narodowego próbował blokować sejmową mównicę, ale mimo to marszałek Sejmu Marek Kuchciński przeprowadził głosowanie, bez jakiejkolwiek debaty. Zdaniem opozycji zachowanie Winnickiego wyglądało jak “ustawka” z PiS, aby uniemożliwić zadawanie pytań podczas głosowania.

“Polityka historyczna PiS poniosła klęskę. To kompromitacja”

– Dzisiaj możemy w pewnym sensie z ulgą powiedzieć, że polityka historyczna oparta na propagandzie partyjnej poniosła klęskę. Kompromitacja władz RP była faktem i jest faktem. Miesiące strat dyplomatycznych i wizerunkowych będą trudne do odrobienia – to, co działo się w Sejmie, komentował na konferencji prasowej poseł PO Rafał Grupiński.

Według polityków PO premier Mateusz Morawiecki powinien powiedzieć przepraszam. – Słowo przepraszam jest szczególnie potrzebne ze strony premiera w stosunku do ocalałych z Holocaustu, którzy są między nami i potomków ofiar Holocaustu. Szkody, jakie poczyniono próbując penalizować czasami emocjonalne i nie zawsze zgodne z każdym szczegółem historycznym relacje osobiste, przyniosły nam ogromny wstyd i ogromne straty, jeśli chodzi o to, co się naprawdę wydarzyło – dodał Grupiński.

Opozycja mówi wprost o “destrukcji relacji polsko-żydowskich”. – Te relacje z trudem budowane przez trzy dekady zostały zaprzepaszczone – przyznaje poseł Michał Szczerba.

Autor ustawy o IPN wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w Sejmie się pojawił, chociaż trudno było go zauważyć.

Autor ustawy milczy i głosuje za zmianą, chociaż jeszcze 5 miesięcy temu mówił, że jest “naprawdę dobrze napisana”. A rzeczniczka PiS Beata Mazurek zapewniała, że nie będzie zmieniona, bo “mamy dosyć oskarżania Polski i Polaków o niemieckie zbrodnie”. O tym, że nie będzie żadnych zmian w ustawie, zapewniał także prezydent Andrzej Duda, Beata Szydło i rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. Widać, co z tych zapewnień pozostało.

Blumsztajn: Nie ze wszystkiego się wycofano. Pozostała sprawa ukraińska

– Ta władza ma kłopot z przyznawaniem się do błędów. Ale w tym wypadku musieli się do błędu przyznać. Czas i tempo przeprowadzania tego przez parlament mogły wziąć się stąd, że nie chcieli, aby się tym długo zajmować, nie chcieli być grillowani przez opozycję i światową opinię publiczną. To jest ich wielka porażka – mówi w rozmowie z wiadomo.co Seweryn Blumsztajn. Według niego PiS jest pod presją. – Sytuacja międzynarodowa Polski jest bardzo zła, chyba gorsza niż za czasów Gierka – przyznaje prezes Towarzystwa Dziennikarskiego.

Ale zwraca też uwagę na inny, według niego nawet ważniejszy problem. – W tej nowelizacji nie uwzględniono spraw ukraińskich. To jest realny problem, sprawa realnego dialogu nie o historii, tylko o współczesności. Naród ukraiński też mocno się znacjonalizował – tłumaczy publicysta.

Podczas debaty w Senacie uwagę na to zwracał także marszałek Bogdan Borusewicz. – Jak wyglądały negocjacje z USA i Izraelem i czy ta zmiana wystarczy na poprawę wzajemnych stosunków? Dlaczego nie ma żadnych zmian penalizacji nacjonalizmu ukraińskiego? – pytał senator PO.

Dlaczego ustąpili tylko w jednej sprawie? – Być może próbują zachować bilans w stosunku do swojego elektoratu, którego część jest ksenofobiczna, nacjonalistyczna i radykalna – odpowiada Blumsztajn.

Według niego sposób działania pokazuje prawdziwą twarz PiS-u: – Przecież mogliby tę nowelizację przeprowadzić w porozumieniu z opozycją. Ale jak zwykle odmówili. Tacy są i inni nie będą.

W Internecie burza


Zdjęcie główne: Mateusz Morawiecki podczas debaty w Sejmie, Fot. Flickr/Kancelaria Sejmu/Paweł Kula, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.