Reklama

Obie frakcyjki, zarówno Ziobry, jak i Gowina, walczą o przeżycie. Jedni i drudzy już wiedzą, że w najbliższych wyborach Kaczyński na listy ich nie weźmie, a jak weźmie, to szczątkowo. Dlatego muszą powalczyć o własny elektorat i Ziobro walczy o ten antyeuropejski i narodowo-katolicki, a Gowin o przedsiębiorców, trochę zaczął też ostatnio zabiegać o samorządowców. Dlatego muszą twardo stawiać warunki i raczej chcieć, aby Kaczyński ich wyrzucił, bo jak sami wyjdą, to nie będzie tego efektu. Im zależy na tym, aby mówić, że twardo stawiali warunki i dlatego ich wyrzucono, bo to mocniej przemawia do opinii publicznej – mówi nam senator Marek Borowski. I dodaje: – Różnica między Tuskiem a Morawieckim jest taka, że Morawiecki przepisał majątek na żonę, gdy miał go ujawnić i  wypełnić jawną deklaracje majątkową. Donald Tusk przepisał majątek na żonę już po jego ujawnieniu. Wcześniej wypełniał deklaracje, które były wszystkim znane

JUSTYNA KOĆ: Czy pan ma majątek dla siebie czy przepisał pan na żonę?

MAREK BOROWSKI: Mamy majątek wspólny, żona ma również majątek osobisty, ale to inna sprawa. Oczywiście rozumiem, skąd to pytanie.

Donald Tusk przepisał majątek na żonę, co bezpodstawnie próbowano porównywać do zachowania Mateusza Morawieckiego…
Nie jest grzechem przepisywanie majątku na żonę, natomiast różnica między Tuskiem a Morawieckim jest taka, że Morawiecki przepisał majątek na żonę, gdy miał go ujawnić i wypełnić jawną deklarację majątkową. Donald Tusk przepisał majątek na żonę już po jego ujawnieniu. Wcześniej wypełniał deklaracje, które były wszystkim znane.

Reklama

Donald Tusk tłumaczy, że zrobił to w 2017 roku, aby żona czuła się bezpiecznie. W tle całej sprawy, jak przekonuje Tusk, był hejt na niego. Rozumie pan to tłumaczenie?
Tak, ponieważ

nie mamy do czynienia z niezależną prokuraturą, a z upartyjnioną, w ramach której działa Ziobro, który jest politykiem, szefem partii politycznej i może w niej wszystko.

Sam Ziobro zaproponował ustawy, który prawica radośnie przyjęła przy naszym sprzeciwie, które dają mu prawo praktycznie do wszystkiego. Może zlecać sprawy określonym prokuratorom, może je odbierać, jak mu się nie podobają wyniki śledztwa, może nakazywać odpowiednie działania, może ujawniać szczegóły śledztwa publicznie, oczywiście wybiórczo, jak w sprawie Sławomira Nowaka. Może też położyć łapę na majątku, mimo że jeszcze nie ma sprawy sądowej ani wyroku. Tusk miał prawo się obawiać, jak w tej anegdocie, że zanim się okaże, że wilk to nie był wilk, tylko zając, zostanie ubity. Proszę wziąć pod uwagę, że to są dzikie autorytarne obyczaje, białoruskie, i w tej sytuacji trudno się dziwić, że podjął taką decyzje. Różnica w stosunku do Morawieckiego jest istotna.

Jarosław Kaczyński twierdzi, że Izba Dyscyplinarna już od kilki miesięcy była do likwidacji i że nie ma to żadnego związku z orzeczeniem TSUE. Kupuje pan to tłumaczenie?
Oczywiście grosza za nie nie dam, bo wiadomo, o co chodzi. Najpierw dezawuowano UE i TSUE, wysyłało się zapytania do podporządkowanego TK Julii Przyłębskiej, co wygląda, jakby Kaczyński pytał sam siebie. To wszystko po to, aby powalczyć z Unią, ale ponieważ UE się tym nie przejęła i dała jasny termin, a Skarb Państwa został zagrożony nie tylko karami, ale nie wiadomo też, jak będzie z Funduszem Odbudowy, to wymyślono taką historyjkę, aby nie przyznać, że robi się coś tylko dlatego, że orzeczenia TSUE muszą być realizowane.

W dalszym ciągu Kaczyński trzyma się wyroku Przyłębskiej, że nie musimy tego robić, ale robimy, bo chcemy. Rozumiem, że do tej pory nie chciał, a teraz zachciał.

Dopatruje się pan w tym jakiegoś „szwindla”, że sprawa ID zostanie zamydlona, zmiękczona?
Niestety nie mam wątpliwości, że będzie tu się odbywało jakieś krętactwo. To zresztą będzie łatwo stwierdzić, bo my w Senacie właśnie przegłosowaliśmy podjęcie inicjatywy ustawodawczej w tej sprawie pt. likwidacja ID. Oczywiście na razie poszło to do konsultacji i zobaczymy, co rząd powie, we wrześniu będzie pierwsze i drugie czytanie i postaramy się to przyjąć i posłać do Sejmu. Wtedy zobaczymy, co rząd na to.

