Reklama

Jestem pewien, że przekupienie się nie uda. Każdy z senatorów korzysta z poparcia wszystkich 3 ugrupowań, zatem czują się związani werdyktem wyborców. Po drugie, na tyle, na ile znam te osoby, to wykluczam taką możliwość – mówi nam senator Marek Borowski. Pytamy nie tylko o nowy Senat, ale i o Sejm, a także o to, jak zmieniła się polityczna rzeczywistość po wyborach.

JUSTYNA KOĆ: Czy PiS-owi uda się przekupić któregoś z senatorów? Senator Grodzki przyznał, że oferowano mu stanowisko ministra zdrowia, ale oczywiście odmówi, bo to byłaby zdrada.

MAREK BOROWSKI: Jestem pewien, że przekupienie się nie uda. Każdy z senatorów korzysta z poparcia wszystkich 3 ugrupowań, zatem czują się związani werdyktem wyborców. Po drugie, na tyle, na ile znam te osoby, to wykluczam taką możliwość.

Zostanie pan marszałkiem Senatu?
Nie wiem i co to za pytanie…

Reklama

Jest pan na giełdzie nazwisk bardzo wysoko.
Giełda to niebezpieczne narzędzie, jak się na niej gra, to można dużo przegrać. Warto jednak podkreślić, że sama

procedura wyboru marszałka musi być delikatnie prowadzona, ponieważ Koalicja Obywatelska nie ma większości, musi być poparcie 3 senatorów z PSL i 2 z Lewicy, nie mówiąc już o niezależnych. Nie można nic narzucać i określać z góry, kto jest kandydatem, bo mniejsze partie bardzo nerwowo reagują na takie zachowania.

Proponuję najpierw zakulisowo omówić tę sprawę w ramach paktu senackiego, potem z senatorami i dopiero wtedy zaproponować komplet, bo nie chodzi tylko o marszałka, ale i o wicemarszałków. Rozumiem, że giełda rządzi się swoimi prawami i dziennikarze obracają nazwiskami, ale żaden z nas nie powinien tego komentować.

A gdyby zaproponowano panu fotel marszałka?
Nie odpowiadam na takie pytania, bo nie komentuje tego. Jak to kiedyś powiedział minister spaw wewnętrznych Milczanowski, gdy spytano go o sprawę, w której nie należało się wypowiadać – czy postąpi w określony sposób – odpowiedział: nie mówię tak, nie mówię nie i proszę z tego nie wyciągać żadnych wniosków.

Co dla polityki oznacza Senat pod wpływem opozycji?
Ten fakt jest bardzo budujący dla opozycji. Już wiemy, że liczba głosów, która padła na partie opozycyjne, jest o 900 tys. większa od głosów, które padły na PiS. Zatem trochę się policzyliśmy przy tych wyborach. Po drugie, wynik w Senacie pokazuje, że opozycja ma jednak realne możliwości. To ją buduje i jeśli tylko współpraca na poziomie kwestii ustrojowych – bo rozumiem, że koncepcje gospodarcze, światopoglądowe czy społeczne mogą być różne – ale

na poziomie tego, jak ma wyglądać ustrój Polski, współpraca musi się utrzymać, a najlepiej rozwinąć. Wówczas będzie to dobry prognostyk na przyszłe wybory.

Sam Senat też będzie miał rolę do odegrania, bo zainteresowanie Senatem niewątpliwie wzrośnie. Do te pory Senat był traktowany jako przybudówka partii rządzącej – tak się składało, że ci, co wygrywali w Sejmie, dominowali także w Senacie. Senat był więc traktowany jako czwarte czytanie ustaw. W ostatniej kadencji PiS doprowadził do tego, że Senat stał się parodią parlamentaryzmu, w związku z czym nikt się nim specjalnie nie interesował. Myślę, że teraz to zainteresowanie wzrośnie i opinia publiczna będzie obserwować, co w danej sprawie zrobi Senat, bo na pewno nie będzie żadnego przyklepywania ze środy na czwartek. Będzie dyskusja na argumenty, co będzie sprzyjać debacie publicznej. Po drugie, Senat moim zdaniem powinien – i zaczął to robić w kadencji 2011-2015, zresztą na moją propozycję – oprócz realizacji wyroków TK w kwestii inicjatywy ustawodawczej rozszerzyć działalność o sprawy związane ze sprawami obywatelskimi oraz z działalnością NIK-u.

Senat może nabrać specyficznej roli obrońcy czy strażnika dobrego prawa w ogóle, a praw obywatelskich w szczególności. Myślę, że jeżeli uda nam się pójść w tym kierunku, to opinia publiczna to doceni, bo będzie to związane ze sprawami, które dotyczą ludzi.

Mam tu wątpliwości, bo jednak wybory do Sejmu wygrał PiS – zdobył ponad 43 proc. głosów. Gdy Senat będzie blokował PiS-owskie zmiany, będzie oskarżany o “działanie na szkodę ludu” niczym totalna opozycja. Merytoryczna debata i sprawy obywatelskie nie są dziś w cenie, bo gdyby tak było, to na manifestacje przed Sejm przychodziłyby setki tysięcy, a nie setki.
Jedni PiS popierają, drudzy nie. Mają w Sejmie większość, ale w narodzie nie, więc muszą być ostrożni w tym, co robią, i w tym, co mówią. Oczywiście znam te argumenty, ale nie obawiam się tego, bo Senat nie może blokować żadnych ustaw, dlatego że ma 30 dni na podjęcie decyzji. Jeżeli tego nie zrobi, to uznaje w ten sposób, że ustawa nie wymaga poprawek i idzie wprost do prezydenta. Natomiast to, że Senat będzie debatował nad tym poważnie, że będzie prosił o opinie i uwzględniał opinie prawników senackich, co ostatnio nie miało miejsca, że będzie czasami prosił o opinię organizacje pozarządowe czy zainteresowane grupy społeczne, tylko przyda mu blasku, a na koniec zgłosi poprawki i odeśle ustawę do Sejmu. Większość sejmowa może odrzucić te poprawki, ale to już będzie fakt publiczny i wszyscy będą wiedzieć, o co chodzi.

Nie będzie już tak, że przychodziła ustawa z błędami, wszystkie poprawki prawników były odrzucane. To się zmieni.

NIK dementuje informacje o dymisji pana Banasia. Wierzy pan, że w tej sprawie nie będzie żadnego nagłego zwrotu sytuacji?
Nie wiem, pan Banaś oczywiście może iść w zaparte i gdy się uprze, to odwołanie go jest niemożliwe, bo praktycznie trzeba by go postawić przed Trybunałem Stanu. Na pewno to się nie stanie w tej kadencji, która się kończy. Później PiS będzie bardzo wstrzemięźliwy, ponieważ kandydat będzie musiał być zatwierdzony przez Senat, a z tym może być kłopot. PiS ma tu spory zgryz, bo z jednej strony widzi, że popełnił straszny błąd z wyborem pana Banasia, i to będzie ciążyć, a z drugiej strony za bardzo nie chce wypuścić z rąk tej funkcji. Czekam też na wyniki tej bardzo dokładnej kontroli, o której pan Mariusz Kamiński mówił, jaka to jest szczegółowa. Gdyby z tej kontroli wynikało, że CBA kieruje sprawę do prokuratury, byłby większy nacisk na pana Banasia, ale i tak, jak się uprze, to ten stan będzie trwał.

Gdyby Banaś zrezygnował, to PiS ma mandat, aby wybrać nowego szefa NIK-u jeszcze w tej kadencji?
Przypominam, że jak były wybory sędziów TK i trzech sędziów wybrano jeszcze za kadencji upływającej, przy czym nie było to po wyborach, tylko przed; PiS uznał, że tak nie można było zrobić i unieważnił ich wybór. W tym wypadku jesteśmy posunięci 3 kroki dalej. Cały ten wybór byłby dokonany po wyborach. Oczywiście prawnie można wywodzić, że Sejm ma jeszcze pewne uprawnienia, tylko zwracam uwagę, że są jeszcze inne przeszkody, jak regulamin Sejmu, który mówi, że na zgłaszanie kandydatów jest 21 dni, zatem trzeba by jeszcze zmieniać regulamin. Krótko mówiąc, robić farsę z prawa, ale

PiS nie takie farsy robił.

Cieszy się pan, że lewica wróciła do Sejmu?
Tak, bo bardzo jej brakowało. Cieszę się, że połączyli siły, bo tylko to dawało sensowny wynik. Oczywiście ugrupowania będą rywalizować w jakiś sposób pomysłami, ale liczę na to, że w sprawach zasadniczych, ustrojowych, w sprawach dotyczących życia społecznego, praw kobiet, edukacji, LGBT będzie współpraca z Koalicją Obywatelską. Ja w każdym razie będę do niej namawiał.


Zdjęcie główne: Marek Borowski, Fot. Flickr/Katarzyna Czerwińska/Kancelaria Senatu, licencja Creative Commons

Reklama