Reklama

NBP pod rządami Adama Glapińskiego stoi na głowie, struktura wynagrodzeń stoi na głowie – mówią politycy PO. Narodowy Bank Polski opublikował w środę na swojej stronie internetowej informacje o wysokości wynagrodzeń kadry kierowniczej w 2018 roku. Okazało się, że dyrektorka departamentu komunikacji i promocji, Martyna Wojciechowska, zarabia miesięcznie prawie 50 tys. zł. Posłowie domagają się, aby zwróciła pieniądze otrzymane w ciągu ostatnich 3 miesięcy. – Nie radzi sobie z największym kryzysem wizerunkowym w NBP. Te pieniądze po prostu jej się nie należą – tłumaczy posłanka Marta Golbik.

Horrendalne zarobki w NBP

Dane dotyczące wynagrodzeń w Narodowym Banku Polskim zostały opublikowane na stronie internetowej. Lista liczy 126 pozycji. Nie ma na niej nazwisk, tylko stanowiska.

I tak dowiadujemy się, że dyrektorka Departamentu Komunikacji i Promocji, którą jest Martyna Wojciechowska, średnio miesięcznie w 2018 roku otrzymywała pensję w wysokości 49 tys. 563 zł brutto. Z kolei Kamila Sukiennik, która jest dyrektor gabinetu prezesa Narodowego Banku Polskiego, otrzymuje 42 tys. 760 zł brutto. To dwie najbliższe współpracownice prezesa Adama Glapińskiego.

To właśnie od wynagrodzenia Martyny Wojciechowskiej zaczęło się zamieszanie związane z płacami w NBP.
Mniej zarabiają dyrektorzy innych departamentów. Najmniej dyrektor departamentu ryzyka operacyjnego i zgodności – 28 tys. 446 zł brutto. Dyrektor departamentu rachunkowości i finansów zarabia 39 tys. 947 zł, a departamentu systemu płatniczego 37 tys. 059 zł.

Reklama

Z opublikowanej listy dowiadujemy się również, że spośród dyrektorów oddziałów okręgowych najwięcej zarabia dyrektor w Warszawie – 31 tys. 830 zł. Najmniejszą pensję otrzymuje dyrektor w Kielcach – 17 tys. 465 zł.
NBP został do tego zobligowany podpisaną w poniedziałek przez prezydenta ustawą o jawności wynagrodzeń w NBP.

“Dla narodu 500 złotych, dla swoich 50 tysięcy”

– Zarabia się bajońskie sumy tylko wtedy, kiedy jest się blisko prezesa Adama Glapińskiego. To dwór prezesa zarabia potężne pieniądze w NBP. Osoby, które naprawdę pilnują wartości złotego, zarabiają dużo mniej. To jest chore – komentuje poseł PO Jarosław Urbaniak.

Według niego NBP pod rządami Adama Glapińskiego stoi na głowie. – Taka organizacja nie może dobrze funkcjonować, stąd straty i problemy. To jest typowe dla rządów PiS-u: dla narodu 500 złotych, dla swoich 50 tysięcy – dodaje. I przypomina, że NBP odnotowuje 2,5 mld zł straty. Podobna sytuacja miała miejsce ostatnio w 2007 roku.

Posłowie PO zwracają się także z apelem bezpośrednio do pani Wojciechowskiej. – Nie jest w stanie poradzić sobie od 3 miesięcy z największym kryzysem wizerunkowym w NBP. Podważa wiarygodność banku centralnego i nie radzi sobie z powierzonym jej zadaniem. Dlatego oczekujemy, że zwróci pieniądze przynajmniej za 3 ostatnie miesiące, bo te pieniądze po prostu jej się nie należą. Proponujemy, aby przelała je na WOŚP – mówi posłanka Marta Golbik.

Przypomnijmy, że pani Martyna Wojciechowska dodatkowo otrzymuje 11 tys. zł miesięcznie za zasiadanie w radzie nadzorczej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, gdzie oddelegował ją także Adam Glapiński. W sumie co miesiąc na jej konto spływa ponad 60 tys. zł.

Twitter: Kompromitacja, są rzeczy ważne i ważniejsze


Zdjęcie główne: Adam Glapiński, Fot. Wikimedia Commons/Piotr Malecki/Narodowy Bank Polski, licencja Creative Commons

Reklama