My mówimy jasno, że ID musi zostać zlikwidowana. Umowy o pracę z sędziami i prokuratorami, którzy tam zasiadają, powinny być rozwiązane, natomiast sprawy wracają do Izby Karnej, gdzie zresztą zawsze były. To oczywiście nie musi być model docelowy. Ten można dopracować, ale nie tak jak zostało to zrobione. Problemem jest też KRS, przecież ID została uznana za nie-sąd, ponieważ została wybrana przez nieprawidłowo utworzoną KRS, do tego doszły jeszcze praktyki ID, czyli karanie za orzeczenia, za pytania zadawane przez sędziów do Trybunału Sprawiedliwości, tzw. pytania prejudycjalne.

Ta Izba poza formą jej wybrania była także biczem na sędziów, którzy nie chcieli podporządkować się PiS-owi i Ziobrze.

Zbigniew Ziobro przełknie tę pigułkę? Już karci I Prezes SN za zawieszenie ID. Czy koalicja rządząca przeżyje tę zmianę?
Pani prezes Manowska sama jest sobie winna, bo została wybrana 20 proc. głosów, co powoduje, że jej mandat jest bardzo słaby. Mogła go wzmocnić, gdyby zachowała się przyzwoicie, czyli w momencie wyroku zawiesiła działalność ID. Ona tego nie zrobiła, zaczęła kluczyć, najpierw powiedziała, że czeka na decyzję premiera, czym sama potwierdziła, że jest całkowicie zależna. Potem nowe sprawy kazała przesyłać do siebie, pewnie zamknie je w sejfie, a w starych sprawach zwraca się do sędziów, aby się zastanowili, czy chcą je rozpatrywać.

To wygląda niepoważnie, a nawet te słabe ruchy spowodowały furię u Ziobry, który uważa, że z UE w ogóle nie trzeba się liczyć. Jego polityka jest jasne: niech go wyrzucą nawet ze Zjednoczonej Prawicy, bo wówczas pójdzie do wyborów jako skrajna antyeuropejska narodowo-katolicka prawica. Zabierze elektorat Konfederacji, weźmie innych zacietrzewionych antyeuropejczyków i zrobi 7-8 proc. i wejdzie do Sejmu. Być może nawet uważa, że będzie języczkiem u wagi.

Kaczyński jest w jego sidłach, bo nie może go teraz wyrzucić, bo już mu kompletnie zabraknie głosów, i musi tolerować jego wybryki. Dodatkowo ma świadomość, że Ziobro jako prokurator generalny ma w ręku różne informacje, które byłyby niewygodne dla Kaczyńskiego.

Oczywiście wcale mi nie jest go żal, bo sam sobie ten problem wyhodował i teraz musi z tym potworkiem coś zrobić.

Porozumienie Gowina zostało w koalicji. „Wyborcza” pisze, że 5 gowinowców było dogadanych z PiS, wobec czego nie mogli wyjść z koalicji, bo byłoby po Porozumieniu. A może i tak już jest?
Obie te frakcyjki, zarówno Ziobry, jak i Gowina, walczą o przeżycie. Jedni i drudzy już wiedzą, że w najbliższych wyborach Kaczyński na listy ich nie weźmie, a jak weźmie, to szczątkowo. Dlatego muszą powalczyć o własny elektorat i Ziobro walczy o ten antyeuropejski i narodowo katolicki, a Gowin o przedsiębiorców, trochę zaczął też ostatnio zabiegać o samorządowców. Dlatego muszą twardo stawiać warunki i raczej chcieć, aby Kaczyński ich wyrzucił, bo jak sami wychodzą, to nie ma tego efektu. Im zależy na tym, aby mówić, że twardo stawiali warunki i dlatego ich wyrzucono, bo to mocniej przemawia do opinii publicznej.

Kaczyński tego nie zrobi, bo rząd straci większość.
On ma tam ten plankton, ma Kukiza. Zresztą proszę zobaczyć, co tam się dzieje. Chociażby historia pana Kołakowskiego pokazuje, jak korumpuje się posłów, bo pan Kołakowski dostał stanowisko za kilkadziesiąt tysięcy złotych w BGK. Kolejna sprawa to reaktywowanie Akademii Zamojskiej, które trafiło do Senatu. Okazuje się, że ustawa ma zmienić wyższą uczelnię w Zamościu na Akademię Zamojską. Niby jej pracownicy powinni się cieszyć, ale jakoś nie chcą. Pewnie dlatego, że po pierwsze o zmianie dowiedzieli się z gazet, po drugie ustawa przewiduje, że ze wszystkimi pracownikami, łącznie z rektorem, rozwiązuje się umowy o pracę. Nowego rektora wyznaczy Czarnek, który po prostu przejmie tę uczelnię. Najlepsze, że na rektora przewidywany jest poseł od Kukiza.

To korupcja polityczna na ogromną skalę. Kaczyński będzie się takimi działaniami posługiwał i pewnie uciuła głosy.

Co w sprawie szczepionek powinien zrobić rząd?
Te działania wymagają ustawy, ale pewne grupy muszą być zaszczepione; to medycy, ale i nauczyciele, również wstęp na pewne zgromadzenia tylko dla zaszczepionych. To jasno rząd powinien zapowiedzieć, że jeżeli ilość zakażeń przekroczy jakąś liczbę, to zostanie ogłoszony wstęp tylko dla zaszczepionych. To nie jest działanie natychmiastowe, ale każdy powinien być tego świadomy.


Zdjęcie główne: Marek Borowski, Fot. Flickr/Kancelaria Senatu/Michał Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama